Strony

piątek, 4 lutego 2011

(706) hinter glas



Pije Kuba do Jakuba, Jakub do Zoltana, piję ja, pijesz Ty kompanija cała, a kto nie wypije tego hinter Glas.

Pierwsze wrażenie: 7/10

Jest, proszę państwa – oryginalność inaczej! Wszystkie kozie bibki silą się na angielski, a tu proszę – adres po niemiecku. „hinter gals” nic mi to nie mówi, kompletnie do mnie nie przemawia. Chociaż nie, jest olśnienie… Nie, jednak nie, bo nie wiem, cóż ten „glas” znaczy. Gdyby było „Glas” to jeszcze mógłbym się pokusić o interpretację, a tak, to nie wiem. Jakiego języka użyłaś do napisania adresu? Może cioci Kloci, bo świetnie pasował i do ust Ci się zmieścił. Moja mała myszko, ja taki głupek jestem, ale wiem, że w języku niemieckim rzeczowniki piszemy duuużą literą, a skoro w adresie nie dało się tego zrobić, to trzeba było napisać go po polsku, a nie silić się na pseudo oryginalność. Wyobraź sobie, że taki adres w polskiej wersji jest wolny i do wzięcia, prawie tak jak ja.

Der Balken (żeby było po Twojemu) też zgermanizowałaś, może nie postrzeżenie granica nam się przesunęła, a ja się nawet nie zorientowałem. Fakt, mieszkam blisko naszych zachodnich sąsiadów, ale wszyscy w koło jeszcze po polsku rozmawiają. Może coś przespałem? Może tu u nas już Nowa Germania nastała. Czwatra Rzeszapospolita, heil meine klaine unlikie. Dobra, cóż nam owa belka mówi: Meine ganze Welt verschwindet hinter deim Glas, wenn du bist hier nicht. Uwaga! Będzie tłumaczenie (jeśli się pomyliłem, błagam, poprawcie mnie): Mój cały świat znika za szkłem, kiedy ciebie tu nie ma. Głębokie, bardzo głębokie i nasuwa myśl o piciu do lustra ze szklanki pełnej białego, wysoko procentowego soczku. Zastanawiam się, co Cię natchnęło do umieszczenia tego na belce? Blog ma kategorię, o mamusiu, gwiazdy i fani – będę się musiał podszkolić. Zaraz tu jest prolog? Piszesz opowiadanie? To jak mam ocenić to dzieło? Wracajmy do belki, nie, pan może usiąść, panem panie Belka zajmę się za chwilę. Jakoś nie chce mi się przekopywać internetu w poszukiwaniu autora tychże słów, dlatego założę, że sama to wymyśliłaś. Fakt, że napisałaś to po niemiecku, podsuwa mi myśl, że będzie o jakiś gwiazdkach z tamtych stron. Fajnie tylko wypadałoby poinformować czytelnika, kim są owe osoby, bo nie każdy ogląda „Unter uns” i słucha muzyki zza zachodniej granicy. Jeżeli to, kim są, nie ma dla opowiadania żadnego znaczenia, to trzeba było umieścić blog w kategorii opowiadania.

