Nerwowa reakcja na krytykę nie kładzie jej kresu. Przeciwnie, rodzi w oceniającym przekonanie, że ma rację w tym, co mówi. — Richard Carlson
Strony
▼
piątek, 11 lutego 2011
(707) deidara-tsudo
Garło boli mnieniemiłosiernie, a to doskonały pretekst do spalenia kogoś w ogniu ostrejkrytyki. Spróbujemy udowodnić, że Kapi + Deidara Tsudo + Metal + Ból gardła +zielona herbata = dobra ocena. Obawiam się, że mogę tę tezę obalić już teraz,ale nie narzucam zbyt szybkiego tempa, bo nam tezy do końca nie starczy, a dosklepu nikomu nie chce się iść (wiem, że lepiej pasowałoby tu słowo „flaszka”,ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma).
Ostrzeżenie: Ocenata jest jedną z najgorszych ocen na Opieprzu. Jej przeczytanie może grozić wypadnięciem mózgu, zapaleniem mięśniasercowego lub zawałem nosa. Ze mnie zaś wyszedł dzieciak, bo język tego tworuoceną co się zowie infantylnym jest ponad miarę.
Pierwsze wrażenie: 6/10
Zacznijmy może odfaktu, który napompował mnie ogromną ilością entuzjazmu – ta oto strona jest niczyminnym, jak opowiadaniem. Yahooray, chciałoby się zawołać. Niestety mój zapałuleciał ku Polom Elizejskim, a wszystkiemu winny adres. Nie da się ukryć, żepochodzi on z języka, który powoli doprowadza mnie do ciężkiej malarii (czyt. japońskiego). Jak tak dalej pójdzie, toniedługo Tworki staną dla mnie otworem, zaiste! Ja rozumiem, że angielski i japoński dają +25 do szpanu, ale opanujciesię, do ciężkiego nosorożca! Jest tyle wspaniałych języków – polski naprzykład. Albo łacina. Albo greka. Albo hebrajski. Albo arabski. Albo chińskinawet! Tylko nie angielski i japoński! Miejcielitość!
Co gorsza,wszystko mi mówi, że adresu to Ty sama nie wymyśliłaś. Czyżby imiona jakiśbohaterów? Czyżby FANFIK? Oj, powoli zaczynam tracić zapał, ma ktoś możeodrobinę podpałki? O, widzę tu jakiegośpartyzanta z Egiptu. No dobra, koktajl Mołotowa też może być. Dziękuję!
Jednakże ad rem!Widzisz, problem polega na tym, ja nie jestem fanem mangi ani anime, toteżtakie tytuły jak Naruto, Dragonball etc. znane mi są jedynie ze słyszenia. Czyli jestem zielony (i to wcale nie znaczy,że jestem Legionistą). Jak zapewne zdajesz sobie sprawę, to nie nastraja mniepozytywnie. Tak, to działa na Twoją niekorzyść. Poza tym oryginalności w tym tyle, ile cukru w mejzielonej – czyli wcale. Mówi się trudno,ne? Może się jeszcze wybronisz.
Patrząc jednak nabelkę, powoli zaczynam w to jednak wątpić. Po prostu mi słów zabrakło i to nie z wrażenia. Język wypowiedzi jest…dziki. Zajęło mi chwilę, zanimdomyśliłem się, cóż to autor tam sobie wydumał. Myśl jest naprawdę głęboka.Ciekawe, czy przejdę w adidasach, czy muszę kupić sobie kalosze. Z drugiej strony kalosze fajna sprawa.Przydadzą się, gdy mą ostatnią nadzieją będzie koza (ach, te wiejskieakcenty!).
Wracając jednak dotego kawała drewna pod powałą. Sens w tym jest, oczywiście. Nawet całkiemciekawy i, w innych okolicznościach, byłby doskonały. Teraz niestety za chusteczkę (a te są terazdla mnie w cenie złota!) nie mogę znaleźć żadnego powiązania z adresem. To wołao pomstę do herbaty, zaiste!
Czas rzucić okiemna ten przecudny szablon, którego wdzięk omotał mnie jakoby zaklęcie Gandalfa.Wprost nie mogę wyjść z wrażenia. Dobra, obiecuję, że nie będę nigdy więcejrobił takich głupich i niesmacznych żartów. Znaczy – nie mogę powiedzieć, że misię nie podoba. Wszystko to jednak jest dla mnie niedopracowane i w jakiś sposób niepełne. Zacznijmy może odnagłówka.
