Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2009

(391) krol-szamanow

Ocenę wystawia: Aki
Ocenę Króla Szamanów pisałam dwa tygodnie. Brak czasu jest męczący, naprawdę.
Pierwsze wrażenie: 1/10
Otworzywszy z obawą oczy, Aki zobaczyła na ekranie szarą masę wypełniającą bezczelnie większość jego powierzchni. Skrzywiła się z niesmakiem, nieświadomie, bowiem odruchowo, tworząc na twarzy wyraz głębokiego niezadowolenia, które szybko przerodziło się w czystą irytację. Jak ona nienawidziła, gdy ktoś usilnie starał się wcisnąć w jej psychodeliczną rzeczywistość pozbawioną wyrazu skalę szarości. Rozumiała oczywiście, iż ten ktoś może absolutnie uwielbiać tę pseudo barwę, aczkolwiek mimo tego, guzik ją to obchodziło. To ona była tu w tym momencie tą osobą, na której należało wywrzeć wrażenie, by miała powód do jakiekolwiek formy zachwytu. Bądź nawet lizusem, co ją ten fakt obchodzi, skoro za aparycję przyznałaby wtedy więcej, niżeli sferyczne zero.
Jej zmęczone barwą popiołu oczy powędrowały ku górze i zatrzymały się na poziomie wyszukiwarki. To, co tam zobaczyła wywarło na niej impresję daleką od zachwytu, a bliską załamania. Aki, jako osoba cierpliwa, czuła jednak, że przy tym punkcie nie nagięto jeszcze granic jej wytrzymałości. Postanowiła zostawić to zjawiskowe wydarzenie na później i zanotowała szybciutko na zewnętrznej stronie dłoni, iż w adresie obecny jest notoryczny brak myślnika. Po wykonaniu tej czynności, jej oczy powędrowały jeszcze wyżej, do czarnego paska zwanego belką.
Ujrzała tam zdanie, które spowodowało, iż z jej ust wydobył się znajomy dźwięk zupełnego załamania. Nie, to nie dlatego, że Aki ujrzała tam znienawidzony przez nią język angielski. Również nie dlatego, iż zdanie będące tytułem bloga, a jednocześnie frazą, która miała wywołać zainteresowanie, zupełnie do istoty całości nie pasowało. Choć oba powody wydają się być zupełnie racjonalne, nie to załamało oceniającą.
To fakt, iż zapomniała, jak beznadziejne potrafią być blogi załamał Aki. Ponieważ ten właśnie blog przypomniał jej, jak bardzo blogowanie zeszło na psy, a przeciętny blogger, to po prostu jedna z milionów sweet dziewczynek.
Ten blog uświadomił jej, że życie jest okrutne, gdyż musi ocenić te dyrdymały. Tę kolejną stronę pozbawioną sensu. Coś zupełnie absurdalnego.
Właśnie wtedy Aki wróciła do blogowej rzeczywistości. Właśnie wtedy, gdy załamana odklejała swoje eminentne czoło od blatu biurka i kiedy bez cienia żartu w głosie, powiedziała:
- Jak j-rocka kocham... potnę się ziarenkiem piasku, przysięgam.
Nagłówek: 0/5
Aki spojrzała niepewnie na tę część strony, którą inni spokojnie nazwaliby nagłówkiem. Zobaczyła coś, czego nawet Chuck Norris nie widział i powiedzmy sobie szczerze, nie tylko jej się to nie podobało. Ona była wręcz przerażona.
Kawałek prowizorycznej, szarej kartki wyrwanej z wirtualnego szkicownika, na który ktoś poprzyklejał (niczym zabójca zdjęcia swych ofiar) wizerunki czterech postaci, a całość rozdzielił fioletowym, ukośnym paskiem w białe kropki. To definitywnie nie jest to, co w nagłówku znajdować się powinno. Aki wiedziała to doskonale, ponieważ jej umysł w kółko powtarzał, iż to wszystko pasuje do siebie niczym wół do karty, tudzież pięść do nosa, a potrzebne jest niczym dziura w płocie, aczkolwiek to określenia ma się ku całości bloga.
Treść: 0/10
Wyciągnąwszy z kieszeni prostokątne okulary, przetarła je skrawkiem czarnej koszulki i odłożyła na szafkę. Przeszkadzały jej niezmiernie w tej kieszeni, a przecież nawet nie należały do niej. Zmęczona całością bloga, powędrowała na dół szerokiej listy.
"Yoh Musze Ci Coś Powiedzieć..."
Na wstępie dobił ją niepoprawny tytuł, ale oczywiście nie zdziwiła jej taka kolei wypadków. W następnej chwili zaczęła się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby, gdyby jednak założyła te okulary, bowiem albo ma halucynacje, albo nic nie widzi. Jej hipoteza, na całe jej nieszczęście, nie sprawdziła się, gdyż po chwili zdołała ujrzeć tę jasnoróżową czcionkę. Zirytowana policzyła do dziesięciu przed zaznaczeniem tekstu, by uspokoić nieco nerwy, lecz te nie wytrzymały widząc malutkie literki, pogrubione i pisane kursywą.
- Ona chce mnie wykończyć. - jęknęła załamana.
Przekonała się o tym fakcie, gdy przeczytała tę bezsensownie skonstruowaną notkę. Jeśli ona była jakkolwiek skonstruowana, w co Aki szczerze i niebezpodstawnie wątpiła. Dawno nie czytała takich redundantnych głupot i nie była zadowolona z faktu, iż musi te wypociny ocenić. Przez głowę przemknęła jej myśl, iż przy wytykaniu błędów będzie musiała napisać ten post od nowa, bowiem w jego treści nie było nic poprawnego. To niewątpliwie nie poprawiło jej humoru, ale cóż biedna miała zrobić. Została tylko jedna możliwość, okrutna lecz jedyna.
Było nią przeczytanie kolejnego postu.
"Klepanka i wyjaśnienia"
Po włączeniu tego postu Aki wiedziała, że źle zrobiła. Pięćset bezsensownych pytań, ot co widziała na ekranie swojego laptopa. Siedziała, jak sparaliżowana, nie wierząc w swojego pecha.
- Kuso.
Zabrała się do czytania tych redundantnych dyrdymałów, a im bardziej zagłębiała się w ich treść, tym bardziej chciała jak najszybciej nacisnąć czerwony krzyżyk u góry ekranu. Wtedy też właśnie trafiła na pytanie, które sprawiło, iż jej wargi wykrzywiły się w złośliwym, wręcz pogardliwym uśmieszku.
"50. Faszystowski - eee... może mi ktoś powie, co to znaczy?" Aki z radością otworzyła usta, by po chwili wyartykułować:
- Faszysta, czyli osoba podlegająca pod faszyzm, proste? Sam faszyzm to przede wszystkim doktryna polityczna i jeśli tego nie wiesz, to nie pojmiesz również tego, iż faszyzm podkreślał niechęć wobec liberalizmu i komunizmu. Teraz masz milion definicji faszyzmu, a Wujek Google chyba nie gryzie, ne?
Zadowolona czytała dalej. Czemu oceniającej nagle poprawił się humor? Zapewne przez fakt, iż teraz była na sto procent pewna, iż ma do czynienia z blogiem małolaty. Przestała więc spodziewać się cudów w postaci czegoś rozgarniętego i ciągnęła swoje tortury dalej.
Gdy dotarła do pytania numer dwieście pięćdziesiąt na jej twarzy pojawił się po raz kolejny pogardliwy uśmieszek.
"250. Komercjalizm czy infomercializm? - Że co proszę?" Aki ze znudzeniem mruknęła, jak gdyby sama do siebie:
- Komercjalizm, czyli w bardzo krótkim skrócie doktryna zakładająca wynoszenie jak najwięcej korzyści ze swoich działań. Pierwszy raz słyszę o infomercializmie, aczkolwiek kojarzy mi się to ze słowem "infomercials", które w wolnym tłumaczeniu z angielskiego to po prostu reklamy, a dokładniej ogłoszenia, najczęściej wyborcze, a więc płatne.
Ziewnęła, po czym zaczęła czytać dalej. Gdy tylko doszła do pytania numer czterysta osiemnaście wybuchnęła śmiechem.
"418. Uważasz, że mapety były fajne? - oO."
- To taka bajka, geniuszu. W każdym bądź razie ja pamiętam i uwielbiałam. - wykrztusiła pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu.
Przez resztę pytań Aki przebiegła tylko wzrokiem. Notkę na końcu omal nie zignorowała. Była po prostu zbyt szczęśliwa z faktu, iż nie musi czytać więcej.
Już miała przejść do kolejnego punktu, gdy nagle ujrzała jedno z pierwszych pytań i mruknęła pod nosem, iż to racja.
Cytat: "Najdziecinniejszy? - Jaaaa xP."
- Pytanie za sto punktów, kochani. Czemu nie wyraziłam zdziwienia tym stwierdzeniem?
Ortografia i poprawność językowa: 0/10
Znudzona wiecznymi błędami i niepoprawnością stylistyczną, Aki postanowiła, iż pomoże autorce choć trochę. W tym celu chwyciła w dłoń ołówek i zaczęła zaznaczać oraz poprawiać pomyłki.
Z pierwszego przeczytanego postu:
Cytat: "Yoh Musze Ci Coś Powiedzieć..."
- Musze to są skrzydełka. Muszę, poza tym, zapomniałaś o przecinku po "Yoh".
Cytat: "Nareszcie doslziśmy do Doubie Village, było takie, jak sobie wyobrażałam. Stare i mnóstwo w nim było najlepszych szamanów."
- Całość ogółem powinna brzmieć inaczej. Lepiej byłoby, gdybyś napisała: "Nareszcie dotarliśmy do Doubie Village, które było takie, jak sobie wyobrażałam. Bardzo stare, a po ulicach kręciło się mnóstwo najlepszych szamanów."
Cytat: "Przez chcwile sie przestraszyłam że sie zgubiłam, ale za chwile zauważyłam że idzie za Mna Anna, Yoh i inni."
- To zdanie w ogóle radzę usunąć, ponieważ nie ma sensu, tak samo jak to konsekutywne. Są absurdalne i niepotrzebne, a przyszłość nie pisz osobie z dużej litery oraz pamiętaj o przecinkach przed "że".
sie - się
będe - będę
walczyc - walczyć
wspierac - wspierać
bedzie - będzie
zagadnełam - zagadnęłam
wstane - wstanę
nawer - nawet
płete - puentę
zaczeliśmy - zaczęliśmy
usiadliśmy - usiedliśmy
zaczeliśmy - zaczęliśmy
opikowała - opiekowała
znaiazłam - znalazłam
rozmiawiać - rozmawiać
zaczełam - zaczęłam
wyjełam - wyjęłam

Cytat: "Tęskniałam za toba Yoh!"
- Jak hide kocham, to po śląsku jest. "Tęskniłam za Tobą, Yoh!"
popłyneła - popłynęła
usłyszeliśmu - usłyszeliśmy
łze - łzę
Aki westchnęła głęboko próbując zrozumieć jakim cudem mając na klawiaturze przycisk alt, można go tak bardzo ignorować.
Z drugiego przeczytanego postu:
- Ten sam problem z przyciskiem alt. Nie będę drugi raz wymieniać podobnych błędów, nie ma w tym sensu, aczkolwiek znalazłam kilka innych perełek.
Cytat: "Kiedyś miałam szare a teraz piwne ;)"
- Widzę, że bardzo nieuprzejmie ignorujesz zasadę: "Przecinek przed literą A".
Cytat: "W lewym uchu dwa a w prawym jedna."
- Znów brak przecinka, ponadto postuluję zmienić słowo 'jedna' na 'jeden'. Jeden kolczyka, ne?
Cytat: "Mam w fonie."
Aki zamrugała oczyma niezmiernie zdziwiona. Potem szybko odwróciła się i spojrzała na swoją kolekcję słowników, aczkolwiek pomiędzy tytułami nie mogła odnaleźć wzrokiem tego, który byłby zatytułowany: "Słownik polsko-kretyński, kretyńsko-polski." Westchnęła zrezygnowana, gdy dotarło do niej, co autorka miała na myśli.
- W telefonie. Jak j-rocka kocham, naprawdę potnę się tym ziarenkiem piasku.

Układ: 2/5
- Yay!
Wyrwało się dziewczynie, gdy nie dostrzegła żadnych oczojebnych prostokącików atakujących oczy. Radość jej nie trwała jednak długo, a konkretniej nie więcej, niż trzy sekundy, bowiem mniej więcej po takim czasie zjechała na dół strony. Ujrzawszy tam Niepożądane Elementy Ogłupiające (NEO) poczuła, iż ciągle jest dość naiwna.
Za zepsucie humoru oceniająca postanowiła odjąć punkty również za lewostronny układ. "Trzeba było być lizusem i ustawić ten po prawej stronie." - pomyślała ze złością.
Temat: 0/5
Na zewnętrznej stronie dłoni, Aki zaczęła wypisywać wszystko co przyszło jej do głowy, gdy rozpatrzała punkt tematu. Oczywiście słów typu "nieoryginalne", "nudne", "oklepane" było tak wiele, iż zapisała całą dłoń, przedramię, a po chwili nawet i ramię pokrył szereg negatywnych słów. Gdyby nie fakt poirytowania, Aki byłaby zachwycona swoim "tatuażem".
Czytelność i obrazki: 1/5
- Ani kolor czcionki, ani jej wielkość nie są dobre. - powiedziała patrząc na małe, drobne literki.
Zdawała sobie sprawę z tego, iż blog nie zyskiwał na czytelności poprzez konsekutywne zmiany czcionki, nie pomagały mu też błędy i alogiczna, wręcz absurdalna treść.
O obrazkach nie wspomniała w wypowiedzi, bowiem myśli krzyczały, iż tym elementom potrzebne wyrzucenie z bloga.
Dodatkowe punkty: -
Aki odchyliła głowę do tyłu, by wybuchnąć głośnym, szaleńczym śmiechem.
- Dodatkowe punkty? Za to 'coś'? Może urządźmy sobie zakład. Dajcie mi butelkę Jack'a Daniels'a i każcie wypić całość. Jeśli będę potem w stanie ustać na nogach, to przyznam punkty.
Przymknąwszy oczy, lekko się uśmiechnęła na to wyobrażenie. Jako osoba o słabej głowie i z obrzydzeniem do whisky miała wygraną, jak w banku.
Spojrzała na linki i zmrużyła oczy.
- Pięć punktów w plecy.
Podsumowanie: -1/60
Ocena: nieklasyfikowana
Kruszynki, wybaczcie. Jakoś nie daje rady pisać, tak jak kiedyś.

poniedziałek, 26 października 2009

(376) alterego

Ocenę wystawia: Aki
W słuchawkach "Ever Free" geniusza, przed oczyma alterego.

