Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fumiko ijiri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fumiko ijiri. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 czerwca 2010

(617) chargin



Wakacje… Ach, jakie to wspaniałe uczucie. Fumi nienawidzi wakacji. Dlatego też robi wszystko, by zapomnieć o ich istnieniu. Na przykład myje okna… i ocenia chagrin.

Pierwsze wrażenie – 7/10
Na początku myślałam, że to chargin, a nie chagrin. Naleciałość z angielskiego, zboczenie wiążące się z szóstką na koniec roku. No ale jak widzę, mamy do czynienia z innym językiem, niż angielski. W tym przekonaniu utwierdza mnie belka. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do adresu bloga – podoba mi się brzmienie, ale z całą pewnością łatwiej byłoby mi zdecydować, czy jestem na tak czy na nie, gdybym wiedziała co toto oznacza. Ma to w ogóle jakieś znaczenie? Pytam z ciekawości, bo jeden z moich blogów posiadał nazwę, która od pierwszej do ostatniej literki była zmyślona i znaczenia miała tyle, co zamknięte w słoiku źdźbło trawy zawinięte w kokardkę. Myślę jednak, że najszybciej odpowiedź na to pytanie dostanę, jeżeli poradzę się wujcia Google. No i masz: tłumaczenie z francuskiego to zmartwienie, żal lub rozgoryczenie. Atmosferka nam się trochę zmieniła. Mam ochotę wytknąć adres palcem i zawyć „eeemooo!”, ale obawiam się, że mógłby zacząć się ciąć, a pocięty na kawałki adres jest raczej bezużyteczny.
Belka krzyczy do mnie „Mon dieu!” i nie mogę z głowy wyrzucić obrazu zdrowo wyglądającej starszej pani w kwiecistym szlafroku i w papilotach na głowie, która patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami i zasłania usta dłonią. Nie wiem, skąd wytrzasnęłam ten obraz, ale może to mieć coś wspólnego z zamiłowaniem mojej matki do oglądania Pani Bukietowej. Taką właśnie Bukietową mam w głowie i jak na złość nie chce wyleźć. Cóż, będzie zabawnie.
Tło zewnętrzne mnie lekko rozstraja. Wnętrzności bloga są spoko, ale ta szara maź dookoła przywodzi na myśl świeżo wylany beton. Założę się, że to nie Twoja wina i że to Onet ma tak denną paletę kolorów, ale na Twoim miejscu nie poddawałabym się tak łatwo z odnalezieniem odpowiedniego koloru do tła zewnętrznego. Jeżeli nie znajdujesz tła, które współgrałoby z resztą, to może należałoby… no wiesz, zamieść cały ten niespójny syf i zastąpić czymś innym? Taka delikatna sugestia, ale najpierw pokombinuj jeszcze trochę z kolorami. A nóż, widelec, łyżka w oko coś Ci kliknie tak, że będzie pasować.

Nagłówek – 2/5
Przez dwadzieścia cztery godziny zastanawiałam się nad tym, co ja właściwie sądzę o tym nagłówku. W końcu doszłam do wniosku, że jest ekscytujący jak bandaż elastyczny. Nie ma nic ciekawego w słoneczniku i rozdartym zdjęciu. W dodatku zdjęcie jest rozdarte jakoś dziwnie: nie na pół, tylko tak jakby ktoś cały pasek oderwał, bo gdyby obie części złożyć ze sobą, to dziewczyna na fotografii wyglądałaby na upośledzoną fizycznie. Na razie najwyraźniej widać jej nogi, a nie są to ładne nogi. Więc zdjęcie samo w sobie mi się nie podoba.
Rola słonecznika w nagłówku jest tak subtelna, że jej nie wyłapuję. Nie wiem, po co tam jest. Tak samo jak właściwie nie rozumiem, po co to wszystko oprawiać deską dookoła. Masz kilka elementów w nagłówku, które poskładane są do kupy i sklejone kropelką, żeby się jakoś trzymały, ale chyba byłabym szczęśliwsza, gdyby się rozpadły. Bo to po prostu nie ma sensu. Wygląda to jak gulasz węgierski – nawrzucano do środka kanciastych pierdół i zalano pikantną wodą, żeby nikt się do tego nie zbliżał. Kuje nawet w oczy. Odwracam wzrok.

Treść – 5/10
Pani Bukietowa usadowiła swój zacny zadek na ławie przed domem i zabrała się za szydełkowanie – taki obraz mam w głowie rozpoczynając ocenianie treści. Wpierw na rożno idzie „Każdy ma w życiu jakiś cel”, post napisany jakiś rok temu. Woohoo, fajne zdjęcie. Wreszcie. Zaczyna się więc interesująco.
Potem jest już tylko gorzej.
Wiesz jak to czasami bywa, gdy człowiek czyta czyjś tekst, który zaczyna się całkiem przyzwoicie, a potem nagle, nie wiadomo skąd w tekście pojawia się błąd? To jest uczucie porównywalne do walenia łbem o ścianę, kiedy ma się nadzieję, że jej tam wcale nie ma. Przechodzę przez to kilka razy na tydzień i bogom dziękuję, że jestem masochistką, w przeciwnym razie już chyba bym się dziesięć razy powiesiła, pięć razy podcięła sobie żyły, dwanaście razy strzeliła sobie w łeb i kilka razy rzuciła się z mostu albo innej wysokości na twardsze podłoże.
Wytłumacz mi ten fenomen: „Jedni cieszą się nimi nad morzem, inni w górach, jeszcze inni za granicą. No i grupa osób bez planów a nawet jeżeli bez możliwości wprowadzenia ich w życie”. Wyczuwasz w którym miejscu trafiam łbem w ścianę raz po raz? Nie? To przyjrzyj się temu ostatniemu zdaniu. Czegoś w nim brakuje, i nie jest to tynk. Brakuje w nim SENSU. Jakiejś SPÓJNOŚCI. Czegoś KONKRETNEGO. Oraz interpunkcji, no ale nikt nie jest idealny.
Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardziej górnolotnego po takim tytule. Każdy ma w życiu jakiś cel, tak? Piszesz o wakacjach, potem przechodzisz do tego, że będziesz tęskniła za kolesiem z klasy i na tym mniej więcej się kończy cała filozofia. To ja się pytam: co to kuźwa miało wspólnego z tytułem? Każdy ma jakiś cel, ale ta notka najwyraźniej nie, a przynajmniej nie taki, który by osiągnęła.
Następny post to „Nie chcę a chciałam. A może chcę?”. Brak przecinka w tytule. Wypluj go, ale już.
Analizując tytuł, jeszcze bez zagłębiania się w treść notki, zastanawiam się, czy aby na pewno chcę poznać historię ukrywającą się pod nim. Tytuł wydaje mi się bardziej niezdecydowany i ambiwalentny niż pięciolatek, któremu kazano wybrać między nowym samochodzikiem i lodami. To wzbudza we mnie niepewność i pewne odruchy ratowania własnej skóry poprzez odcięcie się od internetu i spalenie komputera.
Pełna obaw zagłębiam się w treść postu.
Ubawiłam się nieziemsko. Dziewiętnastego czerwca pisałaś: „ja nie będę udawać kogoś kim nie jestem dla chłopaka. Będę sobą. Zawsze i nikt nie musi tego akceptować”. Siedemnastego grudnia tego samego roku wstawiłaś taki oto tekst: „Zależało mi, żeby ludzie mnie akceptowali. (…)Zależało mi, żeby pewne osoby zaczęły mnie dostrzegać. Zależało mi, żeby być postrzeganą jako „fajną”. Zależało mi na zmianie samej siebie w klona ludzi którzy mnie otaczali”. Trochę hipokryzji w końcu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Cytat: „To było chore.” – no. Spostrzegawcza z Ciebie bestia.
Potem jest jeszcze zabawniej: autorka postanawia, że chce być smutna i nagle jej się nastrój poprawia. Nie ma to jak osiągnąć zamierzony cel, prawda?
Blog jest w kategorii pamiętniki i dzienniki i najlepiej będzie, jeśli tam pozostanie. Bardziej trafną kategorią byłaby „myśli przewodnie dorastającej nastolatki”, ale takiej jeszcze nie wymyślono. Nie strzelasz nam po oczach genialnymi filozofiami i wnioskami. Dla Ciebie to, co piszesz, jest pewnie ważne i odkrywcze, ale mi się to czyta jakbym jadła owsiankę. Nic nadzwyczajnego, ale fajnie, że się odkrywasz. Za parę lat spojrzysz na tego bloga i sama przed sobą spalisz się ze wstydu, ale wszyscy przez to przechodziliśmy. Miłej podróży do stacji Dorosłość.

Ortografia i poprawność językowa – 7/10
Cytat: „A jednak w nim jest coś takiego, że czuję, że kogę zrobić wszystko czego chcę. I on, i ja.” – pomijam podwójne łamanie praw pisowni polskiej, za które powinnaś dostać co najmniej dwa lata. Pomijam literówkę. Żartuję. Nie zaczyna się zdania od „a” i nie zaczyna się zdania od „i”. Jeśli zgadniesz dlaczego, dam Ci długopis. Poza tym „mogę”, a nie „kogę”.
Cytat: „Jeżeli mam być szczera będzie mi brakowało osób ze szkoły przez ten czas. Szczególnie widoku pięknego chłopaka którego włosy w słońcu wydają się granatowe :)” – przecinek zamiast kropki i proponuję zabić emotę.
Cytat: „wczesniej” – ogonek…
Cytat: „sie” – ogon…
Wnioski: jest wspaniale, w porównaniu z dotychczasowym chłamem, który przyszło mi oceniać pod tym względem. Niektóre zdania pozbawiłaś należytego sensu, ale to zazwyczaj kwestia interpunkcji. Proponowałabym jednak zwrócić literkom ich ogonki, bo jak się zbuntują to będziemy mieli cholernego armagedona lingwistycznego.

Układ – 4/5
Tutaj koleżanko trochę Ci ubędzie punktów, głownie z powodu braku jakiegokolwiek menu. Brak menu oznacza brak informacji o Twojej skromnej osobie. Wiem, że sam blog jest o Tobie, ale na takie przywileje, jak maksymalnie minimalistyczna forma bloga pozwolić sobie mogą osoby, które piszą nieco więcej, nieco częściej, nieco konkretniej o sobie, gdzie wiadomo, z kim ma się do czynienia. Indywiduum, które bloga prowadzi od dwóch lat i ma w szerokiej liście z trzysta postów nie musi się martwić od krytykę z mojej strony pod tym względem, bo dochodzę do wniosku, że z tego bełkotu pewnie można by wychwycić wyraźniejszy obraz osoby po drugiej stronie ekranu. Ty jednak masz ledwo trzynaście postów niewielkiej treści i długości, rozrzuconych w ciągu roku. Przerzucając to przez bardzo gęste sito chyba z wielkim trudem wyłapię Twój wiek, a jeszcze wyższą szkołą jazdy będzie zadecydowanie, czy jest on zgodny z tym, co masz w głowie.
Więc tu masz minus. Rada: albo napisz post o wyraźnym tytule sugerującym, że zawiera on więcej informacji o Tobie, a nie same przemyślenia, albo zainwestuj w menu. Bo tak właściwie posiadanie linków też by Ci nie zaszkodziło.

Temat – 4/5
Ciężko tu sprecyzować jakiś temat, tak, żeby nie minąć się z nim na parę kategorii. Tak to zazwyczaj bywa w przypadku pamiętników. Raz strzelisz filozofią, raz walniesz myślą, raz przylejesz opisem minionego tygodnia… Istna balanga. Przynajmniej coś się dzieje i za to masz plusa.

Czytelność i obrazki – 5/5
Czytelność jako taka jest. Gubi się tam, gdzie sensu brakuje, ale to już zostało omówione.
Oprócz nagłówka na blogu zaobserwowałam jeszcze jeden obrazek i może jakoś nieprzepisowo podrasuję Ci punkty, ale skupię się na nim i dam Ci pełną piątkę, bo ten właśnie obrazeczek to był strzał w… no… dziesiątkę. Bardzo mi się spodobał. Pal licho, że nie adekwatny do tematu postu, w którym był wklejony.

Żadnych dodatkowych punktów nie przyznaję. Było dobrze, ale nie wspaniale.

Minus 10 punktów za brak linka… oraz ogólny brak linków.

Suma – 24/60
Ocena – dostateczna

Jakbyś zainwestowała w linki to byłaby dobra.

niedziela, 6 czerwca 2010

(612) czoko 3



Fumiko ijiri ma za sobą wspaniały tydzień bezsensownego budzenia się o niebotycznych porach, żeby dowiedzieć się, że z sześciu planowanych lekcji dziennie ma tylko jedną, a na obiad w szkole podają pozbawione smaku bliżej niezidentyfikowane mono-szajstfo, tak więc z nieopisaną radością zabiera się za szlifowanie trumny dla czoko3.

Pierwsze wrażenie – 6/10
Adres w pierwszej chwili wydał mi się bezpłciowy, a poprzez to raczej nie wzbudzający zainteresowania. Jak Trusia pod kloszem, która postanowiła zostać chłopcem. Potem załapałam, że „czoko” może mieć coś wspólnego z czekoladą, tylko co w takim razie oznacza cyferka 3? Ilość kalorii? Tak czy siak nie dociera do mnie, jakie jest przesłanie adresu. Może dlatego, że owego nie ma. Gdyby adres został napisany w jednej liście z dziesięcioma innymi, dowolnymi adresami, podejrzewam, że kliknęłabym na te dziewięć innych na samym początku, na końcu klepiąc enter na czoko3. Bo mi nic nie mówi. Bo, jak już wspominałam, takie jakieś bezpłciowe jest. Jak ślimak, tylko szybsze. Czekoladowy ślimak. Fuj.
Belka przemawia do mnie w obcym języku. Jest niedziela, a mój kurs języka angielskiego zakończył się cztery dni temu, więc po kiego muchomora mnie zmuszasz do dalszego mordowania się z tym? „Till on life braethe not lose hope”… Eee… Hę? Google wkraczają do akcji. Zakładam, że to tekst jakiejś piosenki. Mija pięć minut, wujcio Google kilka razy się wiesza, ale w końcu przestaje być suicidalny i zaczyna współpracować. Niestety nie ma żadnych godnych uwagi odpowiedzi na moje zapytanie. Przynajmniej żadnych takich, co miałyby całą sekwencję słów w jednym zdaniu oraz jednocześnie miały coś wspólnego z Hilary Duff, bo to właśnie o niej jest blog. Chyba. No straszy mnie to-to z nagłówka, więc coś w tym musi być.
O kolorach bloga nie można powiedzieć wiele, średnio, ani nawet trochę więcej niż mało. Ciepła pomarańczka w tle zewnętrznym, zimna biel śniegu w tle wewnętrznym i pomarańczka znów w tekście. Skromnie, ale zgodnie z moimi ideałami. Po prostu okej.

Nagłówek – 3/5
Trzy zdjęcia jakiejś damy, prawdopodobnie Hilary Duff. Tak przynajmniej głosi gigantyczny napis rozciągający się od połowy pierwszego obrazka do połowy ostatniego. Ładny napis i ładna grafika, przyznaję, chociaż czcionka użyta zaraz pod głównym tytułem nagłówka jest czytelna jak sudoku narysowane moczem w śniegu podczas zawieruchy śnieżnej. Efekt odbicia lustrzanego też wydaje mi się dość… Teges nie ten tego, jak to mówili starożytni Francuzi, czyli po prostu zbyteczny.