Przedstawia onmężczyznę i kobietę lecącą na wielkim, gołębiopodobnym stworze (taki to jakkupsko wysadzi, to się systemy antyrakietowe włączają…). To Twój twór, mówisz? Pod względem graficznym– bardzo udany. Podoba mi się księżyc izagięcia przestrzeni. Raz jest bardziej wklęsła, raz wypukła. Zapewne nie byłto efekt zamierzony, ale liczy się to, że mi się podoba. Przekaz nagłówka też jest dość ciekawy. Otóżwidzimy chłopaka, który jest wyraźnie zachwycony faktem, iż może swej „damie”pokazać świat z tej perspektywy. Ta wygląda jednak na mocno wkurzoną iniezadowoloną. Ach, te kobiety… Mniejszao to. W każdym bądź razie nagłówek doskonale obrazuje myśl, zapisaną pod owymobrazkiem: „Mężczyzna zwykle długopozostaje pod wrażeniem, jakie wywarł na kobiecie”. Czuję siędyskryminowany. Cóż, tak karma (Kapizakasłał i wypluł gardło).
Problem pojawiasię, kiedy zabieram się za ocenę szablonu jako całości. Po pierwsze nagłówekźle jest umiejscowiony – z trzech stron otaczają go interesujące paski, a zczwartej strony takiego paseczka już nie ma. To nie wpływa pozytywnie naestetykę, uwierz. Nie podoba mi się teżforma szablonu. Za bardzo przypomina mi obrzydliwe, betonowe bloki. No chyba że to specjalnie takie zrobione,jako hołd dla betonowych dżungli. Zresztą mniejsza, to i tak nie ma znaczenia.
Kolory są dobre inie gryzą się ze sobą za bardzo. Osiągnęłaś harmonię.
Układ niecoprzeraża i powiem Ci w nie-sekrecie, żepomysł z cofaniem się do strony głównej po każdym przeczytanym rozdziale jestmocno upierdliwy. Może na końcu każdego postu umieścić odnośnik do następnego?Byłoby to o wiele prostsze w użytkowaniu, nie sądzisz?
Podsumowując: Źlenie jest, ale wiele elementów wymaga poprawy. Wiem, że adresu nie zmienisz, alez belką sprawa ma się inaczej. Zmienisz ją, prawda? Prooooszę! Proponowałabymtakże włożyć odrobinę pracy w uporządkowanie szablonu, bo na chwilę obecnąwygląda na niedopracowany.
To tyle w kwestiipierwszego wrażenia. Czas zabrać się za czytanie.
Treść: 15,5/25
Fabuła:6/10
Pominę fakt, żepowinno być „rozdział” a nie „chapter”, bo tym zajmiemy się w dalszej częściprogramu (kłamię. Nie zajmę się tym później). Wiem, że to Cię zdziwi, aleprzeczytałem wszystkie rozdziały od deski do deski, więc nie obraź się jakpowiem coś bezsensownego gdzieś pomiędzy „a” a „b”.
Zastanawiam się,co rzec. Mój orzeszek, zdaje się,wyczerpał zasoby energii na następne tysiąclecie. Tylko walnę się w główkę gumowym młoteczkiemi ruszamy ku zdrojom niewiedzy!
Rozdział pierwszyjest upierdliwie żenujący, co – prawdę powiedziawszy – było do przewidzenia.Nie chodzi mi tutaj o poziom opisów czy dialogów (na które czas nadejdziepóźniej). Wręcz przeciwnie – te prezentują się całkiem dobrze. Narracja pierwszego akapitu jest wyjątkowa iniebanalna. Problem w tym, że próbujesz pisać śmiesznie – jak Pratchett – tyleże do niego to Ci jeszcze dziecinko daleko (słowo „dziecinko” wystąpiło tu zewzględów wersyfikacyjnych). Oczywiście –zapewne znajdzie się grupa blogerów, którzy będą się śmiać do rozpuku znazwania faceta kilkakrotnie panią. Uśmiałem się jak kobyła w sosie słodko-kwaśnym (tak, kobyły w sosiesłodko-kwaśnym się nie śmieją. Zasadniczo w innym sosie konina także się nieśmieje), jak pragnę fruwać! Nie mogę wyzbyć się wrażenia, że ktoś tuprzedawkował Cartoon Network, i tym kimś raczej nie jestem ja… Chociaż ten rozdziałpod względem infantylności do najgorszych się nie zalicza. W jednym z odcinków(nie pamiętam już którym) pojawił się następujący dialog:
„- Więc tak… Wtakich sytuacjach są trzy wyjścia – on również się cofał – Pierwsze:Niestawiasz się i tracisz wszystko… Drugie: Stawiasz się, obrywasz wgębę i tracisz wszystko… Nas interesuje jednak wyjście numer trzy. – Stanął wmiejscu i przybrał bojową postawę. Zdziwieni rebelianci zawachali się.
- Czyli?
Deidara wpakowałsobie głośno protestującą Tsudo na plecy.
- CHODU!!!”