Szablon ładny i schludny aż mnie zatkało. Taki kobiecy, bardzo kobiecy. Lubię odważnie kolory, przemawiają do mnie o wiele bardziej niż szarości i inne bure paskudztwa. Do tego jeszcze ten rudy – chyba machnę sobie garaż w takim kolorze, co by się moje autko nie smuciło. Szablon mi się podoba i tyle. Zdjęcie? Ruda dziewuszka z workiem jutowym owiniętym wokół twarzy. Czemuż ona się chowa? Nie wiem. Pewnie ma jakąś tajemnicę, może wampirze kły? Oczy jej płoną, a w zasadzie to jedno oko, niczym wilcze ślepia nocą. Czuję się zahipnotyzowany tym spojrzeniem… Tak moja pani, zrobię co karzesz. Co! Tego na pewno nie zrobię. Za dużo się głupich filmów naoglądałaś, kobieto. Czy ja ci wyglądam na jakiegoś jogina? On może dałby radę, ale ja taki zdolny nie jestem. Pod zdjęciem ciepłe słówka nawiązujące do miłości, jak nic będzie romansidło, ale nie będę dociekał przed czytaniem, bo to byłoby nieładnie. Pod spodem trzy magiczne formuły, które należy kliknąć, nie wymówić, przenoszą w świat: linków, starych szablonów i bohaterów. W linkach, o zgrozo, nie ma tego najważniejszego, czyli do mnie, a poważnie, nie ma linku do opieprzu, więc będę cię musiał ukarać, zabierając pięć punktów – to dużo, wierz mi. Przestałaś też zaglądać do swojego bloga, bo nie odpowiedziałaś na moją wiadomość, cóż, nie ma okoliczności łagodzących.
Pofikam sobie teraz po podstronie – bohaterowie. Umieściłaś zdjęcia, fajnie, fajnie. Widzę tu głównego bohatera, no… Muszę powiedzieć, że z taką buźką chłopaczek zrobiłby karierę w więzieniu o zaostrzonym rygorze jako materac na niejednej pryczy. Zostawmy jednak kolesia w spokoju, ja zamawiam tę rudą, nagą laskę i kij, że ona biedna jest i nawet wieszaka na pranie w domu nie ma, bo ręcznik na drzwiach suszy. Niczego się stąd nie dowiedziałem, niestety, poza wyglądem bohaterów, żadnego nawet skromnego opisu, kim są i czym się zajmują, obym dowiedział się tego z opowiadania.

Czcionka jest dobrze dopasowana, ma idealną wielkość i… a co się będę więcej rozpisywał.

Wiesz, kiedy pierwszy raz otworzyłem sobie stronę z Twoim blogiem, to naszła mnie ochota, a jakże, by dać Ci całe dziesięć punktów, ale nie mogę tego zrobić przez niemieckojęzyczny adres i belkę.

Treść: 12/25
Natrzaskałaś sporo rozdziałów, wieczorek mam z główki, może nawet więcej niż jeden wieczorek. Przeczytałem sobie prolog, poszperałem w internecie i już wiem, o kim piszesz. O słodziutkim jak pupcia niemowlaczka Tomciu Kaulitz z Tokio Hotel. Cacy, cacy; buzi, buzi; cmok, cmok. Dobra, nie ważne, nie znam zioma, ale jego postawa z Twojego prologu przemawia do mnie jak najbardziej. Chociaż to irytujące, że kreujesz go na kolekcjonera dziewic i nieczułego palanta, może taki jest, nie wiem. W drugiej części prologu poznajemy seksowną Vivienn, drugą bohaterkę opowiadania. Czekam momentu kiedy ich losy się splotą. Vivienn rozmawia z bratem przez telefon i to wtedy dowiadujemy się wielu ważnych rzeczy o niej, jedno tylko przygniotło mi bary „- Nie ładnie podsłuchiwać cudze rozmowy – pouczył ją tonem znawcy, równocześnie szepcząc coś do swojego otoczenia.” – zwolnij, kobieto, i wyjaśnij mi, jak ten cały Dawit mógł pouczać przez telefon swoją siostrę i równocześnie, czyli w tym samym momencie, szeptać coś do swojego otoczenia? To on brzuchomówcą jest, tak?
Klik, drugi rozdział, czytam, czytam – zaraz moment – ona się nazywa Jost? W prologu już padło to nazwisko i wypowiedział je sławetny Tom, cytuję. Coś mi nie halo, albo za mało przeczytałem. Dobra już wszystko wiem. W trzecim rozdziale napisałaś coś takiego „Leć się pi****yć ze swoim wspaniałym Tomem!”. Eee, co to jest? Te gwiazdki, ozdóbki. Przekleństwa i wszelkiego rodzaju wulgaryzmy, tak jak cyfry, piszemy w opowiadaniach słownie, bez takich dziwnych udziwnień. Popraw to, napisz „pieprzyć” i tyle, nie karz nam się domyślać. Poza tym masz dziwną manię nie pisania wprost, kto z kim rozmawia i gdzie przebywa. Przykład? Proszę bardzo. Rozdział piąty – dopiero po przeczytaniu jednej trzeciej zorientowałem się o co chodzi. Zaczynasz rozdział od dialogu, przez co nie mogłem się połapać. Rozdział szósty i autorce odwala, czarna czcionka i jestem w ciemnej dupie, za przeproszeniem. Pszczółeczko Ty moja najmiodniejsza, czarny to najgorszy kolor jaki mogłaś wybrać na tym bordowym tle; nic nie widać. Ludzie w komentarzach podniecają się, piszą, że mają „orgaźmik w spodenkach”, a u mnie jakoś tak…
Nie będę sobie oczków niszczył i po prostu nie przeczytam. Dobra zrobię to, tylko i wyłącznie dla ciebie, więc doceń, proszę, moje poświęcenie. Skopiowałem. Co Ty tu znowu za bzdury wypisujesz? W którymś ze wcześniejszych rozdziałów napisałaś, że młodzi gniewni z Twojego opowiadania mają po osiemnaście lat, a teraz piszesz, że oni studia internetowe pokończyli, tak wnioskuję bo: „- Wcale nie. Przecież mogłabyś wziąć naukę przez internet, wszyscy skończyliśmy w ten sposób szkołę i wcale nie było z tym problemu. A wtedy mogłabyś być z nami cały rok, a nie tylko te dwa miesiące w roku, kiedy jesteśmy w trasie i masz dobrą wymówkę dla dziekana.”. Dziekana? No, chyba że oni tacy genialni, ale z tego co mi wiadomo, to system szkolnictwa w Niemczech różni się od naszego i nawet stopnie mają inne niż u nas, to znaczy u nich jedynka to najwyższa ocena. Czyli wypadałoby pamiętać, co się wcześniej napisało i jeszcze jedno – warkoczyki to nie dredy, na miłość boską.