Pierwsze wrażenie: 7/10
Nim wpisałam adres bloga do wyszukiwarki, przez dość długi czas myślałam nad tym, co mogą ujrzeć me oczy. Choć przyszło mi na myśl wiele złych scenariuszy, adres jest na tyle dobry, iż była pewna czegoś normalnego. Moje supozycje przyniosły zero siurpryzy, aparycja strony jest wprost urzekająca. Duży plus za adres, choć nie jestem pewna dlaczego właśnie takowy wybrałeś, tudzież gdzie ukrywasz powiązania pomiędzy nim, belką, a meritum.
Skoro wspomniałam o belce, ta w ogóle mi się nie podoba. Nie podpada pod rzeczy,które chciałabym w tamtym miejscu ujrzeć, aczkolwiek dobrze, iż to idiom. Zgaduję, iż blog to religijne refleksje, czyli coś czego na ogół nie trawię. Cytując kolegów, po co fundować sobie dodatkową adrenalinę? Mam głęboką nadzieję, iż jednak panegirycznie mnie zaskoczysz meritum; nie każ mi jedynie rozwodzić się nad tym, iż zupełnie nie zgadzam się z przedstawionymi przez Ciebie poglądami.
Unikając dalszej niechęci patrzę na wizualną stronę bloga i tu muszę przyznać, udało Ci się wybrać coś naprawdę wspaniałego. Przypuszczam, iż to nie Ty stworzyłeś ten szablon. Jest umiejętnie wykonany i zazdroszczę talentu osobie, która go wykonała. Podoba mi się kolorystyka, bowiem biel pasuje do te stalowej szarości, jak zapewne sam zdążyłeś zauważyć. Niby za spokojnie, jak na mój gust, ale nagłówek skutecznie dodaje charakteru całości.
Mam dość kuriozalną impresję, iż moje poczucie estetyki zaraz zrezygnuje ze współpracy ze mną, gdyż na blogu panuje nienaganny algorytm. Denerwuje mnie, gdy jest naćkane nie-wiadomo-co-i-inne-bzdety, u Ciebie na szczęście czegoś równie absurdalnego nie ma, co wysoce mnie cieszy. Przyjemnie się patrzy na Twoją stronę, mogę to przyznać z ręką na sercu. Jedyna rzecz, która jest zdolna permanentnie wynieść mnie ze strony, to świadomość jej treści.
Niby nie mam nic przeciwko. Niby to kolejne egzoteryczne refleksje, po prostu trochę inaczej przedstawione. Tak, Aki to wszystko wie, aczkolwiek wolałaby sobie odpuścić punkt treści. Cóż, raz się żyje.
Nagłówek: 5/5
Moja skromna osoba się poddaje. Nie mam ku Twojemu nagłówkowi żadnych zastrzeżeń, tudzież muszę znów zaznaczyć, iż dodaje on charakteru, do tych spokojnych, aczkolwiek nieco nudnych barw.
Chłopak z gitarą, siedzący na masce samochodu, w otoczeniu budynków. Urzeka mnie wszystko w tym zdjęciu, fakultatywnie stylem przypomina dzieła z DA, a tam przecież tworzą cuda.
Po prostu idealny nagłówek.
Treść: 6/10
Patrząc w szeroką listę widzę dziesiątki podobnie wyglądających tytułów. Zastanawiałam się przez dłuższy czas, w jaki sposób opisać ten punkt i doszłam do wniosku, iż nie będę się ograniczać do dwóch postów. Zamiast tego napiszę mniej, aczkolwiek o większej ilości notek. Tak będzie lepiej.
"Optymizm czas zacząć!"
Bardzo optymistycznie, czyż nie? Ależ oczywiście, że tak i to był powód ku któremu wybrałam ten post do przeczytania na sam początek. Cóż, nie powiem bym była zaskoczona czemu nadałeś notce taki tytuł, w końca sama jest o powrocie optymizmu do Twojego życia. Tak jak spodziewałam się ujrzeć, tak ujrzałam ten dominujący aspekt Twojego bloga i muszę przyznać, iż nie jest źle. Nie przewracam oczyma, nic z tych rzeczy. Zastanawiam się tylko, czy pod koniec oceniania nie będę miała dość takiego stylu pisania.
"Kapłaństwo. Bo to takie powołanie."
Nie zaczyna się zdania od "bo", mój drogi, zapisz to sobie gdzieś w widocznym miejscu. Nim zaczęłam czytać to, co sobie w tej notce wykreowałeś postanowiłam wmówić swoim myślom, iż nie ma sensu w tym momencie budować szczerą idiosynkrazję na niczym. A nóż czymś mnie zaskoczysz? Po przeczytaniu zaś muszę przyznać, iż dobrze zrobiłam podchodząc do tego postu z uśmiechem. Jest dobrze napisany, czasami wręcz niezwykle dobrze. Podoba mi się to, jak wykorzystałeś pytania na początku. To automatyczna odpowiedź, a jednocześnie początek poglądu. Dobrze byłoby, gdybyś częściej tak pisał.
Kolejnym plusem jest wspomnienie. Bardzo lubię, gdy umieszcza się zdania typu: "Kiedy miałam pięć lat (...)", po czym kontynuuje się to historią adekwatną do tematu. Jest to nie tylko ciekawe, a i inteligentne, jakkolwiek na to nie spojrzeć.
"Marzenia."
Muszę przyznać, iż jest to niezwykle mądry kawałek tekstu. Ba, napisany z tą dojrzałością, której brakuje prawie wszędzie. Przyjemnie się czyta przemyślenia podanie w taki sposób. Co więcej, przyjemnie czyta się przemyślenia osoby, która zna swoje własne limity i oczekuje od życia tego, co pewne, miast pożądać cudów na patyku od waty cukrowej. Tylko marzenia osób mądrych wyglądają w ten sposób, wiem to z doświadczenia. Bardzo dobrze używasz cytatów, są tam w idealnym momencie za każdym razem. Pozostaje mi pogratulować.
"Prowizoryczny sprawdzian z życia."
Aby nie wyjść na osobę, która za bardzo się wymądrza, tym razem skomentuję strukturę postu. Nie powiem by ta była idealna, więc lepiej wziąć sobie do serca te kilka zdań. Po pierwsze, źle, że piszesz swoje posty w formie długiego tekstu będącego jednym paragrafem. Gdy tylko zaczynasz nową myśl powinien zostać użyty "enter", którego Ty z uporem obsesjonisty ignorujesz. Rozumiem, że posty długie nie są i to jest tego przyczyną, aczkolwiek ręce i nogi post posiadać musi. Takie prawo fizyki.
Po drugie, uważaj na to, jak długie zdania konstruujesz. Większość jest w porządku i nie mam ku nim zarzutów, aczkolwiek niektóre długością przekraczają normy estetyki sensu, a to absolutnie źle. Post ogółem dobry, słowem marginesu.
"Oazowo"
To raczej coś na wzór notatki informacyjnej, niżeli dokładny post. Znów absencja podziału na paragrafy, co powoli zaczyna denerwować moje poczucie poprawnego pisania, ale jakoś wytrzymam do końca tego podpunktu.
Kolejna dobrze napisana notka, widać, że nie piszesz co Ci ślina na język przyniesie, a to bardzo przydatny nawyk. Cóż mówić więcej?
"Mój mały exodus!"
Twój mały exodus, czyli post którego istoty nie pojmuję, gdyż nie znam Cię osobiście. Widać, że na pewno coś się zmieniło, to stwierdzi każda osoba czytająca ten tekst.
Poczułam, że zaczyna mnie męczyć to, co piszesz, ba!, straciłam cały swój początkowy zapał. To przez tę nadmierną religijność postów, nie lubię, gdy wiara pokazywana jest aż tak dokładnie. To nic złego, aczkolwiek moją osobę irytuje.
Absencja paragrafów jest frustrująca i to też działa na rosnącą idiosynkrazję.
"Otwartość."
Ostatni post, jaki przeczytam. Powód prosty, nie chcę zostawić się z negatywną opinią, lepiej skończyć, dopóki czuję jakiś tam panegiryk. Ku ironii, post to kolejny mądrze napisany kawałek tekstu. Szczere, a przy okazji dojrzałe słowa, czyli to, co najlepsze w Twoim stylu. Pisz tak, a na pewno nigdy nikt nie powie złego słowa o Twoich przemyśleniach.
Jedyne "ale" kieruję w stronę struktury postów. Pamiętaj o paragrafach! Jak hide kocham, one są niezbędne. Fakultatywnie, czytaj to co piszesz, monituję. W treści jest wiele nieznacznych błędów, radzę je eliminować po napisaniu tekstu.

Ortografia i poprawność językowa: 4/10
zycie - życie
byc - być
oczekiwac - oczekiwać
kapłąństwo - kapłaństwo
liczyc - liczyć
(...) nie ma na świecie człowieka idealnego a co dopiero księdza (...) - przed literką "a" stawiamy przecinek.
na pokaż - na pokaz
juz - już
(...) dali mi ogromnego powera. - Cieszę się bardzo, aczkolwiek szkoda, że słowo "power" nie występuje w języku polskim. Ani samo to słowo, a nie jego absurdalne odmiany.
szanse - szansę
obecnośc - obecność
praz - raz
nastawiac - nastawiać
sadziłem - sądziłem
tą oazę - tę oazę
przycmił - przyćmił
radośc - radość
wiadomośc - wiadomość
Tyle znalazłam przez siedem postów, aczkolwiek muszę zaznaczyć, iż niektóre grupy słów pochodzą z jednego postu, zaś inne notki posiadały błędy w postaci jednego słowa.

Układ: 5/5
Prawostronny, czyli ten, który doceniam najbardziej. Nie ma ku temu konkretnego powodu, aczkolwiek najlepiej mi się na niego patrzy. U Ciebie wszędzie panuje algorytm, jest dość pusto, tudzież względnie spokojnie. Konstatowałabym, iż wybrałeś to egzoteryczne wyjście, lecz nie mogę. Uniwersalna z adresem e-mail burzy mą misterną teorię.
Temat: 1/5
Przykro mi przyznać, iż nic w tym oryginalnego, fakultatywnie, jak na mój gust, źle wybrałeś sobie kategorię bloga. Punkt daję jedynie za względnie inne użycie, aczkolwiek jest ten punkt dość naciągany.
Czytelność i obrazki: 5/5
O ile dobrze mi wiadomo jedynym obrazkiem jest nagłówek, a ten mi się podoba, więc nie mam żądnych zastrzeżeń. Czcionka choć mała, jest bardzo czytelna i występuje w kolorze przyjaznym dla oka czytelnika. Nic na siebie nie zachodzi, tudzież nie ma żadnych niespodzianek w postaci oczojebnych dodatków. Dzięki Ci hide, za chronienie moich oczu. Tak, mówię do nieba.

Dodatkowe punkty: +2
Za aparycję, po prostu.
Szkoda, muszę odjąć jeszcze 5 punktów, za brak linku do Opieprzu.
Podsumowanie: 40/60
Ocena: dobra
Wybaczcie jakiekolwiek błędy, spieszy mi się.

poniedziałek, 5 października 2009

(359) udowodnij-to

Ocenę wystawia: Aki
Zła jestem, a wręcz niebezpiecznie zła, bowiem piszę tę ocenę piąty raz. Pięć razy to zdecydowanie za dużo, jak na jednego bloga, ale cóż,trudno się mówi.
Udowodnij to.
Pierwsze wrażenie: 6/10
Nie wiem, co mam udowadniać, aczkolwiek mam kuriozalną impresję, iż będzie mnie to kosztowało kolejne migreny i zszargane nerwy. Jak j-rocka kocham, adres sprawia, iż z uporem obsesjonisty poczynam szukać w głowie rzeczy, których jeszcze nie udowodniłam. Prawie, jak na wzór hipnozy, co nie jest zbyt miłe, aczkolwiek moje "prawie" robi kolosalną różnicę, więc zupełnie mi ta pseudo hipnoza nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Panegirycznie działa na mnie myśl, iż oczu mych nie atakuje obce, bezmyślne, denerwujące prove-it. Dochodzę do wniosku, że adres dobrany jest wręcz genialnie, niczym czekolada do karmelu i ciastka.Tak, jestem wielkim fanem tej reklamy, niekoniecznie samego batonika.
Nie jestem pewna, co ma adres wspólnego z aparycją, tudzież samą ideą bloga. Nie widzę wyraźnego związku pomiędzy tymi aspektami, a więc pewnie jest on bezczelnie ukryty. Nie rozumiem, po co się chowa, przecież ani go nie ugryzę, ani nie zjem. Najwyżej poszatkuję na kawałki nożem do ryby, upiekę na wolnym ogniu, przyprawię, nie żałując bazylii i dam psu. Mogę oczywiście skorzystać z opcji zjedzenia tegoż dania przeze mnie, choć z reguły nie przepadam za pieczonymi związkami między meritum, a adresem.
"Prosiłam o wszystko by cieszyć się życiem, dałeś mi życie, bym cieszyła się wszystkim." Jakież to elegancki i przemyślane. Proste, aczkolwiek magiczne. Niewątpliwie myślisz nad detalami, przywiązując dużą wagę do aspektów filigranowych,które choć rzadko zauważane są niezwykle ważne. Dla mnie są wysoce merytoryczne, bowiem przykuwają moją konstatację. Lubię, gdy tak wszystko ze sobą współgra, a Ty o to zadbałaś.
Blog jest dobrze dobrany kolorystycznie, bowiem to ładne, przyjazne oku barwy. Podoba mi się ta cienka rameczka oddzielająca białe tło wewnętrzne, od zielonego tła zewnętrznego. To chyba taki rodzynek, a ja lubię rodzynki. Nie ma to jak zjeść "zmartwione" winogrono.
Nie zdążyłam nacieszyć oczu rodzynkami, gdy znokautował mnie zapach sera pleśniowego, którego nie cierpię, a u Ciebie przedstawia się w formie tych akwamarynowych pasków przy tytułach ramek. Poczekaj aż wstanę z podłogi. Zatłukę za ten atak znienacka.
Nagłówek: 3/5
Umiejętnie wykonany i szczerze powiedziawszy nie podoba mi się jedynie to, iż przekazujesz nim ten nadmierny spokój. Osobiście preferuję rzeczy z pazurem, naprawdę drapieżne i wyzywające. Mimo to sam koncept i wspomniane wcześniej wykonanie działają na mnie swoim urokiem. Nawet napis na nagłówku zdaje się być z nim nierozłącznie połączony, niczym krem z eklerką.
Zadam tylko jedno zasadnicze pytanie... Ty widzisz, że ta akwamaryna nijak nie pasuje do słonecznika z nagłówka, ne? Powiedz mi więc, co ten kolor tam robi?
Treść: 7/10
"Przyszłość, sen - wiara."
Zastanawiałam się dosyć długo nad tym, co napisać o tym poście. To dość trudne zadanie, wierz mi, lub nie. Trudno mi bowiem stwierdzić, czy rzeczywiście jest tak źle, jak tam opisujesz (w co akurat wątpię, gdyż nigdy nie jest tak źle, by było zupełnie beznadziejnie), czy może po prostu są to losowe refleksje kompletnie niedotyczące Twojej osoby. Mówisz, że Twojej przyszłości ocalić się nie da, cokolwiek przez to rozumiesz, a ja mam nieodpartą impresję, iż przyszło kilka problemów, a Ty nie wiesz jak sobie z nimi poradzić. Każdy ma kłopoty, dosłownie każdy i teraz Cię zaskoczę, wszystkie da się jakoś rozwiązać. Taka już kolej rzeczy, wystarczy zauważyć to rozwiązanie.
"Dlaczego tak musi być? Gdzie popełniłam błąd?" Na pierwsze pytanie odpowiadasz sobie sama poprzez całą istotę tego postu. Życie to nie sen, nie żadna bajka, choć śmiem twierdzić, iż bajką stać się może. To nie jest niemożliwe. Na drugie pytanie ja Ci odpowiem, bowiem powstrzymać się nie mogę, ot co. Gdyby Twoje pytanie zadawał każdy człowiek, który w pewnym momencie życia czuje, iż wszystko wali mu się na głowę, pytanie to byłoby czymś równie naturalnym, co dorastanie. Nie ma tak, by człowiek nie zrobił czegoś źle, nie ma ludzi którym wszystko by pasowało. To również jeden z powodów dla których mówimy: "Jestem tylko człowiekiem."
Nie jestem pewna czy pojmujesz do końca oczywiste sprawy, które poruszasz w tej notce, a to niezbyt dobrze, szczerze powiedziawszy. Możesz oczywiście zaprzeczyć, nie widzę ku temu żadnych interpelacji, jest to jedynie moje odczucie co do tekstu. To właśnie przychodzi mi na myśl, gdy go czytam, a zapewne nie taki efekt zamierzałaś.
Tekst sam w sobie został napisany nader dobrze, podoba mi się Twój styl, gdyż ładnie ubierasz zwykłe zdanie w piękne słowa, kreując coś naprawdę dobrego.
"Pamiętam sny, które nieraz nawiedzały mnie, gdy niebo pokryło się już czarnym suknem." Czyż nie jest to piękne zdanie? Ależ oczywiście, że jest i właśnie takich zdań radzę Ci częściej używać. Blog wiele zyska na wartości, gdy do meritum dodasz artystyczną duszę stanowiącą lukier na torcie.
"Bo tak łatwo."
Nie powiem, jestem mile zaskoczona tą notką. Sam jej, powiedzmy, niedbały styl, to już coś wysoce prekursorskiego, a ja szczęśliwie mogę dodać, iż zasługuje to na słowa: "Ależ nietrywialnie."
Pierwszy raz spotykam się z takim konceptem, a miast mnie denerwować, ten działa niezwykle panegirycznie. Napisać kilka niezrozumiałych zdań, będących inteligentnym bełkotem, po czym rzucić dwa pytania i kazać innym się wypowiedzieć, to prawie jak samobójstwo. U Ciebie okazało się to niemałym sukcesem, zapewne wszyscy rzucą się na to, niczym na świeże bułeczki. Zostałaś piekarzem i cukiernikiem, nie wiem czy zauważyłaś.
"Co sądzicie na temat gwałtów, czy wy też uważacie, że ofiary są same sobie winne bo "kuszą"?" Ciekawe pytanie i równie ciekawy pogląd. Ja do tej pory zdania nie miałam, nie było mi to potrzebne do szczęścia, ale idąc za ciosem wyrobiłam własną opinię. Nie będę się nią dzielić, nie ma bowiem takiej potrzeby, aczkolwiek wspominam o tym gdyż moje szare komórki poczuły się wielce pobudzone. To dość ciekawe, fakt, że potrafisz czytelnika zmusić do myślenia.
Sama notka, choć pachnie genialnością, nieco sczerstwiała. Nie podoba mi się fakt, że jest tak "twardo" napisana, absencja tam pięknych zdań, które odnalazłam wcześniej. Połącz artystyczną duszę z niedbałym stylem pisania, a wyjdzie mieszanka oryginalności. Zastanawiając się nad tym głębiej i dokładniej, dochodzę do prostego wniosku, iż tematy przez Ciebie poruszane, nie są specjalnie powalające, nad czym musisz popracować. Nadrabiasz dobrym wykorzystaniem swojego talentu pisarskiego i radzę go szlifować. Trzymaj się tych kilku rad, a będzie naprawdę dobrze.
Ortografia i poprawność językowa: 8/10
Nawet nie wiesz, jak oceniający się cieszą, gdy znajdują miliony błędów i mają na czym się wyżyć, urządzając niezły opieprz. Tu nawet głupiej emotki nie znalazłam. Zaraz... to dobrze.
W celu odnalezienia potencjalnych pomyłek, przeczytałam wszystkie posty. Oto, co znalazły moje bystre oczy:
nie potrzebnie - niepotrzebnie;
tą świątynie - tę świątynię;
Gdzieś brakowało przecinka, aczkolwiek zgubiłam to zdanie. Tyle.
Układ: 4/5
Blog, linki, statystyka i button. Uniwersalne wyjście, lewostronne zresztą. Czegóż chcieć więcej? Ach, fakt. Niezwłocznego pozbycia się owego buttona/avka, czy co to tam jest.