Mnie przywodzi tona myśl Scoobiego i Kudłatego. Ach, te czasy dzieciństwa . Aż się rozczuliłem iz tego rozczulenia utnę Ci puńciochy nie maczetą, a słuchawkami. W gruncie rzeczy przez pierwszą połowęrozdziałów wszystkie posty są tak samo przepełnione infantylnymi dowcipami napoziomie malusich, słodziutkich i milutkich BACHORZYSK! Momentami naprawdę czułem się, jakbym trafiłdo oddziału zero. Albo mniej niż zero…
Później jednakakcja powoli zaczyna robić się coraz bardziej interesująca. Szef wszystkichszefów paktuje z jakimś okrutnym i złym faciem, pojawiają się jacyś bogowie,inne wymiary, Sieci etc. Zaczynaformować się jakaś intryga, a historia przestaje być zwykłą opowiastką dlaludu, mającą na celu przyprawienie ludzi o ujemnym IQ o uśmiech. Opowiadanie zaczyna robić się ambitne.Przeraża mnie tylko jeden fakt – równie dobrze mógłbym odpuścić sobie czteryrozdziały, a i tak wiedziałbym o co chodzi. Chociaż – co mnie przeraża – w ostatnim rozdziale znów wróciłaś domongolskich środków rozmieszania idiotków małych i dużych, a także tychśrednich.
Twoją piętąachillesową są jednak błędy, którymi rzucasz w prawo, w lewo i na drzewo też.
Powracając dopierwszych rozdziałów jednak. Taknaprawdę są one oparte o banalny wątek pościgu za demonem. Och, jakże to oryginalne! Jak dyplomy magisterskie na targowisku.Oczywiście bohaterowie przez cały czassię droczą, z czego od razu można wywnioskować, że w przyszłości się zakochają(chociaż jak na razie nie zostało to głośno powiedziane!). Ze specjalną dedykacją dla mego zażenowaniamusi napaść ich banda zbójów. Oczywiście nasi dzielni główni bohaterowiepokonują ich wszystkich. W takiej sytuacji, to nawet templariusze by siępoddali, zaiste! Pragnę Cię także uświadomić, że pomysł z umieszczeniem lasumieszanego obok dżungli było konceptem godnym antypochwały. Kiedy wychodzą zdżungli cieszą mordy, ale nagle zdają sobie sprawę, iż znaleźli się na pustyni.Takie rzeczy to tylko w Erze, najmilsza. Trzy strefy krajobrazowe tak się nie spotykają, jakkolwiek wyda Ci sięto niewiarygodne. Tak właśnie jest! Prawda, że to zaskakujące? Dżungle nierosną obok pustyń! Kurde, naprawdę trzeba skończyć geografię na UW, żeby o tymwiedzieć?
Potem znów siędroczą, droczą…
…i droczą…
… a także –zaskoczenie – droczą się!
I tak aż dorozdziału dziesiątego. Wcześniejsze pełne były bezsensu i czułem się, jakbymoglądał pokemony. Fabuła po prostu mniedrażniła i robiłem wszystko, żeby tylko oderwać się od czytania.
Od tego odcinkazaczęło mi się podobać i Twoje opowiadanie mnie zainteresowało. Inne wymiary, intrygi, demony wykorzystująceludzi – to kapibary lubią najbardziej (A tygryski wolą brykać, brykać).
Wprawdzie częstonadal wyskakujesz z bezsensownymi, pseudohumorystycznymi tekstami, alepojawiają się one coraz rzadziej. I dobrze. Cieszy mnie także, iż Twojatwórczość powoli zaczyna wykorzystywać do rozśmieszenia czytelnika niezabawnych uwag (które pasują raczej do ocen niż opowiadań), a charakterówpostaci. To o wiele lepsze, uwierz mi.
Podsumowując: Cóż, jakby nie patrzeć, pierwsze rozdziałyopowiadania są po prostu nie do zniesienia i czytając je miałem wielką ochotęodwiedzić vomitorium w przerwie pomiędzy rozdziałami. Widzę jednak, że zarównoTwoja wyobraźnia, jak i poczucie humoru rozwija się, a to dobrze. Dostajeszwięc sześć punktów. Bo najważniejszy jest progres – jak mawia mój rodziciel.
Opisy: 3/5
Zastanawiam się,od czego zacząć. Myślę, że dobrym punktem zaczepienia będzie fakt, iż opisówjest tyle co Nutelli w pustym słoiku.Oba fakty są dla mnie przerażające, aczkolwiek bezczelna pustość słoikademotywuje mnie nieco bardziej niż pustki opisowe w tworze Twym. Cóż, słoika nie namówię, ażeby stał siępełnym. Dla Twoich luk jest jeszcze nadzieja.