Treść – 1/10
Blog z obrazkami, treści więc będzie niewiele. Jakaś treść jednak być musi. Tak mi się wydaje. Autorka ma ambicje – każdy tytuł zaczyna się czterocyfrowym numerkiem. Do tej pory pojawiło się „0012” postów. Powodzenia w osiągnięciu pełnego tysiąca.
Do analizy wybieram sobie post „0006.SN dla Całusek12”. Analiza będzie krótka. Mniej więcej jak ogon zająca. Co to jest SN? Czuję się jak troglodyta. Niby nie osiągnęłam jeszcze wieku dorosłego, a młodsze pokolenia już mnie prześcigają w wymyślaniu nowych skrótów i pojęć.
Zasłaniam oczy dłonią i zmieniam post. Duch zmarłej treści żerował w poprzedniej notce. „0001.Hello!”. Brr. W tej notce też.
Cytat: „I jak wam się podoba po odnowie bloga?? Jest lepiej moim zdaniem…” – po to się chyba odnawia bloga, żeby było lepiej, nie?
Autorka nie wkleja własnych ikonek, ale daje adres do kolesia od którego ikonki „pożyczyła”. Potem wkleja dwie reklamy… to znaczy bannery, nie wiem, czy adresy na nich to autentyczne blogi, czy nie, a jeśli tak, toi tak nie wiem, o czym blogi są.
Na końcu pojawia się info, że autorka doda nową notkę „gdzieś w marcu nawet w połowie” bo ma dużo sprawdzianów i czuje, że będzie chora. No i ma lekturę do przeczytania. Sposób w jaki formułuje zdania pozwala mi sądzić, że mam do czynienia z osobą, która nie opuściła jeszcze podstawówki. Pożegnanie w notce to kij bejsbolowy-przedłużony, za pięć centów, made in China: „Paaaaa”. Oberwiesz nim. Prosto w nos.
Dwie notki przeanalizowane. Treści brak.
Minęło pół godziny i fumiko załapała o co chodzi z SN. To tak jakby taki bank, tak? Wrzucasz notkę i ludziska płacą za Kurt wie co w formie komentarzy… Czuję się tak… Tak… No chciałoby się powiedzieć „inteligentnie odmóżdżona”, ale to jest wręcz na odwrót. Odmóżdżenie inteligentna, o (!), ponieważ zrozumiałam bezsens takiego zaśmiecania bloga beztreściwymi postami, które nie wnoszą niczego nowego do i tak mało rozrywkowego życia bloga. I’m a genious! To jest chyba wyczyn na skalę odkrycia pytania dla odpowiedzi „42” – nikomu to nie jest do szczęścia potrzebne, ale wszyscy się nad tym zastanawiają.
Co nie zmienia faktu, że treść nadal gnije ukryta pod trzema metrami ziemi.

Ortografia i poprawność językowa – 4/10
Oho, odnoszę wrażenie, że zaraz się nam wszystkim poprawi humor do tego stopnia, że jak naćpane LSD nastolatki będziemy uczyli się latać z okna dziesiątego piętra najbliższego bloku.
Cytat na dobry początek: „Słuchajcie już od razu uprzedzam,że notka następna będzie gdzieś w marcu nawet w połowie ,bo teraz mam dużo sprawdzianów i czuję ,że będę chora.Na dodatek jeszcze mam lekturę.Wybaczcie”. Ślepa nie jestem, ale od nieprawidłowego klepania spacji mogę się nabawić ślepoty dysocjacyjnej i będę pierwszą osobą z tego typu przypadłością. To powinno być co najmniej tak: „Słuchajcie, już od razu uprzedzam, że notka następna będzie gdzieś w marcu, może nawet w połowie, bo teraz mam dużo sprawdzianów i czuję, że będę chora. Na dodatek jeszcze mam lekturę. Wybaczcie”. Czyli błędy były następujące: brak przecinka, brak spacji, brak przecinka, brak słowa, spacja przed przecinkiem, spacja przed przecinkiem, brak spacji po kropce, brak spacji po kropce. Osiem błędów w trzech zdaniach. KONGRATULEJSZON. W zacofanej interpunkcji pobiłaś wszystkich swoich kolegów na łeb, na szyję. Dam jeszcze jeden cytat, bo to kurczę rzeczywiście rozrywkowe jest.
Cytat: „Hej!No i wróciłam.Mam dla was ikony z Miley Cyrus,nagłówek z Lady GaGa,wymianki,akcje,reklamki i 3 big obrazki!Myślę,że wam się spodobają.No to jedziemy ;)” – haha, Word nie umiał rozdzielić tego, z braku spacji i uznał cały cytat za jeden wyraz. No dobra, licytujemy błędy! Brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, brak spacji, EMOTA!!! Konkluzja: emota wystraszyła spację. Mnie też. Obronię się „paaaaa”, może mi to coś pomoże.
Cytat: „AkCjE”
Może jednak nie.
Nie popisujesz się słownictwem, ale sprawiłaś, że mam ochotę odnaleźć Cię i wstrzelić Ci spację w czoło. Może nie zapomnisz już o niej, jeśli będziesz zmuszona walić głową w stół po każdym wyrazie.

Układ – 2/5
Menu niby zbudowane na podstronach, ale jakimś cudem ciągnie się w nieskończoność jakby się co najmniej chciało do Chin dokopać. Te wszystkie inne linki które masz na stronie poza głównym mini-menu można było z czystym sercem wsadzić na osobne podstrony. Nie ogarniam sensu byczego licznika na stronie, skoro już masz statystykę. Założę się o moje ostatnie pięć groszy, że i tak na niego nie patrzysz tak często, jak zamierzałaś, gdy go instalowałaś. Uwierz mi, nikt inny też nie przejmuje się tym, co tam jest napisane tymi małymi chińskimi mróweczkami. Kontakt i te wszystkie reklamki, reklamówki i siatki też mogłaś wsadzić na podstrony. Wszystko wsadź na podstrony, licznik wywal i szafa gra Mozarta.

Temat – 4/5
W kwestii kategorii i tematu… Idą one w parze z blogiem jak dwa zielone trampki. Dodatki do blogów – jak najbardziej. Żadne górnolotne, więc tu minus za niewykorzystanie tematu. Masz pełne pole do popisu wciąż nadal. Na razie widziałam tylko dzikie stado ikon, zawiechę, dzikie stado emot, denną instrukcję do Photoshopa, dzikie stado nikomu niepotrzebnych akcji, parę reklam i dzikie stado czegoś, co autorka określa mianem „BIG obrazki”. Ikony jednak zabierają ponad 60% powierzchni wszystkich notek (pomijając notki zaczynające się literkami SN [do tej pory nie wiem, od czego to jest skrót]). Jednym słowem, dziko.
Rada na przyszłość – nie pisz instrukcji do Photoshopa, jeżeli jedynym, co masz do powiedzenia jest jak ustawiać kontrast na obrazkach. Kontrast nie jest też „tajemnicą boskich blogowych kolorów”… Skąd w ogóle wytrzasnęłaś to określenie? „Blogowe kolory”… Tak jakby świat blogów miał swoje własne, niepowtarzalne kolory, których nie spotkasz w realnym świecie. Może czas najwyższy odkleić ślepia od ekranu.

Czytelność i obrazki – 3/5
W kwestii czytelności to raczej kiepsko Ci idzie.
Cytat: „Słuchajcie klikacie w pfs,potem iconę 100×100 pixels.Układacie tam jak chcecie i teraz kolorystyka.Klikacie po lewej strony 2 taki CONTRAST i klikacie go ile chcecie,aż pomyślicie: „Już wystarczy!” i to wszystko cała i skrócona tajemnica boskich blogowych kolorów. (ps ładnie wygląda to na dużych i lekko zżółkłych)” – czytając to zrozumiałam, że czytelność, to nie tylko wyraźna czcionka. To również kwestia tego, czy to, co autor pisze jest zrozumiałe, czy nie (oraz czy używa poprawnej interpunkcji). TO akurat nie było zrozumiałe (nie tylko z powodu rozjechanej kosiarką interpunkcji).
Obrazki są spoko. Widziałam ładniejsze, ale uczysz się i nieźle Ci idzie. Masz Photoshopa, może kiedyś nauczysz się go używać tak, jak używać się go powinno. Powodzenia.

Dodatkowe punkty – zastanawiam się. Może dać Ci punkt za kultowe poronienie interpunkcji… a może nie. Za to ukroję pięć punktów za brak linka. Żyletką.

Suma – 18/60
Ocena – mierna.

poniedziałek, 24 maja 2010

(604) rudo-wlosa



Fumiko ijiri zaciera łapki i spogląda na rudo-wlosa.blog.onet.pl

Minęło dwieście ocen i znowu was nawiedzam.

Pierwsze wrażenie – 4/10
Mam czkawkę. Za każdym razem, gdy moja przepona kurczy się, zamiast wydawać dźwięk przywodzący na myśl duszącego się zająca, ja radośnie wykrzykuję „Harry”, okazjonalnie dodając „Potter-cholera-jasna”. Czasami nawet: „jego-matka”. Lubię te siedem tomiszczy lekkiej lekturki na dobranoc, ale po ponad dziesięciu latach od wydania pierwszej części euforia już nieco opadła, więc darowałabym sobie adresowanie bloga w tak oczywisty sposób. Nazwij mnie absolutnym zerem kreatywnym, ale po zakończeniu serii osobiście nie widzę też zbyt wielu otwartych tematów i nieprzerobionych paringów, które można by wykorzystać w fanficach bez przyprawiania czytelników o rabies.
Ślepia przeklejam na belkę. Nie jestem pewna, czy zabić się teraz, czy jeszcze chwilę poczekać. Cytat: „Faceci, stringi i przytulanki”. Oto, jak zobrazowała to sobie moja wyobraźnia: przerośnięty, spasiony królik, którego miniaturką nazywano tylko przez pierwsze trzy dni jego marnego żywotu, który spędził czołgając się dookoła w różowych stringach na nieproporcjonalnie małym łebku. Te stringi nosił przodem do tyłu oczywiście – żeby przez przypadek nie zobaczyć się w lustrze. Jednak nie jestem takim totalnie absolutnym zerem kreatywnym, ale jeżeli to jest fikcja fanki Henry’ego Portiera, to sobie strzelę prądem z listwy komputerowej.
Kolorystyka robi wrażenie. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś zbezcześcił moje dwa ulubione kolory w tak epicki sposób. Właściwie to nawet nie jestem pewna, co to za kolor… Ten w tle zewnętrznym… To turkus jest, nie? Ciemny, tak czy siak. Kwalifikuję go jako bardzo ciemny. To wewnętrzne jest ciemne, a tekst jest po prostu czarny. Mhroczny blog Ci wyszedł. Specem od designu to Ty chyba nie jesteś, ale takowego powinnaś sobie znaleźć i to w trybie piorunowym. Jeśli nie jesteś wampirem to trochę oświetlenia na blogu nie powinno Ci zaszkodzić.
Na skarpetki Michaela Jacksona! To nie jest blog o tematyce Harry’ego Pottera! Teraz to już zupełnie zbaraniałam.

Nagłówek – 1/5
Cytat: „Faceci, stringi i przytulanki” – znowu. Powtarzasz się. Straszysz małe, niewinne dzieci, wiesz? Dostęp do tego bloga powinien być zabroniony dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Dalej, cytat: „Historia inna niż wszystkie”. Jasne. Ja i Kurt mamy ambiwalentne uczucia w tej kwestii. W przestrzeni szybkiego przekazu tkwię już ładnych parę lat i blogi, których zawartość naprawdę można by opisać jako „inna niż wszystkie” można policzyć na palcach jednej ręki, z której odstrzelono dwa palce. Oczekuję, że dotrzymasz słowa, w przeciwnym razie będę zmuszona wyobrazić sobie jak płoniesz na stosie i z tym obrazem w głowie ciągnąć dalej tą ocenę, a tego chyba nie chcemy, prawda?
Obrazek rozstraja moje fale mózgowe… W kwestii grafiki też mogłaś kogoś zatrudnić. Kolorystyka nawet się zgadza z ogólnym mrokiem panującym dookoła. Ładne zdjęcie, ale wstrzelone w tło nagłówka jak pocisk tytanowy w szybę statku kosmicznego – efekt odbiera dech w piersiach. Widać dokładnie w którym miejscu wykonałaś cięcie, które odebrało grację ogółu tego nagłówka. Oj, nieładnie tak podkładać fumiko ijiri denną grafikę na blogu do oceny. Nieładnie. Oberwiesz linijką po łapkach, jeśli się nie poprawisz.