Temat: 3/5
Trywialny, oklepany mimo to użyty inaczej. Pewnie jedynie w moim mniemaniu, a jeśli tak, to cieszże się, iż to moja osoba ocenia Twojego bloga.
Czytelność i obrazki: 4/5
Button mówi: "Żegnam na zawsze" i zostaje brutalnie zwolniony z funkcjonowania na blogu. Naturalnie, iż jest czytelnie, w końcu piszesz czarno na białym przejrzystą czcionką.
Dodatkowe punkty: -
Przykro mi, lecz nie mam za co ich przyznać.

Podsumowanie: 35/60
Ocena: dobra
Pozbądź się akwamarynowych pasków, co do treści - już wcześniej napisałam. Blog jest dobry i na taką właśnie ocenę zasłużył.
Wybacz, że jakość oceny leży i nie wstaje.

czwartek, 24 września 2009

(350) love-after-love

Ocenę wystawia: Aki
Wielce uradowana pukam do drzwi Love after Love.

Pierwsze wrażenie: 2/10
Na pierwszy rzut oka, jest to dla mnie blog z kategorii: “Strona ta powstała w wyniku kaprysu i tak naprawdę autor znudzi się nią po dwóch miesiącach.” Oczywiście, mogę się mylić, ale odczuć nie zmienię. Trudno się mówi, żyje się dalej. To w końcu tylko kilka godzin dobrej krytyki, którą potem i tak mało kto doceni. Zebrało mi się na żale, o tak.
Adres jest przeciętny i ginie w blogowej społeczności, zatapiając się w oceanie o nazwie “Trywialnie”. Miłość po miłości? Jak j-rocka kocham, przecież to mdli nawet mnie! Już kiedyś wspominałam, iż nie lubię mdłości, a na Twoje nieszczęście nie mam dzisiaj humoru. To oznacza opieprz w wydaniu: mam ochotę się na kimś wyżyć.
Belka. Skoro adres jest po angielsku, od biedy spodziewałam się ujrzeć tam znienawidzoną przeze mnie angielszczyznę. Niestety moje nadzieje zostały brutalnie rozwiane, gdy zobaczyłam tę hiszpańską szmirę. Masz zamiar pisać na blogu po hiszpańsku? Nie? To po kie licho używasz tego języka?
Zdecyduj się na jeden język, w tym wypadku polski, bo nie sądzę byś była w stanie pisać te swoje tak zwane “notki” w języku Wyspiarzy.
Blog jest rozjechany niczym żaba na asfalcie, tudzież ciągnie się jak polska trasa, a jest tu równie wyboiście. Nawet buldożerem bałabym się tędy jechać, więc co tu poradzi moje skromniutkie, sportowe autko?
Moja impresja jest następująca: postaram się wygrać wyścig z czasem, w którym rośnie moja idiosynkrazja, a metą będzie szczęśliwy moment naciśnięcia czerwonego krzyżyka u góry ekranu.
Nie wiem jak zniesie to moja psychika, ale nie takie ‘cuda’ już widziałam w swoim życiu. Mam tylko skrytą nadzieje, iż te trzy/cztery godziny oceniania nie odcisną swojego śladu na mym zdrowiu.

Nagłówek: 0/5
“Nani, Kami-sama?!” Taka była moja reakcja, gdy załadowało się to “coś” zwane jednym z najważniejszych elementów bloga. Nie jestem bowiem pewna, na co patrzę, co więcej dlaczego właśnie tym czymś oszpeciłaś i tak już kiepski wygląd bloga.
Widzę to złe przyzwyczajenie prawie wszędzie – bezczelnie kopiowanie osoby w nagłówku miliony razy, po czym brutalne naćkanie błyszcząco-skrzących elementów dokoła niej. Nie wygląda to ani ładnie, ani estetycznie, czyli notoryczna absencja zamysłu oraz konceptu.
Nie przemawia do mnie w ogóle kolorystyka w nagłówku, zapewne przez fakt, iż źle połączyłaś czarno-białą fotografię z kolorowym zdjęciem. W takich tworach należy wyróżnić jeden kolor, a resztę zostawić czarno białą. Kanarkowa żółć, karminowa czerwień, metaliczny błękit – takie barwy wyróżniamy, gdy kreujemy nagłówek w stylu Twojego. U Ciebie nie ma równego podziału w barwach i nie ma dobrego konceptu na całość.
Pomyśl nad tym, znajdź porządną Szabloniarnie i wymień to… to coś, na lepszy model.
Treść: 5/10
„Barcelona wita!”
Czytając Twoją twórczość, a raczej to, co w tym rozdziale wykreowałaś, cały czas miałam nieodpartą impresję, iż nie wiesz tak do końca, co piszesz. Zaczęłaś z opisem samej bohaterki, potem przedstawiłaś lekki zarys jej życia, co szczerze mnie ucieszyło, choć osobiście takie informacje umieściłabym w późniejszych postach. Nie ma to większego sensu, a moje twierdzenia podtrzymuje fakt, iż zamiast umieścić ogólne, niezbyt głębokie wzmianki, Ty zaczęłaś się rozpisywać nad każdą nową myślą. Tak się nie robi – żaden autor nie bombarduje czytelnika milionem informacji na raz, chyba, że jest to autobiografia, bądź psychologiczny monolog dla intelektualistów; a nawet tam nie zdarza się tak w pierwszym rozdziale.
Przechodząc dalej: po połowie opisu życia Ingeli niezrozumiale urwałaś ten wątek i zaczęłaś pisać wydarzenia teraźniejsze. Postuluję, być zastanowiła się nad tym jak budujesz swój rozdział, bowiem jego konstrukcja jest niesamowicie ważna.
Lepiej byłoby, gdybyś zaczęła od teraźniejszych wydarzeń, a idąc naprzód z historią, którą piszesz, wcisnęła pomiędzy poszczególne paragrafy, wątki z zarysu życia bohaterki. Mogę mówić niezrozumiale, więc podeprę to wszystko przykładem. Gdy Ingela rozmawia z Tulą przez telefon – tam mogłaś umieścić wątek o tym, jaka Tula była/jest, dodając paragraf o reszcie rodzeństwa. To jest to urozmaicenie, ciekawy koncept.
Czegoś takiego szukałabym w opowiadaniu, bowiem tam naprawdę urzeka mnie logika całości i areopag ze strony autora meritum. Pokaż, że piszesz to profesjonalnie, bowiem wiem, iż potrafisz. Wystarczy rozplanować dokładnie to, co chcesz napisać. Nie ma nic prostszego.
Jeszcze jedno zastrzeżenie, co do tego rozdziału. Błagam, nie kończ rozdziałów trzema kropkami. Nie twórz żałosnego napięcia, poziomem niskiego, niczym pomysły z brazylijskiej telenoweli.
„Wzruszające USG…”
Przeczytawszy ten post, odnoszę impresję, iż nawet rozdział pierwszy był dużo bardziej przemyślany. Ten przedstawia notoryczną alogiczność i kreuje konfuzje, co chyba nie było Twoim założeniem. Zirytował mnie brak ogólnego, czystego konceptu na post, bowiem umieściłaś tam razem, za dużo zbyt odmiennych wątków. One same przedstawiają nadmierną chaotyczność, co nie pomaga w zrozumieniu tekstu. Fakultatywnie to nijak nie sprzyja opowiadaniom. Musi się tam znaleźć SENS. Po prostu musi, inaczej wszystko trafia szlag.
Postuluję, byś planowała nim cokolwiek napiszesz. Jak wspomniane wcześniej, pamiętaj o konstrukcji, o dokładnym planowaniu akcji, a przy tym wszystkim trzymaj to w logicznej całości. To nie jest trudne, a wręcz proste niczym drut. Wymaga to jedynie więcej czasu i skupienia.
Ortografia i poprawność językowa: 4/10
Przejdę do konkretów:
alkocholu – alkoholu!
noi – no, i. Piszę się to osobno, choć w ogóle nie powinnaś używać słowa „no”.
dyrzuże – tak, i co jeszcze? DYŻUR.
Mam poważne zastrzeżenia do interpunkcji, a dokładniej przecinków. Jak nie za dużo ich w jednym zdaniu, to definitywnie za mało.
westchnienie – w tamtych dwóch zdaniach nie ma sensu ta właśnie forma. ‘Westchnięcie’ jest lepszym wyborem.
„Zakręty i szybkość nie robiły mi dobrze.” – Nie miały na mnie dobrego efektu. Czyż to nie brzmi ładniej i klarowniej?
„Wsiedliśmy w windę (…)” – DO WINDY.
wyleźliśmy – jak j-rocka kocham, za co?! WYSZLIŚMY lub cokolwiek, tylko błagam, nie ‘wyleźliśmy’.
białym kiltu – białym kilcie, moja droga.
„ – To se tu chyba posiedzimy.” Se…? Se?! Ja Ci dam ‘se’! Nie ma takiego słowa i jak hide kocham, poćwiartuję Cię na kawałeczki, jeśli będziesz go używać. Poćwiartuję i dam psu, on lubi poćwiartowane istoty ludzkie.
konsternacje – to słowo uradowało mnie jak nic. Bardzo mnie cieszy fakt, iż okazjonalnie używasz takowych perełek. Używaj ich częściej, wyjdzie Ci to na dobre.
Układ: 1/5
Trójkolumnowy oczywiście, a u Ciebie przedstawia on co? Tak, właśnie; egzoteryczny śmietnik. Naprawdę przydałby mi się tu buldożer, nie miałabym trudności z przekopywaniem się przez ten ogrom redundantnych dodatków. Opisy robią swoje – odstraszają z dobrym skutkiem potencjalnego czytelnika. Informacje jedynie denerwują, nie widzę nawet cienia sensu w umieszczaniu ich na blogu. Statystyka, linki. Z tej drugiej wymienionej przed chwilą rzeczy postuluję zrobić podstronę, inaczej utworzy się z tego zupełna abnegacja.
Temat: 1/5
Nie ma punktów za coś, co spotyka się średnio, na co drugim blogu. Nie ma punktów za brak indywidualności, tudzież absencję jakiegokolwiek prekursorskiego konceptu. Punkt jest za trzymanie się wybranego motywu, lecz nie zasługuje nawet na cień pochwały. Trudno się mówi, jedzie się dalej.
Czytelność i obrazki: 1/5
Punkt przyznałam jedynie dzięki wielkości barwie czcionki. To sprawia, że jest ona znośna i czytelna, bo przecież każdy wie, iż najlepiej czytać czarne na białym. Obrazek znad informacji ląduje w koszu. Nie pasuje tam w ogóle.
Obrazki obecne w prawej kolumnie bloga działają na mnie niczym płachta na byka, gdyż jestem zupełnie przeciwna opisom na głównej stronie bloga. Podstrona się kłania, a nawet dużo podstron.

Dodatkowe punkty: -
Mogę co najwyżej wysłać Ci rachunek, w którym nakazuje kupno lakieru samochodowego.
Podsumowanie: 14/60
Ocena: mierna

poniedziałek, 14 września 2009

(342) patricia-black

Ocenę wystawia: Aki
Odnajdując wolną chwilę czasu, zabieram się za ocenę Patrici Black.
Pierwsze wrażenie: 3/10
Zacznę od adresu, bowiem ten aspekt najbardziej przykuł mą uwagę, gdy z niestrudzonością obsesjonisty starałam się zignorować adresy w mojej kolejce. Patricia Black? Czyżby jakaś siostra, bądź kuzynka Syriusza? Byłam na dobrym torze, Patricia okazała się być jego córką. Zaraz, córką…? To tak… nietrywialnie. Tak, adres może być, choć nie zainteresował mnie on jakoś ponadprzeciętnie.
To samo tyczy się belki, bo nijak ona do mnie nie przemawia. Mówi, co prawda dużo, ale kto nienormalny zrozumie belkowy bełkot? Fakultatywnie moja skromna osoba śmie konstatować, iż źle zostały zapisane słowa zawarte w bełkocie. Jak na mój porąbany gust za dużo tam przecinków i za mało sensu. Zrozumiano? Jeśli nie to trudno, ja mówię tylko raz, do drugiego brak mi chęci.
Kolorystyka – nie powiem bym była szczególnie zachwycona. Tło zewnętrzne tak naprawdę jest za jasne i nie pasuje do tych kocich rzygów w tle wewnętrznym. Chociaż… czy ja wiem czy to wymiociny? Z tej drugiej strony też się to mogło wykreować. Prosto i adekwatnie do tematu: źle ktoś Ci dobrał kolory.
Ogółem jest dość mdląco i jedyne, co podoba mi się jak do tej pory, to motyw po prawej stronie nagłówka. Mam słabość do takich cudów na kiju.
Nie podoba mi się pogrubiona czcionka. Po prostu źle to wygląda przy takiej małej wielkości. Fakultatywnie dziwnie się czuję patrząc na czcionkę wielkości 8 w zestawieniu z czcionką 18 – jak na mój skromny gust nie działa to zbyt korzystnie na bloga.
Po pierwszym wrażeniu czuję się znużona. Pora zagłębić się w to bagno… to jest bloga. Zwał jak zwał, dla mnie to jedno i to samo.
Nagłówek: 1/5
Zważając na obecną porę roku, jestem w stanie zrozumieć kolorystykę szablonu, ale nie sam pomysł na szablon, tudzież jego użycie. Zwracając uwagę na główną bohaterkę, a więc Pat, rozumiem iż to ją właśnie statystuje nagłówek.
Jeśli to właśnie był Twój zamysł, to nie jestem zachwycona. Czarodziejka z niej, ne? Wytłumacz mi, więc dlaczego widzę przed moimi oczyma ordynarną nastolatkę – wymalowaną, z białą czapką na głowie oraz w dziwnej, aczkolwiek ciekawej sukience?
Efekt nagłówka nie jest panegiryczny, a moja impresja krzyczy przez megafon: nie podoba mi się.
Jaka jest rola plamy z jesiennych liści zlewających się w nieładne tło? Zupełnie nie rozumiem wyboru tegoż ‘cuda’ (tak, sarkazm jest tu definitywnie potrzebny).
Pomijając fakt, iż wiedziałam ten szablon na kilku innych blogach, to iż wcięcie w nagłówku bardzo mnie irytuje oraz świadomość, iż sam nagłówek nijak mi się nie podoba, pochwalę jedną rzecz. Kwiatowy motyw, wspomniany już wcześniej, działa na Twoją korzyść, choć potępiam Cię za kolor. Jest absolutnie okropny.
Treść: 4/10
„Prolog”
Będąc osobą zaczytaną w książkach czysto fantastycznych, a wyznającą zasadę, iż sztuka czytania nie zanikła zwłaszcza wśród dzieci, to musze przyznać, iż ten krótki kawałek tekstu zawiódł moje oczekiwania. Nie spodziewałam się czegoś spektakularnego, zapierającego dech w piersiach, przenoszącego do świata fantazji. Nie spodziewałam się perełki literackiej, ale powiedzmy sobie szczerze – to było po prostu kiepskie.
W prologach zwykle szukam tej charakterystycznej enigmy, połączonej z czymś oczywistym, a więc informatywnym. U Ciebie nie ma nawet malusieńkiej warstwy kurzu tajemniczości, nie wspominając o zagubionym gdzieś sensie. Zdecydowanie za dużo LOST’owców.
Mogę krytykować te trzy paragrafy tekstu oraz dziesięć dialogów do znudzenia, a efekt będzie taki sam, tylko Ty znienawidzisz moje przeświadczenie jeszcze bardziej.
Nie, ja nie jestem złośliwa. Po prostu jak najbardziej subiektywna, no i za bardzo chimeryczna. Trudno zadowolić gust osoby fumiastej, zapamiętaj to sobie dobrze.
„Rozdział 1”
Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam tak wielką idiosynkrazję do tego co czytam, aczkolwiek była to zapewne treść ostatniego ocenianego przeze mnie bloga. Bardzo nuży mnie Twoja twórczość, nie wiedząc czemu, skoro nawet starasz się coś-tam wykreować. Zwalę to na mój chimeryczny gust oraz amatorstwo ziejące na kilometry z Twojego pisma. Znów powtórzę – nie jestem wredna, po prostu preferuję pisarzy z wyrobionym stylem. Nie, nie jest kompletnie źle. Jest po prostu zbyt trywialnie, o.
Cóż, postuluję jedynie metodę, którą stosuje większość. Przed pisaniem czegokolwiek rozplanuj akcję. Co, gdzie, jak, kiedy, dlaczego – te pytania na pewno nie są Ci obce, używaj ich. W trakcie pisania staraj się każde zdanie z osobna przeistoczyć w coś interesującego i kreatywnego. Pisanie wymaga czasu i pracy, jak zapewne wiesz. Poświęć to parę godzin na pisanie, a na pewno poprawisz to opowiadanie.
Mieć genialny pomysł to jedno, ale genialnie go wykorzystać, to druga sprawa, zdecydowanie ta ważniejsza. Ja jestem zawiedziona użyciem, koncept jest pierwszorzędny. Poświęć temu więcej czasu, stworzysz istny masterpiece.

Ortografia i poprawność językowa: 5/10
Na całe Twoje szczęście i szczęście moich oczu nie robisz masakrycznych błędów. Yay.
Mężczyzny – z kontekstu: mężczyznę
Spał by – z kontekstu spałby
Pirwszy – pierwszy
Próbując zasnąć ponownie – próbując ponownie zasnąć.
Nie bawią mnie powtórzenia literek, więc radzę czytać tekst, gdy go napiszesz.
Patrcia – Patricia. Tak nazwałaś swoją główną bohaterkę, ne?
Poprwaiła – masz na myśli poprawiła?
Nie umieszczaj w tekście dopisków autorki. Jak j-rocka kocham, przecież sama to wszystko piszesz i taki był Twój zamysł, więc po kie licho wyrażasz swą dezaprobatę wyrywając czytelnika z lektury?
Pomyślał, pomyślała, powiedział, powiedziała. Mam mdłości przez Twój brak taktu i pisanie, co Ci ślina na język przyniesie.
Patricia nie mogła zostawić torby w powozie, bo o ile mój mózg pamięta, to kufry oraz wszelaki inny bagaż, był dostarczany inną drogą. Zawsze czekał na uczniów w dormitoriach, czyż ne?
Układ: 2/5
Szablon jednokolumnowy – prawostronny. Dysponujący algorytmem w linkach, choć denerwuje mnie ‘I sru’ przy odnośniku do autora. Utożsamiasz się z tłem bloga?
Informacje ani nie irytują, ani nie pomagają, więc ogólna, co do nich impresja, jest dość neutralna. To niezbyt dobrze, ale nie czepiajmy się szczegółów. (Tak, to miał być żart).
Nie podoba mi się widok statystyki na dole bloga oraz absencja szerokiej listy. Szeroka lista to przecież w dzisiejszych czasach uniwersalność, ne?
Temat: 3/5
Szczerze powiedziawszy znalazłam w tym opowiadaniu nutę prekursorstwa, a więc z ręką na sercu przyznam punkty za cień oryginalności. Kategoria również się zgadza, co cieszy mnie, jako czytelnika, gdyż wiernie trzymasz się wybranego tematu. To jest duży plus.
Nie jestem natomiast zachwycona sposobem, w który użyłaś swojego genialnego pomysłu, jestem pewna, iż dałoby się wykorzystać go lepiej. To wiąże się z Twoimi umiejętnościami pisarskimi, a te, powiedzmy sobie szczerze, są przeciętne, jeśli nie powiedzieć kiepskie. Przypominam – ja tu nikogo nie obrażam. Moja osoba tylko do przesady korzysta z prawa do wolności słowa.
Czytelność i obrazki: 2/5
Jak przytoczone troszeczkę wyżej czcionki są nieco źle dobrane wielkościowo. Nie podoba mi się również fakt, iż pogrubiasz tekst podstawowy miast utrzymać go w stylu linków. Mimo tego wszystkiego jest nawet znośnie, tudzież czytelnie.
Denerwuje mnie galeria, bowiem podstrona z obrazkami byłaby milej widziana, albo linki do fotografii. Bylebyś utrzymała w tym wszystkim algorytm i nie tworzyła wysypiska skazując się na zawód śmieciarza.

Dodatkowe punkty: -
Poszły się narąbać w pobliskim barze.
Podsumowanie: 20/60
Ocena: mierna
Dziś krótko, gdyż ogranicza mnie czas. Kruszynki, prosiłabym o wyrozumiałość, dostęp do laptopa jest… trudny ostatnimi czasy.

środa, 2 września 2009

(319) camp-of-love

Ocenę wystawia: Aki
Dręczona poczuciem obowiązku, zabieram się do oceny Camp of Love.

Pierwsze wrażenie: 3/10
Na wzór Sherlocka Holmesa ujęłam w dłoń lupę. Tak, tę lupę, która pomaga dostrzec każdy piksel bloga i pozwala wytępić niczym środek owadobójczy, każdy niepasujący detal. Na głowie wylądował beret mądrych słów, ten koloru jadowitej zieleni w jaskraworóżową kratkę, a ja sama muszę przyznać, iż nijak to nie pasuje do moich fioletowo-pomarańczowych włosów. Po tej inteligentnej konstatacji, włączam blog i co? Tak. Beret aż mi z głowy spadł.
Siedziałam oniemiała kilka minut, nim odważyłam się wybełkotać “Paranormalna…” patrząc na szablon. Dokładnie, droga autorko, wiem skąd to dzieło pochodzi, wiem czyje jest. Z całą estymą dla jego autorki, ale nijak mi się nie podoba. To zdjęcie jest bzdurne, a wręcz nieładne, fakultatywnie kolor tła zewnętrznego pasuje do tego wewnętrznego niczym bydło do karety. Ty nie popisałaś się umiejętnościami wstawiania szablonu na bloga, jako, że u Ciebie literki wychodzą poza jego kolumny. Problem techniczny? Dzwoń po majstra.
Adres odpycha mnie od ekranu niczym magnes inny magnes, a ja po krótkim namyślę, stwierdzam, iż wcale nie chcę więcej na niego patrzeć. Obóz Miłości jest taki słodki, że aż mdły, a Aki nie lubi mieć mdłości. Porannych, popołudniowych, wieczornych, nocnych. Żadnych. Nie jestem więc wniebowzięta i raczej nie będę.
Poznać sens życia jest trudno, ale nie tak trudno jak poznać sens Twego bloga, więc skromnie uważam, iż właśnie to zdanie powinnaś umieścić na belce. Miałam powstrzymać się od komentarza na ten temat i już nie pastwić się nad faktem, czy wiesz co to szare komórki, tudzież mózg, ale perfidia jest silniejsza. Cały czas zastanawiam się nad responsem, a przychodzi mi do głowy jedynie myśl, że choć pewnie te pojęcia znasz, to nie wiesz jak jedno czy drugie zmusić do pracy. U czytelnika oczywiście.
Niepotrzebnie biegam oczyma po blogu, urządzając im istny maraton, skoro czuje się niczym Żyd biegający po pustym sklepie. Nadzieja, iż coś efektownego tu znajdę umarła przed chwilą, lecz nacisnąć czerwony krzyżyk u góry ekranu mi nie wolno. Jeszcze.

Nagłówek: 0/5
Zdjęcie (brzydkie zresztą) dziewczyny w żółtej kiecce w czerwone groszki, na tle wzburzonych, morskich fal. Dziewczyna ma czarne, krótkie włosy i biegnie po plaży. Tak, tutaj wstępuje na plan melodia niczym z romansu, cała akcja oczu spowalnia się. Wtedy nagle widzimy białe rajstopy w ręku dziewczyny, szpecące całą fotografie i zostajemy brutalnie sprowadzeni na ziemie. To nie jest bajka. To istny koszmar.
Z całego zdjęcia podoba mi się wyłącznie jego biała rameczka, resztę pozostawiam gdzieś pod nazwą „zupełna porażka” po fakcie, iż szkło w lupie pękło. To nie jest dobry znak, nie jest.
Treść: 3/10
Czy Sherlock kiedykolwiek się załamał? Jeśli nie, to właśnie nastąpiła ta chwila, a ma się to z faktem, iż przebrnęłam dzielnie przez trzy rozdziały. Jestem na skraju wyczerpania, załamania, śmierci i wszelkich innych złych krańcach. To oczywiście za sprawą jednego opowiadania. Niesamowite, czyż nie?
„Z pamiętnika Bridget „Miłość od pierwszego wejrzenia”
Byłam pewna, iż tym razem trafię na mocną część bloga, więc usiadłam wygodnie, gotowa do czytania. Myliłam się jednak, a to dotarło do mnie po pierwszym zdaniu tego postu. W dłoni mej wylądowała lupa, a ja sama próbując powstrzymać odruch wymiotny, jaki napadał mnie co chwilkę przez kolor czcionki, zabrałam się do czytania. Nie powiem bym była specjalnie tym faktem zachwycona, jako, że piszesz tak nużąco, iż nawet flaki z olejem są ciekawsze.
Post jest krótki, a ja takowych nie lubię, jeśli mam czytać jakieś opowiadanie. Naprawdę nie można wysilić trochę wyobraźni i postarać się wykreować coś więcej niżeli sześć nieposkładanych paragrafów i milion redundantnych dialogów?
Niepotrzebnie piszesz o tym, co Twoja główna bohaterka ma na sobie. Tylko jej zmieniasz ubrania, co pięć minut, jak gdyby to było jej życiowe powołanie, a co do reszty postaci – nie ma nawet wzmianki typu: „Był ubrany w czarne ciuchy.” Jaki jest więc sens pisania ciągle tego samego, byleby zapchać tylko miejsce?
Z tego, co napisałaś wnioskuje, iż rozmowa z Davidem była dość długa. Dlaczego więc widzę tylko wzmiankę o wieku, a reszta ulotniła się niczym ja po wejściu na głośną imprezę? Postuluje byś nauczyła się pisać ciekawe dialogi, tudzież wciągające opisy. Do tego wystarczy chwycić w rękę książkę, byleby nie „Zmierzch”, bo zaraz nas jeszcze zaczniesz katować kolejną historią Belli i Edwarda.
„Przeżycia Bridget „Jezioro, noc i on”
Post znów krótki niczym pięciominutowa przerwa i supozycyjnie na takowej został napisany. Chciałaś by było romantycznie, subtelnie etc, prawda? Cóż, niezbyt Ci się to udało, jako, że ja poczułam głębokie znużenie. Znów nie sprawdziły się Twoje opisy sytuacji, którym brak jakiejkolwiek enigmy, to samo tyczy się dialogów, których tutaj za mało. Jak nie za dużo, to za mało – zdecyduj się na pośrodku i nie męcz czytelników tymi wypocinami.
„Z życia Bridget „Zapomnienie”
Ha, nareszcie coś o paragraf dłuższego, jak ja się cieszę! Tak, to był sarkazm i z której strony na to nie spojrzysz, właśnie tak zabrzmieć to miało.
David stracił pamięć? O ile mi wiadomo, aby doszło do takiej sytuacji niezbędny jest ciężki wypadek w wyniku, którego człowiek ma amnezję lub jakieś inne bardziej racjonalne powody. Z tego co zrozumiałam on pamięć stracił po wypiciu napoju, a to brzmi tak absurdalnie, iż mimowolnie zaczęłam się śmiać.
Jak zauważyłam w jednym z komentarzy pod tą notką, ktoś wytknął Ci fakt, iż telefonów komórkowych nie wolno używać na pokładzie samolotu. Jest to zaiste prawda, choć Unia Europejska pozwala na to niektórym liniom lotniczym. Twoi bohaterowie lecieli do Miami, więc suponuję, iż używali amerykańskich linii lotniczych, a te czasami nawet zabraniają spedycji tych przedmiotów. Według nich telefon jest w stanie doprowadzić do katastrofy. Winszuje, bowiem Twoja Bridget dzwoniła dwa razy – katastrofa murowana.
Ortografia i poprawność językowa: 2/10
Przejdę do rzeczy nim mi znów beret z głowy spadnie, tudzież słów zabraknie.
„Cudowne zapachy dawały się we znaki.” – Nie wiem czy wiesz, ale raczej nie, lecz zapachy nie mogą dawać się we znaki. To byłoby po prostu kuriozalne.
„Zeszłam po cichu na dół i zobaczyłam mamę i Olivera (…)” – Redundantne Ci repetytorium tego „i”. Pierwsze najlepiej zastąpić wyrazem „gdzie”, który naturalnie poprzedzamy przecinkiem.
„Moje relacje poprawiły się nieco z Oliverem.” – Moje relacje z Oliverem poprawiły się nieco. Inaczej nie ma sensu nawet napisać takie zdanie.
zakrzątałam – zaprzątałam. Jak można sobie zakrzątać głowę?
„Nie interesował go sport, ale miał niezły kaloryfer.” – Bridget stwierdziła to po drugiej ich rozmowie, gdzie z pewnością David musiał zdjąć przed nią koszulkę, w przeciwnym razie guzik by dostrzegła. Ach, ten David, tak się przed wszystkimi rozbierać.
Cytat: „-Jeszcze nie śpisz?
-Nie. Mhm, czytam.
-Hm...?
-No wiesz, te książki co dostałaś na urodziny.
-Tak. Nigdy ich nie przeczytałam. Ciekawe?
Mama spojrzała na okładkę jednej z nich.” – Nie jestem w stanie zrozumieć tego fragmentu. Nijak mi to nie wychodzi.
pod moim domek – pod moim domem
Umiał mnie wysłuchać. – Uszą bolą, gdy się tego słucha. POTRAFIŁ – to ta bardziej rozsądna wersja.
„Dziewczyna śmiała się niemiłosiernie.” – Czyli jak? Torturowała tym kogoś? Miałaś na myśli „do rozpuku”, droga autorko i radzę Ci to zapamiętać.
dopasowan – dopasowana.
„Jak się o to go zapytać.” – Jak się go o to zapytać. Czy naprawdę nie słychać, jak afektowanie brzmi Twój wariant tego zdania?
stewardesę – stewardessę. Mimo, iż obie formy są poprawne słowo „stewardessa” piszemy przez dwa „s”.
to – po. Nie rozumiem jak można pomylić te dwie literki. Gdyby, chociaż były blisko siebie na klawiaturze…
„Czy David wszystkiego zapomniał?” – WSZYSTKO ZAPOMNIAŁ. Nie katuj mnie już.
odpowiedz numer – odpowiedni numer.
jakis – jakiś.
„Wypił tę szklankę.” – Nie sądzę, gdyż co najwyżej mógł wypić wodę ze szklanki.

Układ: 2/5
Lewo kolumnowy, a na Twoje nieszczęście, ja preferuje ten po prawej stronie. Sherlock Aki nie jest wniebowzięta i wcale się tym nie dziwi. Z nową w lupą w ręce (tak, na blogi takie jak ten, mam ich kilka) rzucam się do oglądania kolumn bloga, a tam atakuje mnie absencja czegokolwiek. Są tylko linki, fakultatywnie jeden odnośnik, głoszący „całość”. Niczym człowiek śpieszący się do MediaMarkt, bo jest nowa wyprzedaż, zjeżdżam na dół bloga, a tam widzę statystykę wychodzącą poza linie kolumny. Nie dość, że wygląda to ohydnie, to jeszcze pusto jak na pustyni, tylko tu brak nawet kaktusów. Fatamorgany również.

Temat: 0/5
Eh? Że niby TO ma być opowiadanie? Nieładnie tak sobie stroić żarty z Sherlocka Aki, ona ma na tym punkcie dość kiepskie poczucie humoru. Punktów oczywiście nie przydzielę, bowiem nie ma za co, nie ma za co i jeszcze raz z egzoterycznej złośliwości.
Temat mnie znużył, tudzież jest za bardzo trywialny, ani odrobiny w tym empiryczności lub chociaż prekursorstwa. Czy naprawdę tak trudno wymyślić coś, co nie jest tuzinkowe i nudne? Coś mi się wydaje, iż nie, więc nie rozumiem, czemu niemal każdy ma z tym problem.

Czytelność i obrazki: 2/5
Czytelnie jest, owszem, choć nie powiem bym była zachwycona faktem, iż muszę czytać to co sobie wymyśliłaś. Denerwuje mnie, iż czcionka wychodzi poza główną kolumnę bloga, to wygląda nieestetycznie.
Fakultatywnie irytuje mnie kolor czcionki, a ten przypomina barwę substancji wydalaną przez koty na biały dywan, lecz nie przejmowałam się tym, dopóki nowe szkło znów nie pękło. Tak, jest dość wyczulone na kolory i generalną aparycję, więc mu się nie dziwię – załamać się można, więc czemu nie pęknąć?

Dodatkowe punkty: -
Gdy nadejdzie koniec świata w roku dwutysięcznym dwunastym i Lesair nie będzie musiał pisać matury z matematyki.

Podsumowanie: Cóż, pozostaje mi jedynie konstatować tu, byś poważnie zastanowiła się nad jakimś ładniejszym szablonem. Oczywiście od Zakazanych, tylko tam są cuda, lecz nie takie jak teraz masz u siebie. Ponadto zadbaj o to, by nic nie wychodziło poza kolumny bloga, to nie wygląda korzystnie.
Uzyskałaś punktów 12/60 i
Ocenę: mierną

sobota, 29 sierpnia 2009

(310) nowa-w-hogwarcie


Ocenę wystawia: Aki
Z herbatą w ręce siadam do ocenienia Nowej w Hogwarcie.

Pierwsze wrażenie: 5/10
Zakrztusiłam się herbatą, gdy zobaczyłam ten nagłówek. Jeśli sama go zrobiłaś, to muszę szczerze powiedzieć, iż jest ładny. Jeśli nie to moje zdanie jest podobne, aczkolwiek bardziej ukontentowana byłabym wiedząc, że to Ty go wykonałaś. Nadaje blogowi należytego charakteru, fakultatywnie sama realizacja sprawia panegiryczną impresję, pomimo kameralnego mroku. Coś, co naprawdę mnie zaintrygowało, bowiem rzadko zdarza się połączenie tych dwóch czynników.
Adres jest zły. Zupełnie banalny, a jak wiadomo, co banalne, to nie warte uwagi. Jak można tak po prostu nie wyróżniać się z tłumu – tego nie wiem. Zastrzeliłabym się dawno temu, gdybym była tak nieoryginalna.
Belka nie podoba mi się z kilku powodów. Po pierwsze drażni mnie stan liczbowy wielokropków zawartych w tym jednym pasku, po drugie absencja cudzysłowie, które bardzo by się tam przydało, a po trzecie cały efekt. Miało wyjść tajemniczo, miało wyjść z głębią, a efekt jest następujący: „Przejrzyste dno”.
Czarne tło zewnętrzne, do tego „przygaszony” zielony na tło wewnętrzne. Ta zieleń jest fatalna, tudzież ohydna, ponadto działa na nerwy, a i czcionka za bardzo koreluje z tłem. Aby każdy mógł to w spokoju przeczytać i nie maltretować oczu okularami minus dziesięć, zmień kolor czcionki. Najlepiej na czarny. Nie mówię tego ze względu na to, iż to mój ulubiony kolor, wcale, a wcale!
Odnalazłam algorytm, choć wprawdzie wcale go nie szukałam, to raczej on mnie znalazł, a dokładniej rzucił się na oczy. Albo raczej w oczy, ale kto tu rozgryzie zagmatwane, niczym korytarze labiryntu, myśli Aki?
Brakuje mi krzyny magii, co niestety na Twoje nieszczęście jest wymagane w takiego asortymentu blogach. Gdzie się zawieruszyła ta wszystka enigma? Z pewnością zabito ją Kedavrą. Nieładnie.
Nagłówek: 3/5
Jak już mówiłam, jest wykonany bardzo dobrze, aczkolwiek śmiem odczuwać przeświadczony niedosyt. Dziewczyna, prawdę mówiąc dosyć ładna, z wyciągniętą różdżką, rzucająca wspomnianą ówcześnie klątwę. Podoba mi się Mroczny Znak na wewnętrznej stronie jej ręki, widać, iż to iście Voldemort’owa postać. Zdziwiło mnie zaś, dlaczego nie jest widoczny na jej ramieniu. Skoro już go ma, to zapewne jest Śmierciożercą, a oni, o ile dobrze pamiętam właśnie tam ten znak mieli. Nie wiem skąd wzięłaś to zdjęcie, aczkolwiek śmiem konstatować, iż z pożytecznego DeviantArt, co nieco tłumaczy fakt znaku w złym miejscu.
Choć nagłówek ładny, nawaliły barwy, tudzież unifikacja z blogiem nie wygląda dobrze. Statystuje się to następująco: mafia szalonych myszy wgryzła się w ser. Trzymasz na swoim blogu myszy, fakultatywnie z mafii? Jeśli tak, to właśnie widzisz efekt ich pracy.
Nie wiem jak Ty, ale ja te gryzonie lubię, dopóty oczywiście nie zjadają sera, który mam ocenić. Ten pierwszo wrażeniowy Camembert zwany Nagłówkiem został niestety przez te myszy nadgryziony, przez co traci na wartości i finalizuje gdzieś obok nazwy: Ser Spleśniały. Nie pleśniowy. Spleśniały. Tego już myszy nie chciały.
Treść: 4/10
Opowiadanie skończone, a liczy sobie trzydzieści pięć rozdziałów i epilog. Jako, że nie zamierzam marnować kolejnej godziny mojego życia, przeczytam wyłącznie ostatni rozdział i wyżej wspomniane zakończenie. Nawet gdybym inklinowała, to nie przeczytam kompletu, bowiem po przeczytaniu połowy pierwszego rozdziału stwierdzam, iż całość jest dość nużąca. Złośliwie mówiąc nie podoba mi się Twój pomysł, fakultatywnie mogę zostać zdefiniowana w pełni agnostykiem, bowiem nie wierzę, iż wymyśliłaś coś powalającego na kolana.
„Rozdział 35”
Przeczytałam pierwszy paragraf i poczułam się, jak gdyby ktoś recytował mi listę zakupów. Zdania są za krótkie, tudzież brzmią kabotyńsko, a na Twoje nieszczęście ja cenie sobie spontaniczność.
Sytuacja w gabinecie Dumbledore’a nieco zmieniła moje sceptyczne nastawienie, choć poczułam lekką irytację czytając o eliksirze dającym moc trzech braci. To dość tandetny koncept, a tandeta w ogóle nie pasuje mi do opowiadania tego typu. Gdyby taki eliksir faktycznie istniał, to Dumbledore na pewno wiedziałby o nim, tudzież nie spojrzałby się na nią pytającym wzrokiem. Rozumiem, że chciałaś perswadować to jak eliksir działa, jaki jest, ale mogłaś zrobić to w inny sposób. Przykładowo: „Dumbledore spojrzał na eliksir z rytuału, który Lucy trzymała w ręce (…)”. Tu umieszczasz wypowiedź Lucy, lecz w formie egzegetycznej, a więc przeistaczając ją egzoteryczny opis. Nie jest to wtedy tak absurdalne.
Nie wiem, gdzie podziała się cała moja perfidia, ale zwykle scena, która spodobałaby mi się niezmiernie, tym razem zniechęciła mnie do konsekutywnego czytania. Mówię o fakcie, iż Lucy zabiła swojego męża(?). Szczerze powiedziawszy nie widzę w tym żadnego celu. Mrucząc wyrazy niezadowolenia pod nosem, czytam dalej.
Następny paragraf trochę poprawił mi ogólną impresję, zniszczoną przez ten poprzedni. To zaskakujące, jak potrafisz zepsuć, ale zaraz odbudować swoja sytuację, jeśli chodzi o pisanie. Dosłownie niczym Człowiek Destrukcja, a zaraz McGayver. Myślałam, że tylko ja tak potrafię.
Koniec rozdziału jest znośny, choć szczerze spodziewałam się czegoś spektakularnego. Jak zwykle lipa.
„Epilog”
Mogę orzec jedynie to, iż nie lubię melodramatycznych zakończeń, tudzież preferowałabym przeczytać o jakieś rzezi godnej najlepszego horroru. Nie interesujesz mnie swoim stylem pisania, niestety. Zastanawiałam się długo, jaką dać Ci radę na przyszłość, ale wyszło mi z tego piękne nic.

Ortografia i poprawność językowa: 4/10
Brak mi u Ciebie interesujących opisów, które stworzyłyby oszałamiającą akcję. Środki stylistyczne, to rzecz zupełnie Ci obca, nie zauważyłam byś specjalnie przejmowała się głębią tego, co tworzysz. Jest prozaicznie i dość trywialnie. Fakultatywnie źle wykorzystujesz ciekawe koncepty, a to wszystko za sprawą absencji pisarskiej perełki, tudzież pospolitością tekstu. Do tego dochodzą literówki oraz błędy.
„Ku wielkiemu zdziwieniu dziewczyny, w walce miała wziąć udział również Narcyza i Nell.” – Nell i Narcyza są jedną i tą samą osobą? W walce miały wziąć udział również Narcyza i Nell. Widać różnicę?
„Gdzie o jest?” – Zjadasz literki. Gdzie on jest.
juz – nieładnie tak ignorować przycisk „alt”. Już.
„Walka wrzała.” – A któż ją tak rozpalił? Nie jestem pewna czy istnieje określenie „wrzącej walki”, bowiem nigdy się z nim nie spotkałam.
„(…) deportowali się w popłochy.” – W popłochu. Czytaj, to co napiszesz przed publikacją.
„ – Za…? – spytała.” – Spytała, już Ci tam nie potrzebne. Skoro rozmawia tylko z Harrym, a wiadomo, kto mówi co, redundantne jest dodawanie cały czas wyrazów po myślniku.
„I wygrali.” – Co z tego, iż wygrali, skoro nie zaczyna się zdania od „i”?
Zapominasz o przecinkach, tych oczywistych.

Układ: 2/5
Na blogu panuje algorytm, co na pewno wpływa panegirycznie na całą moją dotychczasową impresję. Nie podoba mi się zaś fakt, iż jest tak pusto. Statystyka, linki i blog, tylko to widzę u Ciebie, choć można tam przecież dodać tyle addendów! Cała ich masa nawiedziła właśnie mój umysł, urządzając sobie huczne przyjęcie, a wyliczając na palcach wyszło ich około szesnastu. Czy naprawdę nie wpadło Ci do głowy nic z tego, co ja wymyśliłam?
Lubię ten układ kolumn, za to dam Ci punkt.

Temat: 1/5
Kategoria się zgadza, fakt, ale czy rzeczywiście dostać ma tu punkty, oklepany, nużący, zupełnie nieoryginalny Potterowski fanfick? Chyba nie muszę mówić więcej.
Dam jeden. Za trzymanie się wybranego motywu, co wcale nie jest godne panegiryku, a już szczególnie od człowieka równie wrednego, co ja.

Czytelność i obrazki: 0/5
Czytelnie nie jest. Jak już wspominałam czcionka za bardzo unifikuje z tłem, co wcale, a wcale nie wpływa dobrze na czytanie. Nie wiem jak reszta czytelników, ale ja poczułam się urażona faktem, iż jestem zmuszona wysilać mój genialny wzrok, tudzież właśnie w tym momencie chciałam podkreślić tekst. Uderzyła mnie niczym kopnięcie z półobrotu Chucka Norrisa, blokada kopiowania tekstu, czyli również możliwość podkreślenia go i wiesz co? Szlag mnie mało nie trafił, za to oberwał kenzan stojący obok. Obecnie jego szczątki leżą w koszu, a ja ssę krwawiącego palca. Twój blog naprawdę doprowadza do szału, a przynajmniej mnie.
Obrazków nie znalazłam, ale jestem na tyle subiektywna, iż daje sferyczne zero. Złośliwość, czysta idiosynkrazja do strony – zwał, jak zwał punktów i tak nie będzie.

Dodatkowe punkty: -
Nie ma za co, a za mojego krwawiącego palca na pewno ich nie dostaniesz.

Podsumowanie: 19/60
Ocena: mierna
Mówiłam, że ta ocena mnie dręczy? Otóż teraz zaczęła mi wszędzie asystować.

środa, 26 sierpnia 2009

(302) zycie-shinobi-oczami-wampira

Ocenę wystawia: Aki
Dręczona nudą opieprzę życie shinobi oczami wampira.

Pierwsze wrażenie: 2/10
Życie shinobi oczami wampira? Przepraszam, ale czy więcej się w ten adres wcisnąć nie dało? Oczywiście konkluzja prosta – adres jest o wiele za długi. Nie pokrzepia mnie nawet fakt, iż jest po polsku. Powinno być trywialnie i powinno zachęcić czytelnika do odwiedzenia strony. Adres Twojego, bloga wywołał u mnie myśl, iż wcale nie mam ochoty tego ocenić, czyli coś zupełnie opacznego do założonej intencji.
Belka to po prostu ładne repetytorium adresu powalające mnie na kolana. Niestety nie z zachwytu, a z rozpaczy i tak zostawmy moją opinię. Nie rozumiem, czy tak trudno wymyślić kilka makiawelicznych słów, jedno błyskotliwe zdanie? Najwyraźniej tak, a to pozbawia mnie słów.
Wygląd bloga wysłał moje eminentne czoło w kierunku blatu biurka, a ja załamałam się zupełnie. Niebieski na tło zewnętrzne, niebieski na tło wewnętrzne, niebieski w nagłówku, niebieski na czcionki… chyba wiadomo, o czym mowa. Naprawdę nie istnieje żaden inny kolor? Znów poczułam się jak gdybym wbrew swojej woli zatapiała się w morzu, a jak wiadomo po chwili od tej impresji można zwariować. Będę mieć uraz do tego koloru, do końca mojego życia.
Oczywiście jak na zabójczy blog przystało piszesz tą najbardziej infantylną czcionką, jaka kiedykolwiek powstała. Comic Sans się kłania! Znów ciśnie mi się na usta słowo „komicznie.”
Autorko, naprawdę zdziwił mnie koncept na bloga, a najbardziej Twoja główna postać. Nie dość, że to zmutowany nietoperzo-człowiek, to jeszcze ma super nadnaturalne siły i dysponuje czakrą. Wiesz co? Batman by się załamał.

Nagłówek: 1/5
Widziałam zdjęcie tej dziewczyny milion, a może nawet więcej razy, z tą różnicą, iż było pomarańczowe. Szczerze mówiąc wersja pomarańczowa podoba mi się bardziej, a niebieski doprowadza mnie pomału do szału, co objawia się rymowaniem. Dość marnym, lecz bodajże to gest się liczy.
Sama dziewczyna jest okej, nawet pasuje, jako mangowa postać z anime, ale powiedz mi szczerze, dlaczego to tło w jest tak… naćkane kwiatkami i motylkami? Wiem, iż to nie Twoje „dzieło”, lecz to wygląda naprawdę partacko. Dużo lepiej byłoby bez tego cudownego tła.
Redundantna Ci zupełnie repetycja adresu bloga na nagłówku, uwierz, po adresie i belce każdy dobrze wie gdzie się znajduje. W słowach napisanych obok dziewczyny brakło kropki na końcu, a ja skromnie śmiem konstatować, iż lepiej wyglądałyby one na belce.
Najlepiej będzie, jeśli poprosisz o nagłówek, który nie ma tła i jest pozbawiony napisów, za to sentencję z niego przenieś na belkę.

Treść: 2/10
Ponieważ Sasame jest wampirem włączam „Drink it Down” L’Arc~en~Ciel i zabieram się do czytania.
„Prolog”
Celowo zaczynam od początku, tudzież lubię prologi. Nigdy nie wiadomo czy autor mile zaskoczy czytelnika, czy też dokumentnie zawali sprawę. Ty niestety należysz do tej drugiej kategorii, bowiem znużyłaś mnie tymi kilkoma paragrafami. Jak zwykle za atakiem i porwaniem stoi nikomu winny Orochimaru. W tej mandze było dużo więcej złych postaci, nie wiem czy wiesz. Zamiast więc męczyć biednego Oro-sama, mogłaś bardziej zagłębić się w oglądanie anime bądź czytanie rozdziałów i na jego miejsce wstawić choćby Tobiego, Zetsu. Kogokolwiek z Akatsuki, ale nie, uparłaś się na Orochimaru.
Przez „eksperyment” rozumiem transpozycję Sasame w wampira, a więc nie ma nawet cienia elementu siurpryzy. Szkoda, wtedy jest dużo ciekawiej. Ponadto piszesz dość kuriozalnie, a więc czasami to, co napisałaś dysponuje absencją sensu. Taki lekki brak areopagu z Twojej strony w tym, co sobie kreujesz.
Po prologu nie jestem specjalnie wniebowzięta tym, co przeczytałam, mam nadzieje, że jakoś rozwijasz później akcje.
„[1] Stałaś się wampirem”
Szczerze mówiąc zdziwiło mnie to. Scena na początku jest w porządku, przedstawiłaś to w nawet niezły sposób, choć zabrakło mi konkretnego opisu tego miejsca. Nad tym musisz popracować – poczytaj trochę o środkach stylistycznych, naucz się dokładnie opisywać miejsca, treść na tym wiele zyska. Przecież nie trzeba opisywać jedynie to, co widzisz, dodaj opisy zapachów. Napisałaś, że upadła na ziemie. Jaka ta ziemia była? Ciepła, zimna, wilgotna, obrzydliwa? To jest ważne, pomaga nadać stosowną atmosferę.
Nie rozumiem, po co dałaś opis tego jak Sasame wychodziła z budynku. Wyszło inaczej niżeli byś sobie tego życzyła, a mianowicie dość nużąco. W dodatku wspomniałaś o sensei Nanace, co według mnie jest tam redundantne, bowiem chwilę później i tak o niej mówisz, na wzmiankę Kabuto o tym, iż Nanaka już nie żyje. Trochę za dużo, jak na mój gust.
Teraz do tego, co mnie zdziwiło – Sasuke jej pomógł? SASUKE? Trzymajcie mnie, chyba nie wytrzymam. Od kiedy to Pan Nienawidzę-Wszystkiego-I-Ciebie-Też pomaga innym? O ile pamiętam jemu była ważna tylko i wyłącznie zemsta na bracie, tudzież wszystkich miał głęboko tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Alogiczne, absurdalne.
Nie wiem, dlaczego zmieniłaś narrację z pierwszoosobowej do trzecio osobowej, ale przyznam szczerze, iż pierwszoosobowa bardziej pasuje do opowiadania takiego typu.
Oby dalej było lepiej, bowiem na razie nie mam, za co dać punktów.
„[4] Szczęście jednak nie trwa długo…”
Ehh… Tak jak się spodziewałam, tak nijak nie poprawiała się akcja. Nie wiem, czemu tak bardzo przyśpieszasz momenty, kiedy powinny być one opisane drobiazgowo i na odwrót – bardzo zwalniasz tam, gdzie powinno być szybko. Taka alogiczność, coś obecnego w całym Twoim stylu pisarskim.
Sam rozdział nie podoba mi się, bowiem znów nie da się zrozumieć połowy akcji, tudzież zabicie Suigimoto było bezcelowe. Długo sobie nie pożył.
Sytuacja z Kapsuju jest kuriozalna, szczególnie fakt, że nagle znikąd pojawia się jakiś chłopak. Zrozumiałam to mniej więcej w taki sposób: zaatakował ją, po czym stwierdził, że jej pomoże. Nie jestem pewna, czy taki miałaś koncept, ale wtedy byłoby to absurdalne, tudzież denerwujące, jak reszta tekstu. Sposób, w jaki piszesz nigdy nie daje impresji, iż tak właśnie miało być. Postuluje czytać to, co piszesz i poprawić styl.
Ponadto popraw główną bohaterkę. Sasame jest bezbarwna. Co z tego, że opisujesz ją dość skrupulatnie, skoro za każdym razem przejawia inne cechy i wychodzi na erudycyjną, zmienną dziewczynę? Już mówiłam kilka razy, iż postaci trzeba odróżnić, sprawić, że będą oddzielni. Czy naprawdę tak trudno zrobić z niej zastraszoną kunoichi, przy okazji kontrastując ją od reszty bohaterów? Nie sądzę.

Ortografia i poprawność językowa: 4/10
Uśmiałam się czytając prolog, lekko załamałam czytając rozdział pierwszy oraz kompletnie poirytowana skończyłam czytać rozdział czwarty. Jak się zapewne domyślasz zaraz uargumentuję poprzednie zdanie.
Cytat: „Wszędzie czerń z małą świeczką stojącą na szafce.” – Myślę, ale nie jestem w stanie zrozumieć tego zdania. Że niby czerń ma małą świeczkę? Fakultatywnie trzyma ją na szafce… W dłoni trzyma tę szafkę?
Cytat: „Jedno ciasne bez większego oświetlenia pomieszczenie, zamykane na klucz drzwi oraz ta duchota i zapach wilgoci.” – Jedno ciasne pomieszczenie, bez większego oświetlenia, zamykane na klucz. Wszędzie tylko ta duchota i zapach wilgoci. Prawda, że brzmi lepiej?
„Do czasu gdy nadszedł ten krwawy dzień.” – Przed „gdy” uprzejmie wstaw przecinek. To samo tyczy się zdań, w których nie ma przecinka przed słowami: „więc”, „czego”, „co” i „który.” Wyrażenie „przy których”, „przed którymi” „w której”, „na której” i tym podobne też poprzedzamy przecinkiem.
wolał by – z kontekstu: wolałby.
Cytat: „Przejść tą trudna dla niektórych drogę.” – tę trudną drogę, nie tą trudną drogę.
nie przyjemna – nieprzyjemna. Nie wiem czy znasz zasadę „nie z przymiotnikiem piszemy razem.”
Cytat: „Po chwili uderzyła się w policzek aby oprzytomnieć.” – Przed „aby” stawiamy co? Tak, przecinek.
Przed „że” też takowy powinien być, a Ty o nim zapominasz. Nieładnie.
Lecz to inna forma „ale” moja droga i też poprzedzamy ją przecinkiem. Ty masz jakąś manie ich zjadania.
Jestem pocieszona faktem, iż nie robisz błędów ortograficznych jakimi niewątpliwie są „rzółfie” i inne zmutowane zwierzęta.
spowrotem – z powrotem. Cofam zdanie powyżej.
Zaskoczę Cię. Przed „choć”, też powinno się stawiać przecinek.
Nałogowo zjadasz przecinki i tworzysz alogiczne zdania. Po prostu pięknie.

Układ: 3/5
Ku mojemu szczeremu zdziwieniu na blogu panuje algorytm, choć pozbyłabym się na Twoim miejscu ramki „O mnie.” Jest Ci ona zupełnie redundantna, zwłaszcza, że nawet nie piszesz o sobie.
Masz ładnie porozstawiane linki, co bardzo mi się spodobało, a statystyka nie jest wywalona w kosmos, przez co rozumiem względny brak spamu, dobrze.
Muszę odjąć punkty za ramkę „O mnie” i fakt, iż czcionki nie są dobrze poustawiane. Za filigranowa w ramkach wobec tej w postach. Postuluję skodyfikować, bowiem to męczy oczy.

Temat: 1/5
Dam punkt za to, iż jest adekwatnie do kategorii. Nic w tym prekursorskiego, tudzież trywialnego. Jak zwykle.

Czytelność i obrazki: 2/5
Denerwuje mnie obrazek z ramki „O mnie” – postuluje byś się go pozbyła.
Czytelność nie jest trudna, choć rożne czcionki jednak działają na nerwy, zunifikuj je. Zmień również kolory, niech to nie będzie cały czas niebieski. Dodaj granatowy lub czarny, biel też nie zaszkodzi.
Gdy wszystko jest jednej barwy, choć w różnych tonacjach nie czyta się zbyt przyjemnie.

Dodatkowe punkty: -
Jeszcze nie zidiociałam, ale za to „zgniłam” ze śmiechu.

Podsumowanie: 15/60
Ocena: mierna
Dręczy mnie ta ocena.

środa, 19 sierpnia 2009

(297) devline



Ocenę wystawia: Aki
Niezwykle zmęczona oceniam Devline.

Pierwsze wrażenie: 3/10
To czerwone tło jest tak oczojebne, że chyba będę mieć uraz do tego koloru, do końca mojego życia. Nie rozumiem jak można tak katować komuś oczy. Naprawdę, zażądam rekompensaty, a zaraz pewnie pójdę do psychiatry, by mi pomógł z tym traumatycznym przeżyciem, jakim jest ocena Twojego bloga. Dobrze, koniec bycia poważną, zabieram się do dalszego narzekania.
Adres. Devline? Kojarzy mi się to z diabłem, nie bez argumentu, nawet tło pasuje. Jest nieprawdziwy, to widać, ale brzmi po angielsku, więc denerwuj mnie niezmiernie. Tak, słynę z tego, iż jestem złośliwa, musisz z tym faktem żyć. Oczywiście – nie podoba mi się.
Belka jest irytująca. Samo „{D.e.v.l.i.n.e}” nie wystarczy na tytuł bloga. Wszakże dużo lepiej brzmiałoby, gdybyś na koniec dodała coś w stylu: „Dodatki dla Twojego bloga”. Ilość i jakość się liczą, zapamiętaj to sobie. Konkluzja prosta: za krótko, więc brak potencjału by choćby zmusić czytelnika do myśli brzmiącej: „O, kolejny blog z dodatkami.”
Podoba mi się koncept z oddzieleniem prawej kolumny, od reszty bloga. Szkoda tylko, iż jest ona taka krzywa. Zrób z tym porządek, bowiem to wygląda komicznie.
Znaczki u góry notek jak i w samej notce dają impresję bloga z informacjami, typowej „gazetki”. Nie wiem, więc po kie licho Ci to potrzebne u siebie, ale szczerze mówiąc to denerwuje.
Kolory są w porządku – biel i czerwony do siebie pasują. Jest dobrze, choć mogłoby być lepiej, tylko zmień to oczojebny tło. Barwa jaśniejsza, pastelowa.

Nagłówek: 1/5
Pięć razy ta sama osoba, to nie jest dobry koncept. Tak w gruncie rzeczy, to do cna nie podoba mi się ten nagłówek – jest, bowiem strasznie nużący. Fakultatywnie efekt niszczą te rude/brązowe motywy z tyłu. To nie wygląda ładnie, przynajmniej jak na mój rysowniczy gust.
Denerwująca jest repetycja adresu bloga. Coś bardziej koncepcyjnego poproszę.
Rozumiem, iż autorka, która wykonała Ci nagłówek, bądź cały szablon chciała pokazać, iż to jej działo (dość marne zresztą), ale od tego są uniwersalne i w nich zawarta adnotacja na ten temat. Nikt nie lubi podpisanych prac, a nawet, jeśli ktoś lubi to ja do tych osób nie należę.
Punkt dam za stosunkowo harmonijną realizację oraz za tę czerwoną ramkę. Naciągam, nawet bardzo.

Treść: 5/10
Nigdy nie spodziewam się niczego rozgarniętego, jeśli chodzi o treść blogów z dodatkami. Cóż, trzeba się skazać się na chwilę katorgi.
„… początek, duzo informacji……”
Na początek podkreślę, iż pojęcia nie mam, dlaczego wciskasz tyle razy tę kropkę. Sam koncept ze wpisaniem w tytuł postu wielokropka, jest alogiczny, więc radzę to poprawić na zwykłe: „Początek, dużo informacji”
Wspominasz o tym, iż cieszysz się z wylicytowania tego bloga, po czym mówisz, co będziesz na nim umieszczać. Typowe informacje, bardzo sztampowo, aczkolwiek przydatnie. Nie wiem tylko, po co potrzebne Ci te emotnikony.
Lakoniczna wzmianka o E-bookach oraz M-bookach, nazwana „Ciekawy temat”, co zauważyłam w każdej Twojej notce. Dość… nie powiem, ciekawy koncept, choć mogłabyś to jakoś rozbudować.
Jak na blog z dodatkami przystało, dałaś kilka obrazków (szkoda, iż bez zaznaczenia, kto jest autorem). Podoba mi się fakt, iż są dobrze dobrane epokowością.
Każda wymiana mnie drażni, tak samo ta widoczna u Ciebie na blogu.
Pomysł z mini-lotkiem, jest ciekawy, choć znów nasuwa się myśl, iż mógł zostać dużo lepiej wykorzystany. Naprawdę, zamiast komentarzy w kumulacji, mogłabyś wymyślić coś bardziej udanego.
Nie wiem, po co zaznaczasz „Koniec” postu, ale jest to absurdalne jak i alogiczne. Poza tym powinnaś kontrolować tekst, bowiem jego znaczna część wchodzi na linię oddzielającą kolumny.
„… przerwa, dodatki, oceny, sonda…”
Znów to samo – wielokropek w tytule. Pozbądź się go, bowiem jest Ci zupełnie redundantny.
Na początek, jak zwykle – wzmianka z Twojego życia. Kilka zdań o tym, co robiłaś/będziesz robić. Chętnie zobaczyłabym tam coś ambitniejszego, więc postuluję zacząć pisać swoje refleksje.
Ciekawy temat tym razem sprawił zawód, bowiem jak powszednie wiadomo takie informacje da nam każda babcia, wystarczy zapytać. Ponadto nie sądzę, by ktokolwiek stosował takie metody, kiedy żyjemy w świecie szamponów i odżywek. Najzwyczajniej bezcelowo o tym napisałaś.
Dodatki. Jak zwykle podoba mi się fakt, iż są dobrze dobrane gabarytami. Tym razem są nawet w równiusieńkich rządkach, a to daje impresję wielkiego algorytmu.
Oceny, jakie dajesz na swoim blogu, są niezwykle felerne. Widziałaś profesjonalne ocenialnie, czemu więc nie weźmiesz z nich przykładu i nie wysilisz się, choć na drobny komentarz do przyznawanych punktów? Uzasadnienie to konkret wbrew pozorom potrzebny.
Sonda według mnie dość zbędna, bowiem o takich rzeczach możesz spokojnie pomyśleć sama.
Znów zaznaczony koniec notki, a ja naprawdę nie rozumiem, gdzie podział się sens tejże akcji. Niepotrzebne? Nawet bardzo.
Tak naprawdę treść dużo nie wnosi do Twojego bloga. Masz dużo dobrych konceptów, ale źle je wykorzystujesz. Wysil się by zaciekawić czymś czytelnika, przy czym popraw nieco styl. Sprawdzaj to, co piszesz, unikaj błędów, głupich literówek, a będzie dużo lepiej.

Ortografia i poprawność językowa: 4/10
zareklamój – zareklamuj! Padłam, gdy to zobaczyłam.
duzo – dużo. Łaskawie używaj przycisku zwanego „alt”.
ciesze – cieszę
Cytat: „To też są książki ale na telefon komórkowy.” Przed „ale” stawiamy przecinek.
Cały „Ciekawy temat” z drugiego postu, jaki oceniłam ma posklejane wyrazy i jest do poprawienia. Widać, iż skopiowałaś go z jakiegoś miarodajnego portalu, ale jeśli już robisz coś takiego, to sprawdzaj czy u Ciebie wygląda równie poprawnie.
rumianka – rumianku. Spotkałam się z obiema odmianami, aczkolwiek ta druga jest bardziej poprawna.
Cytat: „Głosujcie a, po powrocie podejmę decyzję. :)” – Przecinek powinien być przed „a”, ponadto nie używaj emotek.
Masz czasem interpelacje z logiką zdania, więc wychodzą ciekawe… bzdury. Zapominasz, do czego służy przycisk „alt”, na szczęście rzadko. Postuluję pisać w programie Word, to na pewno Ci pomoże.

Układ: 2/5
Za wiele tego wszystkiego w prawej kolumnie. Po pierwsze opis siebie – poproszę jakiś właściwy, po czym wrzuć go na podstronę. To, kogo informujesz o notkach, odwiedzasz, Ci, którzy czekają na ocenę, a także same ocenialnie – na podstronę. Pod nazwą „Ważne” – lub cokolwiek, lecz w tym stylu.
Bezsensu jest ten avek/button (?). Za miejsce na swoim blogu życzysz sobie komentarzy, ale sama tego nie zrobisz. Nie uważasz, iż to jest, aby trochę nie fair? Postuluję pozbyć się jednego jak i drugiego, lub trzymać się tych samych kanonów.
Ramkę „Konkursy” postuluję dać na podstronę. To niezwykle denerwujące, gdy jest ona widoczna na stronie głównej.

Temat: 1/5
„Dodatki do bloga”, oczywiście. Widzę, że dopiero zaczynasz ten swój wygrany (!) blog, lecz przynajmniej dobrze trzymasz się uprzywilejowanego tematu.
Nie lubię takich blogów, nawet bardzo. Nie widzę sensu dla egzystencji blogów z dodatkami, bowiem są naprawdę niepotrzebne.
Pracę nie są Twoje, a szkoda.
To wszystko, to oczywiście nic niekonwencjonalnego. Peszek.

Czytelność i obrazki: 2/5
Czytelnie jest, to stwierdzony fakt. Czerwona czcionka na białym tle wygląda nieźle, szczególnie ten odcień. Denerwuje mnie jednak, iż tło zewnętrzne ma tak „bolącą” oczy barwę. Po kilku chwilach ma się impresję ogólnego zmęczenia, a nie zalecam tego bloga nikomu, kto mdleje na widok krwi. Taka prawda.
Dodajesz obrazki w notkach, jako iż to blog z dodatkami. Niektóre strasznie irytują oczy (te ruszające się, bądź w jakikolwiek sposób migoczące), ale na całe szczęście większość się nie rusza. Są ładnie poukładane, panuje algorytm szczególnie, jeśli chodzi o „pixelki”. Za to plus.
Jak dla mnie, jest trochę za dużo tematów w jednej notce, a jak wiadomo, co za dużo to niezdrowo.

Dodatkowe punkty: +1
Dam jeden, za te Twoje „blogopunkty”. Nie podoba mi się ich eksploatacja, mogłaś bardziej wykazać się inwencją (chodzi mi o ich wymianę), ale sam pomysł uderzył mnie trywialnością. Pierwszy raz spotykam taki sposób na Spam i reklamę.

Podsumowanie: 19/60
Ocena: mierna
Nic spektakularnego.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

(291) milenowo



Ocenę wystawia: Aki
Mam wielką ochotę poznęcać się nad jakimś blogiem, więc z miną psychopaty zabieram się za Milenowo.

Pierwsze wrażenie: 0/10
Na samym początku chciałam dać maksimum punktów, bowiem rozbawiła mnie ta cała sytuacja. Inklinuję poznęcać się nad blogiem i dostaje wymarzony do tego materiał. Potem jednak mój umysł nawiedziła myśl, iż to raczej irracjonalne i takim o to sposobem dostajesz moje ukochane, sferyczne zero. Uzasadnienie? A proszę Cię bardzo:
Adres. Milenowo? Przepraszam, czy to jest jakaś choroba? Jeśli tak, to ja proszę o szczepionkę i tabletki, które pomogą zwalczyć wirusa. Do tego naturalnie opakowanie oraz głos, który po zakupie powie: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutom.” Jeśli jednak nie jest to choroba, to na pewno jakiś chory wymysł, więc postuluję kupić mu tabletki i zainwestować w ten właśnie głos.
Mogę tak mówić bez końca, a wychodzi na jedno – nie podoba mi się.
Belka. „Gra przeznaczenia.” Spodobałoby mi się, gdyby nie fakt, iż jest to takie nieefektowne i bez wyrazu. Gdyby to było coś dłuższego, intrygującego - tak, wtedy byłabym skłonna przyznać jakiekolwiek punkty. Coś jak: „Gra Przeznaczenia. W tę Rosyjską Ruletkę grają tylko gotowi na śmierć.”
Od razu lepiej brzmi, bowiem zmusza umysł do wysilenia szarych komórek w akcji zwanej koncypowaniem. Gdyby, chociaż było jakoś podobne do zdania powyżej… Ktoś kiedyś powiedział, iż gdybanie nie ma sensu, a ja właśnie zrozumiałam, iż miał absolutną rację.
Kolorystyka. Białe tło zewnętrzne boli moje oczy. Nie rozumiem, czemu się tak uparliście wszyscy na ten kolor, ale powiem Wam szczerze, iż denerwuje mnie on niezmiernie. Tło wewnętrzne jest ozdobione czymś na wzór fioletowej tapety w kwiatowy motyw. Poczułam się jak w domu starej babci, która ma obsesje na punkcie tandety i twierdzi, iż to wszystko do siebie „pasuje”. Cóż, czas Cię oświecić – nie pasuje. Szczególnie do tego kolorowego tła pod posty.
Dlaczego ramki uniwersalne mają za tło fioletowe „coś”, a ich tytuły to biało-zielone paski? Nie wiem również, dlaczego kalendarzyk (potrzebny Ci tam niczym wrzód na dupie) ma fioletowo-biało-niebieskie, błyszczące tło. Do tego milion obrazków i szara statystyka.
Nie wiem gdzie miałaś oczy jak ustawiałaś te kolory, ale na pewno nie patrzyłaś na ekran.
Fakultatywnie, żeby było wiadomo, z jakim blogiem mam do czynienia:
„PrzyLeCiaŁo…
PaTrZąCyCh IsTot… 1208
MóWiąCyCh IsToT… 43”
Przydałaby się kosiarka, będziemy bowiem kosić trawkę.

Nagłówek: 0/5
Nieostre zdjęcie dziewczyny wymalowanej na wzór pandy, fakultatywnie płaczącej, co daje efekt zupełnego dzieciaka Emo. Dziewczyna (jak dla ironii) ma czarne włosy i tatuaż na ramieniu, co obok wymarłego drzewa, pełnego księżyca i kilku kruków, wygląda po prostu okropnie. Wszystko to utrzymane w barwach zieleni, różu, fioletu i błękitu z nutką koloru morskiego, a żółty wtrąca swoje trzy gorsze, obok białego napisu głoszącego: „Gra przeznaczenia.”
Literkę „a” z końca zjadła szerokość bloga, a więc napis daje impresję niepełnowartościowego. Jak zresztą wszystko na tej stronie, za wyjątkiem czerwonego krzyżyka u góry ekranu.

Treść: 0/10
Szczerze mówiąc jestem przerażona tym, co mogę przeczytać. Aparycja tak efektywnie odstrasza, iż pozostaje mi jedynie zastanawiać się czy meritum jest przeraźliwie gorsze, czy tylko gorsze.
Przeanalizuję tylko jeden post, bowiem ten jest tak długi, iż spokojnie mógłby być dwoma lub trzema notkami.
„My”
Rozumiem, iż jest to część jakiejś historii, bowiem przedstawiasz to wszystko jak gdybyś miała zapisany wcześniejszy wątek. Jako leń, a równocześnie osoba złośliwa, nie ekstrapoluję czytać nic więcej, to wystarczająco mnie wymęczyło.
Sam post jest nieprawdopodobnie… chaotyczny i nieposkładany. Fakultatywnie Twoja zdolność do tworzenia alogicznych zdań, a więc redundantnych głupot, wcale, a wcale nie pomagała mi w zrozumieniu meritum tego postu.
Robisz o wiele za dużo błędów, by wszystko zostało adekwatnie zrozumiane, więc stwarzasz czasami absurdalne sytuacje. Radzę czytać to, co napiszesz, bowiem to na ogół pomaga. Jeśli jednak czytasz to, co piszesz, a wciąż nie jesteś w stanie wyłapać tych wszystkich alogicznych pomyłek, to masz wielki problem.
Nie dezinformujmy się, treść Twojego bloga to prymitywne banały, nic prekursorskiego, tudzież oryginalnego. Wniosek z tego prosty – nie potrafisz pisać.
Jedyne, co mogę zaradzić to przyłożenie się do nauki języka polskiego i wyrycie na pamięć jego zasadniczych kanonów. Pisanie z sensem jest wbrew wszystkiemu najważniejsze, choćby było to nudne niczym flaki z olejem. Potem tylko wyrób sobie styl i dopiero zacznij pisać, bowiem inaczej spotkasz się jedynie z pejoratywną opinią.
A, jeszcze jedno. Odpuść sobie proszę pisanie niczym Pokemon. To już się robi nużące.