Wiesz na czympolega Twój problem z opisami? Jak najbardziej – pojawiają się one od czasu doczasu, wskażą kto co do kogo mówi i czasem zawierają jakąś zabawną (to kwestiasporna) dygresję narratora. Problem polega jednak na tym, że to wszystko jest takie odrobinkę płowe iodczuwam niedobór opisywania. W opowiadaniach występują często dwaschorzenia: Niedopis i nadopis.
Historie chore naniedopis przypominają scenariusze filmowe. Te chore na nadopis zawierają całąmasę opisów. Każde miejsce akcji jest w takich opowiadaniach pokazane bardzodokładnie. To także nie jest dobre, ponieważ niemożliwym jest opisaniewszystkiego bez zanudzenia czytelnika. Złotym środkiem jest opisywanie każdegomiejsca wcielając się w bohatera. Wiesz co to znaczy? Wyobrażasz sobie, żejesteś bohaterem. Jak on widzi świat? Co przykuwa jego uwagę? Może się czegośboi? Dlaczego? Czy w pomieszczeniu jest coś wyjątkowego? Może ktoś, kto wzbudza u bohatera antypatięalbo sympatię? Jacy ludzie się tu znajdują?
Poza tym zawszenależy zwrócić szczególną uwagę na stan bohatera i akcji. Kiedy jest spokojnie,zwiększamy liczbę opisów, ponieważ bohater jest wyciszony i może pozwolić sobiena przyglądanie się krajobrazowi. Kiedy zaś musi uciekać, jest zdenerwowany czypodekscytowany lub coś dzieje się dynamicznie, należy ograniczyć opisy,ponieważ otaczający świat nie ma wtedy dla bohatera dużego znaczenia. Rozumiemjednak, że ciężko Ci będzie w ten sposób zachować humor, z jakim próbujeszpisać. Wybieraj – jakość albo humoreska. Drugim Pratchettem nie będziesz,sorry! No, chyba że zaczniesz wyśmiewać się z kultury masowej w tak doskonałysposób, jak robi to ww. Ja zaś wiem, że tego nie zrobisz. Za wysokie progi naKikifuko nogi, rzekłbym.
Oczywiście można uCiebie zauważyć pewien progres. W końcowych rozdziałach liczba opisów wzrasta,co mnie cieszy. Wciąż nie tracę nadziei, że wyjdziesz na pisarzy (bo na ludzito raczej nie. W końcu pisarze nie są normalnymi ludźmi). Widzę u Ciebiepotencjał, aczkolwiek musisz jeszcze trochę popracować.
Jeszcze jedno.Zauważyłem u Ciebie pewną patologię. Otóż uważasz, że im rozdział krótszy tymlepszy. Bzdura jakich mało! Dobry odcinek ma PRZYNAJMNIEJ trzy strony wWordzie. Górnej granicy nie ma.
Dialogi:4/5
Do nich przyczepićsię zasadniczo nie mogę. Są w miarę naturalne i swobodne. Drewna nie ma, więcjest plus. Cóż za prosta zależność. Myślę, że gdybyś jeszcze odrobinępotrenowała, mogłabyś być w tym naprawdę dobra. Musiałem Ci jednak odjąć kilkapunktów za niektóre wypowiedzi Twoich bohaterów, których celem było zapewnieniewątpliwej rozrywki gawiedzi. Po cóż to, jak pragnę fruwać?
Kreacjabohaterów i świata przedstawionego: 2,5/5
Uch… To możezaczniemy od bohaterów. Główny bohater(czyt. Deidara) jest typem osobnika, który w opowiadaniach wkurza mnienajbardziej. Pełen jest samouwielbienia, zawsze znajdzie ciętą ripostę (Powiedzmyraczej, zarżniętą), a kiedy ktoś go zagnie zaczyna drapać się po głowie. Wydajemu się, że pożarł wsie rozumy (chyba to zrobił, bo ja gdzieś swój rozumekzostawiłem. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?), pełen jest idiotycznejodwagi. Zawsze poradzi sobie nawet z milionami wrogów, po czym powie „To byłabułka z masłem”. Zajepasztet to przy nimleszcz.
Bohatera tegoszczerze nienawidzę za jego bezpretensjonalną ignorancję. Wiem za to jakwygląda, jakiego ma ptaka (bezskojarzeń, proszę), jakie super-hiper-wyjechane-tramwajem-w-kosmos skille. Nibyznam go dość dobrze, ale ja wiem, czy Twoim celem było znienawidzenie go przezemnie? Sądzę, że raczej nie.
Przyjrzyjmy sięteraz głównej bohaterce (czyt. Tsudo). Właściwie niewiele różni się od Deidary.Jest tak samo wkurzająca, ale także niewidoma.
