Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anix. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 marca 2011

(717) new-hogward-history



Nie wiadomo kto i jakim cudem sprawił, że Ciocia Anix powróciła niepostrzeżenie na Opieprzowe Łono Przyrody, ale dziękuję Tajemniczemu Sponsorowi Niewielkiego Szoku, Który Przeżyłam O Jakiejść Wczesnej Nad Ranem.

Ogólnie po dłuuugim czasie Ciocia Anix zgwałci sobie bestialsko blogasia new-hogward-history niejakiej Magiki.
Przygotujcie się na lincz. Będzie zuo, będzie mhrok oraz okazjonalnie paczka czekoladek After Eight, mimo że Ciocia na diecie jest.

Pierwsze wrażenie – 1/10
O. Mój. Bo.
Jezusicku. Allahu. Buddo. Jahwe… (podpowiedzcie coś, zabrakło mi inwencji!)
Dziewczyno, błagam, powiedz mi, że adres NIE JEST po angielsku i że NIE ZROBIŁAŚ tego, co zrobiłaś, czyli karygodnego, walącego po oczach byka w tymże adresie…!
*następuje chwila załamania, Ciocia nie wie, w co powinna schować głowę*
Powinnam powiesić cię na pasku zadań, młoda. Hogwart, moja droga. HOGWART, a nie Hogward! No, chyba że zamierzałaś jednak pisać o Harvardzie, ale litery ci się pochachmęciły…
Nie, nie pochachmęciły. W belce masz powtórzony adres (podziwiam bezkres twojej kreatywności, użycz mi jej), ale już bez błędu. Coś mi tu śmierdzi. Zaczynam podejrzewać, że pewnie chciałaś wpisać poprawny adres, ale jakiś bolo ci go zajął. No niestety, mojego uznania to ty się nie doczekasz, bo jak nie można mieć tego, co się chce, to się wymyśla coś innego, ale nie kaleczącego.
Dalej.
Szablon typowo potterowski, ergo – ciemno jak u Murzyna w szafie, w nagłówku obowiązkowo mhroczna Święta Trójca (koniecznie z filmu i to koniecznie z tego, w którym Potter wygląda jak pół półki zza kotary). Mogę śmiało powiedzieć, że cię szczerze nienawidzę za tę czcionkę. Czytałaś kiedyś coś rozmiarów ziarna piasku, mając minus sześć na jedno i minus pięć na drugie oko? Nie? To życzę ci, żebyś kiedyś poznała ten ból, chociaż przez pełne dziesięć minut swojego życia.
Układ dwukolumnowy. Klasyka. Po lewej blog, po prawej ramki. U ciebie nie dość, że ciemno (za prąd nie zapłaciłaś?), to jeszcze pusto (i jeszcze komornik ci wlazł, no ładnie…). Bida z nyndzo. Nie ma nic o tobie, nie ma statystyki, nie ma nic. Chyba jesteś córką Kononowicza.
Ja chcę stąąąąd wyyyyjść… *Ciocia ociera łzy brzegiem spódnicy*

Treść – 5/25
No to wio… zaczynam drżeć z podniecenia, co też takiego kryje ta cudowna mikroskopijna czcionka!
PROLOG: Yyyy… Co to jest? To ma dziesięć zdań i to coś… mnie zabiło. Tryb „Ałtoreczkowy” włączony na maks. Żadnego dialogu (coś na kształt monologu), żadnego opisu (coś na kształt narracji), trup w ostatnim zdaniu zabity z iście Ałtoreczkowym szablonem. Oczywiście już na wstępie Mary Sue, oczywiście już na wstępie pamiętniczek Marysi zaczynający się od słynnego zejścia na dół. W tle zamajczyła oczywiście nieodłączna łazienka…
Tu nie ma co się wywodzić nad poprawnością czy czymś. To jest żenła.
Boję się drugiego postu!

SEN – matko jedyna, patrząc na ten rozdział, mam wrażenie, że to nie sen, tylko potworny koszmar.
Pierwsze dialogi, pierwsze klasyczne WTF, pierwsze załamanie nerwowe na widok błędów.
Zacznę od tego, że twoja niekonsekwencja wprowadziła mnie w błąd. Zaczęłaś prolog od pamiętnika? Zaczęłaś. To po jaką klątwę w pierwszym rozdziale nagle piszesz trzecioosobowo?! Kopnąć cię w zasilacz?! Poza tym, o ludziu, kanon pasie się na łące.
Dialogi – niezgrabne, głupie, oderwane od rzeczywistości (nawet tej potterowskiej), źle zapisane.
„-Nic nie powiem!!! – i nagle Bellatris zaczęła się trząść się i zmieniać.”
Po pierwsze, po myślniku rozpoczynającym wypowiedź bohatera stawiamyspację. Po drugie, kiedy kończysz zdanie wypowiedzi bohatera znakiem interpunkcyjnym (kropką, wykrzyknikiem, zapytajnikiem) po myślniku odnoszącym się do opisu uczuć czy też zachowań owego człeka zaczynamy od dużej litery. Nie zaczynamy zdania od „I”, „Więc”, „Mi się” itepede. Kto cię uczy polskiego…?
„Georg” – O Mateczniku Zielony. Jak masz tak kaleczyć kanon, to błagam, może jednak zacznij interesować się martwą naturą. Nie miej ludzi na sumieniu. GEORGE, moja droga, GE-OR-GE. Patrzyłaś mię na usta? No. To powtórz.
Sensu nie stwierdziłam, zwłaszcza oczy zawisły mi na szypułkach po zdaniu, w którym któryś bliźniak mówi, że Harry ukradł Korneliuszowi Knotowi roczny zapas włosów Bellatriks Lestrange.
Chyba nie chcę wiedzieć, po co mu one. Chce sobie z nich zrobić szczotkę do smyrania niegrzecznych pracowników…? A może zrobi z nich perukę na karnawał w Rio…?

Ciocia już płacze na myśl o rozdziale trzecim. Chyba dokupię sobie kilka paczek chusteczek a potem sięgnę po nerwosol…

KŁÓTNIA: Cioteczka zdążyła się już przyzwyczaić, że są ludzie i taborety. Na niektórych można nawet usiąść. Niemniej jednak Ciocia stwierdza, że chyba wolałaby usiąść na krokodylu niż na tobie.
„-Harry! Stary! Wstajesz? – Ron starał się obudzić Harrego, któremu ani śniło się wstawać.”
Harry, budź się, stary, bo każą ci w wojsku zmywać gary *nuci ponuro*. Kwestia, którą napisałaś jest kwintesencją epickości. Tej DRUGIEJ epickości. Tyle tu zabawy słowem! Polskie rymy, ciekawa odmiana imienia Harry, na dodatek to swobodne nawiązanie do wieloznaczności i zabawy językiem polskim! Mi też się ani śni wstawać! *napawa się, że jest gites* Wypasiony tekścior, zupełnie jak komóra dresa.
„Gdyby nie Voldemord…”
BŁAHAHAHA! *nie wytrzymała, tarza się po ziemi z dzikiego brechtu* Im dalej w las, tym więcej drzew, powinnaś kupić sobie GPS. Wręcz nie mogę się doczekać aż zobaczę jak sobie wyobraziłaś nazwisko Dumbledore’a.
O, widzę, że zainspirowałaś się piosenką Kayah. Ginny pisząca teksty dla Kayah – no wow, full opcja i w ogóle szacun, ziąą. Generalnie tylko bardzo miło, wiesz, tego, i fajnie by było, gdybyś pod notką raczyła zaznaczyć, że tekst piosenki nie jest twojego autorstwa, tylko należy do Kayi. Nie chcę truć, ale prawo autorskie w Polsce to kochanka okrutniejsza od samego Sinobrodego.
Poza tym widzę, że dalej bawisz się w Urząd Cywilny Jakiegoś Bliżej Nieznanego Miasta. Czizys, z taką łatwością zmieniasz dane osobowe kanonicznych bohaterów, że tylko posadzić cię na stołu kierowniczym wyżej wymienionej instytucji. Uszczęśliwiłabyś w liść ludzi i jeszcze trochę.
„Ginerva” – wprawdzie interesujące imię, ale w sumie nie dziwię się Ginny, że się spultała i kazała Potterowi zamknąć mordę. W końcu ma na imię GINEVRA. No, ale nowe nazwisko dla rudzielców i tak jest bliższe prawdy niż czwórkowe „Weezly”. W końcu to tylko jedna litera mniej – „Wesley”. Kto by się pokapował? Wszak nieważna nazwa, gdyby róża nazywała się gnojem, też by była uwielbiana przez Małego Księcia.

„-Ginervo.- Harry doskonale wiedział, że Ginny nie lubiła swojego imienia i dotąd wszyscy nazywali ją Ginny. Czyli tak, jak prosiła.

-Ginny.

-Ginerva.

-Ginny.

-Ginerva.

-Ginny.

-Ginerva.

-Ginerva.

-Ginerva.- skwitował Harry i zamknął otwierające się usta Ginny w chęci wyrażenia sprzeciwu pocałunkiem. Tym razem języki obojga połączyły się w dzikim tańcu pożądania, który oboje odczówali.”

TAK, moja droga, test na niepoprawne zapisywanie imienia Ginevra zaliczyłaś z DYPLOMEM. Licytują się jak PO i PIS na kolejnych debatach. Oczywiście na koniec współodczÓwanie pożądania. Klasyczne romansidło bez słownika ortograficznego w tle. Czegóż jeszcze chcieć od tego życia?
Chyba tylko popcornu.

No i wreszcie ten magiczny moment! Ostatnia notka, bo nie wiem, czy zdzierżyłabym nawał rozdziałów o tym, jak to Gie i Ha tarzają się w namiętnym walcu po podłodze/trawie/schodach/gdzie tam ich jeszcze namówisz na publiczne perwersje.

MOŻEMY BYĆ KIM CHCEMY!: Pokrzepiłaś mnie tym tytułem. Mogę wreszcie być panem Mieciem spod monopolowego!
A tak ogólnie – oczywiście już nie bardzo oriencę się, o co kaman i jaka to melodia, bo telenowela rozrosła się do ogromnych rozmiarów. No chyba, że zaraz zaczaję i zagwiżdżę jak czajnik na parze, przypominając sobie jakiś odcinek „Mordy na Sukces” sprzed pięciu lat.
A jednak nie zajarzyłam i szczerze powiem, chyba nie chcę jarzyć. Sam widok imion Rikki i Vikki odstraszył mnie skuteczniej niż Raid komary.
Rozdział kończy się bez sensu, czyli zgodnie z moimi wszelkimi oczekiwaniami. Muszę jednak oddać sprawiedliwości to, że wreszcie dialogi zostały poprawnie zapisane.

Przechodząc do konkretów – nie wszystko Potter, co sygnowane jego nazwiskiem. Biedny bolo, powinien w sądzie dochodzić swoich praw, wielokrotnie gwałcony przez najprzeróżniejsze zapalone fanki…
To teraz może wyłożę ci na stół poszczególne punkcioszki składające się na ocenę treści. Zwłaszcza te, które ci perfidnie zabiorę, jak ciacha niegrzecznym dzieciom

a) Opisy – 1/5
W ogóle to jakieś ty je tam masz, ale to tak jak z posiadaniem inteligencji. Się ją ma, nie zawsze najwyższych lotów. Ogólnie u ciebie to kuleje masakrycznie, nie wprowadzasz czytelnika w klimat, nie opisujesz tego, co najważniejsze. Kwintesencją u ciebie są głównie dialogi, do których przejdę za chwilę.

b) Dialogi – 2/5
Pomijając odrażający fakt, że zapisujesz je w pierwszych rozdziałach niepoprawnie, to jednak dwukrotnie udało ci się mnie rozbawić. Muszę jednak w większości nakarmić cię dziegciem, bo ogólnie to wypowiedzi bohaterów są bezsensowne. Zaczynasz od dupy strony, generalnie kreujesz wielką miłość bez wyjaśnień (nawet tych kanonicznych), prowadzisz dziecinne dyskusje między prawie dorosłymi ludźmi. Ot, typówka. Też tak miałam, życie i okrutni recenzenci mnie z tego wyleczyli. Mogę ci nawet pokazać moje blizny po tamtych razach, chcesz? *podciąga spódnicę*. Nie? No nie bój się, są na udach, nie tam, gdzie myślisz!

c) Kreacja bohaterów i świata przedstawionego 0/5
No bo, sorry Winnetou, nie wyszło ci, a raczej wyszło. Bokiem i to wcale nie w angielskim stylu. Postacie płytkie jak kałuża, płaskie jak decha kreślarska, głupie jak but i nudne jak flaki z olejem. Kłótnie na porządku dziennym (chociaż pierwsza kłótnia Rona z Hermioną właściwie mi się podobała, bo jednak trąciła kanonicznością i twoim poczuciem humoru). Niemniej jednak świata przedstawionego u ciebie praktycznie rzecz biorąc NIE MA. Nie opisujesz, gdzie to się wszystko dzieje, jak to wygląda. Skupiasz się na kanonicznych postaciach, nadając im cudowne nowe imiona, a swoich własnych bohaterów obarczasz takimi, że włącza mi się czerwona lampka z pierwszego rozdziału. Ogólnie rzecz biorąc – mje sje to nje podobuje. Trafiłaś chyba do najbardziej czepliwej małpy pod słońcem.

d) Fabuła 2/10
Dobra, Ciotka, nie cackaj się. Dobij.
Magiko, uprzejmie informuję cię, że ty tu nie masz nic ciekawego. Z dupy wyjęta intryga, z głównym wątkiem romĄsu, który również nie jest zbyt wciągający. Jedyna kanoniczność, jaką tu widzę, to sparowanie Pottera z Weasley i kłócących się Rona i Hermionę, reszta leży i kwiczy. Tu nic nie wciąga, jedynym powodem, dla którego musiałam to przeczytać, był regulamin, który nakazuje oceniającemu przeczytać minimum pięć notek. No. Inaczej już po pierwszym zdaniu bym się zreflektowała i wyłączyła stronę, coby się nie męczyć i nie traumatyzować przed pracą. Niemniej jednak te dwa punkty masz za rozpaczliwą próbę osadzenia jakiejkolwiek fabuły w tym opowiadaniu.

PODSUMOWANIE TREŚCI (niech mnie dwieście dwadzieścia popieści)
Co by tu… a, tak. Nie mam pozwolenia na broń, mogę cię tylko poddusić. Znam ja powód, dla którego zapewne zaczęłaś pisać. Przeczytałaś sagę i cię natchło. Niech cię natycha ile się żywnie podoba, ale uprasza się, żeby to najpierw działo się do szuflady. Ogólnie ręce i nogi opadają, jak się czyta takie pierwsze próby literackie. Nie wiem, ile masz lat, ale początki wyglądają na średnie trzynaście, może czternaście. Niezręczności masz na porządku dziennym, piszesz bardzo chaotycznie, bardzo dziecinnie (co już zresztą wypomniałam), jesteś na bakier z ortografią. Jedyne, co się u ciebie rozwinęło od prologu po ostatni rozdział, to długość notek i spacja po pierwszym myślniku w dialogach. Reszta nadal leży i pokwikuje.

Ortografia i poprawność językowa 1/5
Na twoje szczęście nie używasz emotikon i dopisków odautorskich w nawiasach, natomiast do poprawności ortograficznej niestety ci daleko.
„Bellaris” – Bellatriks, bądź Bellatrix (chociaż druga wersja rzadko używana, to jednak poprawna).
„Georg” – George
„Harrego” – Harry’ego
„Wesley” – Weasley
„Voldemord” – *próbuje się nie udusić dzikim rechotem* BŁAHAHAHA! *nie udało się* Owszem, Czarny Pan ma mordę, ale nie w imieniu. VoldemorT.
„współczócie” – współczucie
„Ginerva” – Ginevra
Generalnie brakuje wielu spacji w różnych miejscach, tekst jest wyraźnie niebetowany w ogóle. Piszesz i na żywca to wrzucasz, bez uprzedniego remanentu. Interpunkcja umarła, przecinków u ciebie albo nie ma wcale, albo pojawiają się sporadycznie. Na szczęście jak już się pojawią, to w odpowiednich miejscach.
„- Ależ nie tylko, że..” – przecinek przesuń po „nie” i dorzuć kropkę. To też twoja zmora, zamiast trzykropków w wielu miejscach je zjadasz. Niedożywiona jesteś?
„Po dwudziestu minutach z łazienek wyszły dwie dziewczyny ubrane w tenisówki, rurki oraz kolorowe bluzy bez zamków trzymając czarne plecaki w dłoniach.” – no to ubogie panienki, nie mają zamków. Ogólnie po co im zamki? Czynsze wysokie. Jakbyś pozbyła się tych obiektów nieruchomościowych, po bluzach dając przecinek, to może zdanie miałoby jakikolwiek sens.
„- Zróbmy tak, jak wtedy w Sydney.” – po „wtedy” przecinek i zdanie nabiera lekkości.
Długo by to jeszcze wymieniać, masz niedobory przecinków we krwi. Twój styl mógłby mi się podobać, gdybyś nad nim ostro popracowała, bo widzę, że jakikolwiek potencjał masz, jedynie wykonanie ostro utyka. Na dobry początek znajdź betareadera, który poprawi ci wszystkie rozdziały według obowiązujących norm, a potem konsultuj z nim wszystko, co chcesz napisać.
No, wylałam się jak woda z wanny, mogę przejść do popijania herbatki.

Oryginalność tematyki 0/5
Takie to oryginalne, że łohoho. Fandom potterowski ma potworne rozmiary, żyje własnym życiem i pożera małe dzieci. Jam stara wyjadaczka, w samej sadze siedzę od dziesięciu lat, w fandomie od siedmiu. Blogów naczytałam się od groma i ciut-ciut, ogólnie nie zaskoczysz mnie niczym. U ciebie nie ma nic, oprócz małej czcionki, średnio widocznej na czarnym tle. Mogę nieskromnie powiedzieć, że sama kiedyś zaczynałam, początki miałam podobnie trudne do twoich (taa, słynna Wyrocznia Cienia), z tym, że u mnie co krok był trup i to konkretny trup (nie ma to jak szpan i reklama, nie?). No, ale zawsze trzeba od czegoś zacząć, żeby dojść do czegoś lepszego (khm… Bielecki?).
Niemniej jednak, nie zrażaj się, hoża dziewojo! Długopis w dłoń i pisz, pisz, pisz (może pismo sobie ładne przy tym wyrobisz? Nad moim ludzie pieją, że ponoć śliczne, a pół życia spędziłam na pisaniu odręcznym). Zazwyczaj zaczyna się od plagiatu, czyli fandomu, ale potem można tworzyć własne dzieła. Powiem tak – jeśli kiedyś zaczniesz jeszcze coś pisać i zapragniesz szczerej opinii, nie wahaj się i poproś mnie o ocenę.
*reklama dla samobójców mode off*

Dodatkowe punkty za wybitne zasługi 1/10
No bo linka do Opieprzu masz. Niczym więcej się nie zasłużyłaś, bo ani blog ładny (ta przeklęta czcionka, GRRR!), ani treść nie powala.

Reasumując, końcówka mojej oceny przerodziła się w moją autoreklamę z morałem w tle, ale wybaczcie mi to. Jestem niedowartościowana.
Ogólnie rzecz biorąc, pokrzepię cię, młoda. Nie było AŻ TAK potwornie, jak się spodziewałam. Trochę grafomanii, ale w zjadliwej wersji, nie walącej po oczach i mózgu. Wróżę ci dobrą przyszłość, jeżeli tylko się przyłożysz.
*Ciocia Anix chowa tarota i dopija zieloną herbatkę*

PODUMOWANIE:
8/60 – Niedostateczna.
No to, mobilizacja pełną parą i bierz się za się, bo ja się za się nie weźmiesz, to… to się nie weźmiesz. Cała filozofia.
Ktoś ma ochotę na sałatkę z indykiem…?

sobota, 25 września 2010

(677) wytwor



Jeżeli zbiegnie ci się grypa i alergia na kota, polecam udać się do najbliższego płatnego mordercy. Powód jest jeden - nie masz siły ani ochoty katować nikogo. Niech zrobi to ktoś inny.
Uwaga, Ciocia Anix ma flegmę i nie zawaha się jej użyć. Zasmarkane chusteczki są potężną bronią.
*Ciocia Anix sięga po sławetną herbatkę*
SZIT. Nie czuję smaku.
Dobra, zamierzam zalać flegmą bloga wytwór. Proszę brać pod uwagę, że Ciocia średnio przytomna. Taką zamułę zamierzam wykorzystać przeciw WAM! *AHAHA!*
Tak, to był demoniczny śmiech, zakrapiany wydzieliną z nosa. Smacznego.


Pierwsze wrażenie 9/10
Lęk oblazł mnie jak robale zmarłego, kiedy kliknęłam w link. Człek schorowany, zmęczony, jak mnie zaatakuje coś bliżej niezidentyfikowanego, to tę ocenę traktujcie jako zaproszenie na mój rychły pogrzeb. Wrogowie się ucieszą, salsa na moim kurhanie marzy się wielu ludziom.
Krótki adres, o mój Bo. I taki sugestywny. Wytwór. Ładnie, widownia bije brawo za pomysłowość.
Belka. O Shicie, patronie wszystkiego co Shitowe. Długa i wymagająca myślenia. Dziołcha, czego ty wymagasz od schorowanej oceniającej Cioci, która niedomaga pod każdym względem...? No, ale cudzysłów jest, spacje, przecinki, kropki i kreski też. Ciocia kontent, Ciocia może odejść. W sensie zjazd po poręczy w dół.
Szarość i bordo. Ciemne bordo. W oczach Cioteczki pojawiły się łzy wzruszenia, toż to piękne połączenie! Chociaż te łzy to zapewne z uczulenia na Futro.
Nagłówek. Ja nie mam nic dodania, oprócz tego, że "piwko dla tej pani". Rozpijanie młodzieży jest karalne? Piękne, młoda, piękne. I tak pasujące, że niech się dopasowane kombinezony schowają do szafy, mwah.
Na widok czcionki dostałam nagłego ataku wszawicy. Zabieram piwo, od dzisiaj wegetujesz na suchej wodzie i mokrym chlebie. Czy ty nie masz za grosz szacunku do starszego człowieka?! Co za znieczulica społeczna, cholera jasna, jeszcze trochę a zdepczecie Ciotkę w rytmie "Happy Feet - tupot małych stópek". Powiększ, dziecko, fonty, albo ja ci coś powiększę. I nie będzie to biust, trast mi.
Dwukolumnowiec, układ całkiem sensowny i wpasowany.
Nagłówek bardzo... bardzooo... eee... sugestywny. Nie, nie to słowo. ADEKWATNY! O, Ciocia po dłuższym wysiłku dopasowała wreszcie odpowiednie słowo. Ciemniejsze od reszty tło, koloru bardzo ciemne bordowe bordo (jestem kobietą, wierzcie mi, ale nie znam określeń na wszystkie kolory, wybaczcie), a na tym narysowana twarz i jej jakby przekrój. Wnętrze łebka nasuwa skojarzenie z maszyną, jakby magnetofonem, a w środku śrubki i tego typu duperelki. Fajne, ja też takie fcę!
Ogólnie jak widzę masz ład i porządek, to się ceni w tych brutalnych i brudnych czasach. Kolejnego piwa nie dam, bo jeszcze pójdę siedzieć.
Treść 3/25
Cóż, w uniwersalnej trąbisz iż na blogu są twoje opowiadania. No to lecim. W szerokiej widzę pierwszy post zatytułowany zgrabnie „Trzepot Piór -Prolog”. I na starcie przyczepię się do tego, że po myślniku powinna być spacja. Nie ma jej. Wchłonęły ją mroki dziejów.
a) Opisy 2/5
W prologu dłuuugo szukałam ze świecą w grabie, kompasem, barometrem, termometrem i lornetką jakiegokolwiek opisu, ale nie znalazłam takowego, ergo – znaczy, że ich tam nie ma. Co za ból i udręka, bez opisów niewiele rozumiem, bez opisów jestem jak żołnierz bez karabinu, jak Bin Laden bez wąglika, jak... nieważne.
W rozdziale pierwszym tegoż Trzepotu są już jakieś opisy, ale wierzaj mi, młoda. NIC, zupełnie NIC z nich nie zrozumiałam. Pisarstwo abstrakcyjne z elementem grozy w postaci licznych błędów mnie nigdy nie interesowało. Napisane to-to tak chaotycznie, że łatwiej mi zrozumieć meandry polskiej sceny politycznej z udziałem czołowych polityków maści wszelakiej, niż to, co żeś nabazgrała w tym tekście. Ogólnie mam wrażenie, że w twój pomysł na opowiadanie ktoś cisnął granatem, a zawartość pomysłu rozbryzgła się uroczo po ściankach twojego worda, czy w czym ty tam tworzysz. Uroczy śmietniczek.
Omatkobosko, piknie. Jak widzę, rozbryźgnięty Trzepot nie dał się ładnie zeskrobać i ścisnąć do kupy, bo kolejnym rozdziałem jest... „Zapomniany Rozdział – I – Rozdział Pierwszy”. Nie ułatwiasz mi sprawy, młoda, nie lubię cię już i nie podzielę się krówką. Dobra, czytam.
No i powiem, że uniosłam brwi w geście zdziwienia. Nie. Nie pozytywnego. Tragedia.org, masakra.com, ojapierdziu.pl. Chaos swoimi wyziewami mnie tu normalnie zabił. Mam wrażenie, że sama nie wiedziałaś, co właściwie piszesz. A może byłaś śpiąca. Niemniej jednak stwierdzam, że mieszanie czasów w opisach to jest to, za co zabijam zza węgła odłamkowym. Ani to ładne, ani to praktyczne, a mnie doprowadza do nerwicy jajnika. Z opisanej przez ciebie wiochy wywnioskowałam tylko, że nie mam ochoty czytać dalej. Niestety, niewdzięczna rola oceniającego zmusza mnie do męczenia się dalej. Generalnie brak ci plastyczności i ciągu przyczynowo-skutkowego, czyli prościej mówiąc, logiki. Zdania masz poszarpane jak mięcho przez psa.
Dobra, Cioters, nie dramatyzuj, leć dalej. Przeskakuję na jednej nóżce do następnego, na szczęście drugiego „zapomnianego” rozdziału. Jazda, staruszko, dasz radę...
Nadal nerwica wykręca mi jajnik. Niestety, NIC się nie poprawiło, cały czas brak ciągu logicznego. Momentami próbowałaś używać kwiecistej mowy, ale nie wyszło. A jak nie wyszło, to przerzuciłaś się częściowo na dialogi, a częściowo na monologi, które... a, o tym w innym punkcie.
No to teraz robimy podróż w czasie i Ciocia zgrabnie leci do ostatniego wpisu, w sensie „Wytwór – Część Trzecia”. Wspomnę tylko, młoda, że masz makabryczny śmietnik w szerokiej i nie wygląda to apetycznie.
No nie. Wybacz, ale nie pochwalę cię. Tak jak nie umiałaś pisać, nadal nie umiesz, a szczerze powiem, że załamało mnie to, iż niewiele napisałaś o stosunkach bohaterki z matką, tylko napisałaś, że Emilia wzięła chusteczkę i wysmarkała się w nią. Litości, tego mogłaś oszczędzić... MI oszczędzić, sama jestem zasmarkana, dodatkowe atrakcje podczas lektury mnie nie kręcą.
Podsumowując – niestety. Opisy są twoją piętą Achillesa, prezentują naprawdę żałosny poziom i takie tam.
b) Dialogi 1/5
Nie pochwalę, nie pogłaszczę po główce. Dialogi masz kanciaste, płytkie jak kałuża, płaskie jak decha kreślarska i równie interesujące, co mój zaciek na ścianie, który mi się zrobił zeszłej zimy. Ni krztyny życia, ni krztyny emocji, wszystko mdłe jak jajko na miękko bez soli i pieprzu. Brakuje ci „tego czegoś” i nie mówię tu o poczuciu humoru. W sumie równie dobrze mogłabyś tworzyć pamiętnik znerwicowanej nastolatki, która opisuje dzień po dniu co do minuty, wyszłoby na to samo. Niestety, jak na mój gust BARDZO DUŻO brakuje ci do dobrego pisania. I, jak zdążyłam zaobserwować, nie uczysz się z czasem, co mi brzydko pachnie grafomanią. Lekiem na złe dialogi (których również poprawnie nie zapisujesz) jest czytanie DOBRYCH książek. Dobrych, znaczy się, nie Zmierzch czy insze Pamiętniki Wampirów, jeno klasyka. Na przykład „Lalka”, o.
c) Kreacja bohaterów i świata przedstawionego 0/5
Czemu tak słabo? Bo, moja droga, u ciebie nie ma kreacji. U ciebie jest nago, łyso, brudno i bez większych odczuć. Tu nie ma mowy o jakiejkolwiek kreacji, kiedy szarpiesz się z opisami, bijesz z kulawymi i ślepymi dialogami i masz problem z logicznym opisaniem całości. Wielki bałagan nie nazwę kreacją nawet po litrze wódki.
d) Fabuła 0/5
Nie znalazłam takowej. Jak nie ma logiki to i fabuła idzie się radośnie wypasać do ogródka sąsiada. Mam wrażenie, że wszystko, co piszesz jest po prostu twoją spontaniczną reakcją na otoczenie i moment, w którym wpadłaś na genialnego pomysła. W sensie, przeczytałaś jakiś kicz i nagle naszło cię na wykorzystanie stylu autora. W sumie też tak miałam, ale byłam na tyle inteligentna, że zanim cokolwiek rzuciłam komukolwiek na pożarcie, uparcie pisałam do szuflady i dawałam do skrytykowania polonistce, a dopiero potem chwaliłam się osiągiem w necie.
Podsumowanie
Bida z nyndzo. Niestety, nie wciągnęłaś, nie wywołałaś żadnych emocji, które mogłyby mi zapaść w pamięć. Na twojego bloga z pewnością nie wrócę, bo nie ma (przynajmniej moim zdaniem) do czego. Śmietnik w szerokiej tego nie ułatwia, a jedynie utwierdza w przekonaniu, że powinnam raczej sięgnąć po dobrą książkę z papieru niż ślęczeć na twoim dizajnerskim blogu i psuć sobie wzrok na twojej kiepskiej czcionce, marnując tylko cenny czas.
Ortografia i poprawność językowa 2/10
No niestety. Na początku było makabrycznie źle, teraz jest tylko źle. I z ortografią i z poprawnością. Mam niesmaka w ustach, muszę umyć ząbki, bo oranżada z komunii nie smakuje tak fajnie po tych kilkunastu latach jak w dniu podania.
Wymienię najświeższe błędy.
„od barykadowała” – jeśli już, to odbarykadowała. A i tak takie słowo jest nowomową. Nie prościej i fajniej użyć takiego słowa jak „otworzyła”?
„Nagły huk zamykanego okna” – nie wiem, dlaczego, ale ten „nagły” kłuje mnie w pośladek. Usunięcie go będzie najlepszym, co możesz zrobić.
„poprawiając swoje krwawe loki” – a skąd ta krew? Bo ta z żył jest jaśniejsza niż ta z tętnic. Osobiście wolę tę z tętnic!
„Zaśmiała się cicho w swoje odbicie” – myślałam, że gorzej być nie może. Jest. Zaśmiała się DO. DO swojego odbicia.
„Gdy został sam na sam z Emilią zdjął okulary w grubych, szarych oprawkach” – przecinków nie kochasz. Wrzuć jeden z woreczka po „Emilią” a zabierz ten po „grubych”. I wtedy będziemy żyć w zgodzie.
„Mruknął, patrząc na dziewczynę ostrym spojrzeniem” – tak, a ja słucham muzyki łagodnym słyszeniem. WZROKIEM, laska, WZROKIEM. Nowe trudne słowo, może ci się kiedyś przydać do krzyżówki panoramicznej, wiesz?
„do widzenia” – dowidzenia. Do widzenia to można poczekać, aż wpuszczą cię do pierdla w odwiedziny do znajomego.
„Emilia zeszła powoli z krzesła” – fakt, jakby zeszła szybko, to by z niego zleciała i nogi połamała, łeb rozbiła, albo co. Ja tam słyszałam, że z krzesła się wstaje, ale może ja się nie znam. Ja ze wsi.
„Emilio, czy raczej Emili...” – EMILY! O, ludzie! Jak nie znacie zasad pisowni języka angielskiego, to po ki cholerę się za niego bierzecie?! Fonetycznie to ty to sobie możesz na czole napisać, a nie w opowiadanie wciskasz. W buty sobie wsadź, będziesz wyższa.
„Wyłączyła, czym prędzej monitor, by następnie wstać i zmierzyć się twarzą w twarz ze swoim prawdziwym ja” – won mi z tym przecinkiem po pierwszym słowie. A poza tym ty zaraz staniesz ze mną twarzą w twarz i zmierzysz się z moją rosnącą ku... wściekłością. Jak masz problem z pewnymi stwierdzeniami, zawsze można sobie sprawdzić wszystko w słownikach, guglach, są jeszcze ludzie naokoło, już nie bądź taka samowystarczalna, bo się kiedyś tym zakrztusisz.
„na którym ludzie grali wampirów.” – po pierwsze, ludzie mogli grać jeno wampiry. Po drugie, na blogu się nie gra, tylko wciela w postać. Masz wybitnie problem z nazewnictwem pewnych czynności, spraw. Zgrzyta to jak piach między zębami. Smacznego.
„B a ł a s i ę g o.” – może jeszcze kursywą, podkreślnikiem i wyśrodkowane? Nie uznaję rozstrzelonego pisma.
„ale zaraz zamknęła je” – ale zaraz JE zamknęła. Szyk zdania u ciebie momentami leży i pokwikuje.
Oryginalność tematyki 3/5
Urzekła mnie twoja historia tylko tym, że nie piszesz ficka. Próbujesz, chociaż nieudolnie, pisać coś własnego. Za to masz u mnie szacunek. Za wykonanie niestety nie, bo mimo tylu rozdziałów, takiego przekroju czasowego, nie widać większej poprawy. Może najpierw trochę poczytaj zanim zabierzesz się za pisanie dla ogółu? Ciocia Anix Dobra Rada Samo Zło gorąco popiera akcję czytania lektur szkolnych!
Dodatkowe punkty 0/10
Niestety. Choćby się waliło, paliło, gówna z nieba leciały, dodatków nie będzie. Nie ma za co. Z lijałt nie dam z tego względu, że jednak treść okazała się być marna. Nie szata zdobi blogasia, jeno treść.
Ogółem masz 17/60 punkciorków. Ciocia wciska ci właśnie mierną w łapki, a teraz możesz sobie pełznąć dalej.

poniedziałek, 20 września 2010

(672) nadiowe



Ciocia Anix z małym cudem na kolanach w postaci sześciotygodniowego kociaka, na którego chyba ma alergię, postanowiła nieco zamieszać w swojej kolejce i wymemłać bloga nadiowe.


Pierwsze wrażenie 10/10
Łohooo...! No, młoda, nieźleś mnie zaskoczyła. Oczywiście very pozytywnie. Rzadkość to. Adres krótki, wpadający w ucho i oko, aż się chce ułożyć jakiś limeryk. Futro na kolanach mruczy z aprobatą, a ja czuję, że wszystko mnie swędzi. Luzik. Belka krótka, węzłowata, poproszę dokładkę. Jak na razie ideolo.
Zerk niżej i...
...o shockie shock!
*Ciotka przeciera okularsy i zerka ponownie*
Pomniczek, moja droga, wielki kolorowy pomniczek dla ciebie, twój szablon sprawił, że gdyby nie żywe futro na kolanach, padłabym na nie i złożyła ci hołd dziękczynny!
Dziewczyno, nagłówek po prostu cud, miód, orzechy i odmłodzony Ibisz! W sumie nie wiem, co do tego wszystkiego ma Ibisz, ale zabrzmiało egzotycznie, a tego właśnie chciałam.
Szablon położył mnie na łopatki. Piękne kolory a laleczka w nagłówku czaruje mnie niesamowicie. Śliczne połączenia kolorów, odcienie niebieskiego i przełamanie tego nieba czerwonymi akcentami i pomarańczową czcionką w drugiej kolumnie.
Jezu. Jestem w niebie, nie zabierajcie mnie stąd! Blog dwukolumnowy!
Od teraz jestem twoją niewolnicą, rób ze mną co chcesz, ale w granicach rozsądku.
Nagłówek 5/5
A ósmego dnia Bóg rozłożył się w hamaku, z lubością oglądając swoją mrówczą fermę na okrągłej planecie.
Jest po prostu bosko. Laleczka ma cudną buzię, cudne spojrzenie, cudną kiecuchnę, nie atakuje oczu, a napis obok poraża prostota i jednocześnie stylowa finezją.
Mogę tu zamieszkać? Będę karmić ci glony, pogadamy o życiu i śmierci a rano zrobisz mi jajecznicę.
Treść 5/10
Wdech, Anix. Nie może być za dobrze, max za dwie pierwsze kategorie zawsze wróży armaggeddon i degrengoladę oralno-moralną. Sięgam do szerokiej...
"Zwyciężyc mrok".
O, drabble. A raczej upośledzone dribble, bo drabble MUSI mieć sto słów. Generalnie... żadne zaskoczenie. Zero emocji, więcej wykrzesuje moje kocię, które podgryza kable i mnie wkurza wskakiwaniem za pralkę. Nie łap się za tę formę, bo najlepsi na niej polegli. Wbrew pozorom napisać drabble nie jest prosto. Wiem z autopsji, parokrotnie się na tym wyłożyłam i od tamtej pory nie tykam, bo śmierdzi. Niemniej jednak błędów nie widzę. Uścisk dłoni prezesa przesłać pocztą czy kurierem?
"Zemsta niezwykle okrutna".
O. Znowu drabble. Ech, niewiele jest drabbli, które są w stanie wywrzeć na mnie mocne wrażenie. Ten nie wywarł, bo jest z lekka wtórny. Niemniej jednak spróbuję jeszcze raz...
"Mam cię dość, Potter!".
Uch, Los mnie w drogę pchnął, a jak wiadomo, komu w drogę, temu kopa. Na rozpęd. ZNOWU drabble, chyba znienawidzę tę krótką formę. To akurat sensu nie ma, przynajmniej jak na mój mocno wysublimowany gust. Futro milczy i liże mnie po palcach. I są pierwsze błędy.
W sumie ani mnie ziębi ani grzeje ta twoja twórczość. Nie chce mi się grzebać w szerokiej i szukać jakichś miniaturek, sorry Winnetou.
Niby ficki do Pottera, więc mój żywioł, ale twój styl nie porywa. A już łapanie się za drabble uważam za literackie podrzynanie sobie gardła/cięcie żył wzdłuż a potem wszerz w seksowną kratkę.
Ortografia i poprawność językowa 9/10
"Zaklęcie zabijające powinno zabijać, do jasnej cholery!, a nie odbijać się" - a ten wykrzyknik to co? Na dzikusa wbił? Skąd on się, do jasnej cholery, tam wziął?
"I tak, ka, powinno być!" - tak siedzę, siedzę, dumiem, marszczę swoje czoło (przyślę ci rachunek za botoks i kremy wygładzające!) i się zastanawiam... ki diabeł to "ka"? Kapusta? Karaczan? Kur...a? Oświeć człeka nieoświeconego, ześlij na mnie ducha świętego i całą bandę apostołów.
Z ciekawości zerknęłam w czeluście innych postów. No, moja droga, albo jesteś tak zajebista w dziedzinie orto i poprawności, albo masz zajebistą betę. Ewentualnie rozkłada się to pół na pół. Nie widzę żadnych ortografów, interpunkcja grzecznie spoczywa na swoich miejscach, zdania zgrabne i kształtne. Mniejsza, że wieje z lekka nudą, ale to moja prywatna opinion, więc możesz mieć mnie w dupie. No problem.
Układ 5/5
Palce lizać. Czysto, schludnie, pozamiatane. Linki na lewo, blog i szeroka na prawo. I gites, nie trza z kompasem posuwać po stronie i ślepić gdzieś w lewy dolny róg po prawej stronie środkowego rzędu żeby cokolwiek znaleźć. Czyżbyś była zodiakalną Rybą?
Temat 2/5
Potter. Wtórne i wytarte jak ręcznik sprzed pół wieku. Nie pytaj, mam takie w szafce. Żadnego powiewu świeżości, trochę tak na odczepnego. Jakoś weny w twojej twórczości nie widzę. Albo po prostu razi mnie ten irytujący brak poczucia humoru, bez którego jestem jak bez ręki/nogi/mózgu/rzepki.*
Tak jak mówię - dla mnie wieje nudą, ale pewnie są tacy, którym się spodoba. Wiesz, jedni lubią słodycze, inni jak im śmierdzą nogi. Każdy ma swoje zabawki.
* niepotrzebne skreślić
Czytelność i obrazki 3/5
Obrazek jeden, czcionka czytelna, ale zmieniłabym jej kolor w treści. Jest za niebiesko. Reszta naprawdę super i przejrzysta
Dodatkowe punkty 5/10
Przyznaję ci je za adres, belkę, design i opad mojej szczęki na glebę. Futerko mrauknęło i policzyło je na pazurkach, wyszło mu ogółem 5.
Podsumka
44/60 - woah, szarżujesz, młoda! Bardzo Dobry! Ciotka z wrażenia musi posmyrać futro, które mruczy jak najęte, śpiąc zwinięte w kulkę. Gratuluję, dawno nie widziałam czegoś tak ładnego.

niedziela, 19 września 2010

(669) dalsza-opowiesc-hp



Po mękach ostatniej oceny Ciocia Anix zamierza dzielnie zabrać sięza kolejnego blogaska. Tym razem jest to dalsza-powiesc-hp. Aż mipikawa drży na myśl, co zaraz zobaczę...



Pierwsze wrażenie 4/10
Wchodzę.
Adres nie powala, ale przynajmniej niejest to kolejne "hp-i-mroki-zua" czy coś w tym guście.Wita mnie belka. Cytat z "Kamienia Filozoficznego", słowasamego Dumbledore'a, który przydziela punkty Gryffindorowi.Ta. Te skierowane do Neville'a Longbottoma. Jak na mój gusttrochę za długie na belkę, ale niech będzie. Powinnas jeszczeoprawić to w cudzysłów, ale już się nie będę czepiać,bo wyjdzie na to, że ja nigdy nie jestem zadowolona.
Szarość tła i całkiem fajnynagłówek. Potter i Malfoy, plus kwiatowy wzorek ozdabiającyszablon dwukolumnowy. Statystyka i linki. Ładnie, bardzo ładnie.Ale czcionka tekstu już na starcie sprawia, że wysuwają mi siękły. Siorbnę sobie pepsi i udam, że nie wiem, co znaczy słowo"nienawiść".
Pełny minimalizm. W sumie jakośpodejrzliwie patrzę na te twoje linki. "Liniacze". Yr. Oile się nie mylę, ja mam taką samą nazwę u siebie, ale dobra.Nie popadajmy w paranoję, Cioters. Nie wszyscy kradną.
Jak widzisz, nie sprawiłaś, żeślinię się z zachwytu, na szczęście jednak również niewymiotuję wczorajszym alkoholem. Tak byle jak i nijak.



Nagłówek 4/5
Ładnie wkomponowany ten bazgroł wszablon. Boli mnie tylko ta popielata szarość po obu stronach.Brakuje mi tu jeszcze jakichś literek (w sensie, że już na samymnagłówku), które to zgrabnie i powabnie układałybysię w jakoweś słowa. Słowa tworzyłyby zdanie. Tak. Może byśzawarła w nim esencję bloga, uzewnętrzniła swoje JA i dałasygnał przedwstępny, czegóż to możemy się spodziewaćinside the blog...!
*SIORB*
No, ale wzorek kwiatowy very fajny. Jamam jakiś fetysz na tym punkcie. I za to masz punkta więcej, bomiałabyś trzy.



Treść 0/10
Nadszedł ten przerażający moment, wktórym to napięcie rośnie, straszna muzyka wprowadzahorrorowy klimacior, a dziewczyna drze się jak opętana na widokmordercy z piłą tarczową, który to z szaleńczym rechotemdokonuje krwawej sieczki.
Rozdziałów to ty od tego lutegozbyt wiele nie napłodziłaś, ale może to i lepiej dla mnie...?
Rozdz. I Spotkanie po latach.
Wow. Jesteś de bezd. Pobiłaś rekordw załamywaniu mnie psychicznie. Nastąpiło to już na sam widoktego, czego nie widać. Nie ma żadnego wstępu, wprowadzenia, odrazu walisz z mostu o co kaman i... wita mnie błąd już w pierwszymzdaniu!
"-Sto lat, sto lat! Niech żyje,żyje nam!-śpiewali a raczej darli się na cały głos wszyscy nasibohaterzy. " - przed i po myślniku spacja. Zdanie mowyniezależnej skończyłaś wykrzyknikiem, więc po myślniku DUŻAlitera. A poza tym to są twoi bohaterzy, ja się do cudzych bachorównie przyznaję.
Nazwisk bohaterów nie odmieniaszprawidłowo.
Tekst jak woda. Dużo go, nudny jest ibez smaku. Infantylizm wypływa lewą dziurką od nosa i kapieromantycznie na buty. Do tego poirytowana jestem, bo nienawidzęficów do epilogu siódemki. Bobaski Pottera, jakie to dozrzygania słodkie. I nierealne, Rowling zrobiła z tego parchadziecioroba...
No, ale zbaczamy ze światłej ścieżkiopieprzania twojego twora, więc...
"Był to minister Hoprik. SynMalfaldy Hoprik [...]" - a ja tam se nie przypominam takiejpostaci w kanonie. Kojarzę li jedynie Mafaldę Hopkirk, ale gdzie jatam, zagorzała fanka Pottera, mogę się znać. Wasza inwencjatwórcza mnie powoli i konsekwentnie podtruwa. Ciężkoprzepisać sobie imię i nazwisko z książki...?
"-Czemu nie listowanie?-warknął."- bo wyszło z mody, słoneczko. Teraz modne jest mailerowanie, iesemesowywanie. Kapiszi?
"-Bez komentarza.- odrzekł cicholecz na tyle głośno, by wszyscy wyczuli w jego tonie niezwykłąwręcz kąśliwość." - owszem. Bez komentarza, odrzekłambezgłośnie, jednak na tyle głośno, że sąsiad zastukał mi wrury.
Nędza. Błędów bez liku,przecinki u ciebie mają wychodne, spacje hulają gdzie im siępodoba. Idę do kolejnego rozdziału.
Rozdz.II Starożytne patronusy
"Tak, Skorpionus zmienił całejego życie." - a ty zmieniasz moją jaźń i bojaźń. Dzidzia,książeczka naprawdę nie boli. Synuś Dracze nazywał sięScorpius. SCORPIUS. No, ale okej. Może ty masz we krwi podważaniekanonu, nadawanie mu drapieżnego bądź prześmiewczego rysu...
Chyba muszę przestać palić to gówno.
"- Nie pytałem się ciebie-warknął z sarkazmem Draco." - nie pytał się, bo by wyszedłna schizofrenika. Nie zapytał się jej, bo to z kolei jestpozbawione jakiejkolwiek logiki. Reszta zdania utonęła w mrokachciężkości i braku wprawy w tworzeniu poprawnego zdania. "Warknąłsarkastycznie". Amen.
"Slytheryn" - brawo, twojainwencja twórcza sprawiła, że poczułam się lżej, kiedyszczęka oparła mi się o podłogę. Nowy dom, łiii!
Co by tu... a, tak. Trzy rozdziały.Nudne, pogmatwane, z błędami, zupełnie do chrzanu. Akcji nie ma,akcja wzięła sobie wolne i odpoczywa w dalekiej Korei. Grzecznie ipowoli odstaw pisanie publiczne i weź do rączki pisanie doszuflady. Za parę lat może coś wyrzeźbisz.



Ortografia i poprawność językowa2/10
Cóż, tematy bardzo mi bliskie,ty jednak masz nieco na pieńku z tym drugim. Ortograficzniewykładasz się na potterowych nazwiskach i niekiedy imionach.Przykładziki posypią się jak konfetti na Sylwka:
„Dumbledora” – Dumbledore'a.Jeśli nazwisko kończy się samogłoską, apostrof musi być. Takwięc „Snape'a” a nie Snapa, „Podmore'a” a nie Podmora. Veryeasy, a jak nie easy, to w sumie książka nie gryzie. Tam maszwszystko, oto prawda objawiona.
„Nawet portret Dumbledora był obecnyna imprezce z okazji 36 urodzin Hermiony” – jeżeli używasz cyfrw tekście, zapisuj je słownie. To nie matematyka.
„Tedy” – Teddy. Podwajaszliterkę.
„jękneli” – jęknęli. Nie wiem,na ile to twoja niewiedza, a na ile zwykła literówka, bo tychz kolei masz jak mrówków i jeszcze trochę, a mrówcząfermę będziesz mogła założyć. Niemniej jednak w kwestiiortografii języka polskiego może lepiej zainstaluj się w jakimśprogramie typu Word lub Open Office. Wyjdzie ci to na dobre.
„Malfaldy Hoprik” – upominam zminą buldoga po raz kolejny. Kanon nie gryzie, kanon grzeczny iszczepiony. Jeśli czegoś nie wiesz, PRZECZYTAJ. Przeczytaj, botworzysz jakieś mityczne postacie. Coś jak yeti – wszyscy o tymsłyszeli (bo im się kojarzy mgliście z jakąś konkretnąpostacią), ale nikt tego nie widział, bo kanon oczywiście śpiewaprawdę.
„Harry który doskonale znałwarunki Przysięgi Wieczystej, musiał postawić warunek.” – jato bym pierwszy „warunek” zamieniła na „zasady”, bopowtórzenia wcale nie są sexy i logiczne.
Więcej grzechów nie wymienię.Czas mnie goni, parówki mi wyparowują i ogólnieżelazka nie zakręciłam, czy coś.



Układ 2/5
Nagłówek, statystyka, linki,blog, szeroka. Amen.
Nic szczególnego, ale sznurkiwyglądają wielce niechlujnie, psując ascetyczny wizerunek tegoopuszczonego kawałka sieci. Punkt za dwukolumnowiec, punkt zaumieszczenie szerokiej na dole. Za resztę masz zero, a nawetpodwójne zero, bo całość ogólnie wygląda równiemarnie, co moje widoki na wygranie miliarda w totka. I to sześćrazy pod rząd.



Temat 0/5
Czy moje sugestywne ziewanie jestwystarczająco... sugestywne? Nuda. Nuda, brak polotu, talentu, bety.Weny. Inwencji. Kopa od jakiegoś Timona, który by napędzałblogasia. Po prostu dupa bez bielizny, niestety. Nie dość, żetemat mocno wymiędolony, to na dodatek ty go jeszcze uczyniłaśwtórnym i bardzo nieświeżym. Zwłaszcza, że nienawidzęPrzedszkola Pod Wesołym Patronatem Porąbanego Jak Drewno Na OpałPottera. Za długie na dyplom za zasługi, wiem.



Czytelność, obrazki 1/5
Tylko za kwiatowy wzorek. Za czcionkęwielkości mikroba huknę, stuknę, dziabnę. Zawiśniesz i podyndaszsobie na jakimś drzewie. Ty myślisz, że co? Że ja tylko wyczekujęna moment, żeby użyć swojej wielgalachnej lupy do czytania?!



Dodatkowe punkty 0/10
Nie ma żadnego, nie zasłużyłaś,idę ziewać dalej. Adieu.



Podsumka
13/60 – mierna, moja droga. Niestety,tak to jest, jak się włoży minimum wysiłku i pasji w to, co sięrobi. Nie ma co płakać po spartaczonym blogu.

niedziela, 5 września 2010

(654) zwierzenia-aniola



UWAGA! Przed przeczytaniem poniższej oceny skonsultuj się z grabarzem lub grabarzem, gdyż tekst pisała Ciocia Anix w stanie silnego PMSa. Gwarantowane skutki uboczne, trwały uszczerbek na zdrowiu, wszystko jedno którym (i tak wydasz majątek na leczenie) lub nawet zbawcza śmierć.
Nie.
Mam PMS. Nie jestem humanitarna.
W tym oto stanie zamierzam zmieszać z krwią i błotem oraz doprawić mchem i podściółką leśną bloga zwierzenia-aniola. Tym lepiej, bo jak osiągniesz zbawczą śmierć, to anioł ci się pozwierza.


Pierwsze wrażenie 0/10
Adres. Pff. Adres jak adres, co krok się o podobny potykam i nawet już jakoś szczególnie nie rzucam mięsem. Inwencję twórczą zostawiam na swoje chore wypociny.
Nie powaliłaś mnie kreatywnością i do tego wprowadziłaś w błąd. Już, o zgrozo, myślałam, że to jakiś pamiętnik a'la "rano wstałam, ubrałam się w setkę dziwnych ciuchów i poszłam do szkoły, a po niej do Agniesi i wokle było gites". Grunt, że nie jest "gites". Belka - nędza. Wysiłek minimalny, efekt możesz sobie wsadzić w spodnie, ładnie ci uwypukli tyłek. Drogie dzieci, jeśli nie macie weny twórczej na wymyślenie lepszej belki niż powtórzony adres bloga, to proszę, natychmiast zabierzcie swe tłuste paluszki od klawiatury i zajmijcie się hodowlą chomików dżungarskich, lub dzierganiem swetrów na szydełku.
Tło - znośne. Nieważne, że wybrane ze standardu, bo po co się wysilać na coś lepszego. Walniem, Jadźka, pierwe z brzega, niech motłoch cieszy ryja, że cokolwiek dostał. A mogłam zostać striptizerką w nocnym klubie, zamiast tu oceniać, przynajmniej potańczyłabym trochę, zamiast psuć sobie dobry smak...
Na widok nagłówka parokrotnie zdjęłam i założyłam okulary, najpierw swoje, potem mojego faceta (ja mam minusy a on plusy, fajnie, nie?), na koniec dla pewności pożyczyłam jeszcze bryle mojego sąsiada. To ma być nagłówek? Kpisz, czy o drogę pytasz, bo się nie orientuję? Opcji kafelkowania ci chyba magicznie nie wyłączyło, bo nie sądzę, żebyś sama miała ambicje zadbać o to, żeby gdzieś z boku ekranu nie straszyło wyrwane z kontekstu anielskie skrzydło. Trochę psychodelicznie to wygląda.
Pojęcie o grafice to ty masz takie samo jak ja o zawiłościach politycznych Tadżykistanu w XII wieku przed naszą erą. Czyli żadnego. Okej, jestem średnio widząca, ale nie aż tak, żeby mi walić czcionkę jak dla strasznej pani. To, że jestem Ciotką nie oznacza, że masz mnie dyskryminować i wypominać mój zaawansowany wiek.
Dwukolumnowiec. Byłoby ogólnie cacy, ale nie jest cacy. Bo już na wstępie zabiłaś mnie tekstem "O szanownej autorce". Zmieć na "ałtorce" i się zrozumiemy. "Szanowna" to jest adresatka na liście. Sprawiłaś tylko, że PMS ugryzł mnie w... nieważne w co, ważne że.
Dobry Boru, a już myślałam, że wszystkie dzieci wyrosły z księgi gości. Nie wyrosły, nadal nią straszą... dziękuję tylko Allahowi i przyjaciołom z zielonego lasu, że nie masz kalendarzyka, bo chyba bym postawiła na tobie satanistyczny krzyżyk i skrzyknęła znajomych metalowców, którzy lubią msze. Takie z domieszką czerni.
Możesz mi zdradzić, po ki cholerę ci ramka z archiwum, skoro walnęłaś pod treścią bloga szeroką? Ludzie to mają kiełbasę zamiast mózgu...
Ogólnie jak na mój gust, to pierwszego wrażenia w ogóle nie robisz. W moich oczach blog wygląda syfiasto i przeraźliwie dziecięco, ale sama wyjaśniasz, że masz trzynaście lat.
Chyba za dużo wymagam od współczesnych szóstoklasistów i świeżo upieczonych gimnazjalnych kanarków...
Nagłówek 0/5
Ponownie wyrażę swoje jadowicie uprzejme zdziwienie. TO jest nagłówek? Urwane anielskie skrzydło sprawia raczej makabryczne wrażenie, ale są amatorzy takich widoków. Obrazek niby dopasowany do adresu i belki bez polotu, oraz kolorystycznie do tła twojej sieciastej komórki na miotły, ale i tak za bardzo się odcina i wygląda badziewnie.
Treść 0/10
A teraz ta część programu, po której większość uczestników biega nago po ulicach tylko po to, żeby jak najszybciej dostać się do odpowiedniego specjalisty i to na koszt państwa.
Drodzy szanowny użytkownicy Opieprzu. Za chwilę mogą nastąpić sceny drastyczne. Dzieciom zaleca się opuścić stronę i włączyć sobie Krecika albo najeść się Krecika, młodzieży od lat trzynastu zaleca się robić STARANNE notatki z tego, co Ciocia tutaj zamierza wyłożyć.
Opowiadanie. Zacznę od tego, że opuszczone w czerwcu. O, mamo... dlaczego mi się dostaje coś, co umarło i teraz brzydko pachnie...?
"Prolog."
Jak miło. Cierpisz na niezwykle popularną chorobę "wielokropiec plamisty", która jest zaraźliwa u dzieci i osób z nadwrażliwością na patos i romantyzm. Egzaltacja zabiła mnie i wyssała moją duszę, z żalu wyszłam z siebie i stanęłam obok.
I zadaję sobie to samo pytanie, które wykrzykuje w myślach twoja bohaterka:
DLACZEGO?!
Khym. Olej, Ciotka, olej, a nie masło. Leć dalej, nie daj się, wierz, że ludzie się zmieniają a wielokropki znikają...
"1. Zagubiona."
AAAAA!
LEKARZA! KOGOKOLWIEK!
*płacze straszliwie, dając upust złym emocjom*
*dodatkowo wali łbem w ścianę, oczekując terapeutycznych skutków*
To... To koniec! Ja już nie mogę tak występować! Nawet mój PMS się poddał przy twoich krótkich szczekliwych pierwszych zdaniach i niezwykle mało barwnego opisu gwałconego gdzieś w ciemnym zaułku anioła. Który, nadmienię, właśnie został wywalony z Nieba za cośtam, czego nie chciało mi się zapamiętywać, o ile w ogóle się pojawiło. Anioł zszedł, z zaułka wyprowadził ją kolo w skórze, zgwałcił niezwykle beznamiętnie, po czym założył skórę i zostawił.
Wiedz, że ten kolo zgwałcił także mnie, kota sąsiadki, naszego dzielnicowego i pana magazyniera z Biedronki. Jest poszukiwany w Bytomiu za handel nielegalnymi rękawiczkami z dzianiny. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie najbliższy psychiatra 24h, niech jak najszybciej wyśle mi sowę pocztową z adresem i telefonem. Wódka mile widziana.
BOJĘ się kolejnego rozdziału.
"2. Omamy."
Na chwilę obecną tytuły twoich pseudorozdziałów doskonale opisują to, jak ja się czuję. Zagubiona byłam, jestem, i nie czuję się na siłach, żeby się szukać, a teraz mam omamy. Wielokropiec plamisty atakuje różne części twojego nędznego literacko i ubogiego wyobraźniowo tekstu. Koszmar bieżącego września właśnie mi się objawił. Dawno nie babrałam się tak głęboko i depresyjnie w błocie mojego JA, rozpamiętując chwile, kiedy to huśtałam się beztrosko z mamą na huśtawce i nie przeżywałam szoku na widok takiej onetowej masakry literackim badziewiem.
Niech mi ktoś zresetuje mózg, albo ten wyrób mózgopodobny w opakowaniu czaszkozastępnym!
No nie.
Jak ją znowu ktoś zgwałci, to ja zgwałcę kogoś. I będzie tyle z tego, że się wkręcę w kryminał.
"3. Niebo"
Nie. Nie dam rady. Zaraz poderżnę sobie gardło kartkami świeżo skserowanych materiałów z matmy. Ciągi arytmetyczne zaleje krew, po drodze jeszcze z dzikim wrzaskiem nakarmię psa sąsiadów, odśpiewując amerykańskie pieśni ludowe.
TO BYŁO STRASZNE.
Ja nie chcę, ja byłam grzeczna, dlaczego dostałam taki łomooot... *szlocha*
Ortografia i poprawność językowa 1/10
Bo otografię poprawia ci word, czy w czym tam pisałaś to coś. Reszta jest do dupy. Pozwól, że już NIC nie powiem, bo zwymiotuję kulturalnie ci na buty, zupełnie jak McLaggen Snape'owi na przyjęciu i Slughorna.
Układ 0/5
Bo wszystko wygląda jak wysypisko w Radiowie. Szczerze? Powinnaś chyba trochę pobiegać po lepsiejszych blogach i dopiero za jakieś trzy lata jak się już ich naoglądasz aż do obrzydzenia zabierać się za swojego.
Temat 0/5
Bez komentarza, bo się zdenerwuję i zacznę jąkać.
Obrazki, czytelność 0/5
Naćkana czcionka jakichś dzikich rozmiarów, wykafelkowane coś, co parodiuje nagłówek, bezsens i bezguście. Idę łyknąć czegoś mocniejszego. Przez ciebie będę się moczyć w nocy i lunatykować!
Dodatkowe punkty 0/10
Link do Opieprzu cię nie uratuje. Nie dam ci punktów za nic. Zniszczyłaś mi dzieciństwo, zatrułaś je jadem swojej psychozy i wizji gwałconego anioła w pierwszym rozdziale, jeśli to nie świętokradztwo nazywać ten smark twojej jaźni rozdziałem. Zgiń. Przepadnij.


Podsumka
1/60 - niedostateczny
Jesteś podła. A Cioci Anix puściły już całkiem nerwy i z tego wszystkiego sie poryczałam. Dzięki. Myślałam, że po 10 godzinach lekcyjnych w szkole (trzy technologie, trzy polskie, trzy matematyki i historia - TAK, w sobotę!), dwóch kolejnych spędzonych w sklepie, bo oczywiście kolejki przypominają mi te za peerelu i stresie po tym, jak usłyszałam, że mój facet miał stłuczkę samochodową się trochę odstresuję i uspokoję.
Nie.
Ja się rozryczałam jeszcze bardziej.
Idę zapalić. A potem spać. A potem przeszukam książkę telefoniczną, znajdę cię i rozwieszę na okolicznych krzakach w charakterze girlandek i lampek choinkowych.

sobota, 4 września 2010

(652) nie-pozwol-mi-zasnac-yaoi



Sąd Najwyższy pod czujnym okiem Cioci Anix w roli Sędzi Anix Bezlitosnej zaprasza przed swe oblicze autorkę bloga nie-pozwol-mi-zasnac-yaoi. Się, tego, będzie działo. Error, adwokata ci nie dam, broń się sama, byle nie sztućcami!


Pierwsze wrażenie 9/10
Khuu. Adres bloga tasiemcowaty, nie do spamiętania bez przypomnienia w telefonie bądź na posticie. Długo, nudno i bez polotu. Ha. Zupełnie jak adres mojego bloga! YAOI! *pisk fanki homo* Belka... hmmm... ale że osochosi...? "Gdy nie miałem już nic do stracenia, dostałem wszystko-SasuNaru Yaoi". Wierz mi, nie zasnę, sen mi z powiek spełza, kiedy widzę brak spacji przed i po myślniku.
SasuNaru? Borze Zielony, czy ja ci za mało na tacę dawałam, żeś mi nakazał czytać bloga z fandomu Naruto, którego BAJDEŁEJ nienawidzę?
No nic, jakoś przeboleję.
Wita mnie przyzwoity kolorystycznie blog. Ave, zmyśle estetyczny autorki! Co prawda już sam widok ust Sasuke i Naruto mnie odstrasza, ale to moje prywatne rzyganie do kibelka, nie cierpię tego kolesia z wąsami z kresek. Motyw kwiatowy po prawej jest piękny. Podaruj mi go na Gwiazdkę, a jestem twoja po grób i jeszcze głębiej.
Zjeżdżam niżej i... wow, tym razem to już jak u cioci w Kanadzie! DWUKOLUMNOWIEC! Jednak Bóg się ulitował, dałam dodatkowego kapselka na tacę i dostałam wreszcie coś normalniejszego! Świetne wrażenie robi wiersz po prawej, wygięty zupełnie jak w szkle powiększającym. Mniam. Obrazek nad nim też niczego sobie, ale, jak już nadmieniłam, nienawidzę facjaty dzieciaka z kreskami na pysku.
Co my tu mamy... Menu, staty, uniwersalna, blog, szeroka. Czarne tło, jasnoniebieskie pastelowe wypełnienie. I to mie sie podobuje! *zajechało gwarą* Takie pierwsze wrażenie to ja chcę ciągle i wciąż i jeszcze raz!
Nagłówek 4/5
No mniodziaśno. Wpasowany w resztę szablonu, ładnie skomponowany i kwiatowy wzorek, któremu wystawię pomniczek ze spiżu. Cycacik... TFU, cytacik po prawej też niczego sobie. Nie jakiś ciężkostrawny *powoli witam się z dietą*, a nawet z lekka zabawny. I prawdziwy. Gdyby to tylko nie był Naruto w tym nagłówku, miałabyś maxa. No, ale masz prawie maxa, a to jakieś ogromniastej różnicy nie robi, nie rozmieniajmy się na drobne, cholera.
Treść 4/10
Wprowadzenie.
Cóż, składnie zdań poprawne, orty pasą się z dala od twojego ogródka, ale przecinki to już wyraźnie cię nie kochają. Nie karmisz ich, dziewczyno. Osobiście też cię zabiję za brak możliwości przekopiowania odpowiednich fragmentów, ale to później, bo na razie muszę się na ciebie pownerwiać. Nie będę przepisywać tego wszystkiego ręcznie, czy ja wyglądam jak sekretarka prezesa?!
Okej, krótko wyjaśniłaś, dlaczego blogaś powstał i szaleje w necie. Jadziem dalej.
Rozdział I
AAAA! Twoja interpunkcja mnie gwałci! Brutalnie! To boli. To tak boli, że jak cię dopadnę, to cię... a, nie będę ci tutaj grozić, to ponoć karalne. W każdym żech razie twój stosunek do przecinków jest zbyt lekki. Zapamiętaj, dziecko, niech ci to ugrzęźnie gdzieś między zwojami, że nie stawiamy spacji PRZED przecinkiem, tylko PO nim. Proste. Poza tym brakuje ci ich w wielu miejscach, pokażę ci... a nie. nie pokażę, bo radośnie zablokowałaś mi tę możliwość.
Czytam dalej.
Wciągnęło? Nie. No, ale to może dlatego, że fandom boli mnie bardziej niż twój lekceważący stosunek do interpunkcji. Czy też z interpunkcją, bądźmy nieprzyzwoici, to takie modne przecież. Piszesz przeciętnie, bez polotu i przelotu, zaraz zerknę w rozdział kolejny. Miejmy nadzieję, że nie wyjdą z traumą na twarzy i w majtkach...
Rozdział II
Przecinków nadal nie kochasz, może chociaż pokochasz jakąś betę, która się na tym zna? Przed i po myślniku spacja, jeżeli zdanie z mowy niezależnej kończysz kropką, znakiem zapytania, jakimkolwiek interpunktorem, serduszkiem, łotewer, to już po myślniku kończącym mowę niezależną piszesz z wielkiej litery. Zrozumiałaś, co napisałam? Bo ja nie do końca, ale moje IQ jest mniej więcej na poziomie średnio rozwiniętej ziemi z doniczki, nie przejmuj się.
O Borze. Twoje opisy wyglądu Sasuke mnie załamały. Obarczę cię rachunkiem za terapeutę, pralnię (obsliniłam z tej traumy spodnie) i naprawę laptopa (ocharchałam sokiem klawiaturę). Onyksowe tęczówki, kruczoczarne włosy, porcelanowe policzki?!
*jebudu*
A teraz dojdzie ci jeszcze rachunek za kręgarza, bo spadłam z łóżka na glebę. "Sasuke mógłby muskać bladymi wargami tę opaloną szyję...".
Nie. Nie zdzierżę. Nie zdzierżę i się zapłaczę. A szablon nie zapowiadał takiej traumy!
Niemniej jednak przez dwie obowiązkowe notki jakoś przebrnęłam. Nie wciągło, przyprawiło o ból głowy i kilku innych części ciała, po kontakcie z podłogą. Wszytkiemu winny rozbuchany styl, egzaltacja i te przeklęte przecinki, po których nadal się ślinię z przerażenia.
Ortografia i poprawność językowa 4/10
Ortografia okej, poprawność w miarę poprawna, ale przecinki to ty wybitnie masz w butach. Albo wynajmnij sobie betę, ale naucz się, gdzie przecinki się stawia, a za które możesz dostać łomot w ciemnym zaułku. I zapamiętaj, spacja PO a nie PRZED przecinkiem, spacja PRZED i PO myślniku.
Amen i Ramen.
Układ 5/5
Prezes jest zadowolony, prezes chce kawy i ciacha. Jest czysto, schludnie, dwukolumnowo i w ogóle orzeszki. Nic nie tykaj, zostaw jak jest. Nie trza psuć.
Temat 2/5
W sumie mogę cię pokochać tylko za to, że to yaoi. Mogę? Nawet jak nie mogę, to i tak cię za to kocham. Co prawda nienawidzę Naruto, ale gejów kocham miłością wielką i nieprzebraną, chyba jednak bez wzajemności... Trochę żeś mnie zawiodła tą interpunkcją, ale cóż, nie może być za dobrze. Wiedz jeno, że to mnie jednak odstraszyło od dalszego czytania, bo jeszcze przydarzy mi się wtórny analfabetyzm, a to niezbyt słodkie rozwiązanie.
Czytelność i obrazki 4/5
Bo te przecinki psują wyidealizowany, wręcz utopijny wygląd blogasia. Czcionkę masz taką, że tylko się na nią radośnie i debilowato gapić, śmiejąc się do samego siebie, że ktoś mnie jeszcze kocha na tym świecie, obrazki posiadasz w wystarczającej liczbie, a wiersz z boku (twego autorstwa, jak mniemam) wygląda świetnie. Lupka, czy insze szkiełko - nieważne. Efekt zajebisty, poproszę jeszcze jedno ciacho!
Dodatkowe punkty -5
Podpadłaś. Nie ma linka do Opieprzu, nie ma zabawy. Pff. A było już tak miło, tak fajnie. Musiałaś zepsuć. PFFF.


PODSUMKA
27/60 - dostateczny. Gdyby nie ten link, miałabyś dobry. I dupcia blada. Sama sobie podcięłaś żyłę.

czwartek, 2 września 2010

(649) dziewczyna-wilkolaka



Dzisiaj pod pod nóż i widelec Cioci Anix, która to szykuje się do wielkiej diety, mającej na celu zniszczyć jej zdrowie, zęby i żołądek, trafia niejaka Immortal, czyli dziewczyna-wilkolaka. Szykuje się niezłe żarło, bo jak dziewczyna, to na bank dziewica (świeże dziewczęce udko, mniam!), a jak wilkołak, to na bank smakuje jak kurczak!

Pierwsze wrażenie 7/10
No, no, Ciotce z wrażenia sztućce wypadły. Oprócz tego, że adres w miły sposób krótki i rzeczowy, to na dodatek w nagłówku wita mnie jakaś laska z włosami do ziemi. Co prawda zbyt modelaście wypadła na tym foto, ale dzisiejsza młodzież lubi takie pozy(cje?).
Belka jednak kopnęła mnie w żołądek. O, bogowie i ich służalcze demony… Apostrof zaczyna dziwne, wyrwane z kontekstu zdanie, ale go już nie kończy. „Nie mogłabyś uwierzyc własnym oczom…”. Owszem. Nie mogłabym. NIE MOGĘ. Bo to zdanie po prostu działa mi na nerw w mózgu, irytuje mnie i sprawia, że mam ochotę zakrzyknąć gromko: „Na stos z twórcą tegoż zdania, na stooos!”.
Nie zakrzyknę, ponieważ gdyż ja jeszcze nie mam ochoty znaleźć się w zakładzie zamkniętym, a to na pewno by nastąpiło bardzo szybko, bo moje sąsiedy zawsze chętnie zadzwonią po żółte autko z panami, którzy mają twarzowe kaftaniki pod fotelami.
Kolorystyka nie wali po oczach. Nobel dla tej pani! Szablon całkiem do rzeczy, tworzy ładną spójną całość. Czcionka byłaby plastik fantastik, gdyby nie to, że już od progu straszy mnie jakiś oczojebnie niebieski wytłuszczony druk. Na brązowy stonowanym tle.
Zginiesz.
Marnie.
Układ nie zachwyca. Znowu jednokolumnowiec, znowu minimalizm i ascetyzm. Grunt, że szeroka jest!

Nagłówek 3/5
Tak przyglądam się tej lasce z nagłówka, przyglądam i z każdą kolejną sekundą kontemplowania jej pozycji zaczyna uwierać mnie to, że ona nie wygląda zbyt naturalnie. Mam wrażenie, jakby jej prawa ręka, niby oparta o kolano, wcale nie pasowała do reszty ciałą. Zresztą ona w ogóle wygląda jak usadzona kukiełka, jakoś tak po chwili zachwytu zaczynam się zastanawiać ile jej zapłacili za takiego wygibasa na resztkach okna. Mniejsza o większość. Źle nie jest, pierwsze wrażenie zrobiłaś niezłe.

Treść 3/10
Opowiadanie. Jee. No to wio, lecim na Szczecin, prolog czeka!
Prolog okazał się być smarknięciem. Flegmiastym smarknięciem, prawie żywcem zdartym z tego przeklętego Zmierzchu. Nie interesuje mnie, czy czytałaś. czy nie, czy splagiatowałaś, czy nie, czy masz równie porąbaną wyobraźnię co Meyer – za krótkie i za bardzo zionące brakiem pomysłu na coś oryginalniejszego niż jęki nastolatki zakochanej w jakimś frajerze. Mam mhrok, mamy las i suszę w podściółce, mamy chorą wyobraźnię laski i jej egzystencjalny jęk w stylu „ajlawju, Majkel, ja zawsze ciebie będę ajlawiu, nawet jeśli ty mnie nie będziesz ajlawju”. Amen. Laska sobie idzie, end. A to wszystko w paru kiepskich zdaniach.
„Holly samotnie stała pośrodku ogromnego lasu.” – Chyba by było lepiej gdyby ona stała samotnie, przynajmniej nie przygniatałby jej ciężar gramatyki w tym zdaniu.
” Pomimo okropnych okoliczności, dziewczyna nie okazywała strachu, który tak naprawdę wcale nie złapał ją w swoje sidła.” – Nie złapał JEJ w swoje sidła.
Ech.
Przeszłam do pierwszego rozdziału.
I kompletnie odpadłam od ściany, bynajmniej nie z zachwytu. Piszesz dziwnymi zdaniami, ciężko nawet określić jakimi, na dodatek wieje z nich NUDĄ. Parę razy usiłowałaś być zabawna, niestety – dowcip jakoś nabzdyczył się w kącie i odmówił współpracy. Gdzieś mi mignęły powtórzenia. Styl mocno dziecinny, mam niejakie wrażenie, że dopiero zaczynasz pisać. A pisz, dziewczę, ile wlezie, ale może najpierw naucz się chociaż trochę, zanim zaczniesz to rzucać do netu?
Generalnie opowiadanie nie wciągnęło mnie w ogóle, toteż z trudem zmęczyłam wymagane dwie notki.
Nie. Nie będę się katować dalej, masz za tę próbę pisarstwa u mnie trzy punkty na dziesięć.

Ortografia i poprawność językowa 3/10
O ile ortografia u ciebie jest miarę ludzka, to znaczy nie pieprzysz od rzeczy i nie tworzysz nowomowy słownikowej, o tyle poprawność językowa chodzi o dwóch kulach. Tworzysz dziwne zdania, z których wypływa jeszcze dziwniejsza treść. Szkoda czasu i atłasu na przytaczanie ich, bo musiałabym przekopiować trzy czwarte twojego pierwszego rozdziału.

Układ 1/5
Na widok jednokolumnowców odbija mi się poranną kawą i wczorajszą parówką. Serwujesz nagłówek, statystykę, blog, szeroką i jakieś creditsy, jakby już „napisy końcowe” nie mogły ci przejść przez palce.
Niby czysto, a jednak nienawidzę takiej sterylności.

Temat 1/5
Opowiadanie. Z adresu wnioskuję, że główna bohaterka zostanie nawleczoną jakiegoś wilkołaka. Sorry, chyba nie dobrnę do momentu, w którym ona się zakochuje w rzeczonym kolesiu, bo już z daleka mi to śmierdzi Zmierzchem czy innymi mrokami amerykańskiej pseudoliteratury młodzieżowej. Sam temat niezly, ale potraktowałaś go jak brudną ścierę – bez polotu i przepierki.

Czytelność i obrazki 2/5
Pusto. Moje wprawne oko nałogowego wzrokowca stwierdza, że nic nie stwierdza oprócz nagłówka. Ani mnie to ziębi, ani mnie to grzeje. Nie ma nic, na czym można by zawiesić oko. Sam nagłówek wiosny nie czyni, niestety. Twoje szczęście, że mój astygmatyzm polubił twoją czcionkę, za to plus. I tyle.

Dodatkowe punkty -5
A link do Opieprzu to pewnie zaginął w tej przesuszonej podściółce leśnej razem z uciekającym psem o dziwnym imieniem. W takim razie pozdrów te pięć punktów, które zwiały razem z nimi, maj dir.

Podsumka
15/60 – dopuszczająca. A miało być tak pięknie…

środa, 1 września 2010

(648) zakiaart



Ciocia Anix przeszła koszmarne turbulencje życiowe, skopała kilka/naście/dziesiąt/set (?) spraw i zawaliła na całej linii jeśli chodzi o ocenianie.
Kajam się, jak zwykle robię za czarną owcę. Nie mam do nikogo oprócz siebie samej dzikich pretensji, że w końcu zacna Meei pokazała mi drzwi. Na szczęście człowiekiem jest i dała żech mi drugie szanse. Całe szczęście, że oszczędziła mi wstydu i nie wrzuciła mnie do stażystów. Chyba bym SPŁONĘŁA.

Mniejsza o większość, jak widać Ciotka wróciła i właśnie dzierży w zgrabnych paluszkach tasaczek. Tasaczkiem owym pokroi sobie na kolację warzywka i bloga niejakiej Zakii czyli zakiaart.

Pierwsze wrażenie 7/10
Adres zakiaart.blog.onet.pl. Hmę, ćfę. Co prawda krótko i węzłowato, ale niestety, do najprostszych to twoje cudo nie należy. Belka lakoniczna i krótka jak spódniczki pań spod latarni, ale, zaiste, bardzo mi się podoba. „Zabawa w sztukę”. I tyle. I żadnych błędów, żadnych ckliwych frazesów, jasno i na temat. Yo. Tak to ja lubię!
Wita mnie wszechobecna szarość i… wow, jak u wuja w Ameryce! Nagłówek zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Szacun, młoda, szacun. Ciocia z wrażenia odstawi tę miseczkę ryżu z warzywami, który właśnie pochłania pałeczkami. Tylko ten napis na dole nagłówka mógłby być nieco bardziej widoczny, co?
Ogólnie cały zakątek jest prosty, ascetyczny do bólu. Nędza jakaś, bo tylko nagłówek, treść, statystyki i szeroka. Uniwersalne coś zeżarło. Niech to coś je wypluje, byle z dala ode mnie!

Nagłówek 4/5
Łiii! Jak kolorowo, jak fajnie, cudownie…! *Ciocia Anix w długiej kiecce hula radośnie w parku, tarzając się w liściach*
Nagłówek naprawdę niesamowity, masz u mnie szacun Ciotki w długiej kiecce – jest radośnie, chociaż trochę tajemniczo i intrygująco. Z lekką nutką dekadencji.
Tylko ten napis *jęczy męczeńsko*! Zróbże z nim coś, cholera, bo prawie go nie widać!

Treść 0/10
No i dupa. Bo tu nie ma co oceniać *Ciocia nalewa sobie mineralnej niegazowanej i siorbie ją w zastępstwie dotąd niezastąpionej herbatki*. Co my tu mamy… Trzy posty z czego jeden to LINKI. Się nie wysiliłaś za bardzo. Po jakiego malarza zakładać bloga przed wakacjami tylko po to, żeby go zawiesić na czas urlopu?
Popieprzone jak moje warzywka *ale Ciocia ma podniebienie z azbestu, trochę tylko zionęła ogniem na samym początku*.
No dobra, jadziem traktorem, Ciotka *przysiada swojego fałda spódnicy i przygląda się jak sroka pierwszemu postowi*.
I wsio jasne. Zwracam honor w różowym papierku. Nie zakładałaś nowego bloga, jeno pokasowałaś stare notki, zostawiając tylko to nędzne coś. Generalnie niewiele z pierwszego wpisu zrozumiałam, ale nie martw się, to może tylko ja jakaś opóźniona jestem. A już to zdanie zrobiło mi wodę z tego mojego jednego zwoju mózgowego, którego sobie namiętnie hoduję i nawet raz na jakiś czas podlewam:
„Oczywiście różne inne rzeczy też tu mogą z krzaka wyskoczyć, a wyskoczyć tu może praktycznie wszystko. No dobrze – PRAWIE wszystko.”
Sens poszedł podziwiać spódniczki pań spod latarni.
Drugi post, nie ukrywam, również mnie nie zaciekawił. Rysunek. Yee. Fajnie, rysunek, podniecam się niezdrowo przez minutę. Mniej niż minutę. Rysunek twojego autorstwa, tak przynajmniej wywnioskowałam. Brawo ja. Mój geniusz ŻONCI. Do obrazka nic nie mam, szanuję twe talenta manualne *Ciotka ledwie ołówek umie w ręku trzymać, więc podziwiam każdego, kto potrafi narysować coś poza kółeczkiem i kilkoma kreskami, co ma przedstawiać człowieka*, niemniej jednak ZAMULASZ. Przynajmniej jak na mój mocno wyrafinowany i wysublimowany gust literacki. Walnęłaś tekst piosenki i myślisz, że ma mi to wystarczyć. Be. Nie wystarcza. Napisałaś, że do pierwszego sierpnia emigrujesz na wakacje. Mamy pierwszego września i co? Nico z przewagą nica, bo nie raczyłaś odświeżyć bloga. Tyle z twoich zapewnień, że reaktywowałaś zakątek sieciowy.
Amen.
Nawet nie mogę powiedzieć, że masz tu przerost formy nad treścią, a tak chciałam użyć tego zdania. Tu nie ma ani formy, ani treści, niezdedy, no. Wieje nudą, ale to może z mojego otwartego okna. Zaraz mi napada do mieszkania i tyle będzie z tego wszystkiego *fatalizm mode on*.

Ortografia i poprawność językowa 3/10
Jak u Kononowicza – nie ma nic. Ortografii nie pogwałciłaś, bo niewiele tu jest do pogwałcania, ale w paru miejscach zastanawiam się, o co ci właściwie kaman. Zdanie, które mnie zafrapowało masz w poprzednim kryterium, nadal, cholera, nie łapię, o co ci mogło w nim chodzić. I nie wiem, czy chcę wiedzieć.

Układ 1/5
Pusto, szaro, tylko nagłówek wygląda fajnie. Brakuje tu czegoś, co by pokazało, że blog żyje. Jest, jak już wspomniałam, tylko on, treść, statystyki i szeroka. Linki w poście pierwszym. Nie podoba mi się to, wybredna żem jest. Wybacz.

Temat 2/5
Rysunek i malarstwo. Jak na razie nie ma czego oceniać, ale sam temat uszedłby w tłoku, gdybyś wzięła się za się i zaczęła dbać o bloga. Bo z tego można zrobić COŚ. Więc ZRÓB COŚ Z TYM!

Czytelność i obrazki 2/5
Trochę za szaro, ale przynajmniej mój wzrok cię kocha. Czcionka czytelna, nie muszę ślepić w ekran. Za to masz u mnie porcję warzywek, uzbrój się w wodę, bo nieco ostre, ale dobre. Jedyny obrazek jaki stanowi wygląd bloga, to ten uroczy nagłówek. W treści pojawił się też art twego autorstwa, Ciocia bije ci brawo, bo sama nie narysowałaby czegoś takiego.

Dodatkowe punkty 2/10
Bo masz linka do nas i gratulacyjnie, za talenta manualne. Ładnie rysujesz.

PODSUMKA
Masz 21/60 punkciszy. Załapałaś się na biodegradowalną torebkę z tesco i gratis dodawany do gazety wyborczej. Wpasowałaś się idealnie w dostateczną. Ciesz ryjka, trója dla studenta to jak dwója dla licealisty. Żaden szczyt, ale przynajmniej męczyć się na poprawkach nie musisz!
Wody? :D

piątek, 9 kwietnia 2010

(583) werson



Po pewnej chwili wytchnienia powracam. Z powodu braku wygód podczas siedzenia przed komputerem ocenę tworzyłam długo. I pisałam stopami. Bo ten stolik jest naprawdę za niski…
Werson wybieram Cię!

Pierwsze Wrażenie 2/10
Słowo Werson i mój umysł zaczyna bawić się w skojarzenia. Werson = wers = strofa = refren = piosenka = kit = pszczoła = żądło = złośliwość = krytycyzm = Opieprz
I tak oto udowodniłam, że koło zawsze zatacza krąg, a Opieprz wszędzie wtrąci swoje trzy funty. Jednakże skojarzenia same w sobie nie były zbyt wyszukane, tudzież piękne. To dlatego, że mój umysł nastawił się na przeciętny pamiętnik z fanowskimi wstawkami i super-sweet słówkami. Normalny szary dzień oceniającego. W takim razie zobaczmy, z czym mam przyjemność i zakończmy tę pogadankę. To nie godzina wychowawcza. Ani też WOS.
Zaczynamy belkę, którą chyba będę musiała rozłożyć na czynniki pierwsze. Początek to apostrofa, czyli nieme nic. Nigdy nie pojmę tego fenomenu. Później następuje cytat o miłości po angielsku (i chyba się cieszę, bo nie chciałabym spotkać się z tym zdaniem po polsku; po prostu cót, miut i orzeszki). Następnie ponowna apostrofa. Nieme ma być tylko e, czy też całe love? Jako, że nie jestem w stanie rozwiązać tej zawikłanej zagadki przejdę dalej, czyli przestudiuję poziomą linię, barwy białej leżącą na niższym poziomem. Rozumiem, że nawiązujesz do klepisk w starych domach naszych prababć? To całkiem oryginalne i nietypowe, ale jestem jednak na nie. Blog i klepisko nie mają ze sobą nic wspólnego. Końcówka to adres Twojego bloga, który jest nie dość, że bezsensu to jeszcze zbyt wyreklamowany. Po prostu dno. Ta denniejsza odmiana.
Nagłówek. Nie, nie mam na to siły. To będzie niżej. I dużo.
Kolory? Ładny kolor szarości i paskudny brudny, podpalany beż. Nie wiem, co ludzie zwykli widzieć w beżu, ale według mnie to najbardziej mdły kolor jaki stworzył Bóg. Dwukolumnowy układ. Małe literki. Nie byłoby źle, gdyby nie…

Nagłówek 0/5
Na bokobrody Merlina i podwiązki Morgany! (Ostatnio Merlin spędza dużo czasu z Morganą i jej podwiązkami- są niemal nierozłączni). To, co stworzyłaś nie mieści się w żadnej skali. Niczego. Ta dziewczyna na pierwszym planie (Tak. Ta z podartymi spodniami i ustami, jakby się żyletką potraktowała) przypomina mi bohaterkę skandalu z Rosji zwaną Czarną Wdową. Zgwałciła ona dwudziestu-iluś mężczyzn nim ją złapali. Ta osoba w tyle to Panasewicz w młodości? Bo podobny jak dwa piksele. Do tego jakieś motylki, ptaszki i kostki. Jakiś ukryty kod, czy coś? Lubię zagadki, więc pobawiłam się w odszyfrowanie tego-tego. Zastanawiałam się, co chciałaś wyrazić przez te obrazki. Oto, do czego doszłam: Ten konar jest taki podsuszony, czyli coś umiera, podupada w Tobie- nadzieja? Kości to gra, chęć wygranej, symbol dobrej passy. Niezbyt pasuje do uschniętej gałęzi. Motyl to piękno, przemiana, zmiana w życiu. Gawron (wydaje mi się, że to gawron, ale ornitologiem się nie nazwę, po prostu często widuję te ptaki) to często mylony z krukiem ptak, przez co jest z nim utożsamiany. Natomiast kruk, to zły omen, symbol śmierci, kradzieży, samotności. Podsumowując: jest coś, co w życiu wygrywasz, tudzież wygrałaś, jednakże nie napawa Cię to radością, wręcz przeciwnie Twoja nadzieja podupada. Chcesz zmienić coś w swoim życiu, bo inaczej może być źle.
Na Merlina, czuję się jakbym złamała szyfr enigmy. A tak nawiasem mówiąc to nie ma żadnego sensu, a Ty wstawiłaś w nagłówek byle co i myślisz, że jest ładne.
Chyba właśnie pobiłam swój rekord w omawianiu jakiegoś nagłówka. Czuj się zaszczycona.

Treść 2/10
Niech Merlin ma mnie w swej opiece, bo po tym nagłówku to trochę się obawiam Twej twórczości własnej. Mam dziwne wrażenie, że to wypali mi oczy w oczodołach i, z przerażenia pęknie mi serce w sercodole. Czy jakimś tam worku… Kogo to obchodzi? Zacznijmy od:
Jesteś Trucizną
Bo w tym momencie mam ogromną ochotę tak nazwać Twój blog. Dobra, już czytam.
Eee? Że jak? To znaczy.. [pięć minut później: komentarz emocjonalny] Merlinie miej mnie w swej opiece, bowiem właśnie przeżyłam jakiś szok. Co to ma być? Wiersz? Chyba nikt nie jest osobą na tyle zdesperowaną, aby go tak nazwać. I DLACZEGO ten blog był w mojej kolejce? Dlaczego się do mnie zgłosiłaś? Co to ja jestem Ciotka Miłosierdzia, czy Bezguście Totalne? Ty NAPRAWDĘ myślisz, że to-to ma szansę na coś ponad; pomyślmy… Jeden? W tym momencie nie czuję się jak oceniająca, a Osobnik-Pozbawiony-Instynktu-Samozachowawczego. Że też ktoś, coś takiego napisał… [dziesięć minut później: komentarz konstruktywny] Nie mam pojęcia dlaczego to napisałaś. Naprawdę. Kwestią gramatyczno-stylistyczną zajmę się później. Teraz… Piszesz „Nie potrzebuję cię Nie chcę Nie potrzebuję KONIEC.”, aby zaraz dopisać dalszą część. Nie wiem, czy chciałaś podkreślić to, że chcesz skończyć znajomość, czy też za wcześnie napisałaś owe koniec. A w wierszu nie powinnam mieć tego typu rozterek. W wierszu wszystko powinno być żółto na granacie, czyli domyśl się o co chodzi, ale ja w błąd Cię wprowadzać nie będę. Następny błąd, tym razem nazwałabym go rzeczowym: „Jesteś trucizną, której nie da się wyleczyć. Jestem pierwszą osobą chorą na Ciebie?” Jeśli ten ktoś jest trucizną, to nie możesz na niego chorować. To medycznie nie możliwe. Możesz zachorować z powodu jadu kiełbasianego, a nie na jad kiełbasiany. Widzisz różnicę?
Kolejny błąd. Piszesz „Powoli mnie zabijasz, zabijasz mnie swoją trucizną.”, choć wcześniej wspomniałaś „Jesteś trucizną.”. Ten ktoś, albo produkuje truciznę, albo nią jest. Nie możliwe jest to i to. Albo jestem jabłonią, albo jestem jabłkiem.
Następny post to: „Jesteśmy silniejsze niż myślicie”
Cóż w tym momencie moja psychika pokazała, że naprawdę jest silniejsza niż myślałam. Dobra psychika, dobra. Przeczytałam i znów to wszystko definiuje jest: Eee? Co to w ogóle jest? Co Ty, jakąś sektę tworzysz? To się zwie herezje. Wpierw moje pytanie- ile Ty masz lat. Jeśli w utworze pisanym na wzór wiersza piszesz chłopcy i dziewczyny, to ciężko traktować Cię normalnie. Pomijając tę kwestię. Od kiedy tylko dziewczęta się zakochują? Od kiedy mężczyźni wzięli sobie na cel rozkochanie nas? W jakim Ty świecie żyjesz, na Merlina! [To było takie bardzo oburzone Na Merlina] Kobiety owijają sobie płeć brzydką wokół palca, oszukują, flirtują, odrzucają. Robią to co oni, jak nie więcej. Ponawiam pytanie: W jakim Ty świecie żyjesz?

Ortografia, poprawność językowa 3/10
Tak naprawdę nie powinno być tej kategorii jeśli oceniamy rzeczy wierszopodobne. Dlatego na własne potrzeby dziś nazwę ją inaczej:
Poprawność stylistyczna, budowa wizualna i rytmiczna
Piszesz „to twoja wina.”, a później „na Ciebie”. Zdecyduj się jaką literą piszesz zwroty.
„Nie potrzebuję cię” i późniejsze słowa nie mają znaku interpunkcyjnego, podczas gdy cała reszta tak owym się kończy. To błędne.
Nie poprawię interpunkcji – bo to wiersz. Nie poprawię składni – bo to wiersz. Ale logikę mogę jak najbardziej.
„Walczyłam z samą sobą. Nie potrafiłam.” – Jeżeli walczyłaś sama z sobą to potrafiłaś to zrobić. Ewentualnie Ci się to nie udało, ale to dwie inne rzeczy. Bo potrafię upiec piernika, ale nie zawsze mi się udaje.
„Jestem pierwszą osobą chorą na Ciebie?” Nie można być na kogoś chorym. Co to za pomysł?
„Łamiesz mi serce, bez świadomości, łamiesz mi je. Jesteś trucizną.” Trucizna nie jest w stanie złamać cokolwiek. To trucizna.
„Zakochiwać w sobie” Nie można w sobie zakochać. Można tylko rozkochać.
Mam do Ciebie jeszcze ogólne zarzuty. Słyszałaś o czymś takim jak rytmika wiersza? Wiersz winien mieć jakiś szyk, schemat, budowę. Określoną liczbę sylab- przynajmniej „na oko”. Inaczej wiersz staje się nieczytelny, irytujący. Naprawdę denerwuje, gdy jeden wers liczy trzy słowa, a następny dwa zdania. Stylistycznie też to paskudnie wygląda.

Układ 2/5
Nie jest najpiękniejszy. Po pierwsze: po co Ci te uniwersalne o imprezach blogowych? Gazetki nie prowadzisz. Po drugie: po co Ci te buttony, avatary, czy inne cholerstwa- kto to wie, co to jest. Więcej zarzutów nie mam. Ale i tak mi się nie podoba.

Temat 1/5
Wiersze o złamanym sercu. Po dłuższym przemyśleniu stwierdzam, że było. A więc oryginalności brak. Jako, że Twoje utwory są kiepskie to wkład własny też. Ikonek nie oceniam, bo nie miałam ochoty ściągać ich, aby je oglądnąć. Nie widzę potrzeby, aby zaśmiecać sobie komputer.

Czytelność, obrazki 1/5
Obrazki są, czytelnie jest. Obrazki są niepotrzebne, tło brzydkie jest. W tych dwóch zdaniach ujęłam całą tą kategorię.

Dodatkowe punkty +1
Dla złamanego serduszka. Na spoiwo.

12/60
odejmujemy pięć za brak linka
7/10
niedostatecznie
I szafa gra!

środa, 31 marca 2010

(579) ensenti



Ciocia Anix powraca. Powraca w marnym zdrowiu pod względem psychofizycznym, ale zamierza zjeść sobie bloga ensenti.
Hej ho, let’s go.

Pierwsze wrażenie 1/10
Interesujący adres, nie za długi, więc cię lubię. Brniemy dalej w chaszcze literek. Na belce jakaś łacińska sentencja. Nie. Jednak cię nie lubię, nie znam łaciny, więc wypstrykuję punkty.
Blog… surowy. Zero nagłówka, jedynie czarne tło, a pod notkami wycinanki kurpiowskie w odcieniach czerni i szarości. Biała czcionka, o dziwo przyzwoitych rozmiarów. Linki, treść, statystyka i uniwersalna z antyspamem. I co tu oceniać? W szerokiej raptem dwa wpisy…
Generalnie – nie podoba mi się. Za pusto, za cicho, za ciemno, ogólnie ZA. Czym ty zachęcasz? Niczym. Zupełnie jak ZUS – na sam widok ma się ochotę uciec z przerażającym wrzaskiem.

Nagłówek 0/5
A co tu oceniać? Puste pole i stodołę? Nie, nawet stodoły nie ma. Dziękuję, postoję. Punktów nie ma, umarły śmiercią mało mającą wspólnego z naturalnością.

Treść 0/10
No to bierem się, tawarisz, za czytanie.
Prolog – eee… co to za smark? Zaraz, chwila… to nie ma nawet dwudziestu wersów! W siedemnastu linijkach opisałaś wstęp, który NIC nie mówi, który nie wciąga, który nie zachęca. O, jak ja się cieszę, że są tylko dwa wpisy… Jeżeli kolejny taki jest, to się potnę żelkiem.
Załamałam się. Już po pierwszych trzech akapitach pierwszego rozdziału walnęło mnie w mózg – Mary Sue. Elaboratów o takiej postaci nie będę przedstawiać, wszyscy wiedzą kim jest Maryśka Zuzanka. Niestety, skutecznie mnie zniechęciłaś do czytania.
Z każdym zdaniem coraz gorzej. Dziewczynka, ogniście ruda, cudownie włada mieczem, świetnie jeździ konno, pokonała w walce własnego ojca… A na koniec została oskarżona o czary. Cóż. Styl nienajgorszy, ale jednak zbyt płaski, zbyt… ZBYT. Do tego przekombinowane zdania, fabuła nie trzyma się przysłowiowej kupy.
Zamuła, zamuła… Ciocia pełznie napić się kawy. Koniec z nieśmiertelną herbatką. Jest po trzeciej nad ranem, a Ciocia chłepcze rozpuszczalną z cementem. Grau.

Ortografia i poprawność językowa 4/10
Za co? Za niewinność, maj dir. Niby bez bysiorów, ortografii nic nie zarzucę, gdzieś mi mignęło parę interpunkcyjnych, ale da się przeżyć… Co do poprawności językowej – zdania niby składne, ale jednak przekombinowane, opisy „słońca muskającego, wiatru głaszczącego” na dłuższą metę wkurzające i sprawiające, że wznoszę oczy ku poplamionemu sufitowi.
*SIORB*
Dobra kawcia. Udomowiona. Ktoś chce pogłaskać?

Układ 2/5
Jednokolumnowiec. Linki, blog, szeroka, statystyka i uniwersalna. Zbyt prosto, zbyt nudno, na szczęście jednak przejrzyście. To cię ratuje przed zgnieceniem cię na miazgę.

Temat 1/5
Wybacz, słonko, ale opowiadania nieco na kanwie Sapkowskiego nie leżą mi tak do końca. To nie to, że Ciocia nie lubi Wiedźmina. Owszem, kocha go, ale jeszcze ANI RAZU nie trafiła na dobre ff z tego fandomu. Twoje opowiadanie tego nie zmienia. Jest nudno, jest marysuistycznie, brak konkretów. Aż żal, bo można by było coś z tego wykrzesać.

Czytelność, obrazki 2/5
Czytelnie jest, za to obrazki pomachały ci rożkami na do widzenia. Pusto, cicho, kolumna tekstu i jakiś pipek z serii „antyspam”. Im not happy, nie lubię przesadnej surowości. Porządek – tak. Opustoszała piwnica – nie. Mogę ci tylko pogratulować doboru czcionki.

Dodatkowe punkty 4/10
Za to, że jest link do Opieprza, za to, że przynajmniej o ich wygląd zadbałaś, za ciekawy adres. Poleciały kropki za brak nagłówka, belkę itepede.
A może kawki?

Podsumowując – nazbierałaś 14/60 punktów. Dopuszczająca. Mam nadzieję, że nie jesteś na studiach, żeby cię to nie podłamało. Ciocia Anix doradza – zadbaj o żywszy wystrój wnętrz, nie wiem – jakaś lampa, obraz, oraz podszlifuj styl. I będzie gitesik.

Tym niemniej – przepraszam za taką zwłokę. Ciocia nie czuje się dobrze, Ciocia w ciągu raptem trzech czy czterech miesięcy schudła trzynaście kilo i nie ma zielonego pojęcia, co, dlaczego, za co, po co, za ile i czy opłaca się pytać…

sobota, 13 lutego 2010

(525) upic-szczesciem



BÓJCIE SIĘ! Ciocia Anix wraca do sił!
Dzisiaj Ciocia Anix zamierza zniszczyć, zmiażdżyć, przeżuć i powoli przełknąć bloga upic-szczesciem. Popiję to potem NIESTETY zimną herbatką, a to dlatego, że wycinanie migdałów to zło. Zło wcielone. Jestem w czwartej dobie po zabiegu i nadprogramowej koagulacji, więc nie silę się na uprzejmy ton. Chamstwo w czystym wydaniu kochanej Cioteczki.

Pierwsze wrażenie 4/10
A ciesz się, dzieciaku, że adres po polsku i mi się podoba. Co prawda mam nadzieję, że to szczęście chłodne jest i bezalkoholowe, bo nie mogę podrażniać sobie dziur po migdałach. Khę.
Wita mnie belka bez sensu, bo po angielsku. A uciąć ci rączki przy korpusiku? Polski boli? *mnie boli teraz każdy język, bo własny mam opuchnięty i seplenię jak przedszkolak* Ludzie, co wy widzicie w tej flegmie? Angielski to takie +10 do szpanu? Bo jak dla mnie to +100 do ogólnego żalu i idiotyczności.
Kolorystyka całkiem interesująca, chociaż laska na nagłówku sprawia takie wrażenie jakby miała jakieś problemy z karkiem i szczękościsk. Ej, nie śmieję się z ludzkich ułomności, może ona ma taki uśmiech.
Ale buty to ma obciachowe jak na mój gust.
O nagłówku później, pędzim dalej.
AGRRR. Muszę skorzystać z RSSa, bo panienka wpadła na genialny pomysł pozbycia się archiwum, którego nienawidzę, ale które bywa pomocne i szerokiej listy, która mnie kocha, a ja ją *narysuję jej walentynkę, aj promys, tylko niech ona się pojawi!*. Za to masz u mnie przerypane jak w ruskim czołgu. Za karę dostaniesz zimną szpitalną kaszkę manne. Wiem. Jestem bez serca.
Generalnie jednokolumnowiec. Nagłówek, blog i linki. I tyle. I sądzisz, że mnie to zadowoli? Dziewczyno, leżałam cztery dni w szpitalu, oglądałam tylko zabiegówkę i dyżurkę pielęgniarek, żądam czegoś więcej!
Hmmm... jak mi dasz tego przystojnego laryngologa, który wywoływał u mnie radosny dreszczyk zawodowej podrywaczki to zamiast kaszki dam ci słoiczek obiadkowy Gerberka *TAK, ja się tym żywię - nie komentować, bo zginiecie*.
Koniec offtopu. Podsumowując - nędznie graficznie. I to wsio.

Nagłówek 2/5
Za co? Bo zupy mi nie posolili. Nie wolno mi, bo podrażnia gardło. Załamać się idzie.
Nagłówek w uniwersalnej, szpan na max, bo niby profesjonalny szablon. Na nim laska z problemem szyjnym i opalająca zęby w jakimś makabrycznym uśmiechu. Welcome to the horror. Niżej długopisowy napis, który wrzeszczy o poprawność ortograficzną i interpunkcyjną. Czemu "Nie" z dużej litery? Dlaczego przed "którego" nie ma przecinka?
NIE, to NIE były pytania retoryczne.

Treść 0/10
Czytam jedną notkę "It has been cut". Graaał. Masakra, flak i olej, komp ci pada, komp cię nie kocha, łyżwy, jakieś kółko taneczne z Żorą Pszystojnakjem i trochę ortografów dla odmiany. No i te zangielszczone wstawki... w sumie te ci jeszcze podaruję, ale nie podaruję byków.
Masz, ciesz się, że jestem w bojowym nastroju. Pogadankę czas zacząć.
Ciocia i jej wierny wskaźniczek:
"odpoczęcie" - odpoczynek, moja droga, odpoczynek. Od poczęcia jestem uczulona na gwałconą fleksję.
"kopnąć tą skrzynkę" - kopnąć TĘ skrzynkę, kopnąć TĘ dupę, kopnąć TĘ frajerkę. Ewentualnie przeczytać TĘ książkę, coby grzeczniej było.
"Tydzień feri" - ferii, moja droga. Ferii, bo ferie.
"Niewiadomo" - to zabolało bardziej niż ta koagulacja przy moim niespodziewanym krwotoku z gardła. "Nie wiadomo" oddzielnie.
Matko Pańska, interpunkcja to dla ciebie abstrakcja. Brakuje ci wszędzie przecinków, nie mam ani siły ani ochoty wszystkich wyliczyć i ci tu przedstawić, ale wierz mi - jest ŹLE.
Czytam kolejne notki.
Kolejna załamuje mnie pod względem tak treści jak i stylistyki. Interpunkcję zgwałciłaś brutalnie i zostawiłaś w krzakach, masz u mnie 25 lat za kratami. Nawet kaszki ci nie dam za karę! Jest nudno, jest tak... tak NIECIEKAWIE. Nie masz nic do powiedzenia, co widać po długości obu przeczytanych wpisów. Z przekory i z nadzieją zerknęłam w inne wpisy, ale wszędzie to samo. Nędza, pustka, kwitowatość i zupełny brak polotu. I przelotu. I wylotu też. Równie dobrze w tym samym czasie mogłabyś stawiać sobie pasjansa, malować paznokcie, patrzeć jak kaktus rośnie i tynk szarzeje. Wyszłoby na to samo.
Niestety, nie dam ci ani jednego punktu, bo nie mam za co. Nawet jednej ciekawej refleksji nie znalazłam, a wierzaj mi, szukałam i ze świecą i z latarką a nawet z pochodnią i jarzeniówą. NIE MA.

Ortografia i poprawność językowa 0/10
Nie wiem, kto ci ukradł słowniki wszelkiego rodzaju, ale błagam go o zwrot, nawet mu zapłacę. Interpunkcja u ciebie nie istnieje, ortografia chowa się po kątach, stylistyka wyjechała na Hawaje popijać drinki z parasolką i oganiać się od natrętnych sprzedawców zegarków i okularów przeciwsłonecznych, fleksja strajkuje. BOLI.

Układ 0/5
Za co? Za darmo nie dam, za darmo to po pysku można dostać a i to nie, bo jak nie masz kasy czy komórki to im się nie chce fatygować z pięściami. Tu nie ma układu. Tu nie ma nic, jak u Kononowicza.

Temat 0/5
Szary bełkocik. Bez przesłania, bez sensu. Tak to sobie możesz na jakimś giegie z kimś pogadać, ale do żadnej kategorii tego NIE przydzielę, bo jak dla mnie to jest BEŁKOT. Nawet do pamiętnika tego nie zakwalifikuję, bo to by była przesada.

Czytelność, obrazki 1/5
Mimo że czcionka wielkości moich dziurek po wenflonie, to jednak w jakiś sposób czytelna. Obrazki? Oprócz nagłówka w uniwersalnej nie masz nic. Na dodatek nie masz archiwum, nie masz szerokiej, a RSSu nienawidzę bardziej niż ci się wydaje.

Dodatkowe punkty 2/10
Tylko i wyłącznie za kolorystykę i za link do Opieprzu. Za resztę zapłacisz kartą MasterCard.

Podsumowanie
Prostą matematyką obolała Ciocia Anix po zażyciu Tramundinu doszła do wniosku, że masz 9/60 punkciszy. Niedostateczna. Wybacz, nic więcej nie wykrzesałam z twojego blogasia. A teraz idę spokojnie siorbać zimną wodę, jeść zimne, ubite na miazgę ziemniaki i patrzeć z zazdrością na reklamy gorącej herbaty, soków owocowych i tego typu rzeczy, które mają smak, a których mi nie wolno ze względu na rany w gardle.
Podzieli się ktoś ze mną już przeżutym ciasteczkiem? I zimną herbatką?

sobota, 9 stycznia 2010

(462) breakdown



Ciocia Anix wyczerpana po porannej pobudce o nieprzyzwoitej godzinie siódmej i wycieczce po Warszawie w celach organizacyjnych zamierza pograć komuś na nerwach. Tym kimś będzie breakdown.

Pierwsze wrażenie 3,5/10
Adres. Wrrroar. Ja już gryźć za ten angielski nie mam siły. Cóż, dobrze chociaż, że nie ma żadnych myślników i kilometra słów. Krótko i węzłowato.
Na belce żadnego zaskoczenia. Adres bloga, tylko bez ogona "blog.onet.pl". Ani ziębi, ani grzeje, nadal nie wiem, ki cholera to jest, ale zaraz się przekonam. Może nagłówek coś mi powie.
Nagłówek NIC mi nie powiedział. Jakiś mało komunikatywny jest - a jakby go tak dźgnąć jakimś szpikulcem? Żująca gumę kolesiówa w czapce. Nie lubię takich czapek, kojarzą mi się z menelstwem spod budki piwa, ale cóż. Kreator światowej mody - od dziś pod twoim monopolowym!
Kolorystyka czarna. Z jakimiś leniwymi kolorami w postaci obrazków. Button twojego kawałka sieci i jakaś reklama. Shit. Bloga o Zmierzchu. Lęk mnie ogarnął. Ogólnie jakoś szczególnie nie wywarłaś na mnie wrażenia. Ani nie obśliniam się z zachwytu, ani nie rzygam z przerażenia/obrzydzenia. Ot, blog zupełnie przeciętny, by nie rzec, mało zachęcający.
Złe wrażenie wywierasz na mojej przeskromnej osobie tymi kropkami i dwukropkami, które wciskasz gdzie się da i komu się da, zupełnie jak Świadek Jehowy swoją Strażnicę. W ramce "O mnie" (tytuł obowiązkowo obwarowany kropkami i dwukropkami) widzę jakiś obrazek. Rudowłose coś a'la wampir. To ty rysowałaś? Jeśli tak, to gratuluję talentu, ale sam obrazek do całości bloga pasuje jak wół do karety. Wszędzie zdjęcia a tu TADA, ołówek i kredka. Nie pasuje i już.

Nagłówek 2,5/5
Niewyszukany, zupełnie przeciętny. Laska w menelskiej czapeczce. Całość ciekawie podzielona na cztery nierówne części, tworząca z tłem ponżej jedną całość jako szablon. Fajnie coś takiego wygląda, ale niestety - foto o kant dupy potłuc. Tylko błagam, nie mów mi, że na fotce jesteś ty, bo nagrobki pokażą mi się w oczach. Nie, nie dlatego, że jesteś brzydka czy coś, tylko dlatego, że ostatnio wkroczyła jakaś moda na afiszowanie się swoimi podobiznami gdzie się da. Od tego (tak gwoli przypomnienia) jest fotka.pl, nasza-klasa.pl i temu podobne hybrydy.
Cieszę się li jedynie, że przynajmniej w nagłówku nie ma tych irytujących kropek. I dwukropków.

Treść 3/10
Co to jeee? *zerka* A. Jakieś opowiadanie. Panie Boże, będę chodzić co tydzień do kościoła, niech to tylko nie będzie jakiś Zmierzch...
Chyba nie, jestem po lekturze dwóch wpisów. Cóż, początek do renowacji, da się coś z tym zrobić, bo dalej jest ciekawie. Nawet w miarę ciekawie. Robisz błędy stylistyczne i często twoje zdania atakują powtórzenia, ale mimo wszystko... uch, jak ja się cieszę, że to nie Zmierzch!
Pocytujmy. "Niby zwykły, szary dzień - obudził mnie budzik, jak zwykle, ubrałam się jak zwykle - jeansy, t-shirt - zjadłam pośpiesznie śniadanie, równie szybko wciągnęłam na nogi tenisówki i założyłam letnią kurtkę. Przeklnęłam w duchu tę beznadziejną pogodę i pobiegłam na przystanek, jak zwykle - na ostatnią chwilę." - w pierwszym odruchu jęknęłam. Zaczyna się sztampem. Wstaje rano, ubiera się w to-to-i-może-jeszcze-to, bo nie zaszkodzi, po czym paszłaaaa, do szkoły. Przyjrzyj się jednak dokładniej. Masz powtórzenia "jak zwykle". W twoim wykonaniu nie wygląda to dobrze. Chyba że odpowiednio to podkreślisz tak, żeby brzmiało cynicznie. Acha, i nie "przeklnęłam", tylko "przeklęłam".
Okej, jestem po lekturze wszystkich wpisów, włos oficjalnie mi się zjeżył. Tak dobrze się zapowiadało, a ty zepsułaś to jednym kopem! No i po co, ja się pytam, po co wpakowałaś tego kolesia jako pierwszego amanta? Nie rób z bohaterki Mary Sue, w której zakochuje się srający złotem koleś w Hummerze, pliiis...
W twoim tekście brakuje realnych uczuć. Gwałtownie przechodzisz od spokoju do jakiejś histerii, dziewczyna nie zachowuje się zbyt autentycznie. Przykład? Ach, proszę cię bardzo. Siedzą w samochodzie, spokój, nagle koleś pyta, czy ona właściwie się tak nie boi łapać okazji, bo to okazja może złapać ją i nagle się na nią wydziera, że jest nieodpowiedzialna, na co ona wydziera się, że to nie jego sprawa.
Realizmu ani za grosz, wierz mi, coś takiego ma marne szanse się wydarzyć. Poza tym za szybko i w ogóle PO CO wprowadzałaś motyw zakochania się od pierwszego wejrzenia? Bawisz się w tą grafomankę Meyer? Wierz mi, w Polsce nie wyjdzie ci to na zdrowie, obśmieją cię na większości forów. Z twojego opowiadania wieje naiwnością bohaterki, jakąś taką nieciekawą chwiejnością. Pierwsze dwa rozdziały da się przeżyć, nawet wciągają, ale cała reszta jest do spakowania w czarny plastikowy wór.

Ortografia i poprawność językowa 1/10
Ostatnio dziobaski czepiały się Cioci Anix, że tylko wiązanki posyła pod adresem Wielkich TFUrcUf Łonetowych, którym śmiała powiedzieć, że robią błędy, a nie wymieniała każdego z osobna. Każdego z osobna nie wymienię, możecie mnie cmoknąć w mój adres IP, ale podrzucę trochę językowego gówienka, jakie pojawia się w waszych wymuskanych tekstach.
Ogólnie ortografię masz dobrą, nie mam zbytnio czego się czepiać, ale masz problemy stylistyczne.
"[...]nigdy nie sądziłam, że na świecie dzieją się takie rzeczy i, co gorsza, przytrafić mogą się mnie." - przecinki przed "co" i po "gorsza" zastąpiłabym myślnikami, a przed "przytrafić" musi pojawić się "że". Dopiero wtedy miałoby to sens.
"Biegłam prawie połowę drogi [...]" - biegła PRZEZ prawie połowę drogi.
" Droga bardzo mi się dłużyła, a wizja spóźnienia na chemię ciążyła mi jak głaz" - powtórzenia są męczące. Wywal któreś "mi"".
"- Zapyta mnie... No jak w huj, zapyta mnie..." - chuj, moja droga piszemy przez "ch".
" Jak mogłabym odmówić." - a znak zapytania to ptaszki zeżarły i wysrały?
"Zdajesz sobie sprawę co nasza babcia Curie nam zrobi za spóźnienia??" - zdajesz sobie sprawę, co JA ci zrobię za dwa pytajniki? Jak trzeba, to ich nie ma, a jak już z łaski swojej je dasz to w nadmiarze. Zasada jest prosta. Jeden pytajnik albo trzy. Najlepiej jeden, to nie gg, że przy dwóch masz śmieszną emotikonkę.
"- Powoli... - powiedziałam - nie histeryzuj, daj mi lepiej fajkę..." - palicie takie staroświeckie faje w szkole? Czy może chodziło ci o FAJKA? Papieros jest rodzaju męskiego. Ten papieros. Ten fajek. Daj mi tego fajka.
Fuck.
Idę zajarać.
No, wróciłam. Dalej. Masz Syndrom Wielokropka. Odnoszę wrażenie przynudzenia, jak tak w każde zdanie wciskasz trzykropek. Usuń jak najwięcej się da, a między nami będzie zgoda.
"- Właśnie! Koleś ma kasę! Albo cię zgwałci, albo ci za to zapłaci!" - KWIK! Zgwałci to zgwałci, po co ma płacić? A jak ma kasę, to po kiego walerego ma gwałcić? Może pójść to pierwszego lepszego burdelu i mieć luksusową obsługę.
"- Puść mnie bo będę krzyczeć!!!" - wstaw przecinek przed "bo", BO BĘDĘ WRZESZCZEĆ!
"- Ahh..." - ACH, jak przyjemnie, gdy wkurw rośnie we mnie i kreeeew mnie zalewa, bo znów ocena... e. Rymu nie ma, częstochowskich tworzyć nie będę.
Zlikwiduj to morze wielokropków. BŁAGAM.

Układ 0/5
Prawostronny, ale tak zawalony różnymi śmieciami, że nic, tylko MPO wezwać. Po cholerę ci Księga Gości i Archiwum? Masz komentarze pod notkami i szeroką, więc wywal to, co zbędne. Buźka tego czegoś w uniwersalnej na samym dole prawej kolumny też taka z rzyci wyjęta, wynocha z tym.

Temat 1/5
Masz tu punkta na drogę. Zaczęłaś sztampowo, ale zaciekawiłaś mnie, jeśli nie zamierzasz zrobić z tego "swojego słit Zmierzchu" to ucałuję cię. A jak zamierzasz, tylko jeszcze nic o tym nie powiedziałaś, to znaczy, że będę musiała brzydko zakląć.
A potem pójdę za to do piekła.

Czytelność, obrazki 0/5
Wybacz, czcionka mnie zaatakowała bielą na czerni. Mam teraz fajne szlaczki przed oczami. Do tego obrazki, które posiadasz, są niekompatybilne z resztą bloga. Bierzemy garstkę grafiki, ciskamy nią w stronę główną bloga i cieszmy się z bigosu!
I USUŃ KROPKI I DWUKROPKI!

Dodatkowe punkty 2/10
Początek mi się podobał, no i masz link. Znaj łaskę Cioteczki. Całuj obok pierścienia, bo zaśniedzieje.

13/60 - mierna. Nie mam nic więcej do dodania. Liczę na jakąś poprawę z twojej strony, żeby nie było, że się tutaj na darmo produkuję. Bo że za darmo to wiem, sama się na to zdecydowałam ;]

czwartek, 7 stycznia 2010

(459) po-prostu-richi



Ciocia Anix zamierza dzisiaj, z większym entuzjazmem niż wczoraj, opieprzyć po-prostu-richi.

Pierwsze wrażenie 0/10
W pierwszej chwili miałam wrażenie, że to blog fanki świętej pamięci Richie Valenza. Adres polski, ale jak zwykle splamiony myślnikami. I to Richi. Brzmi jak okaleczony pisemnie angielski. Belka mnie powaliła. "Po prostu niezwykła Richi [...]" - już na wstępie pogrzebałaś moje nadzieje na coś dobrego. Dalej w belce następuje kropka i dwa dwukropki. O Boru Szumiący... jeżeli gdzieś w tekście zobaczę takie herezje, to powieszę cię na twoich własnych jelitach.
AAA! TO BOLI!
Wszystko jest różowo-czarne, UMARŁAM. Trafiłam do piekła, niech mnie ktoś przytuli... Nagłówek ni w pięć ni w dziewięc, jakieś serduszka, jakieś drzwko z serduszkami, kwiatuszki, psychodela makabryczna. I to wszystko RÓŻOWE.
ZGON.
I ta uniwersalna z różowym goth napisem "Sweet Little Princess". Taa. Słodka aż do zrzygania, abueeee...

Nagłówek 0/5
Psychodelia na maksa. Różowe niebo, drzewo z powywijanymi gałązkami i serduszkowymi listkami, łączka i kwiatuszki. I jakieś trzy mhroczne postacie, które są czarnymi plamami. Ten róż zaraz wypali mi oczy... Kto mi zabrał moje psychotropy, przyznać się!

Treść 0/10
Może ja jakaś inna jestem, ale wiedz, że z twojego prologu NIC nie zrozumiałam. Kompletnie nic. Oczy mnie napieprzają przez ten róż na czarnym tle, a poza tym tekst jest tak popaprany, że całkiem się pogubiłam. Heloł, może jakiś przewodnik? Laska o imieniu Rachel Duff (Borze Szumiący, dlaczego Duff...?) siedzi sobie na King's Cross, w rolach głównych występuje Dworzec, jakaś napalona Kim i dwóch kolesi, z których jeden jest Potencjalnym Mordercą a drugi nie wiem kim. Nie mogę się pokapować, który to James, który to Mickey, czy jak im tam.
Ten róż mnie spacza.
Druga część prologu. Znowu przerażający róż i James Potter na dokładkę. W mało wiarygodnej wersji. Kolesiówa Richi jakimś sposobem wbiła na peron dla normalnych inaczej i teraz Houston ma problem, bo mugol nie wyjdzie.
Logika poszła się pieprzyć z Opieprzem, bo jak na mój zdrowy babski rozum Cioteczki A skoro niejaka Richi tam weszła, to i wyjść może. Znaczy się, ona też normalna inaczej. No. Ideologię dorobiłam, brnę dalej.
Poznęcam się trochę nad tobą. Ja rozumiem, szybko czytałaś sagę, żeby tylko przebrnąć, po czym bezlitośnie zabrałaś się za kopanie kanonu, który leży i kwiczy, ale chociaż zadbałabyś o poprawność nazw. PREFEKT, a nie perfekt, JAMESIE, a nie James'ie, a moja Znajomość Angielskiego szturcha mnie i podpowiada, że Rachel się nie zdrabnia na żadne Richi. A jak już to Richie.
Kopiesz coraz głębszy dół. Schemat, schemat, schemat a na dodatek SCHEMAT. Richi okazuje się być czarodziejką, OCH, sprawdziła ją "profka" (BTW - nie korzystaj ze slangu w narracji, proszę cię z kałaszem w ręku) i wyszło, że ona jakaś INNA jest.
" - To chyba jedna, wielka pomyłka." - owszem. Jedna. Wielka. Że się za to zabrałaś. Jak pisać do z polotem, a nie odlotem po przeczytaniu. Na dodatek jest pomyłka - ten przecinek po jedna jest kompletnie zbędny.
Przeskoczyłam do pierwszego rozdziału i mimowolnie trzasnęłam łbem w klawiaturę. Przez ciebie spacja mi szwankuje.
"Kartka z pamiętnika" to jakaś kompletna FARSA. Tego się nie da opisać, ogłaszam żałobę narodową. Laska pisze do pamiętnika jak do przyjaciela i piszczy, że starzy są czarodziejami, nigdy nic jej nie mówili o tym, że ona czarodziejska, nie zgadzają się na pójście pierworodnej do Hogwartu. Richi wybywa do swojego LO, a na King's Cross spotyka... swoją matkę chrzestną.
Załamać się idzie.
O NIE.
Teraz zdałam sobię sprawę, że to jakieś przestraszliwe opo post-insygniowe. Dobijcie mnie. Zlitujcie się nad skatowanym człowiekiem i dobijcie. Już wiem, co to za All (Albus Severus, żeż job twoju maciu, Harry miał jakiegoś schiza, że dzieciaka pokaleczył takimi imionami), James - zmylający mnie, jeśli chodzi o chronologię, bo myślałam, że to znowu coś o Huncwotach - Rose, Lily... A już dobił mnie Ted Lupin.
Talentu pisarskiego nie posiadasz. Nie pozostawiam ci złudzeń, zajmij się proszę czytaniem, rysowaniem, robieniem na drutach, ale tego worda zamknij. Plączesz, mieszasz, robisz błędy, których wymienienie zajęłoby mi ponad trzy czwarte oceny.

Ortografia i poprawność językowa 0/10
Nie ma akapitów, tekst jest chaotyczny, przecinki zastrajkowały, stylistyka leży i dogorywa. Mogę ją dobić, jeśli chcesz. Jedynie ortografię masz dobrą, ale to chyba za sprawą magicznej funkcji wordowskiej, która podkreśla błędy. Niestety, przecinków już nie rozdaje.

Układ 0/5
Jednokolumnowy, bezpłciowy i do tego RÓŻOWY. Statystyki, ostatnie posty, blog i szeroka. I sądzisz, że to wszystko? BUAHAHA. Właśnie cię wyśmiałam, cieszysz się? ;]

Temat 0/5
Stary zjełczały olej, odgrzewany wciąż na nowo. Zwykła nastka nagle dowiaduje się, że jest magiczna. Ziew. Trafia do Hogwartu. Ziew. Wszyscy ją kochają. ZIEW. Czy wam wszystkim kompletnie brak fantazji? Polotu?
Bo talentu na pewno.

Czytelność, obrazki 0/5
Oczojątrzący róż, paskudny nagłówek, a czcionka kilkakrotnie zmienia się w trakcie jednej notki. Nawet zaznaczanie nic nie daje. To jest straszne. I to "Sweet Little Princess" - rzygu, rzyg. O, znowu marchewka z groszkiem...

Dodatkowe punkty -5
Uciekły przed tym wszechobecnym różem, który pożarł link do Opieprzu.

Koniec bajki i bomba, kto nie czytał, ten trąba. -5/60 punktów, czyli poniżej wszelkiej krytyki. Adjos, Ciocia Anix idzie się zrelaksić oraz odstresowić między ludziami.