Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


środa, 11 listopada 2009

(389) yamashita

Pani Lovett podda dzisiaj obróbce termicznej blog - yamashita.
Pierwsze wrażenie: 0/10
Witam Państwa w "szoł wieczorową porą", o wdzięcznej nazwie: „gotuj z mistrzem tasaka Panią Lovett. Dzisiaj będziemy siekać, kroić, piec, gotować, bełtać i poddawać innym torturom potrawę, jakby się mogło wydawać już przyrządzoną, w której składnikiem głównym jest yamashita. Nie od dziś wiadomo, że mój świat języków wszelakich, rządzi się własnymi prawami, dlatego zasadą „luźnych skojarzeń”, adres przywodzi mi na myśl jamę gówna (przyp. aut. yamashita – od japońskiego „yama” - „jama” i od angielskiego „shit” – „gówno”). Co oczywiście z gotowaniem i resztą bloga ma taki związek, jaki Kuba Fidela Castro z demokracją. Pozostaje jeszcze opcja, że jest to Twój nick, coś w rodzaju „diety Kwaśniewskiego”. Zaznaczę, że moje słowniki języków obcych wyraziły swego rodzaju bezradność wobec prezentowanego słowa. Wniosek: równie trafna nazwa, jak amerykańska trymbambulka łamane przez ruska nieodgadka, albo mimry z mamrami i kocie gówno z chrzanem. W dodatku zafundowałaś (chyba w formie deseru) mega sugestywny tytuł bloga w taki sposób, że zaraz moja początkowa uwaga o bełtaniu będzie słuszna i wyhaftuję kolorowego pawia na dywanie. To wygląda mniej więcej tak: „□□□□□□□□□□”. Może to oznaczać zarówno: „szukam w tartaku ostatniej deski ratunku”, czy też :„Po co wam wolność? Przecież macie telewizję.” Co najmniej przykro mi się zrobiło, że używasz takich mało wyszukanych przypraw. Nie trzeba się urodzić super geniuszem, żeby do takiej myśli dojść, a idąc w tym kierunku można stwierdzić, że □□□□□□□. Prawda, że logiczne? Nie chciałam tego mówić, ale mam pewne obawy, że potrawa o magicznej nazwie yamashita okaże się zwykłą kichą, albo inaczej śląskim krupniokiem. Co dziwne, przy całym tym ekscentrycznym zestawieniu smakowym, spotykamy się tutaj z rozgwieżdżonym niebem. Gwiazdki na niebie, granatowe tło, co z granatem formy jadalnej ma niewiele wspólnego, zaryzykuję stwierdzenie, że więcej wspólnego ma z nieco bardziej wybuchowym granatem z zawleczką, którego mam ochotę użyć, żeby cała ta kaszana zawierała więcej krwi niż powinna. Tak między nami… to jest masakra jakaś. Już teraz wiem, czymże jest ten tajemniczy składnik. To jest CEBULA! Ma warstwy, a w dodatku od patrzenia na nią łzawią oczy! Wrzućmy więc cebulkę na patelnię, dolejmy oleju i poczekajmy, aż się trochę zeszkli. Jednak obawiam się, że to niewykonalne. Do gotowania (jakby ktoś nie załapał metafory, to szybciutko tłumaczę, jak to czytać: do pisania bloga) potrzeba trochę kunsztu i zwinności w palcach. Ten źle skrojony placek niestety nie sprawia wrażenia apetycznego. Całość jest oczointensywna, a użyty w projekcie niebieski, nie nastraja mnie zbyt optymistycznie.
Nagłówek: 0/5
W tym momencie cały mój początkowy głód przerodził się w przenikliwy ból pod żebrami. Czemu? Bo nagłówek wyraża mniej więcej to samo, co Twoja belka. Mam ochotę złapać czosnek, krzyżyk, wodę święconą, kołek osikowy i złożyć Ci wizytę. Według mojej myśli: ignoruję ignorantów, odwracam się na pięcie ukazując zgromadzonym swoją wialnię. Znów pytasz: czemu? Ponieważ Twoje cacko mi się nie otwiera! Skoro nie zadbałaś o udostępnienie tajemniczego nagłówka wszystkim, ja nie zamierzam wnikać, szukać i dochodzić, jako, że z detektywa mam tylko i jedynie zdolność kojarzenia faktów.