Chociaż, trzebaprzyznać, że jakoś bohaterów wykreować Ci się udało. Nie jest to wprawdziekreacja kreacji, ale wydaje się, że jesteś na dobrej drodze. Dręczy mnie pewnamyśl. Mianowicie, na ile te postaci są stworzone przez Ciebie, a na ilezerżnięte nieszczelnie* z mangi/anime? Wtym wypadku moja nieznajomość oryginału działa na Twoją niekorzyść, bo punktytrzeba szanować i za byle co ich nie dawać. To samo będzie się niestety tyczyło świata przedstawionego. Niby jest onw miarę dobrze zbudowany i do niego większych zastrzeżeń nie mam. Jeszczetroszkę musisz dopracować to uniwersum, bo jak na razie nie widzę gowystarczająco wyraźnie, ale masz na to jeszcze sporo czasu, bo na koniecopowiadania się nie zapowiada.
Podsumowanie: Zastanawiam się, cóż ja powiedzieć mogęmądrego o Twoim opowiadaniu. Zdecydowanie it’s not my cup of tea, niestety. Anibohaterowie, ani fabuła mnie nie porwała. Może niekoniecznie jest to Twojawina, cóż ja jednak poradzę, że manga nigdy mnie nie interesowała i raczejnigdy nie stanę się jej fanem, przez co Twoja opowieść jest dla mnie wybitnienieatrakcyjna?
Co możeszpoprawić? Myślę, że wystarczy zwiększenie liczby opisów. To sprawi, że Twojeopowiadanie wyewoluuje na następny poziom.
Poprawność językowa: 1,5/10
Cóż, z tąpoprawnością to różnie było. Na samiuśkim początku błędów była cała kupa, zczasem ich liczba zmniejszyła się do małej kupy. Niestety powtarzasz te same byki,co świadczy o Twojej niewiedzy. Z drugiej strony potrafiłaś napisać „z kąd”, alinijkę dalej już „skąd”. Chociaż nieraz pokazałaś, że masz bardzo duże braki.Czyżby Twoja polonistka często chodziła na lekarskie zwolnienia?
Możesz założyćswój własny smętarz dla poprawności językowej, bo język polski został przezCiebie zarżnięty na wszystkich możliwych polach – widzę u Ciebie i błędyortograficzne, i leksykalne, istylistyczne, i literówki, i co tam jeszcze sobie można wymyślić. Uważaj, bo niedługo powrócą one do życia, awtedy to masz złotko przejechane na całej linii (metra też). Czas wykazać Ci wszystkie grzechy! Strzeżsię, bo masz przed czym!
Rozdział I:
„A propo” - A propos, my dear
„- Bardzoprzepraszam, nie zauważyłam. – zaczęła” – Błędna budowa dialogu! Ta kropka jesttam niepotrzebna!
„ehh” – Tak!Kocham ten błąd ortograficzny. Złotko, ile razy ja mam się jeszcze powtarzać?Pisze się ACH, ECH,UCH, OCH etc., ale AHA, EHE, UHU, OHO. Proste jak budowapantofelka, nieprawdaż?
„robisz tospecjalnie, czy po prostu oślepłaś?!” – Przecinek niepotrzebny.
„tłusty jegomość wzakrwawionym fartuchu.
- Co tu sięwypra… – nie dokończył jegomość” – bardzo niegrzeczne powtórzenie.
„tą blondynkętutaj” – TĘ blondynkĘ, TĄ blondynkĄ -prawda, że zasada jest dość prosta?
„wysadzić tązarazę” – jw.
„powiedziałaś domnie dwa razy per „pani”!!!” – Uch, trochę to takie niestylistyczne,jeśli chodzi o mnie. Powiedziałbym raczej „zwróciłaś się itd.”
Rozdział II
„Kiedy jednak jużmu przeszło zaczął myśleć na swój racjonalny sposób” – Przecineczek przed„zaczął”, bo to przecież zdanie podrzędnie złożone.
„Krajobraz, jak powojnie” – Przy porównaniach raczej nie stosujemy przecinków.
„No jak lider niechce, to nie powiem” – Przecinek po „no” by się przydał, osądzam.
„Pójdą na wagary”– Zwrot nie budzi zastrzeżeń. W teorii. Ale – na FejsBoga – ludzie pracujący nawagary pójść nie mogą, bo wagary to «samowolne przebywanie ucznia poza szkołą»,jak głosi sjp.
„sto dwadzieściapięć razy! - Sto dwadzieścia cztery, dokładnie mówiąc” – To nie byłośmieszne, jeśli mam być szczery.
„Od razu rzuciłsię na nich odór tytoniu” – Mam nadzieję, że ich nie pogryzł…
„A jakieśszczegóły, hym?” - Hym? A cóż to znaczy?Miałaś na myśli „Hm”?
„- Mój problempolega na tym, że jak jestem zdesperowany, tracę nad sobą kontrolę. – przyznał chłopak,zaciskając pięści na bokach stolika” – znowuż kropeczka niepotrzebna.