Treść – 3/10
Imprezę uważam za rozkręconą, czas odłożyć flaszkę i zjechać na sankach z góry Treść. Pierwszy zakręt nosi tytuł „Rozdział I; rozpoczęcie roku”. Harry-Potter-cholera-jasna!
Ups, wymsknęło mi się.
W mordkę… Złotko, uwierz mi, Courier New w rozmiarze ósmym jest jeszcze mniejszą czcionką. Powinnaś zmienić, w przeciwnym razie możesz przegrać konkurs o najmniejszą czcionkę roku i o to, kto zapłaci za moje okulary.
Przez pierwsze trzy zdania tego rozdziału główna bohaterka poświęca całą swoją uwagę użalaniu się nad pryszczem, który wyskoczył jej na środku czoła. Sanki mi zdechły z nudy, idę dalej na piechotę.
Cytat: „Czy jest coś gorszego niż nowy rok z wielką bombą na czole ? Nie.” – Nie zgadzam się. Nowy rok z wielką bombą na czole nie jest równie koszmarny co nowy rok z wielką bombą na nosie, albo w kąciku ust. Na czole to jeszcze to zamaskujesz koralikiem i powiesz, że postanowiłaś przerzucić się na hinduizm, ale z nosem czy ustami to już nie tak zabawnie. Jeszcze gorzej, jeśli syf wyskoczy przy gumce z majtek, albo dokładnie na granicy ramiączka biustonosza. Koszmarne nie tylko dlatego, że w takich miejscach u młodych osób pryszcze naturalnie nie występują. Przy pocieraniu boli i puchnie, a jak pęknie, to się rozniesie tam, gdzie matki lub biustonosz ropę poniesie i co wtedy zrobisz, hmm? Poświęcisz pryszczowi całą stronę tekstu?
Cytat: „Przynoszę wstyd i hańbę gatunkowi kobiet, dlaczego ?” – nie wiem, jeśli mam być szczera. W przeciwieństwie do ciebie, cała reszta kobiet to istoty idealne i nigdy nie wyskakują nam pryszcze, wiesz? To nic, włosy na nogach też nam nie rosną, a kredkę do oczu i i cień do powiek mamy wytatuowane. Paznokcie zmieniają kolor przy wystukaniu odpowiedniej kombinacji o blat biurka, a włosy z samego rana same się układają. WSZYSTKIE tak mamy i tylko TY przynosisz nam hańbę, serio.
Cytat: „Nigdy nie miałam chłopaka, oczywiście nie liczę tego co było w podstawówce.” – nieważny fakt. Po co mi ta informacja? Wszyscy kiedyś chodziliśmy do podstawówki i wiemy, co się dzieje pod osłoną instytucji nauczającej. Nie możemy już przejść do sedna sprawy?
Cytat: „Ja mówię o czymś takim na poważnie z całowaniem,chodzeniem za rękę, obściskiwaniem na szkolnym korytarzu.” – na poważnie, to jest mieszkanie razem, rodzenie dzieci, pranie skarpetek i zastanawianie się, skąd u licha Twój partner wytrzasnął kasę na wasze pierścionki zaręczynowe. Całowanie, chodzenie za rękę i obściskiwanie na szkolnym korytarzu to raczej typowe końskie zaloty. Przegrupuj sobie priorytety.
Cytat: „Mam prawie 15 lat i na swoim koncie same niepowodzenia.” – no tak, oprócz tego, że ktoś się za tobą uganiał w podstawówce, co było, według moich obliczeń, jakieś niecałe trzy lata temu. To naprawdę straszne, Twoje pięć minut chyba już minęło, starość puka do drzwi, słyszysz ją?
Cytat: „Pamiętam gdy przeniosłam się do szkoły, to było w pierwszej klasie.” – że niby co? Od pierwszej klasy zaczęłaś nową szkołę? To nie zdarza się często, powinnaś rzeczywiście napisać o tym książkę. Lepiej dwie.
Jeżeli chodzi o ogólny sens tego zdania, to z przykrością stwierdzam, że rzucił się w ogień. Przeniosłaś się do szkoły, czyli zamieszkałaś w szkole, tak? Jeżeli tak, to zdecydowanie powinnaś o tym napisać coś więcej, bo brzmi ciekawiej, niż rozkminianie kwestii obleśnego pryszcza. Jeżeli nie, to brakuje w takim razie jakiegoś słowa określającego szkołę. Zakładam, że przeniosłaś się do NOWEJ szkoły. Zakładam też, że mam rację. Jak zwykle. Kwestionowanie tego jest wykluczone.
Tak czy siak, coś tam się potem dzieje w opowiadaniu i okazuje się, że jakiś koleś jednak był zainteresowany główną bohaterką, która na razie pozostaje dość anonimowa. Anonimówka zdecydowanie nie interesuje się kolesiem, ale po dwóch latach nadal pamięta dokładnie każdy szczegół ubrania, które miał na sobie tego dnia, w którym dowiedziała się, że to właśnie on ślini się na jej widok. To przecież zupełnie naturalne…
Cytat: „Wiecie co zrobiłam? Przeszłam korytarz nie patrząc już więcej ani na niego, ani na jego koleżankę. To właśnie tego dnia zaczęły się moje niepowodzenia w życiu miłosnym.” – jakoś mnie to nie dziwi. Koleś pewnie uznał, żeś zimna suka, a w przeciwieństwie do Ciebie miał kumpli, którym mógł to przekazać. Haha.
Cytat: „Dlatego sami rozumiecie 3klasa gimnazjum to już coś !” – nie, nie rozumiem. Masz pryszcza, zero zainteresowania ze strony reszty świata, mniej niż zero zainteresowania z mojej strony… co z tego, że jesteś w trzeciej klasie? Mam bić brawa, że dożyłaś? Kilka milionów ludzi też dokonało tego cudu, wyluzuj, oraz na bogów, nie pisz cyfr cyframi tylko literkami. Liczby cyframi, cyfry literkami, to przecież proste jak rurka z kremem. Głodna się robię.
Cytat: „Zwłaszcza, że w mojej szkole jest jeszcze technikum o kierunku obróbka drewna i motoryzacja czyjakoś tak.” – no i co z tego? W mojej szkole jest kierunek biologiczno-chemiczny i muzyczny, jakoś mnie to nie rusza.
Cytat: „Jak sami rozumiecie, tam są same ciasteczka !” – i tak nie zaciśniesz kłów na żadnym z nich, bo ciąży na Tobie fatum, zapomniałaś? Poza tym nie, nie rozumiem, ponownie! „Obróbka drewna i motoryzacja” nie jest synonimem dla „same ciasteczka”. Jest za to synonimem dla „spoceni, brudni, śmierdzący faceci, do których lepiej się nie zbliżać, bo rzucą silnikiem albo siekierą”. Przynajmniej w moim rozumkowaniu.
Cytat: „No przesadzam, potwory w mojej szkole to nie rzadki okaz.” – mało zaskakujące, w końcu wszystkie kobiety są idealne, z wyjątkiem Ciebie, ergo: potworem jesteś Ty. Pragnę również zaznaczyć, że miks przystojnych i odrażających ludzi w miejscu publicznym, takim jak szkoła, to raczej norma, czyli jak na razie Twoje opko zdecydowanie nie trafia pod skrzydła ptaszka zwanego Historia Inna Niż Wszystkie.
Cytat: „A więc dziś miało być inaczej, jak z bajki.” – niby dlaczego? Wydarzyło się coś fantastycznego, o czym nie wiem? Coś przegapiłam w tym niesamowicie interesującym tekście? Specjalnie miało być na ostatnim dniu w szóstej klasie i na pierwszym dniu w pierwszej klasie gimnazjum, teraz niestety obawiam się, że Twój Titanic raczył zatonąć i tym razem na szczęście obyło się bez ofiar śmiertelnych, nie licząc mnie.
Cytat: „Ja miałam być piękna i miałam wpaść w jego ramiona.” – czyje ramiona? Tego kolesia, który się za Tobą ślinił? Zdanie zakłada, że już wspomniałaś osobę, w której ramiona wpadniesz. Jedynym facetem, którego opisałaś i to dość szczegółowo, był ten sam, któremu radośnie udowodniłaś, że oglądanie czyiś oddalających się pleców rzeczywiście może boleć. To się kupy nie trzyma, w dodatku zaczyna śmierdzieć jakimś przekrętem.
Cytat: „Z taką diodą to jedynie się od niego odbije, albo jeszcze mu oko uszkodzę.” – ponownie: komu? W dodatku jaką diodą… Minęło piętnaście linijek drobnego druczku wypełnionego ubolewaniem nad własnym istnieniem i Ty naprawdę oczekujesz, że ktokolwiek będzie pamiętał, od czego ten koszmar się w ogóle zaczął? Dobre.
Cytat: „słońce świeciło chyba najpiękniej jak można by sobie to wyobrazić.” – tia, wyjątkowo tego dnia było dwa centymetry bliżej Ziemi, niż zazwyczaj o tej porze roku, co nie? Obudź się królewno, słońce ZAWSZE świeci tak samo. Chyba, że coś na nim wybuchnie wystarczająco silnie, ale wtedy zazwyczaj po paru minutach całe miliony lat ewolucji znikają w ułamku sekundy, tym bym się tak nie zachwycała, gdybym była na Twoim miejscu. Wtedy i tak świeci jedynie jaśniej, ale nie „piękniej”. Otworzyło się przede mną nowe pole do dyskusji: czy słońce może świecić brzydko? Dodaj trochę intelektu do tekstu i napisz coś w stylu „i słońce jakby świeciło jaśniej”.
Cytat: „subtelnie opływał moje ciało” – brzmi jak reklamująca się Toyota…
Cytat: „zapobiegając nadmiernemu poceniu się.” – wiatr teoretycznie jest jak najbardziej ekologicznym rozwiązaniem dla antyperspirantów, ale ja zdecydowanie wolałabym nie wiedzieć, że główna bohaterka jest dziką hipiską w dwudziestym pierwszym wieku i przy dwudziestu stopniach Celsjusza lata dookoła ociekając potem z własnej i nieprzymuszonej woli, bo matka natura zadba o jej higienę prędzej czy później w ten czy inny sposób. W dodatku nadal jest anonimowa. Obrażę się.
Cytat: „piękny obraz, ja i tajemniczy nieznajomy.Podkreślam, że bardzo przystojny.” – cóż za niespodziewany zwrot akcji w ostatnim zdaniu.
Potem następuje długi, nudny i ociekający od niepotrzebnych opisów kawałek ostrej fantazji piknikowej z tajemniczym nieznajomym. Koleś jest lekko zamglony, bo taki tajemniczy, ale widać wyraźnie, że jest brunetem o piwnych oczach, które mają ciemne oprawki. Czyli jest narkomanem albo emo. Anonimówka i Narkoman, jakie to romantyczne.
No dobra, czas zrobić z TYM porządek:
Cytat: „krzyknęła wysoka nie brzydka brunetka. Ubrana była w szare spodnie szersze na udach i węższe ku kostkach, balerinki i kremową bluzkę z żorżety.Włosy miała upięte w kucyka. To była Ola, moja najlepsza przyjaciółka.” – mam teraz coś bardzo ważnego do przekazania i wielu zapewne mi nie uwierzy, ale ci, do których dotrze sens moich słów i czegoś się nauczą, mają szansę na osiągnięcie czegoś w życiu. Ludzie, słuchajcie: nikogo, ale to naprawdę NIKOGO nie obchodzi, jak wyglądają wasze postacie. Wy rysujecie słowem, a nie ołówkiem, to jest fizycznie niemożliwe, żeby przekazać pełny i kolorowy obraz w formie słownej, więc na wszystkie świętości tego świata, nie róbcie tego na siłę przy każdej nowej postaci. Skupcie się na treści i sensie. Liczy się zawartość tekstu, a nie kolor włosów nadbiegającej z oddali laski. Po co mi wiedzieć, czy ktoś z bohaterów ma na sobie zielone, czy białe gacie? Czy jest to ważne dla któregokolwiek z innych bohaterów? Czy wpływa to w jakiś sposób na przebieg wydarzeń? Jeśli nie, to po kiego grzyba marnujecie na to czas? Dajcie sobie siana, usiądźcie w kąciku i przemyślcie swoje poczynania.
Cytat: „O kim tym razem marzyłaś? O JEJ ! – kumpela stanęła i pokazała palcem na moje czoło –jaki wielki !” – Ola ma pełne wyczucie taktu i subtelności, jest dojrzała emocjonalnie, nie wytyka ludzi palcem i nie drze buzi w miejscach publicznych.
Podoba mi się ten właśnie kawałek, w którym Ola boi się pryszcza, Anonimówka jej dziękuje, a potem, uwaga: „I tak szłyśmy na rozpoczęcie roku szkolnego rozmawiając o chłopakach”. Wytykanie pryszczy i dziękowanie to typowa forma rozmowy o chłopakach, jakby ktoś nie wiedział.
Cytat: „Dla nas ostatniego w tej szkole, w sumie nareszcie ale jest kilka argumentów,które przemawiają za tym, że ten ostatni rok powinien wlec się w nieskończoność.” – excusez moi?
Potem w tekście pojawia się lista numerowana opisująca te argumenty. Jednak będę płakać.
ŻADNYCH. LIST. W. OPOWIADANIACH. Bo zagryzę.
Na szczęście notka dobiegła końca. Po drodze potknęłam się na kilku błędach stylistycznych, które po całym rozdziale porozrzucałaś jak grabie na ogródku. Koszmar. Jeden rozdział – jedna śmierć. Z nudów i z notorycznego skrętu mózgu na błędach i dyslogizmach. Czy ja naprawdę muszę przeczytać jeszcze jeden post? Muszę? No zrobię to, ale podaruję sobie analizę, bo mi wyjdzie ocena-King Kong.
Czytam : „Strigni”. Jezusie, co za tytuł… Mam nadzieję, że jakieś wyjaśnienie dla niego jest podane w tekście.
Przeczytane. To opowiadanie jednak rzeczywiście jest inne niż wszystkie. Rzeczywiście też chodzi w nim jedynie o facetów, stringi i przytulanki. Tylko i wyłącznie. Główna bohaterka i jej przyjaciółka nie robią nic innego, tylko myślą i gadają o tych trzech rzeczach. Jestem pod wrażeniem tego, jak proste może być życie dla niektórych z nas – tej bezmózgiej części ziemskiej populacji. To opowiadanie jest po prostu głupie. Największym problemem jego bohaterów zdaje się być tylko to, kto kogo i jak szybko przeleci. W dodatku tytuł notki, którą czytałam jest źle napisany i nie ma dla tego wyjaśnienia w całej notce. Treść głębokością dorównuje hotelowemu brodzikowi. Gdyby to jeszcze chociaż trochę śmieszne było…

Ortografia i poprawność językowa – 5/10
Cytat: „w głowie układałam sobie piękny obraz, ja i tajemniczy nieznajomy.” – dwukropek zamiast przecinka.
Cytat: „Ręką smyrałam go po jego umięśnionej ręce” – niepotrzebne powtórzenie. „Ręką” zamień na „palcami” i będzie git. Poza tym smyranie kogoś po umięśnionej ręce… Jest cała armia anatomicznych nazw, których mogłabyś tutaj użyć, a ty postanawiasz strzelić durne powtórzenie, które w dodatku brzmi idiotycznie. Umięśnione przedramię jakoś by mi tu bardziej pasowało. Umięśniony biceps? Umięśnione cokolwiek, co znajduje się powyżej pasa. Cokolwiek, tylko nie ręka. Właściwie to wykasuj to zdanie, razem z całą fantazją piknikową. Wystarczy powiedzieć, że zaczęłaś fantazjować, kiedy nawoływanie wyrwało Cię z Twojej krainy czarów. Kropka.
Cytat: „Hey” – naprzemienna osobowość? Najpierw piszesz po polsku, potem coś Ci do łba strzela i piszesz jedno słowo po angielsku?
Cytat: „koniec roku kończy egzamin gimnazjalny,” – powtórzenie, idiotyczne, kolejne. Może by tak „rok kończy się egzaminem”? Zaczynam podejrzewać, ze Twoje słownictwo jest ograniczone do 5000 słów.
Cytat: „?!?” – że tak powiem LOL. Czytaj książki, patrz na interpunkcję. Jeżeli w jakiejś książce znajdziesz ten znak, to zrób zdjęcie i prześlij do mnie, chętnie sobie zobaczę.
Cytat: „Ale to co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania !! [...]” – nie zaczynaj zdania od „ale”. Znaczek „[...]” nie oznacza „ciąg dalszy nastąpi”. On świadczy tylko o tym, że tekst jest kawałkiem czegoś dłuższego.
Cytat: „fuuj” – z jednym „u” to słowo miałoby dokładnie ten sam impakt.
Przeskakujesz spację na końcu zdań i często zaczynasz je od „a”, „ale” i tym podobnych. Zjadasz niewinne ogonki, bestio.

Układ – 2/5
Tak się zastanawiam, po jaką chorobę trzymasz tą uniwersalną z boku? Dopasowane to jak klucz francuski do włoskiego zamka. Jeżeli obrazek miał na celu przyozdobić bloga, to trochę się z tym celem minął i to o parę ładnych mil, zważywszy na fakt, że edycja była równie profesjonalna, co w nagłówku. Ten blog doskonale by sobie poradził bez dodatkowego skrzydła z lewej strony, więc lepiej przerób główny układ na jednokolumnowy.
Menu przynajmniej jest małe i proste do zrozumienia, działa na podstronach, jednak gwiazdkę i informację o docenionym poście mogłaś sobie podarować, albo przynajmniej wsadzić na dobrowolną podstronę. Po prostu się to nie komponuje.
Usadzenie licznika na samym dnie bloga nie ma sensu. Jeśli masz licznik to piszesz dla komentarzy, tak przynajmniej sobie to tłumaczę, ale dlaczego tego biedaka w takim razie wsadziłaś na samiuteńki koniec bloga, gdzie sobie siedzi samotny i porzucony, prawie jakby niechciany? Licznik też ma uczucia, dbaj o niego! Jeśli go tak porzucisz, to się zemści ujemnym punktem przy ocenianiu, ale jeżeli czujesz, że już musisz go mieć i ładnie go wkleisz przy menu, gdzie jego miejsce, to może się odwdzięczyć… albo i nie, bo ja liczników nie uznaję. Muszą na prawdę zlewać się z resztą tekstu, żebym je zaakceptowała.

Temat – 2/5
Faceci – nie lubię większości z nich. Stringi – wygodne jak widelec w oku. Przytulanki – lubię. Z patelni.
W kategorii „opowiadania” Twój blog to kamikaze. W kategorii „dziewczyny”… Też. Opisuje życie nastolatek jakby były istotami pozbawionymi zdolności rozumowania logicznego i zamiast tego myślały tym, co mają pod spódniczkami i nie mam tu na myśli stringów. Każdy wie, że dla większości dziewczyn takie działanie jest praktycznie niemożliwe, więc to, co stworzyłaś w tym opowiadaniu wydaje mi się być czystym science-fiction. Bardziej fiction niż science.
Są jednak na świecie ludzie, którzy nie mają nic naprzeciwko Sex and the City, tak więc podejrzewam, ze komuś może przypaść do gustu ta zniewaga i hańba wszystkich kobiet.

Czytelność i obrazki – 2/5
Kolorki są, że się tak dystyngowanie wyrażę, do anusa. Bardzo ciemne tło zewnętrzne, ciemne tło wewnętrzne i mhroczna mikro-czciona. Powiększ czcionkę, bo mrówczego nie da się rozszyfrować, a potem ją rozjaśnij. Właściwie nikomu by nie zaszkodziło, gdybyś przetestowała zmienienie jej koloru na biały, albo bardzo jasny odcień morskiej zieleni. To samo tyczy się tła zewnętrznego, ale to lepiej zastąpić zwykłym, tradycyjnym białym. Jasna zieleń mogłaby tu tylko pogorszyć sprawę i nadać blogu powabu używanych skarpetek czterolatka.
Jak widać, czytelności chwilowo brak. Natomiast obrazki owszem są,wielkości naparstka, nad każdą nową notką. Niewiele mają wspólnego z wybrakowaną jak ser szwajcarski treścią bloga, ale są i w zasadzie nawet nie są takie złe. Złe i niedobre za to są obrazki w nagłówku i uniwersalnej. Proponuję rzut do kosza z uniwersalną oraz poświęcenie własnej godności i napisanie do jakiejś szablonarni z prośbą o grafikę.

Dodatkowe punkty – zwiały z krzykiem.

-5 punktów za brak linka.