Ortografia i poprawność językowa: 0/10
Cytat: „Ale nigdy jej dość!” – Jeśli już piszesz zdanie zaczynające się, od „ale” to wypadałoby, by było one napisane poprawnie. „Ale jej nigdy dość.”
dowpiców – ke? Chyba miałaś na myśli: dowcipów.
Cytat: „Mogła się mylić, a on zwykłym złudzeniem.” – Czy tylko mnie się wydaję, czy w tym zdaniu czegoś brakuje? Ależ nie, nie wydaje mi się, tu naprawdę czegoś brakuje. Mianowicie słowa „był” lub „być”.
banka mydlana – bańka mydlana. Wiesz, od czego masz przycisk „alt” na klawiaturze? Jeśli wiesz, to łaskawie używaj tej wiedzy.
Cytat: „Skończyć się zanim zaczęło.” – Z kontekstu: „Skończyć się zanim zacznie.” Nie wiem gdzie uczyłaś się pisać, ale chyba nie powiedzieli Ci, iż istnieje coś takiego jak „logika zdania.”
rentgen – Roentgen. Promienie Roentgena, nie rentgena. Fakultatywnie, po przeczytaniu zdania sens brzmi tak: „Podejrzliwym wzrokiem prześwietliła mnie niczym prześwietlenie.” Pff…
Cytat: „Blake musi poczekać, kiedyś dorośnięci zrozumie, że mogę być dla niego tylko przyjaciółką.” – Czy tylko ja kompletnie tego nie rozumiem? Mniemam jednak, iż zamiast „dorośnięci” chciałaś napisać „dorośnie”. Teraz tylko pozostaje pytanie, jakim cudem można pomylić te dwa słowa.
Niedokońca – nie ma to ja skleić kilka wyrazów razem. Nie do końca.
jakby – jak gdyby. Kontekst jasno na to wskazuje.
chłopacy – tak, forma dopuszczalna, ale brzmi tak źle, iż ją poprawię. Chłopcy.
za granicy – zza granicy.
tez – po raz piąty widzę ten sam błąd. TEŻ.
mas – nas
się cię ignorować – się ciebie ignorować.
nasz – nasza
wie - dwie
tą niezwykła urodę – tę niezwykłą urodę. Różnica w ogonkach.
niepowtarzalne – niepowtarzalnie
wyczytać wiele – z kontekstu: wiele wyczytać.
zagdaka – zagadka. Uśmiałam się przy tym zdaniu jako, iż autorka opisywała akurat chłopaka.
Cytat: „Nic nas nie rozłączy, póki śmierć nas nie rozłączy.” – Odmówię komentarza. „Będziemy razem, póki śmierć nas nie rozłączy.”
nie możliwe – niemożliwe. Jak nie piszesz wyrazów bezsensownie razem, to osobno. Kto uczył Cię pisać?
Cytat: „Wiatr powiewał moje włosy.” – Wiatr powiewał moimi włosami. Chociaż, nie jestem pewna, czy tak się w ogóle mówi.
marę – parę
co raz – coraz
Cytat: „(…) ale żadne z nas nie powiedziało nam tego sobie.” – Przy tym nawet Asetej by się załamała…
szcegół – szczegół
wrzatkiem – wrzątkiem
I wiele więcej.

Układ: 0/5
Dwukolumnowy, lecz tak nieklarowny, iż sprawia impresję śmietnika. Mogę jedynie pogratulować koszmarnego gustu oraz braku zauważenia, iż blog wygląda niczym tandetna, zakurzona kawiarnia.
Postuluję pozbycie się obrazków z notek, bowiem te pasują do całości niczym bydło do złotej karety.
Pozbądź się obrazka i cytatu spod statystyki to samo z ramką „O mnie” i reklamą Twojego drugiego bloga.
Do wywalenia wędrują zdjęcia „Wiktorii” oraz „Daniela”, a jestem pewna, iż kalendarzyk również znajdzie swoje miejsce w elementach do wyrzucenia.
Button nie dość, iż jest okropnie wykonany, to jeszcze potrzebny niczym dziura w płocie. Postuluję usunięcie.
Stwórz podstronę, na którą łaskawie wrzuć linki. Gdy zrobisz to możesz wykreować jakiś porządny opis siebie i również wrzucić go na tę podstronę.

Temat: 0/5
Nawet kategoria się nie zgadza! Ta głosi „Opowiadania”, a ja uparcie twierdzę, iż powinnam tam ujrzeć napis „Jeden worek”. Miliony obrazków zerżniętych z innych stron, kawały skopiowane z bardziej miarodajnych portali oraz w końcu jakieś kuriozalne opowiadania, pozostawiające sobie wiele do życzenia.

Czytelność i obrazki: 0/5
Jak ma być czytelnie, skoro czcionka konwertuje grubości niczym w kalejdoskopie, mając przy okazji obsesje na punkcie kursywy? Wielkość byłaby dobra, gdyby dało się cokolwiek odczytać, lecz tę akcję uniemożliwia kolor tła postów. Skąd Ty w ogóle wytrzasnęłaś to… to coś?
Postuluję pozbyć się kwiatowego motywu z tła wewnętrznego, jak i tworu spod postów. Odwiedź profesjonalną szablonarnie i tam znajdź sobie jakiś stosowny szablon. Polecam Zakazane Szablony, bowiem tam na pewno znajdziesz coś, co będzie pasować bardziej, niżeli obecny „twór”.
Obrazków jest stanowczo za dużo, jak dla moich biednych oczu. Nie mówię tu jedynie o tworach z uniwersalnych, ale również o multum „grafiki”, którą wciskasz kij wie, po co w każdą notkę. Czy Ciebie nie uczyli, iż nie swoją pracę należy szanować i podpisywać, a najlepiej w ogóle nie kopiować? Niechybnie nie, a ja nie zamierzam dalej brnąć w to fotograficzne bagno.

Dodatkowe punkty: -
Bez komentarza.

Linku brak, a więc:
Podsumowanie: -5/60
Ocena: nieklasyfikowana/niedostateczna
Inklinacja do znęcania się, to jednak najlepsze natchnienie.
Najdłuższa napisana przeze mnie ocena, a jednocześnie ta, przy której praktycznie nie wysiliłam umysłu.

(289) la vie rurale








Ocenę wystawia: Aki
Dręczona nudą, ocenię: la vie rurale.

Pierwsze wrażenie: 2/10
Zawsze powtarzam, iż nie lubię angielskiego, ne? Otóż, jest pewien język, którego nienawidzę nieporównywalnie bardziej, a nosi nazwę „francuski”. Co z tego, iż z kolokwium mam piątkę. Nienawidzę i już. Wyobraź sobie, więc droga autorko, jak podirytowana jestem faktem, iż adres Twojego bloga statystuje język, którego nie cierpię. Sferyczne zero.
Belka pozostawia sobie wiele do życzenia, śmiem konstatować, iż za dużo. Egzoteryczny atawizm adresu, z jego tłumaczeniem, które sfinalizowane odpychającą emotą sprawia koszmarną impresję. Tak, zdaję sobie sprawę z faktu, iż nie wszyscy znają francuski i nie wiedzą, co adres oznacza, ale taką adnotację daje się zwykle w uniwersalnej na blogu. Na belkę desperacko potrzebny jest mądry idiom.
Po kategorii z łatwością jest spostrzec, co będę oceniać, a nie jestem szczególnie tym faktem zachwycona, bowiem pamiętniki/dzienniki zaczynają mnie nużyć. Zastanawiałam się chwilkę, czy prowadzisz „codziennik”, ale po tytule postu obecnym na stronie bloga, uświadomiłaś mi, iż są to bardziej refleksje. Cudownie.
Kolorystyce mówię kategoryczne nie. Tło pod posty ciemnoszare, tło zewnętrzne również szare, aczkolwiek o jaśniejszym odcieniu, na to wszystko biała czcionka i wyprane z barw fotografie. Poczułam się niczym uwięziona w czarno-białym filmie, co wcale, a wcale mi się nie podoba. Zaczynam doceniać tę ezopową czerwień krzyżyka u góry ekranu.
Punkty dałam jedynie za algorytm, bowiem nic więcej na nie, nie zasługuje.

Nagłówek: 0/5
Jako, iż zdjęcia w ramce „nagłówek” brak, ocenię fotografię w uniwersalnej, a żeby być zupełnie szczerą muszę powiedzieć, iż ta zupełnie mi się nie podoba.
Pies, a raczej jego pysk i łapa, wystające z budy. Po ziemi ciągnie się do środka budy łańcuch, a to wszystko uwiecznione w czarno-białych barwach.
Gdzie się podziała koincydencja między nagłówkiem, a adresem? Co lepsze, gdzie koincydencja między adresem, a meritum?

Treść: 3/10
Zaczęłam od najnowszego postu, a po jego przeczytaniu instynktownie pojawiła się u mnie myśl, iż przeczytam wyłącznie jeden więcej, po czym dam sobie spokój. Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta: Twój styl pisania jest tak woluntarystyczny, iż absolutnie nikomu nie chciałoby się tego czytać.
Sposób, w jaki opisujesz daną myśl, daje czytelnikowi impresję, iż w rzeczywistości masz to głęboko gdzieś. Stosujesz słowa, które niespecjalnie ukazują powagę sytuacji, a na dodatek z jednego tematu nagle przechodzisz w drugi, bez widocznej konkluzji do poprzedniego. Taki chaotyczny śmietnik, co zwykle bym doceniła, gdyby był prowadzony z głową. Ten nie jest, a więc i punktów brak.
„why are you do it?”
Zacznę od tego, iż tytuł notki jest niewłaściwie zapisany. Nie umiesz mówić po angielsku, nie używaj tego języka. Taka prosta zasada, na przyszłość.
Rozdrażniło mnie to… „coś” przypominające wkurzonego kartofla przed inauguracyjnym paragrafem. Nie rozumiem, po co Ci ten stwór, a tym bardziej, co ma wspólnego z notką, w której zbulwersowana piszesz o agresji ludzi wobec zwierząt.
Nienawidzę sytuacji, jaką przedstawiłaś na początku, sama będąc kiedyś obserwatorem czegoś analogicznego, nie oszczędzałam siły i właściciel dostał w twarz. Dobrze to zaprezentowałaś, a więc jedyne, co mi się w notce spodobało.
Dalej pytasz, dlaczego niektóre psy są klasyfikowane, jako te agresywne. Hm, być może, dlatego, iż z natury są właśnie swarliwe? Nie dziwię się, iż tak je klasyfikują skoro „trzy czwarte społeczeństwa cierpi na brak serca” – cytując Ciebie. Bez tej segregacji nabawiliby się tylko problemów ze strony właścicieli psów, jak i samych zwierząt. Od tego masz na nie zezwolenia, a ja, jako właścicielka owczarka Kaukaskiego dobrze wiem, iż niełatwo takową atestację dostać.
Było nawet w miarę dobrze, dopóki nie zmieniłaś raptownie tematu. Z psów do „jebniętych” polityków, powtórnie cytując Ciebie. Co ma piernik do wiatraka nie wiem, ale takie zmiany tylko i wyłącznie denerwują.
„Jeszcze raz, żegnam Was…”
Inauguracyjny paragraf jest całkowicie pozbawiony sensu, zastanawiałam się po pięć minut nad każdym zdaniem, by w końcu pojąć, co miałaś na myśli.
Pożegnałaś Napad, pożegnałaś czytelników, perswadowałaś, kim jest Owsik, a moja szczęka z każdym kolejnym zdaniem wędrowała niżej i niżej.
Napisałaś to w wysoce chaotyczny i pozbawiony większego sensu sposób. Tak jak gdybyś z kameralnego kaprysu, po prostu pisała to, co Ci przyszło do głowy, niekoniecznie chronologicznie.
Wzmianka o łzach na zakończeniu roku, zdecydowanie za dużo słowa „ON”. Nienawidzę takiego wzdychania do chłopaka, który słowa z Tobą nie zamienił, to jest tak żałosne i jątrzące. Gdyby każdy miał takie problemy, teraz nie byłoby nawet jednego małżeństwa, czy też pary. Szkoda też, że nie wszyscy dysponują odwagą godną mojej osoby. Wtedy każdy miałby drugą połówkę.
Jak już mówiłam, nie podoba mi się styl Twojego pisania. Jest trywialny i kolokwialny. Piszesz o czymś ważnym, a robisz to w tak niepoważny sposób, iż czytelnik odnosi impresję, że raczej sobie ironizujesz, niżeli wkładasz serce w to, co piszesz.
Postuluję zmianę zasobu słów oraz zainwestowanie w słownik synonimów.

Ortografia i poprawność językowa: 4/10
Cytat: „why are you do it?” – powinno być “why do you do it?”, albo chociaż “why are you doing it?”. Jak już mówiłam – nie znasz języka, nie używaj go.
Cytat: “No a co dalej?” – przed literką „a”, powinien być przecinek, moja droga.
se – SOBIE! Nie ma takiego słowa jak „se”, poza tym nawet na wsi się tak nie mówi.
Cytat: „Głupota ludzka przekracza normy.” Ja śmiem konstatować, iż mówi się „granice”, bądź „pojęcie”, a jako człowiek złośliwy uznaję to za dobór złego określenia.
ochorną – ochroną
zbiórke – zbiórkę
Stworzone przez Ciebie zdania czasem nie dysponują kompletnym sensem, używasz incydentalnie złych określeń, a i sam zasób słów pozostawia wiele do życzenia. O ogonkach zapominasz niczym obsesjonista, choć przycisk „alt” działa na Twojej klawiaturze. Przestań używać angielskiego, bowiem takie błędy są literalnie wodewilowe.

Układ: 2/5
Dwukolumnowy, lewostronny. Masz niesamowity algorytm panujący w lewej kolumnie, linki w porządku, statystyka gdzieś z boku, nie rażąc w oczy. Denerwuje mnie zdjęcie na dole i te informacje na końcu strony – myślisz, iż ktokolwiek odwiedzający Twój blog po raz pierwszy będzie szukał informacji właśnie tam? Postuluję repatriację na górę i pozbycie się tego zdjęcia.

Temat: 1/5
Jak przytoczone uprzednio, kategoria „Pamiętniki i dzienniki”. Raduje mnie, iż piszesz adekwatnie do wybranego tematu, choć ten nie jest w żadnym stopniu trywialny.
Brakło prekursorstwa, a już na pewno potencjału do wywołania w czytelniku koncypowania.
Sam blog jest jak miliony innych, nic, absolutnie nic oryginalnego.
Jednym słowem: nużący.

Czytelność i obrazki: 2/5
Czytelność stwierdzona, aczkolwiek czcionka jest za mała. Postuluję powiększyć, bowiem nie każdy ma ochotę siedzieć z lupą przed ekranem.
Obrazki denerwują. Ten robiący za nagłówek i twór na dole strony. Zupełnie redundantny, więc nie wiem, dlaczego go u siebie ulokowałaś.

Dodatkowe punkty: -
Przyznam, ale nie temu blogowi.

Podsumowanie: 14/60
Ocena: mierna
Blog na więcej nie zasługuję, taka prawda.