Opisy 2/ 5
Szczerze mówiąc czegoś mi tu bark. Pięknie opisujesz zachowania swoich bohaterów, ich mimikę i gesty, ale pomijasz tak istotną sprawę, jak otoczenie. Przerzucasz akcję z miejsca w miejsce, ale nie opisujesz tych miejsc. Na początku myślałem, że to takie celowe działanie, bo w prologu fajnie opisałaś pokój dziewczyny i mogłem się wczuć w atmosferę w nim panującą, później jednak tych opisów stanowczo brakuje. Na przykład, na początku trzeciego rozdziału akcja toczy się w kuchni – w domu czy mieszkaniu tego już nie wiadomo – ale niczego o tym pomieszczeniu się nie dowiedziałem poza tym, że okno miało szeroki parapet i były tam szafki kuchenne i chyba ekspres do kawy. To trochę za mało by móc wyobrazić sobie daną scenę. Brakuje detali np.: nieotynkowane ściany pomalowane białą farbą sprawiały wrażenie, że przebywa się w starym magazynie, podobnie ogromne okna podzielone metalową kratownicą potęgowały to doznanie. Takie pierdółki tworzą klimat miejsca. Musisz zwracać na to większą uwagę. Niestety, im dalej zagłębiam się w opowiadanie, tym gorzej. Opisów świata otaczającego Twoich bohaterów w ogóle nie ma, a to sprawia, że straciłem ochotę do czytania, bo nie mogę już dłużej wymyślać, jak mogło wyglądać to dane miejsce. Dwa punkty tylko i wyłącznie za opisy zachowań bohaterów, które są bardzo szczegółowe, a jak się głębiej nad tym zastanowić to nawet przeładowałaś.

Dialogi 4/5
Piszesz fajnym, luźnym stylem, nie ciągniesz wypowiedzi na siłę. Czytam sobie i wiem, że ludzie tak właśnie ze sobą rozmawiają. Nie strzelasz grypserką, której większość narodu, po prostu, nie rozumie. Dialog ładnie płynie, jest swobodny, zrozumiały, inteligentny. Nie ciesz się, nie będzie tak słodko przez cały czas, nie będę Ci robił dobrze do końca tej kategorii, bo odfruniesz i już nic do Ciebie nie dotrze. Muszę się przyczepić. Kiedy na plan Twojego opowiadania wkracza więcej niż dwóch ludziów i zaczynają ze sobą uprawiać radosny i mądraśny dialog, za kija w tyłku, nie mogę się połapać, co który z nich mówi.
„– Przynajmniej miałaś trochę emocji. – Wysepleniła, opluwając przy tej okazji rękę, jeszcze bardziej zdegustowanej Caroline.
– Jesteś straszna, nie daj się jej na nic namówić. Dla własnego dobra Viv. – Zostawiła blondynkę w spokoju, zamykając się w łazience.
– Więc co to za genialny pomysł? – Naciągnęła kaptur, osłaniając się przed zaczynającym kropić deszczem.”
Ze zdenerwowania zacząłem obgryzać kabelek, ten od ładowarki, jak mnie prąd porazi to będziesz mnie miała na sumieniu, pamiętaj. Wracając do przytoczonego dialogu, pomogłoby mu, gdybyś wstawiła w te zabawne opisy wypowiedzi imiona osób, które wymówiły daną kwestię. To pomogłoby również Zoltanowi.

Kreacja bohaterów i świata przedstawionego 2/5
W zasadzie już z prologu i pierwszego rozdziału można się dużo dowiedzieć o bohaterach, o cechach ich charakterów i zainteresowaniach. Jedziemy. Słodziutki miłośnik warkoczyków i nagich tyłeczków czyli Tom. Wykreowałaś go na wiecznie nadąsanego pajaca, który dyma wszystkie laski, jak Shrek żaby, włącznie z tą, która jest w związku z jego rodzonym bratem bliźniakiem, a to dupek. Potem nagle się okazuje, że on jej jednak nie ruszał, tylko ukartował całą sprawę z wyżej wymienioną, by pomóc bratu w spełnieniu marzeń. Co to za kit? Zaczęłaś go kreować na „biorę wszystko i nie przebieram”, a potem, pewnie pod wpływem miłości własnej, zmieniłaś go na super miłego chłopaczka, który zrobi dla swojego braciszka wszystko, nawet kozę z nosa wydłubie i pierdnie w oponkę. Trochę to dziwne, wiesz.
Cudna, seksowna i rudowłosa Vivienn to istota bezustannie grająca, udająca twardą sztukę, istna Zosia samosia, która wszystko sama, sama, sama, wielka mi dama. Wciska swój mały zgrabny nosek w sprawy innych, nim wykituje zamierza zapewne zbawić świat, gra Tomowi na uczuciach – jak byś nie wiedziała to faceta się nie całuje, nie siada się mu na brzuchu i nie przesuwa się dłońmi po jego nagim torsie jeśli się chce z nim tylko przyjaźnić. Taka prowokacja na pewno nie wyjdzie Tomowi na zdrowie i samej Vivien też nie, chyba że zamiarem tej dziewczyny jest sprawienie, by ten chłopak dostał odcisków albo wypuścił się na łowy w miasto.
Braciszek Toma, Bill to istny gbur, raptus i tyle o nim wiadomo. Ach, zapomniałbym, jest jeszcze ślepy, bo nie zauważył, że jego dziewczyna kantuje go z jego własnym bratem.
Reszta bohaterów, chociaż ciągle przewijają się przez opowiadanie, to zgraja duchów. Są niewyraźni i rozmazani, dosłownie, bo nawet nie wiem jak wyglądają.

Świat przedstawiony – wcale nie jest przedstawiony. Wiem tylko, że Vivienn przyleciała ze stanów do Berlina, o samym mieście nie ma nic, potem razem z grupą jadą w trasę i pada hasło „Paryż”, nic więcej. W tym miejscu kłania się podpunkt „Opisy”. Całe opowiadanie jest zawieszone w próżni i opiera się na dialogach, nie ma nawet zarysu miejsc.

Fabuła 4/10
Po przeczytaniu prologu w mojej głowie zatrzeszczało, zadymiło i zaczęło działać myślenie. Normalnie wyłączone bo się przegrzewa. Obrazy zaczęły zalewać mój umysł, spłynęły na mnie niczym rzygi z przeciążonej karuzeli. Oto co ujrzałem: ona – tancerka baletnica, siostra kolesia, który ma grupę taneczną; on – sławny muzyk. Ona jedzie pomóc bratu w tworzeniu układów tanecznych. On poszukuje tancerzy do teledysku, występów nieważne, organizuje casting i jej brat się dostaje. Spotykają się, niby, przypadkowo i ciach; miłość od pierwszego wejrzenia, ale żeby było zabawniej, to podkochuje się w niej jeszcze jeden z tancerzy z grupy. On, czyli główny bohater ugania się za nią, bo go trafiło i to mocno, ona udaje, że jej nie zależy i takie tam. Jeśli się pomyliłem, to ogolę sobie coś, o czym podobno się nie mówi. No… i będę musiał sobie ogolić, niech to szlag! A, taki chciałem być cwany i przesadziłem. Zaskoczyłaś mnie, naprawdę. Myślałem, że to będzie kolejna przesłodzona historyjka z rodu „zwariowana fanka pisze”, pomyliłem się. Podoba mi się, jak tworzysz akcję i z rozdziału na rozdział staje się ona bardziej dramatyczna, a to głównie dlatego, że Twoja bohaterka jest śmiertelnie chora. To nie jest błahe i głupie, a opisywanie objawów choroby i samopoczucia Vivienn wymaga wiedzy, wyobraźni i umiejętności, których tobie nie brakuje.
Dotarłem do rozdziału piątego i akcja zwalnia, jakiś zakręt albo co? Gazu dziewczyno, trochę adrenaliny bo zaczynam się nudzić, a to źle dla oceny i opowiadania. Przy ósmym zaliczyłem dechy z nudów i oddałem się łapaniu biedronki, która skocznym krokiem przemierzała podłogę w mojej sypialni. Nie wiem, czego się spodziewałem na początku, może jakiejś dramaturgi, prawdziwego poruszającego nieszczęścia, a ty podajesz taką zamułę, że nawet niemiecka wersja Brzyduli ma więcej ciekawych zwrotów niż twoje opowiadanie, a muszę tu podkreślić, że w tym serialu w piątej serii ona ciągle brzydka jest.

Ortografia i poprawność językowa: 6/10
Muszę powiedzieć, że nie jest źle, chociaż to, co widzisz pod spodem, wyciągnąłem tylko z prologu, a to oznacza, że musisz jeszcze popracować, zwłaszcza nad końcówkami. Nie bój się końcóweczek, one nie gryzą, popieść trochę tego prawego Alta, nie lękaj się, klawisz się nie łamie i nie zużywa, a sprawia, że lepiej się czyta.

odmiana:
„Przez chwile pomyślał, że próbuję sprawdzać na ile jej pozwoli.” – (on) Przez chwilę pomyślał, że (ona) próbuje sprawdzać, na ile (on) jej pozwoli.