Suma – 14/60
Ocena – mierna.

Blog jest ciemny, nieczytelny. Opowiadanie jest suche, płytkie. Plusem jest to, że nie popełniasz zbyt wielu błędów ortograficznych. Niestety o gramatyce, logice i zgodności z rzeczywistością nie można powiedzieć tego samego.

wtorek, 22 grudnia 2009

(422) complot

Fumiko ijiri daje sobie mentalnego kopa i ocenia

complot.blog.onet.pl





Kto się stęsknił, łapka w górę.Ja też podnoszę łapkę.




Pierwsze wrażenie - 7/10

Complot. Kompot + plot, jakie to oczywiste, a jakież czyste i przejrzyste. Aż sobie westchnęłam, dawno takiego ładnego, skromnego i smacznego (no co, lubię kompot) adresu moje oczka nie widziały. Telefonu sobie nie dam zabrać, czy moje tłumaczenie adresu jest poprawne, ale w szkole zawsze mówili, że jak nie wiesz to zmyślaj, bo nóż, widelec, łyżka ci się uda.

Belka: "Każde dziecko jest dzieckiem wiatru", a łyżka na to "niemożliwe". Mam dowody na to, że jestem dzieckiem mojego ojca i mojej matki, chociaż dowody za tą drugą mogą zniknąć w tajemniczych okolicznościach za odpowiednią opłatą... Wróćmy do oceniania. Podczas gdy adres jest jak kompot wiśniowy do obiadu, belka przypomina raczej żelatynę zamiast galaretki truskawkowej na podwieczorek. Bezpłciowa, bezosobowa, ble. Radzę zmienić.

Szablonik śliczny i cacy i tak dalej. Nie własnej roboty, ale link do szablonarni jest, więc spoko. Kolorki może trochę mdłe, ale w porównaniu z belką są do strawienia. Chyba się robię głodna.




Nagłówek - 3/5

Jestem pewna, że dałoby się to załatwić w inny, lepszy sposób, ale skoro się upierasz przy takim nagłówku to niech Ci będzie. Osobiście nigdy nie przepadałam za zdjęciami w nagłówkach i nie zamierzam tego zmieniać, szczególnie gdy po raz enty trafia mi się blog z laską incognito w nagłówku.

Gdyby nie cień z jednej strony ramki pomyślałabym, że zdjęcie jest własnej roboty, ale nie jest, prawda? Można było wybrać lepsze zdjęcie, za to już dam sobie telefon zabrać. Głód mi przeszedł i klasyfikuję nagłówek niejako kawior, lecz mydło. Pod względem artystycznym zdjęcie nie ma szans trafienia do Luwru nawet i za tysiąc lat.




Treść - 5/10

Na samym początku przeczytam, co masz do powiedzenia o sobie samej. W końcu warto jest wiedzieć, z kim mam do czynienia nim zjadę Cię z góry na dół, z lewa do prawa i po wszystkich przekątnych.

Cytat: „Smutno radosna. Pesymistyczna optymistka. Wierząca bez wiary." - płakałabym, ale śmieję się. Serio, oszczędź mi tego. Nie działają na mnie czary i magiczne mgiełki tajemniczości, którymi za wszelką cenę starają się owiać blogowicze. Przejrzyjcie na oczy: wszyscy jesteście równie normalni co pokopani i nie musicie wytykać palcami siebie samych, wasz blog robi to za was.

Cytat: "Choć dla niektórych wydaje się 'smarkulą', na swoim koncie ma więcej przeżyć niż czterdziestolatka." - tia, wszystkie tak mówią. Nie ma to jak żyć iluzją, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę statystyki. Właściwie to Statystyki. Piszesz "więcej przeżyć niż czterdziestolatka", ale skąd u licha mam wiedzieć, o którą czterdziestolatkę Ci chodzi? Jakbyś nie zauważyła, to całkiem sporo ich lata po świecie i każda ma nieco odmienny styl życia, w związku z czym część z nich ma worek doświadczeń, którego wagę można by przeliczać na tony, podczas gdy reszta nigdy w życiu nie musiała się martwić o nic więcej niż jakiego koloru pomadkę użyje na wieczorną imprezę. Statystycznie rzecz biorąc, czterdziestolatka w czasach drugiej wojny światowej praktycznie nie występowała, więc ciężko tu gadać o jakichkolwiek doświadczeniach, ale jeśli już się upieramy, to takowa osoba miałaby całe tryliony różnych, dziwnych przeżyć na swoim koncie. Nadal chcesz się upierać, że masz więcej ciekawych przygód za sobą, czy może raczysz grzecznie wrócić do kolejki i czekać na swoją turę do dorosłego życia?

Cytat: "Mieszka w dość dużym mieście, na zachodnim wchodzie." - miało być "wschodzie"? Równie sensowne co te trzy zdania na początku prezentacji. Równie sensowne jak gacie dla psa.

Cytat: "Najlepszą przyjaciółką jest książka. To ona pozwala je odpłynąć i marzyć. Dzięki niej inaczej patrzy na otaczający ją świat." - słyszałam, że drobna wariacja w życiu może czasami dobrze wpłynąć na człowieka, ale skoro ta jedna jedyna książka jest dla Ciebie tak ważna to proszę bardzo. Podasz tytuł?

Cytat: „Czuje, że otacza ją nieznana moc. Jakby ktoś nad nią czuwał." - to pierwsze nazywa się schizofrenia, a to drugie to paranoja. Obie przypadłości wypada leczyć, chociaż w zasadzie nie masz czym się martwić, puki zachowujesz się tak, jak się tego od ciebie oczekuje.

W całym opisie znalazłam jedynie dwa krótkie kawałki, które wywarły na mnie jakieś większe wrażenie: pierwszy i trzeci akapit od dołu. Resztę można zaznaczyć, wymieszać i wkleić z powrotem, a gwarantuję, że będzie mniej nudziło niż to, co właśnie przeczytałam.

Skoro pierwsze lody już przełamane i wiem na czym stoję, pozwolę sobie zerknąć do postu o tytule... "034. Burza w głowie". Chyba pierwszy raz mi się zdarza, żeby osoba, którą oceniam pisała tytuły zgodnie z zasadami gramatyki, ortografii i całej tej zakichanej reszty. Za to jestem z Ciebie dumna, brawo.

I NIECH MI KTOŚ Z ŁASKI SWOJEJ POWIE, ZA JAKIE GRZECHY ZMIENIŁAŚ SZABLON W TRAKCIE MOJEGO OCENIANIA? Już Cię nie lubię. Trudno, ocenę napiszę do końca oceniając układ, czytelność i obrazki wedle nowego szablonu. Za wszelkie ujemne punkty z tego powodu winę ponosisz wyłącznie Ty, ja umywam ręce. Na marginesie dodam, że serce prawie mi się zatrzymało, jak w jednej chwili patrzyłam na beżowy szablon, a w następnej kliknęłam na adres notki i wszystko zrobiło się czarne. Przez moment zastanawiałam się, od kiedy to wujo Onet ma możliwość zmieniania szablonów na potrzeby notek. Serio.

Trzymajmy się tematu.

Eh, tak, jasne. Bardzo chciałabym trzymać się tematu, ale ciężko to zrobić, kiedy tekstu praktycznie nie widać. Ciemne tło, ciemniejszy tekst... Jak myślisz, w czym problem?

Cytat: "Przerwy jeszcze przejdą, bo mogę się zaszyć w jakimś kącie z przyjaciółką i ona odrabia lekcje lub się uczy, a ja wkładam słuchawki do uszu i słucham ukochanych piosenek, która utrzymują mnie przy życiu. "- cóż, masz osobliwe wyobrażenie o przyjaźni.

Poza tym jednym cytatem nie mam co komentować. Ujmę to inaczej: nie ma na świecie siły, która zmusiłaby mnie do bezpośredniego komentowania tego, co napisane zostało w tej notce. Po prostu nie jestem w stanie zrobić tego poprawnie subiektywnie czy obiektywnie. Fakt, że podałaś do oceny bloga z takimi notkami w archiwum... To mi się w głowie nie mieści. Pozostaje mi jedynie pogratulować ładnej oprawy w słowa, ale to i tak nie jest to, czego oczekujesz z tej oceny.




Ortografia i poprawność językowa -4/10

Cytat: "Ma nie wielu przyjaciół. Ale zawsze są. Choć czasem zachowują się jak obcy jej ludzie."- tak oto przecinki odeszły w zapomnienie, zastąpione kropkami, a załoga Opieprzu stała się ostatnimi samurajami walczącymi o prawa odrzuconych przez społeczeństwo blogowe znaków interpunkcyjnych. Aha, pisze się „niewielu”, razem.

Cytat: "wchodzie" –wschodzie.

Cytat: "To ona pozwala je odpłynąć i marzyć." - literówka, głupia jak każda inna. "Jej".

Cytat: "Ale za to jaka jest ją kochają." - primo: nie zaczynaj zdania od "ale", ja Cię proszę, błagam wręcz na kolanach. Secondo: ktoś Ci młotkiem składnię pokopał, zauważyłaś? „Kochają ją za to, jaka jest” brzmi jak mniej drastyczna forma przekazu informacji. Zauważyłaś przecinek? Tak? To bardzo ważne, bo ich nie używasz w wystarczającej ilości.

Cytat: „Wysłucha, pomorze, wesprze"– chciałam to jakoś śmiesznie skomentować, ale popłakałam się w efekcie. Istnieje różnica między "pomorze" i "pomoże". Ta różnica wytknięta jest ładnie w książce "Ortografia na wesoło", radzę zmienić obiekt obsesji z książki, która obecnie wpływa na twoją percepcję świata na właśnie tą. "Pomorze" to nazwa geograficzna, wywodzi się od słowa"morze", nie mylić z "może". "Morze" bo "morski", rz wymienia się na r. "Pomoże" bo" pomagać", ż wymienia się na g. Zagoń byka do zagrody.

Cytat: „ukochanych piosenek, która utrzymują mnie przy życiu.” - które.

Połowę przecinków połykasz w całości, połowę zamieniasz na kropki. Tekst nie wygląda zbyt ładnie z takimi zdeformowanymi zdaniami.




Układ - 4/5

Porządek jest, nic mi się do gardła nie rzuca. Mam jedno drobne „ale”: menu. Położenie całkiem dobre, ale nazwy linków niewiele mówią. Musiałam po kolei klikać i sprawdzać, co się ukrywa pod linkami i wydaje mi się, że trochę brak w tym struktury. Najpierw linkujesz do notki, w której piszesz o sobie, potem do notki, w której są adresy innych blogów, które odwiedzasz, a na samym końcu ni z tego, ni z owego linkujesz do konkursu na blog roku, co jakby sprowadza mnie z powrotem w stan szewskiej pasji i mam ochotę strzelić Ci porządnie z liścia. Piszesz dla siebie, czy dla publiczności? Nazwij mnie hipokrytką, bo chociaż oceniam pamiętniki na Opieprzu, sama już straciłam ochotę na wywalanie moich własnych pamiętników na forum publiczne. To taka moja prywatna forma ochrony resztek własnego „ja”i czegoś, co starożytni nazywali „samoświadomością”.




Temat - 3/5

Pozwolę sobie kontynuować wątek: otóż nikt nie musi dla mnie potwierdzać mojego istnienia poprzez krytykę, sama jestem doskonale świadoma moich plusów i minusów. Jestem najlepszą wersją siebie i nie muszę tego wystawiać do konkursów.

Bardzo fajnie, że prowadzisz pamiętnik internetowy i że anonimowo zamieszczasz w nim nawet swoje najczarniejsze przemyślenia, ale nie uważasz, że nawet jeśli publikujesz swoją ciemną stronę mocy, czasami po prostu nie wypada wystawiać jej na światła reflektorów poprzez zgłaszanie się do konkursów i ocen? Bo właściwie po co Ci to? Istnieją inteligentniejsze sposoby zwrócenia na siebie uwagi innych, jeśli tego potrzebujesz.

Wykorzystanie tematu jest okej, szata werbalna też.




Czytelność i obrazki - 3/5

Jako że zmiana szablonu nastąpiła w trakcie mojego oceniania, a po ocenieniu starego nagłówka, pozwolę sobie tutaj ocenić nowy nagłówek. Otóż nowy nagłówek jest beznadziejny. Obrazek przedstawia pewne ono-nie-wiadomo, co to straszy po deviantart.com już od jakiegoś czasu. Osobiście gostka nigdy nie lubiłam. Czasami zdarzy mu się strzelić jakieś dobre zdjęcie, ale sam wygląda raczej kiepsko, jak na mój gust. Morda, jakby mu kto rodzinkę snickersem wytłukł.

Jeśli chodzi o czytelność, to obawiam się, że lekarzy wezwiemy jedynie po to, by potwierdzić zgon. Jak już wspominałam wcześniej: ciemne tło, ciemniejszy tekst; kostka cukru dla tego, kto powie, gdzie pies pogrzebany.




Dodatkowe punkty – pojechały na ryby gdzie Nessie żeruje.




Suma - 29/60

Ocena – dostateczna.

sobota, 31 października 2009

(380) i-am-nostradamus



Fumiko ijiri wcina serowo cebulowe pringle przyglądając się i-am-nostradamus.blog.onet.pl


Pierwsze wrażenie - 6/10
Tym razem byłam sprytniejsza, a przynajmniej tak mi się wydaje. Wskoczyłam na kolejnego bloga w kolejce, jak z samego rana wskakuje się w nową parę skarpetek. Całkowicie bez uprzedzeń, wyzbywając się oczekiwań rozpoczęłam dłuższe oględziny adresu bloga. Dłuższe, ponieważ nie spotkałam się do tej pory z równie mrocznym i złowrogim adresem. Patrzę w kalendarz: no Halloween jak w pysk strzelił. Ciarki przechodzą po plecach.
Boję się bardzo, zakładam moje uber-słit-futerkowo-różowe-słuchafony-jak-dzwony i wsłuchuję się w muzyczkę ukrywającą się niewinnie pod jakimś linkiem na randomowo wybranym poście, który czytać zaraz będę. Muza nie powala, za to nagłówek bloga jak najbardziej, ale o tym za chwilkę lub dwie. Najpierw poznęcam się nad belką.
Otóż belka jest napalona. Dobrze, że się nie ślini, bo by mi ekran popsuła. Tłumaczenie w przybliżeniu to: w nocy, przyjdź do mnie, wiesz, że chcę twojego dotyku zła. Brrr. Po pierwsze: w nocy się śpi. Jak się nie śpi, to się pije kakao (proporcje: pół kubka mleka, pół kubka prochu, żeby cukier kopał na amen) i potem się śpi, nie ma innego wyjścia, więc wyjazd mi z takimi tekstami.
Po drugie: przyszłabym, ale nie wiem gdzie mieszkasz, poza tym jakoś wybitnie nie mam ochoty, boję się Ciebie. Nie ma się co dziwić, skoro blog od adresu, przez nagłówek, aż po belkę zieje mhrokiem i sthrachem.
Oczywiście musi też być coś po trzecie: a po trzecie to ja naprawdę wolę, jak ludzie nie nakręcają i nie dotykają się przez internet. Może to dlatego, że sama idea jest dość obrzydliwa (nigdy nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie), a może dlatego, że jest to kapeńkę niemożliwe do wykonania.
Wiem, chciałaś zachować trochę mhroku w belce, ale wyszło ci to jak perfum spod końskiego ogona – co nieco nie na miejscu z podtekstem.
Poza tym blog oślepia czernią, występującą tu w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach, połowa jednej dziesiątej procenta to sepia, reszta kolorów to biel i oczodające reklamy. Kochamy wuja oneta za ten dodatek, gdy rozświetla nam drogę poprzez mhrok bloga. (To była ironia)
Teges, bo na początku tego podpunktu napisałam, że byłam sprytniejsza. W mym sprycie wygooglałam tekst z belki, znalazłam jego źródło, odwiedziłam starego znajomego Koreańczyka imieniem You Tube i znalazłam tajemniczy utwór. Przesłuchałam i z ulgą zamknęłam stronę. Nad gustami muzycznymi nie będziemy tu rozkminiać.