Treść: 0/10
Spróbujmy więc tej potrawy, która zawiera dziwne składniki, jeszcze dziwniej się nazywa, a skiśdana razem tworzy przykry widok. Miejmy nadzieję, że jest smaczna, a jeżeli nie, to przynajmniej strawna. Zacznijmy od notki: „Witam!”. Przyznam szczerze, że mało odkrywczy tytuł, brzmi trochę jak z expose premiera, czyli innymi słowy, jak z ust kogoś, kto połknął stempel armatni, a nie nadaje się na luźne powitanko z czytelnikami. Przeczytałam te Twoje nędzne wypociny i otworzył mi się nóż w kieszeni, zapewne gotów by mordować twórców tekstów temu podobnych. Nocna pora zobowiązuje mnie do bycia mało subtelną, a więc z ręką na sercu mówię, że mi to tito, jaki tytuł bloga mają Twoje koleżanki, czy to są trzykropki, czy inne kulfony. Mogłyby mówić nawet o smaku elfickich paznokci, a ja miałabym to w oku Saurona. Cóż z Twojego postu „wybitnej mądrości”, dowiedziałam się nie tylko, co Twoja belka oznacza, ale czemu jest taka, a nie inna. W tej części oceny, gościnnie wystąpią cytaty, bo bez nich ciężko będzie opisać skalę zjawiska.
Cytat: „"Głupota człowieka noszącego polski odpowiednik imienia Yumi", no, imię Sandra nie jest polskie, ale trudno. Nie stać mnie było na nic mądrzejszego.” No właśnie zauważyłam. I ciśnie mi się na usta, że trzeba byłoby zmienić tytuł bloga na „Sandrowy bełkot”, bo do niczego innego porównać tego nie podobna.
Cytat: „Mam na imię Sandra (po Japońsku Yumi i Yamashita), mam 12 lat i jestem z Przysuchy - dziury położonej jakieś 40 km od Radomia.” No proszzzz… Yamashita z Przysuchy. Globalizacja przede wszystkim. Zaznaczę, że dla mnie to całkowite zbyteczne informacje, ale myślę, że jakiś pedofil może Cię przez Internet zlokalizować, a ja mu wystawię coś w rodzaju błogosławieństwa, bo wychodzę z założenia, że za głupotę trzeba słono płacić. Twoja prośba o komentarze sprawiła, że rozsypałam się na milion kolorowych kawałeczków, jak poczwara z filmu science fiction, cytuję: „6 Dziękuję xD Ale proszem (xD) o więcej ^^”. Dobrze, że Turbodymoman nie musi błagać o komcie.
Oszczędzając czas wszystkim przechodzę do postu, w którym zapewne nastąpi mój zgon, dzięki trwałemu uszkodzeniu czoła, które systematycznie od wejścia na Twojego bloga uderza w blat biurka. Drugi post, a zarazem ostatni, jest równie tragiczny. Najpierw wycharczałaś, jakąś niezrozumiałą dla mnie jąkaniną, że niby koniec wakacji, ale jednak zakończenie roku, a Ty, jak to masz w zwyczaju krzyczysz. Potem jest coś, czego już w ogóle nie rozumiem, cytuję: „Muszę przyznać, że to anime jest przeznaczone dla osób pełnoletnich i lubiących zagadki. Ale kto się trzyma jeszcze tych zasad...?” O Wielki Kanionie! Nie dość, że wykazujesz się totalnym brakiem szacunku do całej rasy ludzkiej i zmuszasz ją do podziwiania tego odmóżdżonego oczopiżgacza, to jeszcze nie respektujesz podstawowego prawa naszego kraju! Dalej… Czy wiecie, że autorka tego czegoś porównuje się do wampira? Niech mnie dunder dundrnie!
Cytat: „Może lepiej zakończę ten bezsensowny wpis krótkim wyrazem sayonara.” O dzięki nadludzki Kami! Sayonara, krzyżyk w plecy i do widzenia się z Państwem! Fuj! Odpalam wrotki i ewakuuję się stąd! Czym prędzej!
Ortografia i poprawność językowa: 0/10
Niech mnie fura z gnojem przejedzie, jak dam Ci jakikolwiek punkt za te farmazony! Tak! Jestem zdesperowana i zamierzam tępić, uzbrojona w cokolwiek, (globus, puchate kapcie, ołówek – model „nadgryziony zębem czasu”, czy inne cudo, które mam pod ręką) to niewydarzone dziadostwo! Nie dość, że Twoje wypociny są co najmniej chaotyczne, to jeszcze przeplatane ordynarnymi emotikonami! Oko mi lata i po raz pierwszy w swej blogowej egzystencji zamierzam użyć emotikony, coby nie pozostać dłużną Twojej wymizerowanej twórczości: ( x ) Niech się teraz inni głowią, co ja mam na myśli. Wracając do ortografii, muszę z bólem serca przyznać, że zachowałaś jej resztki, ale cóż z tego, skoro wszelkie inne elementy, składające się na poprawną polszczyznę podzieliły tutaj los nielota dodo.