interpunkcja:
” Przeciągnął się leniwie,niechętnie unosząc powieki i pozwalając aby pierwsze promienie słońca niemalże go oślepiły.” – ej, leniwie rozciągnięta, po przecinku odstęp musi być a przed „aby” przecinek.
„Nie cierpiał poranków z całego serca, a już z pewnością nie takich jak ten, gdy po raz tysięczny odwracając się w drugą stronę zamiast mnóstwa wolnego,wprost na niego czekającego miejsca zastawał jedynie wpatrzona w niego fankę.Zupełnie jakby nie potrzebowały snu.” – mam Cię przełożyć przez kolano i lać, a potem sypać solą i patrzeć, czy równo puchnie? Patrz i ucz się moja droga asfaltowa: Nie cierpiał poranków z całego serca, a już z pewnością nie takich jak ten, gdy po raz tysięczny odwracając się w drugą stronę zamiast mnóstwa wolnego,wprost na niego czekającego (przecinek ponieważ te cztery poprzedzające słowa są wtrąceniem) miejsca (przecinek, bo oddzielamy imiesłów „odwracając” od czasownika „zastawał”) zastawał jedynie wpatrzona (wpatrzoną) w niego fankę.Zupełnie jakby nie potrzebowały snu. – po kropkach też musi być odstęp i dlaczego zmieniasz liczbę z pojedynczej na mnogą. Jeszcze raz przyjrzyj się dobrze i przeczytaj to sobie nagłos, najpierw swoją wersję a potem moją: „Nie cierpiał poranków z całego serca, a już z pewnością nie takich jak ten, gdy po raz tysięczny odwracając się w drugą stronę zamiast mnóstwa wolnego,wprost na niego czekającego miejsca zastawał jedynie wpatrzona w niego fankę.Zupełnie jakby nie potrzebowały snu.”. Teraz moja: Nie cierpiał poranków z całego serca, a już z pewnością nie takich jak ten, gdy po raz tysięczny odwracając się w drugą stronę zamiast mnóstwa wolnego,wprost na niego czekającego, miejsca, zastawał jedynie wpatrzoną w niego fankę. Zupełnie jakby nie potrzebowała snu.
„– Chcesz coś zjeść ? – podniósł się z kolan, podając jej skórzaną kurtkę.” – po co ten odstęp przed znakiem zapytania? Nigdy, ale to nigdy nie stawiamy odstępu przed: przecinkiem, kropką, wykrzyknikiem, znakiem zapytania, dwukropkiem, średnikiem. Robimy to, natomiast, przed: myślnikiem i po nim w wyróżnionym dialogu.
„- Jesteś..” – nie żałuj paluszków, wciśnij kropkę trzy razy, opuszki Ci się nie zedrą.
„Oh nasz [...]” – po wszystkich wyrazach wyrażających okrzyk: ach, och, hej itp. stawiamy przecinek i piszemy nie „oh” tylko „och”.
„Nic nie wskazuje na to abyś przymierał z zimna i głodu, więc w czym rzecz ?” – po „to” przecinek, bo mamy dwa czasowniki w zdaniu i znowu ten nieszczęsny odstęp przed znakiem zapytania.
„Ja nie chce żeby oni odstawiali na scenie jakieś wielkie choreografie,” – a, ja chcę, a nawet pragnę byś przed „żeby” wstawiła przecinek.
„[...] przez chwile panowała cisza, a następnie David odchrząknął znacząco nieco ich pospieszając.” – ja Cię za tę chwilę zamorduję, utopię i powieszę za powieki na swoim żyrandolu. Mniejsza, to powinno wyglądać tak: [...] przez chwilę panowała cisza, a następnie David odchrząknął znacząco, nieco ich pospieszając. Imiesłów wraz z jego określeniami oddzielamy od reszty zdania przecinkiem.