„ - Nadzisiaj mam już dość płci pięknej. – przyznał Deidara znudzonym głosem” – jw.
„Ekchem” – A nieEkhm?
„dowiedział by” –Karygodny błąd! Winno być dowiedziałby!
„wyrzucilitą u r o c z ą panią” – Wyjątek, od reguły. TĘ uroczą panią.
„Wiesz.. Jakoś niebyło okazji. – tym razem blondyn machnął na kelnera” – Włącz shifta, bo sięczasem przydaje.
„Właściciel lokalumusiał pomóc im wyjść, gdyż zamykał” – Kulawo to brzmi. Zauważ, że z kontekstuwynika, że musiał pomóc im wyjść, ponieważ zamykał, a przecież chodziło Ci ocoś innego, czyż nie?
Rozdział III
„Uśmiechnęła sięsoczyście w stronę przybyłych” – Soczyście to się chyba tylko pomidoryuśmiechają…
„To czego wyściechcieli, tak w ogóle? Bo zapomniałam” – Ha, ha. To też miało być śmieszne. Uśmiałem się jak martwa kobyła.
„Wyższej szatynceopadły ręce z ironii” – Mnie zaraz też opadną ręce z ironii, opadną do ziemi izaczną zbierać soczyście uśmiechające się pomidory.
„Ale zanim zdążyłacoś powiedzieć Hidan odpowiedział” – Przecinek przed „Hidan”
„Spłonił raka” – Aja to bym zjadł batona… Co to w ogóle znaczy?
„Po chwili jegoRinnengan zabłysnął złowrogim blaskiem” – Powtórzeniem mi to jedzie. Lepiej by było: Po chwili jegoRincośtamcośtam zabłysnął złowrogo.
Rozdział IV
„To będzie owocnysojusz mam nadzieję” – Przecinek przed mam nadzieję.
„Że Co?!” – Kimjest Co?
„ - Toznaczy, że wyglądasz na ładnego, zgrabnego i zadbanego – swa niezłomną siłąwoli(…)” – literówka. Winno być „swą”.
„- Tak! Koniec zpindrzeniem się! Za czterdzieści lat obcinam włosy!” – Uhu, pękłem ze śmiechu…
„aż do grotywleciał ze skrzekiem jastrzębik” – Jastrzębik w języku polskim nie występuje!Poza tym, ja wiem… Jastrzębie chyba nie skrzeczą, ale mogę się mylić.
„Choć, naprawdęnie wiem, po co wam to… – westchnął sarkastycznie” – Twoje błędy leksykalne naprawdę poprawiają minastrój… Nie wiem jak Tobie, ale mnie się nigdy nie udało westchnąćsarkastycznie.
„Zakaz opuszczaniamiejsca pracy, chyba, że sytuacja jest wyjątkowa” - Są takie śmieszne zwroty jak np. „mimo że” i„chyba że”. Mają one zabawną właściwość – stawiamy przecinki przed całymwyrażeniem, a nie tylko przed „że”. Winno być: Zakaz opuszczania miejsca pracy,chyba że sytuacja jest wyjątkowa.
Rozdział V
„na przeciw”– Ortograf. Pisze się „naprzeciw”.
„- Jasne. -poklepał glinianą szyję” – Shift niegryzie.
„błagam-ląduj” - Nie wiem, czy się orientujesz, ale tutajpowinien być myślnik, a nie łącznik. Wpraktyce wygląda to tak: Błagam<SPACJA>-<SPACJA>ląduj.
„Tsudo natomiastwyglądała jakby wpadła głową do pralki pneumatycznej (jeśli takowa istnieje )”– To też miało być śmieszne. Niestety sensu tu nie widzę, a nawet bezsens maswój sens, więc to jest bardziej bezsensowne od czystego bezsensu.
„ - Topytanie retoryczne? – blondyn nie raczył się nawet do niej odwrócić”. – Znówbrak dużej litery…
„Nie ważne” –nieważne!
„ - Puszczęcię jak mi powiesz czym, lub kim jest mistrz marionetek!” – Zły zapis. Powinnobyć tak: „powiesz czym lub kim jest itd.” lub „…powiesz kim, lub czym, jestmistrz marionetek”. Pierwszy wariant jest to zapis zwykły, drugi zawierawtrącenie, którym jest „lub czym”.
„pamietam” –literówka. Winno być pamiętam.
„ -Żartowałem heh” – Nie, nie, nie! „Heh” to tylko w rozmowach na gje-gje, mydear.
„Niestawiasz się i traciszwszystko…” – Nie z czasownikami piszemy jak? Rozdzielnie. No właśnie.
„Zdziwieni rebelianci zawachali się”– Ortograf… Wahali się, winno być.
„kunai’ów i shuriken’ów” – w obuprzypadkach apostrof niepotrzebny.