Nagłówek - 4/5
Koszmar na kiju zakopanym w kupie nie powiem czego, bo sama nie wiem, co by taki koszmar na kiju utrzymało. W przedszkolu nie uczyli, że jak już chcesz straszyć, to nie wywalaj od razu zwłok na pierwszy plan? Widziałaś kiedyś, aby jakiś film zaczynał się od przedstawienia aktu zgonu (nie licząc wspaniałych, brytyjskich, czarnych komedii)? Poza tym biorąc pod uwagę zwłoki w nagłówku i podteksty w belce, to całokształt zakrawa nieco o nekrofilię, a to się chyba leczy. Wierzę, że jesteś równie zdrową na umyśle osobą co ja i tak jak każdy z nas nie dostrzegasz czasami ukrytych informacji, które przesyłają Twoje poczynania, dlatego moim jedynym celem pisania tej oceny jest uświadomić Cię, jakie bagienko sobie stworzyłaś.
Na marginesie dodam, że zerknęłam do kilku notek i gdzieś do moich receptorów wzrokowych dotarła krótka wzmianka o tym, że opowiadanie, które piszesz, klasyfikujesz sama jako thriller i fantasy. Nagłówek klasyfikuję jako horror, no i chyba mamy konflikt interesów, nie sądzisz?
Napis: „Strach to dopiero początek”. No tak, bo potem się umiera – z nudów lub z przerażenia. Jeżeli to jest dopiero początek, to ja zapalę światło, bo oglądanie tego bloga w ciemnościach zakończę migreną.





Treść - 4/10
Kolejny okaz mojego sprytu: postanowiłam rozpocząć przeglądanie szerokiej listy od samego początku, nie zważając na to, że niektóre z notek są tak naprawdę tylko podstronami. Może jak dowiem się nieco więcej o autorce, to łatwiej będzie mi przetrwać jej produkt.
Najpierw jednak czytam o blogu. Znów muszę otworzyć nową kartę i przeprosić się z Google, chyba że w najbliższym czasie wyjaśnisz na blogu, co to jest „tala”. Cóż, Google i Wikipedia niewiele mi pomogły. Nie ma co się rozklejać, jeszcze są dwie podstrony i trzy rozdziały do przeczytania. Przeczytam wszystko, mam wreszcie na to czas, a matka wie, że jak wlezie do pokoju z pytaniem „dlaczego się nie uczysz?” to puszczę szkołę z dymem jeszcze dziś.


Wróćmy do tematu, tfu, czytania, gdyż oto i trafiłam na podstronkę o autorce. Popisałaś się, jak widzę – dziewięć rzeczowników na krzyż i to ma mi niby dać niby jasny niby obraz niby Twojej niby osoby? Obraz jest tak jasny, że kuźwa nic nie widzę, dzięki.
Dalej w szerokiej liście natrafiam wreszcie na coś konkretniej dłuższego, mianowicie opisy bohaterów. Główna postać ma amnezję i jak na złość mieszka w, cytuję: „zapomnianym miasteczku”. Moja dusza wypełniona jest współczuciem.
Przyjaciółka głównej postaci jest, ponownie cytuję: „zabawna”.
Potem jest opis szkolnego łapacza dziewczyn, który, znanym już wszystkim schematem nie zwraca na bohaterkę uwagi, 'do czasu gdy' i tu pies pogrzebany, jak znam życie.
Następnie witam Domażyra, miejskiego stracha na wróble... Nie będę nawet pytała dlaczego kaleczysz gościa takim imieniem. Na końcu jest parkowa baba i to-to, co to nie wiadomo właściwie co to jest, ale jak jest to niech już będzie. No i dobrze, bo już się bałam, że w całym opowiadaniu straszyć będzie tylko Alzheimer, Zabawna Natalia, Player i Domażyr. Na szczęście uratowałaś mnie, dodając dwie ostatnie postacie, które zgodnie możemy określić Czynnikiem Strachu.
Skoro już cały cyrk mi przedstawiłaś to zabieram się za czytanie prologu. Jak się okazuje, nie jest wcale taki zły. Za cholerę nie wiem, co się dzieje, ale jakaś namiastka napięcia i akcji jest. Jest również Nauczyciel (głosy mówią mi, że to Domażyr lub Ktoś z Czynniku Strachu) i narratorka, tudzież zapewne Alzheimerek. Cały prolog utrzymany w kontekście „patrz na książkę, to nie jest książka” z puentą.
Rozdział pierwszy zawiera wiele niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Zaczyna się od tego, że niezadowolony z życia Alzheimerek siedzi i myśli, że gada z hot-dogiem. Okazuje się, że to nie gadający hot-dog, lecz koleżanka Alzheimera ją nawołuje. Alzheimerek opiernicza swoją przyjaciółkę, za jej niepoprawny optymizm, po czym z niezdrowym entuzjazmem i uradowaniem gna do klasy, podczas gdy jej przyjaciółka, Zabawna Natalia człapie za nią, najwyraźniej niezbyt niepoprawnie optymistyczna po tym jakże ciepłym przywitaniu.
W następnym akapicie odkrywam, że tajemnicza Tala z działu o blogu może być skrótem imienia Natalia, gdyż taki właśnie został użyty w tekście. Nikt z was, jełopów tworzących pierwsze bazgroły na blogach nie załapał jeszcze, że adresowanie własnych postaci zdrobnieniami ich imion to najbardziej nieprofesjonalna rzecz jaką można zrobić. Fumiko ijiri wzdycha, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. Kiedyś się nauczycie.
W tym samym akapicie Alzheimerek wykazuje się również cechami ADHD, chcąc rzucić się i pobić przypadkowego przechodnia, który na nią wpadł. Potem przypomina (!) sobie, że musi coś załatwić i znika we wnętrzu taksówki, która po prostu znalazła się pod ręką od tak. Podejrzewam, że to nagły przypływ adrenaliny odblokował jej piątą klepkę w mózgu.
Następny akapit to scena „u Natalii”, co wcale nie oznacza, że jest to scena odgrywana w zamkniętym pomieszczeniu. W tym akapicie narracja zmienia się z dennej na denną plus usilnie żartobliwą. Rozrywką Zabawnej Natalii jest bieganie koło samochodów. Jakie to zabawne.
Potem pojawia się czekająca na coś kobieta, siedząca na przystanku autobusowym. Natalia czuje się być w obowiązku zapytać ją, czy w czymś jej pomóc. To jest zarąbiście dobre posunięcie, mając na uwadze sytuację. Kobieta odmawia i odchodzi, ale nie da się określić w którym kierunku. Ba, Natalia nie potrafi nawet powiedzieć nic więcej o tajemniczej nieznajomej. Chwilę potem rozlega się potężny huk i następuje zmiana punktu widzenia. Wracamy do naszego kochanego Alzheimerka. Siedzi sobie na cmentarzu i podgląda ludzi podczas pogrzebów, niegrzeczny Alzheimerek... Na szczęście pojawił się wreszcie mój personalny faworyt z tej całej zgrai, mianowicie grabarz Domażyr, który wystraszył Alzheimerka. Chorowita panna zwiała, a gdy była już pod domem usłyszała znany nam już łomot.
Na tym kończy się rozdział pierwszy i moja cierpliwość. Wprawdzie bardziej to ciekawe niż oglądanie w telewizji nagiej klaty gubernatora Kalifornii po raz któryś tam (żeby nie było, Terminator leci), ale tekst nabity jest błędami, a postacie, choć dość często powielane, mają osobowości zmienne jak kierunek wiatru na biegunie.
Plusa masz jedynie za gadającego hot-doga i ten prolog, który wzbudził we mnie nadzieję, że to opowiadanie może kiedyś osiągnąć coś więcej, niż standardowe dwie notki i zawiecha po pięciu miesiącach.





Ortografia i poprawność językowa - 3/10
Cytat: „Chuda postać pochylała się nad ciepłym hot-dogiem” - jak myślisz, dlaczego to się nazywa HOT-dog? Jadłaś Ty kiedyś zimnego hot-doga? Amerykanie nie są tacy głupi. Poza tym, gdyby ktoś zechciał przetłumaczyć to zdanie na angielski, to nieco by się zdziwił, nie?
Cytat: „tłoczącą młodzieżą” - tłoczącą SIĘ młodzieżą. Samo słowo „tłoczyć” może mieć wiele znaczeń, między innymi można tłoczyć olej. Tego terminu używa się przy produkcji oleju. Olej sam siebie [się] tłoczyć nie może, natomiast jeżeli ludzie się tłoczą oznacza to, że jest ich wielu w jednym miejscu i się przepychają.
Cytat: „Ros mruknęła do siebie, po czym jeszcze bardziej naciągnęła białą chustę na oczy. Była szczupła, a gdyby wstała, sięgałaby każdemu przeciętnemu przechodniowi do ramion.” - Między tymi dwoma zdaniami przydałby się co najmniej nowy akapit, jeśli nie wstawka 'Dziewczyna' przed 'była', w przeciwnym razie można to wszystko zrozumieć nieco na opak: chusta jest szczupła i sięga ludziom do ramion, gdy stoi? Chyba nie o to chodzi.
Cytat: „kompletnie zlewając się z tłoczącą młodzieżą” (…) „trudno było jej nie zauważyć w tłumie licealistów.” - dyslogizm, chyba że dziewczyna jest jak lampka nocna i może przełączać się z trybu widocznego na niewidoczny w tłumie.
Cytat: „Natala” - wprowadzamy nowy system stopniowania, tym razem imion: mała Natalka, średnia Natalia, gigantyczna Natala.
Cytat: „Jesteś w wymarzonym liceum, razem z wymarzoną przyjaciółką; czyli ze mną! Jesień; jest kolorowo, robimy ogniska. Czy ty tego nie czujesz?!” - koleżanka się chyba naćpała, bo ja też nie czuję tego, co ona najwyraźniej czuje. Poza tym radziłabym sprawdzić zasady interpunkcji, bo w cytacie nawaliłaś niepotrzebnie pewnego znaku i dam ci cukierka jeśli mi powiesz, o którym mowa.
Cytat: „W odpowiedzi ujrzała minę swojej koleżanki, która wyrażała wielką niechęć.” - w odpowiedzi ujrzała wyrażającą wielką niechęć minę swojej koleżanki. Ludzie, uczcie się pisać po polsku.
Cytat: „Nat przebiegła przez ulicę, zadowolona z tego, jak szybko dostała się ŚRODKIEM KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ z jednego miasta do drugiego” - to, że trzy słowa w tym zdaniu napisane są z caps lockiem ma oznaczać, że wiesz jak idiotycznie to brzmi? To, na miłość boską, czemu tego nie zmieniasz na coś mądrzejszego?
Cytat: „Szla” - alt to ten klawisz na prawo obok spacji, która jest najczęściej najdłuższym klawiszem na klawiaturze i umieszczona jest w pierwszym rzędzie. Prawa strona to ta, gdzie masz rękę, w której trzymasz ołówek, gdy piszesz. Jeśli jesteś leworęczna, to... domyśl się.
Cytat: „błogą ciszą. Jednak coś” - przecinek zamiast kropki.
Cytat: „Włożył zamkniętą na wieczność, czarną skrzynkę do dziury i zaczął to zakopywać” - zaczął JĄ zakopywać.
Na koniec dowalam ci potężnym minusem za ten dyslogizm w opisywaniu postaci głównej bohaterki. To jest jeden z grzechów głównych pisarza: gmatwanie w pojmowaniu własnej postaci i utrudnienie czytelnikowi zrozumienia jej.





Układ - 5/5
Statystyka na czele, no przecież mnie coś zaraz weźmie od środka i rozerwie. Będziecie mnie musieli z lupą po całym pokoju przez lata szukać i zeskrobywać, żeby móc potem pochować. Chyba rozpocznę wielką akcję obalania statystyk, bo właściwie na co to komu? Komentuje się pod najnowszą notką, tam zawsze widać, czy co przybyło, czy nie, poza tym blog prowadzisz dla siebie, czy na rzecz reszty świata?
Menu niezbyt rozwinięte, ale trudno się dziwić, skoro blog oficjalnych notek ma dopiero dwie. Przynajmniej jest porządek jakiś zachowany i nie traci się człowiek w linkach, ale doskwiera mi brak linka do strony głównej.
Linki zagospodarowane, zadbane i nie kurzą się, to jest plus.
Na samym dole menu jakaś ramka z jakimś tekstem, którego nie zamierzam szukać po internecie, nauczona poprzednim razem, że jeżeli to muza to nie warto wiedzieć jaka. Ufam własnym instynktom, jeszcze mnie aż tak bardzo nie zawiodły, jak niektóre gusta blogowiczów.





Temat - 4/5
Po opowiadaniu zawsze spodziewać się można wiele na początku, a potem czyta się opowiadanie. Potem się wzdycha i stara to jakoś sklasyfikować.
Hmm, mam dylemacik. Tutaj mam do czynienia z rozdziałami natury długiej, lecz deczko debilnej, oraz prologiem natury krótkiej, acz treściwej i wciągającej. Nie dało się reszty opowiadania napisać z tą samą pasją co prolog? Wiem, że to kosztuje trochę wysiłku, ale nagrody zdobywa się nie za długość, lecz za jakość!
Z thrillera niewiele to jeszcze miało, fantastyki z resztą też. Horror był to zaiste, szczególnie w miejscach, gdzie gramatyka szarżowała po nieznanych polach.
Temat dobrze dobrany i wykorzystany w prologu, ale leży i kwiczy w kolejnej części opowiadania. Pozostaje mi jedynie pielęgnować zyskaną nadzieję na cud.





Czytelność i obrazki - 4/5
Wszystko jest przejrzyste, schludne, poukładane i wyraźne. W kwestii obrazków zastrzeżenie mam do jednego jedynego obrazka, jaki znalazłam, mianowicie tego w nagłówku. Nie pasuje mi do tematyki bloga, a już tym bardziej nie do opowiadania. Kolorystycznie może być, ale zmieniłabym go na coś mniej... hardcorowego.





Punkty dodatkowe – a kaktusa. Nie za to mi płacą, jak pracuję w Halloween.





Suma - 30
Ocena – dostateczna.





Idealnie na granicy do dobrej. Prolog zasługuje na celujący, ale reszta niestety go przytłacza.

piątek, 30 października 2009

(379) artemine



Prolog: Fumiko ijiri odwiedza artemine.blog.onet.pl

Rozdział pierwszy: Pierwsze wrażenie - 9/10
Chociaż zmagała się z potworną chorobą, fumiko ijiri spakowała manatki i dzierżąc w łapce swój kultowy kubeczek Pink Floyd'a zerknęła na znajdujący się w kolejce adres, mający być destynacją jej kolejnej podróży. Artemine. „Że niby co?” - zdziwiła się, przecierając oczka wolną łapką, po czym spojrzała na adres po raz kolejny - „Arte... Mine. Art-e-mine... Art-emi-ne... Enimetra...” - po dłuższym zastanowieniu, które właściwie niewiele dało, wzruszyła ramionami i kliknęła na adres przenosząc się do krainy Artemine. Z nielekkim zaskoczeniem rozejrzała się dookoła. „Osz w trąbę słonia” - wyrwało jej się szeptem pełnym uznania - „No tego jeszcze nie było”. Odstawiła kubeczek na najbliżej stojący przedmiot zdatny do odstawienia na nim kubeczka i trzęsącymi dłońmi wyszperała z kieszeni swojego czerwonego płaszczyka notesik i niebieski ołówek. Otwarła notesik gdzieś na środku i z miejsca zaczęła notować swoje obserwacje:
„Tak, to jest to, czego szukaliśmy od dawien dawna, profesorze Ziarenko: kraina z dodatkami, która nie przypomina zdziczałej puszczy! Delikatna, dopasowana i jakże przyjemna dla oka kolorystyka, choć może nieco za ciemna, czyni z niej miejsce doskonałe do spędzenia tu dłuższego czasu.
Chociaż nazwa zdradza niewiele i zawikłana jest jak profesorowa szopa, znaczy się fryz (czy co to tam profesor na tej swojej profesorowej łepetynie ma), świetnie będzie się prezentować na pocztówkach, tudzież belce. Być może jednak wypadałoby strzelić w to jakimś tekstem reklamowym, w końcu wszyscy ostatnio idą na komercję, a trochę reklamy nikomu prócz politykom jeszcze nie zaszkodziło. Tak, zdecydowanie należałoby coś nabazgrać w tej belce, tak w ramach doszlifowania do perfekcji!
Wolna przestrzeń wypełniona jest różnokolorowymi dodatkami łagodnej natury; to chyba jest pierwsza taka wyprawa, na której nie obawiam się nagłego ataku ze strony tubylców!”
Fumiko ijiri zagryzła ząbki na ołówku czytając zapisane zdania, po czym przewróciła kartkę, wzięła głęboki wdech i wykonała kolejny krok, zagłębiając się w nowej, pięknej krainie.





Rozdział drugi: Nagłówek - 3/5
Zaraz za zakrętem ponownie stanęła jak wryta: oto jej oczom ukazał się groteskowy widok rozkopanego grobu, taczki pełnej kości i czegoś, co wdzięcznie pchało ową taczkę w bliżej nieokreślonym kierunku, uśmiechając się dość perfidnie. Z jej ust wymknęło ciche „Iiik!”, po czym jej wzrok wyłapał coś w tle tej sceny. Z oburzeniem stwierdziła, że tuż nad rozkopanym grobem widniała nazwa krainy. Przygryzając dolną wargę podsunęła notesik pod nos i kontynuowała pisanie:
„Profesorze Ziarenko! Pod względem kolorów, kraina ta nadal wydaje się być dość przyjaźnie nastawiona, ale nie jestem pewna co sądzić o tubylcach. Właśnie miałam okazję być świadkiem, gdy jeden z nich uciekał ze świeżo wykopanymi zwłokami! Być może to jakiś tutejszy rytuał witania jesieni. Ogółem nie wygląda to tak makabrycznie, jak się może wydawać, wręcz przeciwnie, ale na miłość boską, cóż to ma wspólnego z dodatkami?
Zaobserwowałam rzecz zastanawiającą: czyżby tubylcy mieli nas za idiotów? Adres adresem, a adres w belce już niech tam siedzi, jak mu wygodnie, ale żeby zaraz na pierwszym planie ponownie się adresować? To jak witać się trzy razy z tą samą osobą w ciągu pięciu minut! No, chyba że wszyscy mają tu alzheimera...
Cóż, najpierw widzę sezonowe ograbianie grobów, potem kolejny znak informujący mnie, że jestem w tym samym miejscu co pięć minut temu... Mój zachwyt tą krainą zamienia się w zwykłe uznanie dla pierwszego wrażenia, jakie po sobie zostawia.”
Nieco bardziej zbulwersowana niż zachwycona schowała notesik i ołóweczek do kieszonki płaszczyka, a z innej wyszarpała dyktafon i ruszyła za pchającym taczkę stworzeniem w nadziei, że zaprowadzi ją ono do swojej wioski, gdzie będzie mogła zapoznać się bliżej z przywódcą tej dziwnej rasy, tudzież tym jej przedstawicielem, który sprawował władzę nad krainą.





Rozdział trzeci: Treść - 4/10
Nie minęło wiele czasu nim odnalazła przywódcę, z którym odbyła krótką rozmowę. W pierwszych chwilach przywódca, który okazał się być samicą imieniem Alex, używał zdań krótkich i prostych, doprowadzając tym fumiko ijiri do szewskiej pasji.
„Wiem, wiem. Robię strasznie brzydką grafikę. Ale będziecie musieli przeżyć oglądanie tych okropnych obrazków.” - oznajmiła w pewnym momencie Alex, przy czym fumiko ijiri wybuchnęła histerycznym śmiechem, a kiedy się wreszcie uspokoiła, wymamrotała cicho pod nosem „To po kiego grzyba tu siedzisz geniuszu?”
Jako że po swoim krótkim popisie poronionej wiary w siebie Alex ponownie zaczęła dukać zdaniami pojedynczymi, fumiko ijiri zajęła się obgryzaniem paznokci wyłączając się z rozmowy na jakiś czas. Na chwilę powróciła do świata żywych by zanotować, że przywódczyni, choć świadoma, że niektóre z dodatków pochodzą z innych krain, nie informuje z których tak właściwie są. „Być może należałoby tu sprowadzić kilka egzemplarzy drukowanych praw autorskich” - dopisała w dole strony w notesiku, po czym ziewnęła i kontynuowała obgryzanie paznokci i ignorowanie nudnych wywodów przywódczyni. Po dłuższym czasie najzwyczajniej w świecie zasnęła z nudów. W tym czasie Alex zaczęła dodawać do swoich wypowiedzi teksty w stylu „Piosenka: Take A Bow - Rihanna, Film: Wysyp Żywych Trupów”, które swym celnym niedopasowaniem do sytuacji przysporzyły fumiko koszmarów, ale niewiele więcej rozrywki.
Nie dane jej było spać zbyt długo, gdyż Alex zaczęła zastanawiać się bardzo głośno i bardzo konsekwentnie nad własnym szczęściem.
„Dzisiaj miałam dwa sprawdziany. Z polskiego i angielskiego. Może dobrze mi pójdą, może źle...” - stwierdziła przywódczyni. „Sprawdziany ci pójdą? No to na pewno nie jest dobrze, skoro sprawdziany dostają nóg...” - pomyślała fumiko ijiri, ale nie wypowiedziała tego na głos, gdyż Alex już zmieniła temat i tym razem rzekła: „Zawsze pisze takie krótkie notki, ale dlatego, że nie lubie rozpisywać. Dlaczego? Nie wiem”. Fumiko ijiri pozostała bez słów wobec tak wyrwanego z kontekstu stwierdzenia, więc całą swoją odpowiedź na nie zawarła w ambitnym uniesieniu ramion i pokazaniu języka. Jej totalny brak zainteresowania opowieściami przywódczyni został jednak źle zinterpretowany i już po chwili Alex rozpoczęła kolejną, złożoną z trzech zdań współrzędnie złożonych.
„Byliśmy na skałkach i się wspinaliśmy xdd.” - oznajmiła podwójnie krzywiąc mordę, podczas gdy w głębi duszy fumiko czuła, że powoli ma dość tej ambitnej konwersacji. Wbrew staraniom nie mogła zrozumieć, jak można się wspinać będąc już na skałkach.
Gdy po dłuższej chwili nie dostrzegła w tym żadnego sensu postanowiła coś z tym zrobić. Poderwała się, podziękowała za rozmowę i, tłumacząc się wcześniej chęcią odnalezienia sensu, puściła się biegiem przez krainę, aż się za nią kurzyło. Odprowadzona została nieco zaskoczonymi spojrzeniami dodatków.





Rozdział czwarty: Ortografia i poprawność językowa - 4/10
Biegnąc przez krainę co jakiś czas potykała się o kamienie, na których widniały napisy w stylu „Ja jutro idę do school ;/”, „A więc koniec dzisiejszej notki” oraz „Ale ludzie się zmieniają zmieniają”. Nie sądziła, że w tak pięknym miejscu mogą pojawić się przypadki mutacji języka, która zniekształcała słowa i zamieniała je na ich angielskie odpowiedniki, a przykrość sprawiały jej zdania zaczynające się od „ale” i „więc”. Powtarzające się niepotrzebnie wyrazy oraz miejscami ich brak poczytała jedynie jako zachętę do szybszego biegu, ale zaraz potem wdepnęła w bliżej niezidentyfikowany obiekt składający się ze znaków formujących symbole: ;( :) xD :D :*. Wykrzywiła twarz w obrzydzeniu. Do tej pory sądziła, że nic gorszego niż zdania pojedyncze jej nie spotka. Rozczarowała się, jednak największy zawód czekał ją tuż za zakrętem, gdzie natrafiła na tubylców odgryzających i połykających ogonki literek.
Opadając z sił wyciągnęła swój notesik i ołówek i zapisała te słowa: „Chcę przeprosić mamę Mike'a i mamę Josh'a i moją. Wszystkich przepraszam. Byłam taka naiwna. Tak bardzo przepraszam za wszystko co się zdarzyło, bo pomimo tego co mówił Mike, to wszystko jest moja wina, bo to był mój projekt, a ja nalegałam na wszystko. Upierałam się, że nie błądzimy, nalegałam, żeby iść dalej i żebyśmy szli na południe. Wszystko musiało być tak, jak ja chcę i oto gdzie skończyliśmy i tylko przeze mnie jesteśmy tutaj głodni i zmarznięci, prześladowani. Kocham was mamo i tato. Tak mi przykro... Co to było? Boję się zamknąć oczy i boję się je otworzyć...” - jej łapki zaczynały się ewidentnie trząść gdy pisała ostatnie słowa - „O Boże... Umrzemy tutaj”*.





Rozdział piąty: Układ - 4/5
Fumiko ijiri ocknęła się nagle. Nie była do końca pewna gdzie się znajdowała, ale fakt, że żyła upewnił ją w przekonaniu, że najgorsze chyba już minęło. Rozglądając się po znajomo już wyglądającej krainie dostrzegła pewną symetrię i schematy, które przypadły jej do gustu. Pojawiła się szansa na poprawę sytuacji.
Najważniejsze informacje były tu łatwo dostępne i chociaż kraina ta, jak każda inna była dżunglą o wielu drogach, wszystko sprawiało wrażenie mieć swoje miejsce. Panował tu ogólny porządek i właściwie jedyne, czego wybrednej podróżniczce brakowało była droga powrotna (tudzież link do strony głównej). Wkurzające było też to, że każda droga prowadziła do nowego okna.
Nieco podirytowana, ale zadowolona że wciąż jest przy życiu fumiko ijiri wstała z ziemi, otrzepała się i ruszyła w dalszą drogę. Niewiele zostało jej już do zobaczenia, a przypomniała sobie, że u wrót krainy Artemine, gdzieś na najbliższym przedmiocie zdatnym do pozostawienia na nim kubeczka pozostawiła swój kultowy kubeczek Pink Floyd'a, którego wypadałoby odzyskać, nim jakaś tubylcza potwora obżerająca się ogonkami literkowymi go zgarnie i zmieni dietę i zacznie ssać kubeczkowe ucho. Skrzywiła się na samą myśl o tym i przyspieszyła kroku.





Rozdział szósty: Temat - 4/5
W drodze powrotnej ominęła niezbyt szerokim łukiem wioskę tubylców. W tym czasie zaobserwowała ponownie ich dziwne zachowanie, nawyki i rytuały. Okazało się, że dziwne stwory oddały się rozrywce w postaci konkursów z dodatkami i obrazkami. Wszystko zdawało się mieć tu jakiś sens z wyjątkiem tych konkursów, ale fumiko ijiri nigdy nie widziała nic pociągającego w konkursach w których główną wygraną nie był pluszowy królik czy talerz spaghetti.
Zanotowała swoje obserwacje, po czym całkowicie oddała się podziwianiu innych widoków. Wystrój krainy naprawdę przypadł jej do gustu.





Rozdział siódmy: Czytelność i obrazki - 4/5
Z zadowoleniem stwierdziła, że ani razu nie musiała używać lupy ani lornetki. Brak mrówek sprawił, że mikroskop również stał się narzędziem zbytecznym. Obrazki uznała za całkiem niezłe, niezależnie od niskiej samooceny szefowej krainy. Jak na pokopany gust fumiko ijiri, kraina owa nie była w sumie taka straszna.





Rozdział ósmy: Wyciągnęła notesik i otworzyła go na ostatniej stronie, gdzie koślawymi literkami napisane było „punkty dodatkowe”. Ssąc końcówkę niebieskiego ołówka i nieświadomie barwiąc swoje usta na ten właśnie kolor zastanowiła się krótką chwilę. Marszcząc brwi przekartkowała notesik do początku notatek z dnia pierwszego i szybko przebiegła wzrokiem po zapisanych obserwacjach. Cofnęła się do strony pierwszej, gdzie rozrysowane były różnorodne tabele wypełnione skomplikowanymi równaniami i długimi ciągami cyfr i za pomocą palców jednej ręki szybko coś obliczyła. Po wykonaniu tej czynności wzruszyła ramionami, wróciła do ostatniej strony na której zakreśliła wielkie, okrągłe zero, po czym zamknęła notesik i opuściła krainę raz na zawsze, zabierając wcześniej kubeczek z miejsca, w którym go zostawiła.





Rozdział dziewiąty: Po powrocie do zacisza swojej norki zrobiła krótkie podsumowanie, które zakodowała w sposób czytelny tylko dla wtajemniczonych:
Suma - 32
Ocena – dobra.





Epilog: Późnym wieczorem przeglądając notatki z innych podróży i popijając mocną herbatę z kultowego kubeczka PF odkryła na nim lekkie, niebieskawe zabarwienie w miejscu w którym porcelana stykała się z jej ustami. Zbita z tropu zerknęła do lustra. Chwilę później jej wzrok padł na niewinnie wyglądający ołóweczek leżący sobie jak gdyby nigdy nic na biurku obok kubka. Spojrzała ponownie do lustra i przeklęła soczyście.





Słowo od autora: Uhm. Nudziło mi się. Wybitnie. Wyjątkowo.
* „Blair Witch Project”, słowa Heather Donahue.

środa, 28 października 2009

(378) kto tam


Na biurku zapas chusteczek higienicznych, tabletek przeciwbólowych i kropli do nosa, w słuchawkach ciężkie brzmienia, w kubku gorąca herbata tak mocna, że wyżera dziury... Fumiko ijiri bierze głęboki wdech (na tyle głęboki na ile pozwala jej zatkany nos) i rozpoczyna diagnozowanie kto-tam.blog.onet.pl

Pierwsze wrażenie - 4/10
Mimika mojego kota wyraża więcej niż ten blog. Za kolorki obrałaś sobie czerń i odcienie brązu: podczas gdy brąz jest mdły jak mąka, czerń rozlewa się dookoła i pochłania wszystko, a za chwilę dobierze się i do mnie. Szybka i bezbolesna zamiana kolorów miejscami oszczędziłaby mi uczucia klaustrofobii i spadania.
Nie jestem zachwycona patrząc na belkę. „- Kto tam? -Książe z Bajki”. Po pierwsze: odkryłam ostatnio, że jestem konserwatywną bestią i zdecydowanie bardziej przypada mi do gustu oryginalna wersja tego powiedzenia. Po drugie: zgubiłaś ogonek w „książę”, a w „bajki” nie trzeba klepać shifta, chyba że to jedna z Twoich postaci lub krain geograficznych. Z geografii ostatnio cudem dostałam zaliczone na teście, więc ekspertem siebie nie nazwę, ale wierzę, że gdzieś na jakimś zapomnianym odludziu w Kaszubach może znajdować się zabita dechami wiocha o nazwie Bajka, ale by pisać opowiadanie w takiej scenerii?... Kopara opada z hukiem na klawiaturę.
Wracając do tematu diagnozy bloga: adres. Bez bicia przyznaję, że lubię krótkie, proste i treściwe adresy. Choć inwencja twórcza w tym przypadku nie wykracza poza poziom zera, pociągająca nutka ukrytej zagadki jest na swoim miejscu. Jejku, dzieci, pomachajcie łapką do pierwszego plusa bloga.





Nagłówek - 2/5
Z nagłówka napastuje mnie perwersyjnym spojrzeniem morda Lindsay Lohan. Swego czasu uważałam nawet, że ładna z niej dziewczyna, ale potem palma jej odbiła. To smutne. Tak czy siak, nie popieram posiadania gwiazd, gwiazdeczek, czy nawet brokacików w nagłówkach, chyba że mowa o kimś formatu Johnny'ego Depp'a.
Napis w nagłówku nic mi nie mówi. To jest jakaś piosenka? Wierszyk? Fraszka? Powinnam wiedzieć, czy może moje ostatnie szare komórki są bezpieczniejsze bez tej wiedzy? Problem z napisami naklejanymi na obrazki jest taki, że jeśli nie dobierze się odpowiedniej czcionki i formatu i nie połączy się odpowiednio warstw w programie graficznym, to potem dziwnie to wygląda. Palcem nie wskażę skąd ta konkluzja. Ekhem, TU na przykład litery są kanciaste i takie jakieś pokopane, jedno „d” wygląda jak „f”, a inne literki jak widzę są nawet niepotrzebnie spuchnięte do rozmiarów dużych liter, ale to już nie jest zasługa nieudanych zabaw w Doktora Photoshopa. To jest zasługa często występującej, ale na szczęście uleczalnej choroby znanej jako SKS – Syndrom Klepania Shifta. Wyleczyć można ją szybko poprzez podłączenie do prądu kusząco wyglądającego klawisza... Nigdy nie mówiłam, że nie będzie bolało.
Chciałabym powiedzieć „dobra robota z oprawą graficzną i edytowaniem!”, ale moja gorączka nie jest jeszcze tak wysoka. Widzę kreskę w miejscu łączenia zdjęć.





Treść - 3/10
Opowiadanie, eh? Zaskocz mnie.
Prolog.
Cytat: „Brązowowłosa dziewczyna siedziala na zadazonycm balkonie wsłuchując się w odgłosy nadchodzęcej burzy. Uwielbiała to.” - pal licho literówki, zaraz będę miała okazję, by poobcinać Ci za nie palce, ale mogłabyś być nieco bardziej precyzyjna w kwestii tego, co nasza nowa znajoma uwielbia? Siedzenie na „zadazonycm” balkonie czy słuchanie „nadchodzęcej” burzy?
Cytat: „Szkoda że jej matka nie podzialała tego zdania.” - tia, szkoda. Może gdyby strzelił w nią piorun ten tekst nadrobiłby sensacją utracone punkty prezentacji... Ach, pomarzyć zawsze można!
Cytat: „Niebieskooka leniwie zeszła z krzesła i wyszła ze swojego pokoju.” - czyżby opanowała sztukę teleportacji? Jeszcze przed chwilą siedziała na balkonie, a nie w pokoju.
Cytat: „skierowała się na taras, gdzie był jej brat z kolegami. -Hej - przywitała się z każdym z nich.” - to znaczy: podchodziła do każdego z nich po kolei i mówiła „hej”. Co z tego, że było ich dwudziestu czterech? Wszyscy mieli czas, w końcu na dworze szalała burza, a nawet w tym momencie co z tego, że siedzieli na tarasie? Burze wcale nie zagrażają życiu, to matka dziewczyny ma paranoję i co chwilę zabrania ludziom siedzieć na dworze w trakcie wyładowań atmosferycznych. Mam dość, a to dopiero dziesiąta linijka tekstu.
Cytat: „Emily udawała spokój” (…) „Mark jak zwykle przytomny musiał popsuć przyjemną atmosfere luzu.” - za taki luz to ja dziękuję, postoję.
Cytat: „Po pożegnaniu się z wszystkimi czas iść spać.” - puenta pierwsza klasa, a tak na serio to radzę się usunąć w cień do czasu, gdy twój talent pisarski będzie można nazwać talentem, a nie przekleństwem.
Dla świętego spokoju przeczytam jeszcze następną notkę, ale jak tu nic dobrego nie znajdę, to chyba się poddam.
Cytat: „Śniadanie w biegu i na przystanek.” - że CO? Że niby JAK? Ale O CO chodzi?
Cytat: „W końcu mieszka w dziurze gdzie można się zgubić.” - dlatego ludzie od wieków podziwiają myszy.
Cytat: „Po powitaniach pełnych pisków jak to na dziewczyny przystało” - wygląda na to, że jakaś ważna część bycia dziewczyną mnie ominęła. Znowu.
Cytat: „-Księciem z bajki to on nie był, ale całował dobrze - cała trójka wybuchnęła głośnym śmiechem. Victorie zawsze znalazła sobie kogoś z kim by się nie nudziła.” - tak, to jest naprawdę histerycznie śmieszne. Nie ma nic bardziej rozrywkowego niż całodobowe wymienianie śliny przez dwa miesiące w roku.
Cytat: „Rozsiadły się na skrzypiącej karuzeli i powoli zaczęły kręcić.” - kręcić młynka kciukami?
Cytat: „-Proponuję Ringa - Vic zawsze lubiła horrory.” - serio? Czytała może to opowiadanie? Spodobałoby jej się.
Cytat: „No mam nadzieję że pierwsza cześć wyszła trochę lepiej niż prolog.” - o tak. Dokładnie o połowę bezsensu lepiej, trzymaj tak dalej!





Ortografia i poprawność językowa - 4/10
Cytat: „-Ile wlezie...-cicho dodała” - znaczy się „odpowiedziała” na pytanie matki, a nie dodała. Nie miała za bardzo czego dodawać, skoro kobieta postawiła jej jasne pytanie.
Cytat: „:P” - nie ma takiego słowa, sprawdzałam.
Cytat: „będą te twoje koleżanki może jakaś domówka?” - a o znakach interpunkcyjnych słyszała?
Cytat: „No i nadszedł ten długo wyczekiwany dzień.!” - słyszeć o nich słyszała, ale żeby jeszcze wiedziała jak tego używać...
Cytat: „-BOmba!” - GRanat! To znaczy: SKS!





Układ - 1/5
Układ to czysty geniusz. Żartuję. Każdy sobie może pierdoły układać na swoim blogu wedle własnego upodobania, ale jako że regulamin Opieprzu daje mi wolną rękę do oceniania subiektywnie, to układane pierdoły mają być wedle mojego upodobania, a takie nie są. Statystykę wypierniczyłabym na wstępie: piszesz dla siebie, czy dla cyferek?
Zdecydowałabyś się też czy, oraz jakie znaki interpunkcyjne chcesz dodawać w tytułach ramek. W jednym tytule widzę kropkę, w innym przecinek, a jeden biedny tytulik nie ma żadnego przy sobie. Jako nagrodę pocieszenia dałaś linkom punkty w postaci kółek. Nigdy nie lubiłam nagród pocieszenia.
W ramce o blogu użyłaś trochę za małej czcionki. Wygląda dość pokracznie, gdy reszta bloga pisana jest w rozmiarze jedenastym. Tło wewnętrzne pod szeroką listą nieco odstaje od reszty bloga. Tytuły notek wyglądałyby lepiej, gdyby były wyśrodkowane. W ogóle to radziłabym zgłosić się do jakiejś szablonarni i zrobić coś z wyglądem bloga, bo kolorystyka źle mi się kojarzy, a układ prosi się o egzekucję.







Temat - 0/5
Po przeczytaniu pierwszych dwóch notek ciężko jest mi mówić o fabule opowiadania, gdyż takowej brak. To mógłby równie dobrze być pamiętnik jakiejś dwunastolatki i nikt nie załapałby różnicy w treści. Dlatego też, chociaż opowiadanie jest, sam jego temat jest moim zdaniem kompletnie niewykorzystany. Naszkicowanie paru fikcyjnych bohaterów nie jest równoznaczne z tworzeniem opowiadania.





Czytelność i obrazki - 2/5
Z czytelnością nie widzę problemu, poza ramką o blogu.
Znalazłam kilka obrazków na podstronie o bohaterach i zastanawia mnie, dlaczego zdjęcie mające przedstawiać główną bohaterkę jest mniejsze od wszystkich pozostałych? Poza tym jestem pewna, że dałoby się na internecie odnaleźć obrazki o zbliżonej kolorystyce, żeby nie było tak, że jedno jest kolorowe, drugie czarno białe, trzecie w sepii, a czwarte znowuż przydymione.





Dodatkowe punkty – tylko na moim termometrze, niestety.





Suma – 16/60
Ocena – mierna.





Wpadłam na krótko, żeby dodać tą ocenę. Narzekać nie będę, podam wam tylko kilka haseł mających wyjaśnić moją nieobecność: szkoła, nauka, zapieprz, brak wolnego czasu. Teraz na dodatek przywaliło mi grypą. Fumiko idzie się kurować i uczyć, do zobaczenia moje chrabąszcze.

niedziela, 4 października 2009

(356) kameralnie


Fumiko ijiri wyżyna się nad kameralne.blog.onet.pl
Drogie dzieci, nauka odmóżdża.
W dodatku kradnie mi czas, świnia parszywa jedna...

Pierwsze wrażenie - 6/10
Fumiko jest sprytną dziewczynką i dla świętego spokoju zajrzała do słownika języka polskiego by sprawdzić znaczenie słowa „kameralne”. Skracając definicję do niezbędnego minimum informacji wyszło mi, że oznacza to coś małego i przytulnego. Z przykrością stwierdzam, że wściekły róż nie zalicza się do kolorów przytulnych, jeśli nie występuje w formie futerka, tudzież pluszu. Nawet wtedy przywodzi raczej na myśl coś na kształt i podobieństwo ciuszków miłych pań zamieszkujących willę Hugha Hefnera, a to jest efekt o który w stu procentach Ci nie chodziło. Nie zrozum mnie źle, szablon jest ogółem zarąbisty, nie dziwota skoro stoją za nim Zakazani, ale z adresem bloga ma tyle wspólnego co komputer ze strusim jajem.
„Tam gdzie kończy się realizm, a zaczyna imaginacja” - sama na to wpadłaś, czy to też robota szablonarni? Ponownie: niewiele ma to wspólnego z szablonem, niezależnie od tego jak odjechanie brzmi. Na szczęście moja dzika fantazja pozwala mi wierzyć, że w małej strażnicy na granicy między realizmem i imaginacją jest minimalistycznie i miluśnie, co natomiast doskonale pasuje do wcześniej wspomnianej definicji słowa „kameralne”. No właśnie kameralnie jest w takiej strażnicy. Tak.
Byłam już tu kilka razy nim zabrałam się za ocenę i zauważyłam brak komentarzy, archiwum, a nawet głupiej szerokiej listy. Zauważyłam za to ramkę z cegłą tekstu zatytułowaną „Informacje”. Znajdę tam jakieś wyjaśnienia? Uhm... Nie. Brak komentarzy mogę wybaczyć, chociaż z całą pewnością czerpałabym więcej przyjemności z możliwości komentowania, niż wysyłania do Ciebie maila po każdym nowym poście. Brak archiwum i szerokiej listy to nie jest mądre posunięcie, bo właściwie co chcesz przede mną ukryć, utrudniając w ten sposób życie swoje i moje? Tak, widzę, tam jest podstrona ze spisem wierszy, ale na miłość boską, nie zachwyca mnie idea skakania z wiersza na podstronę i z powrotem na wiersza, jeżeli wiem, że mogła istnieć możliwość załatwienia tego po dobroci szeroką listą. Tym bardziej, że każdy link otwiera się w nowym oknie. Pomysł z podstroną był lekką przesadą, ale otwieranie kolejnych kart to już ostre przegięcie. Przecież nadal jestem na tym samym blogu, dlaczego mam mieć pootwieranych dziesięć tysięcy kart? Do nowych okien odsyła się wszystko to, co nie jest Twoim blogiem. Ble.





Nagłówek - 5/5
Poddaję się. TO jest to, co ma prawo być nazywane nagłówkiem. Dopasowane do szablonu, estetyczne, zgrabne. Jako, że znam postać ze zdjęcia, odważę się nawet powiedzieć, że nagłówek zgrany jest doskonale z napisem w belce. Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać w tej kwestii. Po prostu zachwyt. Ta kolorystyka... no miodzio!





Treść - 8/10
Zobaczymy, czy radosna atmosfera nam się utrzyma. Zgrzytam zębami będąc zmuszona otwierać kolejne okna i podstrony... No kurde, zrób coś z tym. Skoro zaznaczenie rubryki „otwieraj w nowym oknie” było takie proste, to odznaczenie jej też nie powinno Ci sprawić problemu.
Piszesz wiersze, to miłe. Za Chiny Ludowe nie znam się na poezji, ale wiem co lubię, a dobry, oryginalny tekst własnej roboty góruje na mojej liście, niezależnie od formy.
Tytuły wierszy pisanych po polsku są jak na złość japońskie. Przy tym już wymiękam. Urwałoby łapki, gdybyś w słowniku poszukała polskich określeń? To nie jest takie trudne, naprawdę. Jesteś polką, prawda? Czyli najpierw musiałaś znać tłumaczenie, nim napisałaś tytuły po japońsku. To o co biega? Co przegapiłam? W którym miejscu zeszłyśmy z wspólnego toru myślenia?
Po angielsku też piszesz. Mam nadzieję, że poprawnie gramatycznie, bo za parę minut i to będę oceniać. Pierwszy pod widelec idzie wierszyk „Rose of Rage”. Mam czkawkę po Rose of Pain. Nic zresztą dziwnego, stąd właśnie przyszła inspiracja. Z całym szacunkiem, ale nudne to trochę było. Być może w oprawie muzycznej, jako piosenka... Chociaż nie. W tym nawet sensu zbyt wiele nie było. Przypominało mi jęczenie nieszczęśliwie zakochanej osoby, a tego mam ostatnio powyżej uszu, a teraz nawet i oczu. Dzięki.
Chwalę jednak Twój angielski oraz zapał do pisania długich (no, skoro się upierasz, nazwę to:) wierszy. Problemem jest tylko to, że rytm wyłapałam jedynie w czterech pierwszych strofach, potem poszedł się bujać.
Kolejny poemacik to „Memori”. Tylko dlatego, że tytuł spowodował u mnie niekontrolowany chichot i dziwną poprawę nastroju. Poemacik jest oczywiście po polsku, z tytułem angielskim wypowiedzianym po japońsku. To tak jak moja nauczycielka z niemieckiego: mieszka w Szwecji, pochodzi z Rosji, imię ma francuskie i uczy niemieckiego. Dobry koktajl nie jest zły, więc co mi zaserwujesz tym razem?
Cytat: „Pozbawione błysku tęczówki wypełniają łzy.” - pozbawione błysku to dla mnie jednoznaczne z matowe. Łzy nadają błysku, ale tu tęczówki nie błyszczą, czyli łzy muszą być matowe. Inną możliwością jest, że tęczówki są najzwyczajniej wyschnięte, czyli to zwłoki płaczą. Hmm. Spoko, jestem tolerancyjna i otwarta na nowe doznania, żadne łzawiące na matowo trupy nie są mi straszne, puki mnie nie jedzą. Tego cytatu za cholerę nie potrafię podciągnąć pod kategorię metafory, ale za to reszta wiersza jest bardzo ładnie potraktowana różnymi stylistycznymi chwytami, za co masz u mnie plus. Nie jest trudno zrozumieć, co masz na myśli.
Kya (że się tak wyrażę...)!!! Doszłam do wniosku, że jest tu całkiem znośnie i postanowiłam zerknąć na jeszcze jeden wiersz. Wybrałam tytuł który był dla mnie najbardziej czytelny i intrygujący zarazem, a tu niespodzianka! Link do mojej ulubionej piosenki! Toż to przeznaczenie, że miałam to przeczytać... „Giseisha”.
No nie, znowu palnęłaś jakieś cacko z serii młodzieńczych zauroczeń, tylko tym razem z drugiej strony lustra. Wszystko ładnie wiąże się z tytułem do momentu, gdy zaczynasz pisać o utracie życia. Albo mam za małe doświadczenie w tych sprawach, albo te „Kilka słów więcej i możesz stracić życie.” zdecydowanie tam nie pasuje. Zabawa zabawą, ale kiedy włącza się w to groźby, to chyba sama dobrze wiesz, że cały czar szlag trafia.
Myślę, ze najwięcej kłopotów sprawia Ci właśnie to utrzymywanie czaru, czyli trzymanie się jednego wątku, jednego tematu w Twoich wierszach. Potrafisz pisać ładnie i zachęcać do dalszego czytania, ale niektóre teksty składają się z opisów jednej rzeczy, po czym nagle przeskakują do innego tematu na jakieś dwa, trzy wersy. Jeszcze jednym problemem jest to, że miejscami brak u Ciebie rytmu, niezbędnego, by wiersz czytało się jak wiersz. Nawijanie sylab szybciej czy wolniej, z większą lub mniejszą intonacją w Twojej głowie czasami może brzmieć lepiej i mieć sens, ale na papierze, tudzież ekranie, odbiorca nie widzi Twojego toku myślenia i nie słyszy, jak chcesz, żeby czytano Twoje wiersze. Stwarzanie atmosfery poprzez puszczanie muzyki też nie załatwi sprawy we wszystkich przypadkach, niektórzy po prostu myślą zbyt prostoliniowo. Masz zadatki na artystkę w obranej dziedzinie, ale jeżeli kiedykolwiek chcesz zajść z tym dalej, musisz brać pod uwagę, że nie wszyscy myślą tak, jak Ty i nie wszyscy czują tak, jak Ty. Tekst dla każdej osoby jest czymś innym, a Twoją robotą jest napisanie go tak, by docierał do jak największej ilości ludzi. To oznacza, że czasami musisz się dostosować do innych, a nie myśleć tylko i wyłącznie o sobie i patrzeć na świat przez pryzmat własnych doświadczeń.





Ortografia i poprawność językowa - 10/10
Nie mam się czego uczepić. Z drugiej strony, trzeba być jakimś naprawdę wybitnie zdemoralizowanym indywiduum, żeby w wierszu strzelić niepoprawnością lingwistyczną.





Układ - 4/5
Menu jest przyzwoicie zagospodarowane. Linki do podstron działają, tylko na miłość boską, dlaczego wszystkie muszą się otwierać w nowych oknach? Irytujące.
Coś, co zawsze mnie łapie za serce i ściska pozytywnie, to dział muzyczny. Na dodatek słuchasz japońskiego rocka, czyli mamy wspólny język.
Przypadło mi nawet do gustu to, co zrobiłaś z blogiem – mam tu na myśli zlikwidowanie możliwości oceniania. Gdyby nie to, w menu nie znajdowałaby się cegiełka informacyjna, co sprawiłoby, że całość wyglądałaby na upośledzoną i wybrakowaną z prawej strony. Jednak odzywa się we mnie moja konserwatywna persona: nie widzę sensu w odpalaniu poczty tylko po to, by napisać jedno, góra dwa zdania na temat Twoich wierszy. Nie zachwyca mnie, że i tak będę musiała to zrobić, by poinformować Cię o ocenie.
Plus za ładnie przedstawione informacje o twórcach szablonu i zdjęciach.





Temat - 4/5
Wiersze w kategorii „poezja”, no tak, czego się spodziewałam? Wykorzystanie tematu jest na dobrym poziomie, ale dałoby się z tego zrobić coś bardziej rozbrajającego. W tej chwili czytanie Twoich wierszy to jak lizanie lodów przez szybkę, a zbicie tej szybki należy właśnie do ciebie.





Czytelność i obrazki - 4/5
W kwestii czytelności też nie mam nic do zarzucenia, ewentualnie mogę jedynie zasugerować pisanie tytułów po polsku, a nie po japońsku, ale to taki drobiazg. Nie ma większego znaczenia, skoro często dodajesz tłumaczenie tytułu w podsumowaniu na końcu każdego wiersza.
Prócz nagłówka nie widzę tu żadnych innych obrazków, a nagłówkowi poświęciłam już wystarczająco dużo czasu, poza tym nie mam ochoty znowu wycierać własną ślinę z klawiatury.





Dodatkowe punkty – po podliczeniu uznaję, że blog godzien jest otrzymanej oceny, tudzież ocena godna jest bloga. Co nieco tam zabrakło, by mnie powalić na deski, więc nie będzie żadnych dodatkowych punktów.





Suma – 41/60
Ocena – bardzo dobra.

piątek, 18 września 2009

(346) revils


Fumiko ijiri idzie na wojnę z revils.blog.onet.pl

Natchniona jakąś pseudo szarpaniną strun w rytmie paranoidalnych odruchów uciekających palców (aka „muzyką”) rzucam się z pazurkami na kolejny blog w kolejce.

Pierwsze wrażenie - 4/10
Wykoleiłam się i pazurki połamałam przy okazji. Blog z dodatkami, czy kolejna zmyła? Atakują mnie armie brokatowo-gwiazdeczkowe, wspierane koalicją szarego tła z jaskrawym błękitem nagłówka. Zwodzą z celu, jakim jest odgadnięcie kategorii bloga. Przerażona uciekam w dół strony, decydując się na zebranie sił przed kolejnym szturmem na wyżyny tego kawałka przestrzeni internetowej.
Cóż jednak czeka mnie w dole, gdzie spodziewałam się zastać jakieś posiłki? Banery! Reklamy! Kolejne nożyce ukrócające moje pazurki! Gdzież się podziały te stare, dobre czasy pokoju, gdy cały ten syf siedział w podstronach, a nie na twarzy bloga, szpecąc ją jak pryszcze młodzieży? Ach, prawda, takich czasów nigdy nie było.
Wzdycham, myślę – trudno – i idę dalej, wzrokiem omijając szerokim łukiem nagłówek i trafiając w zacisze belki, gdzie mam nadzieję odnaleźć upragniony sens tej bezsensownej wojny. Udręczona przystaję i czytam napis widniejący na sztabie: „R E V I L S” - Chryste, gdzie ja jestem? - „Miłość to pragnienie bliskości” - już czuję przyjazne ramiona obejmujące mnie, już czuję smak placków ziemniaczanych i zapach ogniska... - „Miłość jest przereklamowana” - tak, wszelkie doznania zapachowe, wzrokowe i inne urojenia znikają gdy oblewam się herbatą po przeczytaniu tego zdania. Jest niczym sole trzeźwiące, ale w dawce śmiertelnej. Wzdycham i zdycham.

Nagłówek - 2/5
Drzewko, plaża, morze... Jesteśmy na wojnie, a nie w przedszkolu! W ciągu ostatnich minut gapiłam się na to zdjęcie próbując je zdefiniować, ale naprawdę nie wiem z której strony to podejść. Kolorystyka jednak nie wskazuje, by nagłówek miał być ukrytą miną. Jest bardziej jak granat ręczy bez zawleczki – przeciętny, lecz przerażający. Na dodatek podpisany. Adresem bloga. Nie wpadło Ci do głowy, że klikając na link, tudzież adres bloga już wiem, jak on brzmi, czy po prostu masz wroga za idiotę? Nie doceniasz mnie. Ten sam napis widziałam już w belce i nie ważne, ile razy go jeszcze tu powtórzysz, nie nabierze więcej sensu.
„Kochaj i szalej, nie pytaj co dalej” - przywódca armii mający swój cel to taki, którego bać się trzeba tylko trochę. Ty jesteś przywódcą, który najwyraźniej nie może się zdecydować, gdzie uderzyć – czy miłość warta jest zachodu czy nie – co czyni Cię osobą równie stabilną co kobieta w ciąży. Takie na froncie nie są mile widziane, podczas gdy przywódcy o tym usposobieniu najczęściej sieją zniszczenie nie tylko po stronie wroga, ale i swojej własnej. Czyli też nie są mile widziani, oj nie.

Treść - 3/10
Widzę, że posty i, choć ich niewiele, mają stałą długość, tylko czy ich zawartość warta jest choćby minuty mojego życia? Czy ten składzik zawiera pociski zdolne mnie powalić, czy wznieść pod niebiosa? Jeśli zarzucisz bombą idiotyzmu, to zdezerteruję, a jeśli nie, to może zrobię przegląd wszystkich trzech postów, jakie tu zamieściłaś.
Niechaj nalot rozpocznie się od „Hello :*”. Armaty wysuwasz na pierwszą linię, jak widzę.
Cytat: „Blog powoli się rozwija :) dzisiaj poodwiedzam parę stronek. Wezmę udział w kilku konkursach i wkleję parę awków :) Powoli, powoli bloczek nabiera sił :)” - szlag! Kurt, ładuj w to gazem SENS!
Nie dość, że w Twoim ataku brak celu, to stosujesz tradycyjną metodę „zastąpmy interpunkcję emotami, będzie zabawniej”. Przechodzę przez ten tekst i tylko słyszę „Bum! Bum! Bum! Iii Kabum!”. W chwili trzeźwości umysłu zauważam, że to nie wybuchy bomb, lecz rytmiczne uderzenia mojego czoła o blat biurka, ale już wracam z powrotem do urojonego świata trzeciej wojny światowej.
Cytat: „gdy się kąpałam o mały włos zjadłaby mnie pijawka” - tym rozbroiłaś moją ofensywę, pozostały mi już resztki plutonu i jakieś rozbiegane jednostki. Wszyscy uciekamy w okopy przed gigantyczną pijawą-ludożercą, efektem Twoich szarlatańskich eksperymentów genetycznych. Zbieram ludzi do kupy i z zapasami szturmujemy ponownie, tym razem post „Koniec Świata?”. Czyżby oznaczało to również koniec dla nas? Nie, nie mogę się poddać, zbyt wielu na mnie liczy... Czas wydać rozkaz: do boju!
Cytat: „Armagedon, lawa otaczająca jądro Ziemi będzie szaleć. Nieuniknione będą wybuchy lawy, morza i oceany nie będą miały normalnego rytmu - fal, tylko będą płynąć jak będą chciały, co powoduje Tsunami. Pogoda będzie się zmieniać, snieg w lato, słońce w zimę. Trzęsienia ziemi, burze itp.” - ej, skończ czarować, ja się tu w żołnierzy bawię, a nie w czarodziejki! Śnieg w lato, a słońce w zimę? Takich cudów to sama chyba nawet nie widziałaś.
Cytat: „Były doniesienia, że Ziemia była kiedyś dwa razy większa, a kontynenty ze sobą połączone (chrmonia ispokój), ale uderzyła w nas inna planeta o nazwie Nibiru. Ziemia rozpadła się na kawałki, a kontynenty się rozdzieliły. Podano, że w roku 2012 Nibiru ma znaleźć się niebezpiecznie blisko Błękitnej Planety.” - przypominam – żołnierze, nie czarodziejki, czy wróżbitki! Zakładam, że "chrmonia ispokój" to "harmonia i spokój", ale nie rozumiem co to ma wspólnego z tym, że wszystkie kontynenty kiedyś były jednym.
Cytat: „A tutaj na pocieszenie kilka obrazków by Revils” - O MATKO!!! Odwrót! Kurt, zbieraj ludzi, uciekamy z tego piekła absurdu! KURT! A niech to, padł! Wróg jest zbyt silny, ma zbyt dobrą taktykę: najpierw poraża sztuką gry psychologicznej, omamia i rozbraja przeciwnika słowami, po czym oddaje serię strzałów wypełnionych absurdem sytuacji w obezwładnionych wojskowych. Przykro mi, towarzysze broni, ale jesteśmy bezsilni wobec tak potężnej armii nieskładnego tekstu, bezsensownych zwrotów akcji i naiwności młodzieńczej. Dezercja wręcz wskazana, w raporcie coś się pozmyśla na usprawiedliwienie.

Ortografia i poprawność językowa - 3/10
Sama wybrałam się na zwiady i unikając zdemaskowania sporządziłam dokładny spis Twojej broni:
:P – niemiecki granat uniwersalny DM51
:PP – granat ręczny ET-40 Filipinka
:PPP – brytyjski granat ręczny 82 Gammon
xDDD – ręczny karabin maszynowy
:*** - armata automatyczna, Oerlikon 20 mm
:) - mina przeciwpiechotna MON-100
:))) - mina przeciwpancerna M19
Na dodatek cały drugi post wypełniony jest spajanymi słowami, jakby spacja nie istniała, a istnieje i warto jej używać, inaczej z przeciwnika zostanie tylko pokrwawione ścierwo, jeśli w porę nie ucieknie. Z pokrwawionego ścierwa informacji nie wyciśniesz, miej to na uwadze celując w przeciwnika. Interpunkcja w niektórych miejscach jest tak rozkopana, że strach pomyśleć jak głęboko sięgają te wilcze doły.
Cytat: "Nieuniknione będą wybuchy lawy, morza i oceany nie będą miały normalnego rytmu - fal" - to spokojnie możnaby napisać z kropką przed "morza", by było mniej bezsensowne. Mam też pytanie: na cholerę wstawiłaś tam ten myślnik? Kurt i ja nie mamy już więcej butli gazu SENS, więc musisz sama o nie zadbać.
Hitem na froncie jest oczywiście „chrmonia ispokój”. Twoje nowe działo, czy jak? Taka tajna broń do robienia pobojowiska w scenerii intelektualnej?

Układ - 2/5
HA! Tu Cię mam! Za te wszystkie banery i te wszystkie buttony zostajesz oficjalnie moim jeńcem wojennym! Teraz fumiko zacznie się znęcać.
To będzie słodki rewanż za śmierć Kurta, którego to zabiła nadmierna ilość robienia z igły wideł w którymś poście. Gdyby z tej igły jeszcze były powidła, a nie widły, to zaznałabyś łaski, ale nie! Oto i widły wracają, skąd przybyły.
Tortury rozpocznę od umiejscowienia listy utworów, których słuchasz, na samym dole menu, podczas gdy jedną z kategorii bloga jest muzyka. Jeżeli jest ona tak ważnym elementem Twojego bloga, że musiałaś to zaznaczyć poprzez dodawanie takiej kategorii, dlaczego w ten nikczemny sposób traktujesz szeregową Ramkę Playlista?
Masz te wszystkie podstrony, te wszystkie skrzydła swojej armii, ale jak widzę, nie potrafisz utrzymać w nich porządku, skoro co chwilę na pierwszej linii ustawiają się niepotrzebnie wystawiani pod ostrzał przedstawiciele różnych skrzydeł. Button do Twojej strony ma chyba swoje miejsce na podstronie „link me”, a nie na samym czele oddziału. To samo tyczy się wszystkich reklam, które przy dobrej dyscyplinie nie pałętałyby się tu i ówdzie, lecz spokojnie czekały na podstronach aż nadejdzie ich czas, by się wykazać w boju.

Temat - 3/5
Tortury na tym się nie kończą. Krótka przerwa i sięgam po kolejne narzędzie do wtykania w oczodoły.
Pamiętniki, dzienniki, dziewczyny, muzyka... Bardziej by to pasowało w kategoriach: refleksje i puszczanie bąków. Dziewczyno, tematy śmierci i końca świata nie zasługują, na tak jasny szablon! Umundurowanie, jak już wspominałam, wskazuje na przynależność do sojuszu blogów z dodatkami, ale to totalny blef. W rzeczywistości autorka cierpi na chroniczny strach przed śmiercią, który zdusza w sobie tworząc pstrokate obrazki i słuchając hitów popkultury. Temat w tym momencie bardzo wyraźnie nam się rysuje, ale nigdy nie spodziewałam się, że pierwsze stadium hipomanii objawiać może się pod postacią tak nudnej i przeciętnej oprawy graficznej.
Co do wykorzystania tematu, muszę przyznać Ci palmę pierwszeństwa, chociaż nie nazwałabym tego zdrowym potraktowaniem ów biednego tematu...

Czytelność i obrazki - 3/5
Dociera do mnie przykry fakt, że niektórzy zgłaszający się do ocen mogli mylnie odczytać znaki na niebie i ziemi, gdy dochodzili do tego punktu oceny. Złotko, to, że masz tyle komentarzy na blogu i statystyki wskazują na „wysoką czytelność bloga” to nie to, co my tutaj oceniamy. Oceniamy natomiast takie aspekty jak czytelność tekstu i takie tam pierdoły, którymi nie musisz się przejmować, bo wszystko jest jak być powinno w tej kwestii.
Z obrazkami to już inna sprawa – wiedziałaś, że te napisy na początku i końcu notki („Siema!” i „Narqa!”), choć bardzo ładne, nie są mile widziane w mojej armii? Mamy zwyczaj wydrapywania im niektórych rzeczy, ale o stan moich pazurków zadbałaś na początku postu, więc pozostaje mi jedynie klasyczne zagryzanie zębów na brzegu pustego już kubka po herbacie i odejmowanie punktów.
Co do ikon z Twoim wkładem pracy, średnio jedna trzecia z nich jest raczej kiepska, jak na mój gust. Zdjęcia są w strasznym przybliżeniu i nagle gapi się na mnie taka zdeformowana kopia jakiejś sławy. Kopia, która oczywiście jest tylko przykrywką dla szpiega. Szpiegów nie toleruję w moich szeregach, a więc żegnam i jego i Ciebie. Tak, zrzekam się prawa do Twej głowy, znaj me dobre serce. Kurt nie chciałby, aby tej nocy zginął ktoś jeszcze w naszej bezsensownej wojnie.

Dodatkowe punkty – na pożegnanie kosz z owocami i jednympunktem, bo dobrze mi się pisało. Spocznij.

Suma - 21/60
Ocena – dostateczna jak w pysk strzelił z kapiszona!

I nie próbuj mi tu teraz odstawiać żadnej rewolucji. Odmaszerować.