Układ: 0/5
Czy to już skończone? Wygląda jak w fazie artystycznych zamierzeń. Albo raczej, jak zaprojektowana w napadzie niepoczytalności scenografia do „Alicji w Krainie Czarów”. Wszystko za małe, za duże, bądź w niewłaściwym miejscu. Tobie opisywać swojej skromnej osoby się nie chce, a mnie też się może nie chcieć wnikać w bajoro, które śmiesz nazywać blogiem.
Temat: 0/5
Ten temat jest dla mnie równie odległy, jak stacja badawcza na Antarktydzie. Tym samym staje się niemożliwym do przebrnięcia i powoduje u mnie napady regularnego szału, bo cokolwiek mówisz i z czymkolwiek się publicznie obnosisz, dotyczy mnie to tak jak gówienko komara w Arizonie.
Czytelność i obrazki: 0/5
Ha! To dziewczę wygląda, jak rodem z teatru Kabuki! Gwiazdeczki, zestaw kolorystyczny i inne duperszwancle, które na blogu umieściłaś powodują u mnie drgawki, rzeżączkę i temperaturę. I ból gardła. I głowy. I zębów też. A kysz z tym ode mnie! Mówiąc poważniej: jestem przerażona Twoimi niezmierzonymi talentami graficznymi, literackimi i innymi, zapewne nie do opisania w ludzkim języku.
Dodatkowe punkty:
Zabrakło skali na termometrze.
Punkty: 0/60
Ocena: niedostateczna.
Chyba jeszcze nikt nie powalił mnie w taki sposób, ale możesz się czuć zaszczycona, bo jako jedyna nie otrzymałaś ode mnie żadnego punktu, co już świadczy o swego rodzaju, osobliwym talencie.

4 komentarze:

  1. Witam, z tej strony stara właścicielka ocenianego powyżej bloga. To dość samolubne, ale chciałabym zwrócić się do właścicielek bloga z prośbą o modyfikację tego wpisu, przynajmniej w części mówiącej o moim pochodzeniu. Z góry dziękuję i przepraszam za kłopot.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj.
    Bardzo mi przykro, ale nie możemy tego zrobić. Autorką oceny jest pani Lovett, z którą kontaktu nie mamy, a w jej ocenie nie będę grzebać, bo to nie do końca zgodne z moim powołaniem do kierowania Opieprzem.
    Mogę obiecać, że uruchomię stare kontakty i postaram się z nią skontaktować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ponawiam prośbę sprzed trzech lat i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Czy mogłabyś napisać, o co konkretnie wnosisz? Czy chodzi ci o usunięcie tego fragmentu, czy też o jego zmianę?

      Usuń