„Deidara uśmiechnąłsię po kociemu do siebie”. – To koty się uśmiechają?
„ -Puszczaj mnie feministo! – odepchnęła go, w przypływie złości” – Za todostajesz pół punkcika, bo poznałem nowe znaczenie słowa „feminista”. A, ibrakuje przecinka przed ww. słowem.
„Krzyknęłaprzerzywająco” – Znowuż ortograf… PRZESZYWAJĄCO!
„z tąd” – stąd
„Jego postura niemiała sobie nic do zarzucenia” – Postura mówisz? Widzę, że w Twoim opowiadaniunawet budowa ciała ma własną świadomość. Moja postura mówi mi, żeby Ci uciachaćkilka punktów.
„ - Chodzę tuz jakimś tlenionym transseksualistą po dżungli, szukając jakiejś wodnejpoczwary!!! W dżungli! Wodnej poczwary! – piszczała tak wysoko, że tylko psymogłyby ją usłyszeć” – O, fajnie, narrator jest psem.
„Z nową nadzieją spojrzała pustymwzrokeim przed siebie” – literówka – winno być wzrokiem.
Rozdział VI
„- Już to mówiłaśyhm”. – Poza tym, że „yhm” nie istnieje, to przed owym zwrotem powinien pojawićsię przecinek.
„Nic tu nie ma. -pożalił się i i zrobił wyczekującą minę”. – Powtórzyłaś „i”. Poza tym błędnabudowa dialogu (omówię ją na końcu)
„na nieniereagował” – Tak, nie z czasownikami piszemy ROZDZIELNIE!
„( z wiadomegopowodu )” – te spacyjki to tak trochę niepotrzebne, nie żebym coś sugerował…
„(, która była taktym wszystkim zszokowana, że nawet się nie odezwała)”. – Przecinek na początku niepotrzebny.
„Tsudo w końcuzebrała ostrość :]” – W opisie emotka… Brawa dla Ciebie.
„Zachartowany” – wsensie, że ma dość chartów? Może chodziło Ci o „zahartowany”, hę?
„”Na ioleż onwygląda?” – literówka: Ileż.
„zabrobiłdorosnąć” – Chrum? W sensie, że co?
„wstaej” –literówka: Wstawaj
„. Tyle, żeznęcanie się nad ranną” – Kolejny śmieszny zwrot, podobny do „mimo że”.
„Bo troszczysię tylko o matkę. innych ma gdzieś”- Po kropeczce o dużej myślimy litereczce.
„poteflonowi” –Toskafka?
„ - Jak lecimała?!” – Przecinek przed „mała”.
„Hympf!” – Hympf? Mpmpf? Ugmtfghtf?
Rozdział VII
„Chłopak mimo iżpoodcinał prawie wszystkie macki demona był atakowany z jeszcze większązaciekłością” – Przecinek przed „mimo iż”.
„Z obojgu pot lałsię strumieniami” – Fleksja się kłania jak aktorka po występie. Z obojga potlał się strumieniami.
„To chyba twojamisja nie?!” – Przecinek przed „nie”.
Rozdział VII
W tym rozdzialeznalazłem tylko błędy związane z budową dialogu. To czas, aby ją pokrótceomówić.
Poprawnie zapisanydialog wygląda tak:
- Cześć –powiedział chłopak z zadowoleniem. – Jak się masz? (1)
- Całkiem nieźle.– Dziewczyna mimochodem sprawdziła godzinę. – A co u ciebie? (2)
- Po staremu.Pamiętasz Janka? – zapytał. (3)
- Jakbym mogłazapomnieć! Przecież to moja pierwsza miłość! – Kobieta aż klasnęła z radości.(4)
(1) – W tymdialogu nie ma kropki po „cześć”, ponieważ komentarz narratora odnosi siębezpośrednio do wypowiedzi bohatera (będą to więc zwroty: powiedział, rzekł,mruknął, krzyknął, szepnął, podpowiedział, etc.). Jak widzisz po pierwszym komentarzustawiamy kropkę i następną wypowiedź zaczynamy z dużej litery.
(2) – Jak pewniezauważyłaś, tutaj wypowiedz bohatera kończy się kropką. Wiesz dlaczego? Otóżkomentarz narratora nie odnosi się bezpośrednio do wypowiedzi, a do zachowaniaosoby, krajobrazu, szczegółów mimiki, etc.
(3) – Jak widać, mimo postawienia znaku zapytaniakomentarz Narratora zaczyna się małą literą.
(4) – Podobnasytuacja jak w (2). Można zauważyć, że wykrzyknik działa tutaj tak samo jak wnormalnym zdaniu.
Rozdział IX
„Już wtedy miałochotę zwymiotować z ironii” – No proszę, z ironii też można zwymiotować. A jamyślałem, że tylko od czytania głupiutkich opowiadanek.