stylistyka:
„Poprawił zsuwającą się z łóżka pościel,ruszając chwiejnym krokiem do łazienki.” – a, jak on to zrobił? Jednocześnie szedł do łazienki i poprawiał pościel? Spryciarz, ja tak nie potrafię.
„Przez chwile zatrzymał na niej wzrok, jednak po chwili bez mrugnięcia okiem przeniósł go za okno.” – powtórzenie. Wiesz, co to jest słownik synonimów? To taki fajne coś, gdzie możesz znaleźć słowa zastępcze, które oznaczają to samo, co to, którego użyłaś dwukrotnie. Rozumiesz, co napisałem? Bo ja nie.
Przez chwilę zatrzymał na niej wzrok, jednak po paru sekundach, bez mrugnięcia okiem, przeniósł go na to, co znajdowało się za oknem.
„[...] z przyciśniętymi do piersi ubraniami skierowała się ku łazience, następnie w niej zamykając.” – co w niej zamknęła? ubranie czy siebie samą? bo to nie wynika jednoznacznie z drugiego zdania. [...] z przyciśniętymi do piersi ubraniami skierowała się ku łazience, gdy znalazła się wewnątrz, zamknęła za sobą drzwi. Wiem, to nie brzmi tak poetycko, ale przynajmniej jest poprawne i wiadomo, o co chodzi.
„Poderwała się na równe nogi równo z drażniącym dźwiękiem budzika [...]” – to „równo” zastąp słowem „jednocześnie”.
„- Doskonale. I nie przejmuj się faktem, że oni pamiętając cię z kolei jako rozwrzeszczanego, rozpieszczonego bachora – zachichotał perfidnie – w końcu minęło tyleee lat.” – tu mogłaś sobie darować „z kolei”. - Doskonale. I nie przejmuj się faktem, że oni pamiętają cię jako rozwrzeszczanego, rozpieszczonego bachora – zachichotał perfidnie. – W końcu minęło tyleee lat.
Jeszcze jedno, za często używasz imiesłowów, nawet w miejscach gdzie powinien się znaleźć czasownik, przykładzik: „Zacisnął dłonie na balustradzie, spuszczając głowę i zamykając oczy. Przez chwile wpatrywała się w jego plecy, dopiero po paru minutach, podchodząc do niego i obejmując go od tyłu.”
Czasami walisz takimi hasłami, że mi krzesełko spod zgrabnego tyłeczka wyjechało: „[...] zakochana fanka, spróbował odsunąć, choć głowę, nie łamiąc sobie przy tym karku”. Tak sobie myślę, że chyba ciężko samemu złamać sobie kark? Co, jak myślisz?

ortografia:
„chwile” – napisałaś to słowo tyle razy z błędem, że nie mogłem postąpić inaczej. Definicja błędów ortograficznych mówi, że: „są to wszystkie błędy wynikające z niewiedzy, nieprawidłowe dzielenie wyrazów, nieprawidłowe pisanie wyrazów łącznych i rozłącznych, wymyślanie nieobowiązujących skrótów oraz naruszanie zasad pisowni wielką i małą literą”. Przez chwilę, jedną chwilę a dwie chwile.
„nie radze” – nie radzę
„współprace” – współpracę
„Potrzebuje” – potrzebuję
„chce” – chcę
„pisze” – piszę

kitłaszącym – za to słowo dorzucam Ci jeden punkt, bo nigdy wcześniej go nie słyszałem, a ono jak najbardziej istnieje.

Oryginalność tematyki: 3/5
Oj, tak. Wiem, że ta kapela jest na fali, chociaż ostatnimi czasy trochę o nich przycichło. Jestem w rozterce… bo co mogę napisać? Ja nie należę do ich fanów i nie bardzo wiem, jak potraktować Twoje opowiadanie, które zasadniczo skierowane jest do miłośników Tokio Hotel. Normalny, postronny czytelnik, taki jak ja, nie będący zakręconym, zakochanym po uszy i jeszcze niżej (a może to do góry idzie?) entuzjastą – po prostu znudzi się i opuści stronę. Ale – zawsze jest jakieś ale – tak sobie teraz pomyślałem, pomysł z opowiadaniem nie jest zły, to zupełnie nowy sposób na powiedzenie światu – hej, ja lubię tych gości. Wiesz, że mogłaś użyć tej formy do opowiedzenia całej historii kapeli, która na pewno jest Ci znana. Owszem, można to przeczytać w Wikipedii, ale taki sposób byłby na pewno ciekawszy. Wracając do oryginalności tematyki Twojego bloga; cały internet pełen jest różnych stron poświęconych wyżej wymienionym; zdjęcia, ploty itp. nie jest to, więc jakieś wielkie odkrycie ale trzy punkty dostaniesz.

Dodatkowe punkty za wybitne zasługi 1/10
Jeden punkt za ciekawe nazwy do linków, bo sprawiają, że człowiek nie od razu wie, iż należy je kliknąć. Niestety, nie umieściłaś linku do opieprzu i dlatego z całej punktacji muszę Ci zabrać pięć punktów.

Suma: 24 dostateczny

Reszta jest milczeniem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz