Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


niedziela, 20 listopada 2016

(868) yourememberseptember-yaoi

Mediate szybko przelewa swoją wenę twórczą na papier, zanim znów ucieknie na całe wieki. Dziś przedstawiam państwu yourememberseptember-yaoi.


Art. 7 § 2: Zbrodnią jest czyn zabroniony…

No! Już mi łapki latają, bo po adresie wnioskuję, że w końcu oderwę się od Pottera. W końcu ileż można. Jednakże trzeba zacząć od podstaw, czyli od adresu. Jest on zdecydowanie za długi i chyba na siłę wymyślony. „PamiętaszWrzesień – yaoi” – coś w ten deseń. Fanem yaoi czy yuri może i nie jestem (Mediate AKA konserwatywna heteroseksualistka), ale znam się, rozumiem, a nawet trawię.
Adres może ma swoje wady (iście angielskie), ale wygląda dość przyzwoicie i daje do myślenia, więc wyjątkowo czepiać się nie będę. Taki opieprzowy dzień dziecka.
Belka do mnie już krzyczy, że jesteś miłośniczką amatorskiego pisania. I dobrze. Pisać każdy może, czasem lepiej lub czasem trochę gorzej, ale pisanie kształci. Aczkolwiek związku z adresem czy potencjalną (bo przecież nieoczywistą) tematyką bloga tu nie widzę. Nie mówię, o jakimś głębokim – niczym szambo – cytacie, ale jakiś podtytuł chyba każdemu dziełu się należy.
Przechodzę dalej i wita mnie sraczka. Po prostu porządna sraczka. Naprawdę nie było innych kolorów? Rozumiem, że to nawiązanie do jesieni, ale można to było zrobić o wiele subtelniej. Może jakieś liście (narysowane, co by podtrzymać klimat) w kolorach jesieni? Może tło nieco bardziej zbliżyć do brązu. Delikatny brąz z subtelną czerwienią i żółcią jesiennych liści brzmi zachęcająco. Odpowiada klimatowi i adresowi.
Nagłówek także pozostawia wiele do życzenia. Żebyś stworzyła go chociaż Ty, to bym Cię pochwaliła, ale nigdzie nie widzę takiej adnotacji. Naprawdę, jest wiele szabloniarni i poczciwych blogerów, którzy stworzyliby dla Ciebie coś fantastycznego i minimalistycznego, a… przyjemnego dla oka. Wybacz, za dużo już „przeżyłam” mang i anime, aby fanarty mnie zachwycały.
Prawa kolumna jest niemal zbędna. Po co ta zakładka ze stronami Facebooka, skoro tam wieje pustką? Ramka „szukaj” jest tak samo bez sensowna, ponieważ masz na razie zbyt mało postów. Co do etykiet to też bym ponarzekała – patrz: „ramka >>szukaj<<”.
Tytuły zakładek są niewyraźne. Gdybym stanęła dwa metry dalej, to pewnie zastanawiałabym się czy już oślepłam, czy też za dużo wypiłam. Efekt rozmycia działa niesamowicie na ich niekorzyść. Nie muszę tłumaczyć, że samo gapienie się w ekran komputera jest niezdrowe, a już takie „doszukiwanie” się słowa jest szczególnie niewskazane i męczące dla oczu. Ostatecznie stwierdzam, że powinnaś poprawić „widoczność” zakładek, ale ich zawartość nie budzi u mnie zastrzeżeń, więc o nic nie będę się czepiała. No może, bym się przyczepiła tylko o jedno… albo nawet dwie rzeczy. Po co Ci jednocześnie archiwum i zakładka z rozdziałami? Na jedno wychodzi. I po drugie, o co chodzi z tą zakładką o bohaterach. Od początku dajesz nam do zrozumienia, że to będzie yaoi, czyli dwóch kochających się panów, a tu pokazujesz nam mocno słabej jakości zdjęcia jakiegoś piosenkacha, blogerki modowej i jakiegoś gracza. I chcesz mi powiedzieć, że ty dobrałaś do pary prawdziwych ludzi, którzy są mało znani? Szacun.

* Jestem „miszczem” internetu i gdyby byli sławni niczym Pani Barbara, to bym ich znała, ale (popytałam znajomych) są to raczej ludzie znani jakiemuś wybranemu kręgowi osób, także przepraszam. Spojrzałam i nic specjalnego. Ale nie osądzam. W końcu to ma być opowiadanie, a nie opowieść o sławach internetu!

Prawda?

Już jednak wiem, o co mogę się pogniewać. O wielkość czcionki! Kolor jest dobry i nie powoduje krwawienia, ale nieco bym ją zwiększyła, bo już czuję jak oczy mnie błagają o litość. W dodatku ten zerowy odstęp między linijkami sprawia, że człowiek dostaje wręcz oczopląsu.



I to tyle.

Art. 7 § 2: […] zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3…

PewDieCry: Świat, w którym chcieliśmy żyć. Prolog.

Przyznam szczerze, że oczekiwałam zupełnie czegoś innego. Tak jak wyżej wspomniałam, sądziłam, że to jakiś fanfick tudzież inne japońskie „wymyślanki”. A co powie Mediate ogólnie?
GENIALNE! Prolog mnie tak wciągnął, że już myślałam, że ocenę wrzucę w kąt i poczytam sobie więcej. Dawno już nie widziałam takiego opowiadania. Z początku myślałam, że będzie to proste yaoi, którego zakończenie można przewidzieć po przeczytaniu pierwszego zdania, ale… Tu wiem jak to się skończy, bo dałaś opowieści taki a nie inny tytuł – wielka szkoda, bo wystarczyło „pamiętny wrzesień” czy coś, bez tego dopisku „yaoi”, a byłoby jeszcze lepiej. Naprawdę zachwyciłaś mnie językiem, ciekawym prowadzeniem fabuły i niezwykłym talentem do trzymania w napięciu. Oby tak dalej, a umrę z rozkoszy kończąc na literackim orgazmie na koniec oceny i dodaniu bloga do obserwowanych!
Małe „ALE”:
„- Fuck you – odparł Cry, ale także się zaśmiał”. Przyznam, że jednak polska wersja brzmiałaby lepiej. Ja wiem, że taka moda teraz, że chciałaś pokazać znajomość angielskiego u bohatera, ale serio… Wiemy, że oni nie są Polakami. Możesz pisać po polsku!

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział trzeci, część pierwsza.

Nie rozumiem, dlaczego dodatkowo w poście numerujesz rozdziały. Myślę, że każdy już zrozumiał, który rozdział czyta po tytule wyświetlającym się na górze.
No i to na tyle, jeśli chodzi o moje narzekania, bo wciąż jest pięknie. Czytałam i czytałam, próbowałam znaleźć jakiekolwiek nieścisłości, ale nic. Czasem jakiś mały błąd (przecinek czy literówka), ale generalnie… No nic. Albo stałam się jakaś mało wymagająca, albo… właściwie nie. Ciągle otaczają mnie oklepane opowiadania, nic nowego. A tu? Nowość. Świat kompletnie inny niż Harry Potter czy popularne anime. Co prawda było czuć na samym początku, że może zahaczyć o jakieś yaoi lub zwyczajne homoseksualne stosunki, ale… nie przyćmiło to reszty. No może… Ten ciągły angielski (a raczej amerykański) i to potoczny – NADMIAR. Co za dużo to nie zdrowo. Niżej wygarnę Ci to dobitniej, ale pisz w jednym języku. Serio, bo ani to fajne, ani nic. O ile „ok” czy „sorry” jeszcze bym jakoś przeżyło, o tyle „brofist” w niemal każdym rozdziale? W Twoim gronie może takiej nazwy używają, ale przeszłam się po stolicy naszego pięknego kraju i spytałam o owy wyraz – patrzyli na mnie jak na wariatkę. Używaj tego w swoim ścisłym gronie. Proszę bardzo, ale miej na uwadze, że nie każdy Cię zna i rozumie Twój slang (czy to regionalny, czy młodzieżowy, czy jakikolwiek inny).

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział trzeci, część trzecia.

Przyznam. Bez ogródek. Łzy poleciały na samym początku (a może końcu?). Jakaś wrażliwa się zrobiłam.



No nie wiem… Niby dalej wciąga, ale zaczyna mi tu jednak coś chyba przeszkadzać. Ciągle dialogi, opisy schodzą na dalszy plan (żeby nie powiedzieć, że zaczyna ich brakować – stan równy zeru). O ile wcześniej historia wciągała, nie tylko pismem, ale i swoją fabułą, o tyle teraz jest gorzej. Nie chciałabym zrzucać winy na Twoją wyobraźnię, bo ją masz. Pomysł miałaś świetny, ale chyba zaczęły Ci się kończyć pokłady weny. Piszesz na siłę? Bo ten rozdział zaczął się super (jak mówiłam – aż mi się łezka zakręciła), ale potem? Zrobiło się monotonnie. Mam nadzieję, że dalej się poprawisz, bo tu jest potencjał!

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział siódmy, część druga.
Pomieszanie z poplątaniem. A przynajmniej takie mam wrażenie. Pierwszy akapit (a raczej akapicior) wjeżdża na mnie niczym subtelna ciężarówka coca-coli w jego maskotkę – Św. Mikołaja.
Poza tym, nie jest źle. Trochę zbyt wiele uczucia. Choć wydaje mi się, że przesyt miłości może być wszędzie. I nie będę się ograniczać, że już w początkach historii czuć było romans (no niestety nie dało się inaczej), więc i on się pojawił.

Art. 7 § 2: […] albo karą surowszą.’
„Nie chciał jej budzić, więc delikatnie wziął ją na ręce i zaprowadził do sypialni”. W tym wypadku to raczej zaniósł ją do sypialni.
„Shut up. Ty wcale nie reagowałeś lepiej”. Wiemy, że bohaterami są ludzie, którzy znają angielski, więc radziłabym dać zwykłe „zamknij się” lub coś bardziej wysublimowanego, jeśli tak bardzo chcesz.
„Always watches, No eyes" – przeczytał na głos”. Będę się czepiała. Albo piszesz polskie opowiadanie, albo amerykańsko-angielskie. Słowa nie są trudne – to fakt, ale czy książki, które czytasz są okraszone taką ilością angielskiego? Czym innym jest jakiś wymyślony język…
„Cry także się uśmiechnął i przybił brofist’a”. Umieram!
„Bro day everyday, czy coś..." - mruknął. Blondyn uśmiechnął się lekko, przybijając brofist”. Serio. To brzmi wręcz żałośnie. Albo napisz całość po angielsku, albo po polsku.

Poza tym, piszesz dobrze. Ortografia, interpunkcja, gramatyka itp., wszystko super. Opowiadanie też całkiem niezłe, choć „z dnia na dzień” robiło się dość przewidywalne i z tym trzeba chyba trochę powalczyć. Nie mniej, życzę powodzenia, bo talent jest, a jego efekty miło poczytać.