„Tsudo wiedziała, że kopnął ją zaszczyt” – Tozaszczyty kopią? Czyli są całkiem, jak nasze kochane BACHORZYSKA!!!
Rozdział X
„CzłonkowieBrzasku zniknęli. został tylko Pein, który przyglądał się skupionej Tsudo” – Pokropce zawsze wielka litera następuje!
„Z paszczydrewnianego potwora wypełznął wektor o wilczym łbie” - Potem zaś z trzewi potwora wyskoczył Pascalwymachujący naczyniami połączonymi.
„siarczyściezielonym kryształem” – Znaczy się, że ten kryształ był nasycony zielenią?
Rozdział XI
„zrobiła rękąmłynka” – Potem zaś zrobiła kroka i spadła z mosta, nie stara? Nło! A dałaśżreć psoju?
Rozdział XII
„Przewertowała jąpare razy” – literówka: parę
„ogr mony żal” –To znaczy, że mona miała ogra?
„Całę szczęście” –Całe!
„Deidara zrobił tosamo, tyle, że z obrzydzenia” . – (…)zrobił to samo, tyle że z obrzydzenia.
„Nie masz wyboruMistrzu” – przecinek przed „Mistrzu”. Poza tym, czy to oby na pewno nazwawłasna? Myślę, że lepsza byłaby mała litera w zapisie tego słowa.
„Znajdź w tymswoją szansę Mistrzu” – jw.
„Czyste płótno,nie zapełniony umysł, młodość”. – Błędu nie ma, aczkolwiek nowe normy nakazująpisać „ niezapełniony”. Nie wiem, czy robisz to z niewiedzy, czy specjalnie.
Rozdział XIII
„Ten w lociezatrzymał się tuż nad jego rękę”. – Ręką!
„EKCHU-HEM!” –Agzahl-mah!
„Patrzył wgwizdek, jak wrota w malowane cielę”. – Miało być śmiesznie. Ja jednak jestemwrednym monsterem i przemawiam do Cię, iż wrota w cielę wpatrywać się nie mogą.
Rozdział XIV
„Pein oznajmił żezebranie uważa za otwarte”. – Przed „że” zwykle co się stawia? Tak, przecinek.Ta pani w pierwszym rzędzie w nagrodę dostaje żopa-żupsa.
„Dla ciebie jestemtylko… grff!” – O, jest gryfem. Lubięgryfy.
„Była blada zworkami pod oczami i wyświechtanym brudnym płaszczem” – To zabrzmiało, jakby teworki miała pod oczami i pod płaszczem. Lepiej by było: Była blada, miała workipod oczami, a ubrana była w stary i brudny płaszcz.
„To, oczywiste, żejestem z panią” – Pierwszy przecinek niech idzie pozwiedzać obozy pracy wKorei. Tam przyda się bardziej.
„zerdzewiałym” –Skąd Ty takie szatańskie słowo wyciągnęłaś? Zardzewiałym!
„po mimo” – pomimo!
„ - No i coteraz? – zapytał, eksponując przy tym całe uzębienie. – Kamuś się otworzy iwejdziemy do Narnii?” – To dziwne, że w wymyślonym świecie, istniejącym wgłowie twórcy mangi, nagle pojawia się Narania. Rozumiem, iż ta wypowiedź miała mnie rozśmieszyć (czego zresztą nie zrobiła…), ale są pewnezasady.
Rozdział XV
„W takim raziePain bez wątpienia wie, że jest lipą”. – Fajnie. Zawsze dobrze wiedzieć, żejest się drzewem. Chop jak domb, chciałoby się rzec.
„murzyn” – Tosłowo powinno być napisane wielką literą, Ty… Ty… rasistko!
Doszliśmy do końca. Uważaj na nekromantów,bo ci mogą sobie na Twoim cmentarzysku całkiem sporą armię wyhodować. Ja tymczasem idę się wyrzygać z ironii…
Oryginalnośćtematyki: 3/5
Wiem, że to będzie dla Ciebie smutnawiadomość, ale Twój blog poświęcony jest odrobinę wytartemu tematowi, bo – nieoszukujmy się – fanfików Naruto jest w Blogsferze tyle, ile drobnoustrojów naskarabeuszu. Mimo to Twoje podejście jest dość ciekawe, bo dawno nie czytałemopowiadania, w którym narrator próbuje mnie rozśmieszyć. Zdaje mi się także, iż fabuła Twojego tworunie jest bezpośrednio zainspirowana wydarzeniami oryginału. Dlatego trzy punktysię należą.
Punktydodatkowe: 1/10
+1 – za podjęte próby rozśmieszenia mnie.Nieudane, niestety.
Podsumowanie: 27/60
Ocenadostateczna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz