Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


wtorek, 25 maja 2010

(605) potencjalny



Meeira wraca do żywych i nieważne, czy Wam się to podoba czy nie, bo ma ogromną ochotę opieprzyć bloga: potencjalny.



Pierwsze wrażenie: 0/10
Potencjalny… Ale, że co? Że przyrost naturalny? Zabójca? Potencjalnie, to może się dużo zdarzyć, nawet możesz dostać ode mnie szóstkę. Niestety to tylko „potencjalnie”. Głupie słowo. Nieodzownie kojarzy się z „potencją”, a moja potencja wykracza poza granice Twojego postrzegania świata (tu powinno być jakieś „ajm soł sori”, ale zawiodę Cię). Adres jest kretyński, bo nie nastawia przestrzeni mózgowej na pozytywne fale, a tylko je ogranicza do jakiejś „możności”. Eee… szajzee. Co chciałaś mi przez to powiedzieć? Może, że lubisz fizykę i męski odpowiednik energii potencjalnej? Czuję, że nie powinnam w to wnikać, bo przez przypadek zajrzę jakiemuś samcowi w majtki z draską do zapałek, tudzież pasem startowym. Oszczędź mi wrażeń, bo i bez tego czuję się dzisiaj fatalnie.
„POTENCJALNIE? Pamiętnik, czyli moje troski, smutki i zmartwienia w pigułce.”. Zaskoczę Was… To nie była cała litania moich obaw tylko belka bloga, który w zaszczycie koszmarnym przypadł mi do ocenienia. Słowo daję (nawet honoru), że jak mnie zalejesz falą swoich frustracji, które były przerabiane, odgrzewane i zamrażane, to albo zabiję się, albo zabiję Cię, albo zabiję jeszcze kogoś, Bogu ducha winnego. Takie banialuki to sobie pisać po kartkach, a nie zawalać Internet swoimi żalami, myślami samobójczymi, czy wuj wie jeszcze czym. Nie myśl, że kohorta spragnionych wiosennej depresji nagle zacznie czytać to co wypisujesz i pogłaszcze po główce, bo albo to będzie totalnie nieszczere, albo ten ktoś będzie takim samym niedopieszczeńcem jak Ty. Zdążyłam się zirytować, mimo że nie przeczytałam jeszcze ani jednego zdania na Twoim blogu; widzisz jak na mnie działasz? Chyba jestem jakąś nowoczesną hybrydą byka i beczki na śledzie, bo na mnie najgorzej oddziałuje nie kolor czerwony, a szary, którym to postanowiłaś „uślicznić” swojego bloga. Szaruga. Deszcze. Szare kamienice. Obsrane chodniki. Wyblakłe reklamy. Boże, zaraz się zabiję! Trochę optymizmu dziewczyno, bo wszyscy tu pomrzemy, a w najlepszym wypadku pośniemy. Chyba, że jednym z Twoich założeń było wprowadzenie całej populacji swoich czytelników w stan letargu, z którego nie każdemu dane się będzie obudzić. A nawet jak już się obudzi, to czeka na niego koszmar z ulicy Wiązów w postaci nagłówka. Doprawdy, sama nie wiem co gorsze… Czy błogo drzemać, czy patrzeć na dziewczynę z pustymi oczodołami. Poza tym nie ma tu nic nowego, tylko stary oklepany schemat, powtarzany do bólu migdałków. Tchnij w to trochę życia, wiosna jest, na litość faraona. Poszperaj, znajdź coś bardziej innowacyjnego niż sinobrunatna breja.

Nagłówek: 0/5
Zacznę od tego, że dziewczyna ze zdjęcia powinna zabić swojego fotografa tępym ołówkiem, a nawet jeżeliby to przeżył to powinien dostać sądowy zakaz zbliżania się do aparatu fotograficznego na mniej niż kilometr. Co z kretyn wpadł na pomysł, żeby taką ładną kobietkę tak oszpecić? Ma zadarty nos, kwadratową szczękę, a on jej robi fotę od dołu… Albo nie. Sama go zabiję. Inna sprawa, że dziewczę z nagłówka bardzo mi przypomina pannę ABC*, ale stuprocentowej pewności nie mam, bo „pudelek” nieprzerwanie od roku 1989 jest dla mnie niczym innym niż rasą psa. Zdjęcie jest pozbawione jakiejkolwiek wartości wizualnej, przez to, że nie ma porządnej gry światłem (to doskonale widać na przykładzie pustych oczodołów) i wiesz co? W ogóle pasuje tutaj jak świni siodło. Ty jednak trwasz w swym uporze i nadal gwałcisz moje poczucie estetyki, bo na zdjęciu ukrył się uobezidliwy napis: „Brak tekstu”. Na taczkę z tym i wyjazd. Nie mów, że to tylko detale. Z małego wągra robi się duży, ropny pryszcz, więc najlepiej od razu wycisnąć, a nie potem dokonywać kombinacji, jak już jest pozamiatane.
Powtarzam: więcej optymizmu, bo mi życie zbrzydło w ciągu pikosekundy.

Treść: 3/10
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że z przyjemnością zanurzę się w lekturze. Całe pierwsze wrażenie tak mi dało czadu, że nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będę w stanie rozumować racjonalnie. Dodatkowo entuzjazmem nie napawa mnie fakt, że naciukałaś tych postów do bólu i trochę. Mejkowa, teraz smajl, wdech, wydech, musisz dać radę.

„31. Luksus psuje.”

Już sam tytuł jest dla mnie kulką w potylicę, ale że masochistyczne zapędy mam od dziecka, to sobie go wybrałam na pierwsze danie. Przeczytałam i z mojego gardła wyzionęło głuche „khę?”. Przypuszczam, że to mogła być zmutowana wersja słowa „que”. Teraz poważniej. Zawsze bałam się schodzić do naszej piwnicy, ale teraz mam nieprzemożoną ochotę zejścia do niej, znalezienia deski o wymiarach 52cmx100cm i rozłupania Ci czaszki na dwie nierówne części. Nasmarkałaś raptem dziesięć zdań na zadany temat i Ty myślisz, że to taka „zalepista refleksja”, że połowa społeczeństwa z Onetu powinna Ci buty czyścić, co? Jakby Ci to… Nie wyszło. Przede wszystkim za Chiny Ludowe i pół Kambodży nie pojmę co mają święta do luksusu. Pozwól, że zarzucę na Ciebie postronek i ściągnę na ziemię, bo nie wszystkim święta będą się kojarzyć z luksusem. Zresztą, luksus to pojęcie względne, bo dla jednego będzie to Ferrari, a dla drugiego składak marki Romet. Ta kupka przekomicznych zdań to jakiś bełkot, niezrozumiały dla ludzi z moją wrażliwością.
Cytat: „(…) po prostu będąc świadomym że żyje się ‘haj lajf’, człowiek się psuje. Robi się powolny, niczym żółw.” Naprawdę? Widzisz, w tym właśnie zdaniu wyszła cała głupota Twojego zestawienia. To dzięki świętom robisz się powolna niczym żółw, a dzięki luksusowi stajesz się zmanierowanym homoczymś z odrzutem w gaciach, mam rację? Cóż, widocznie zdanie o mojej potencji umysłowej z początku oceny było całkowicie prorocze. Reszta postu to jakieś bliżej nieokreślone smarki, różnej konsystencji i postaci. Zdecydowanie ten post się nadaje na plaster.

„czubów jest dużo”
Chciałoby się dodać, że takich co piszą tytuły z małej litery, też nie brakuje. Widzę ściankę tekstu, ale naprawdę po poprzednich rewelacjach wizualno-mentalnych nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Po przeczytaniu tego postu miotam się pomiędzy dwoma stwierdzeniami. Pierwsze z nich jest raczej nieparlamentarne, o ogólnym przesłaniu „jestem na nie”, podczas gdy drugie kieruje się w zupełnie przeciwną stronę. Niby tekst się czyta przyjemnie, niby jakiś ogólny sens zawiera i nie jest to „zjadłam, oddałam, znów zjadłam”, jak w sztampowym pamiętniku, ale jednak pozostawia pewien niedosyt i nie do końca rozumiem, po jasnego sandała, zadawać sobie trud, żeby to wklepywać na bloga. Ogółem rzecz ujmując, będę chyba obstawać przy stwierdzeniu, że piszesz ot tak sobie, jak masz ochotę, dajesz upust emocjom i traktujesz pisanie jako terapię. Z tym, że mnie się to niekoniecznie miło czyta.

„kiedyś też będę Julią.”
Nawet nie masz pojęcia jak mnie drze za łeb Twoja niekonsekwencja w pisowni tytułów. Raz jest tak, raz jest srak, raz jest kropka, raz jej nie ma, raz jest numer, raz go zjadasz… Dżizza, przecież posty można edytować, klawiatura nie kopie, nie? Post znów jest bełtem niewiadomo jakiego pochodzenia, niewiadomo jaki ma sens i w ogóle cały jest jakiś homo-niewiadomo. Skaczesz po tematach w taki sposób, że jakbym próbowała nadążyć, to chyba bania by mi odpadła po trzecim zdaniu. Raz jestem w Weronie, za chwilę lecę do Ciebie na herbatę z allegro, żeby potem się teleportować na pizzę, po której skoczę na koncert „poranionych homoseksualistów”, wreszcie wyląduję na wieczorku poezji w Bninie razem z Szymborską, żeby na końcu się okazało, że jednak powinnam w tej Weronie zostać. Yyy… Wygląda na to, że w tej kwestii niemożliwością jest wyrazić się bardziej elokwentnie.

Podsumowując, bo czytać więcej nie mogę/nie chcę (niepotrzebne skreślić) mam wrażenie, że Ty sama nie wiesz, czego chcesz. Raz czytam pseudorefleksję, raz kartkę z pamiętnika, raz charakterystykę postaci… Określ się, błagam, bo póki co masz tu zamtuz na kółkach od kombajnu. I sieczka też jest, miejscami, a głównie w tych starszych postach. Co jednak przyznać muszę to, pomimo wszechobecnego chaosu, nie ma tu tragedii do potęgi n-tej. Coraz bardziej utwierdzam się też w przekonaniu, że piszesz, bo pisać musisz, a to się chyba grafomanią nazywa, nie?

Ortografia i poprawność językowa: 5/10
Z tym znacznie lepiej. Cieszę się, że nie muszę tutaj wywalać setek błędów, jakie popełniasz, bo, ku mojemu zdumieniu, żyjesz w zgodzie zarówno z interpunkcją, jak i z ortografią. Niewątpliwie plus się należy. Za trzy plusy, wpierdziel.

Minusy się należą za bezładny sposób wypowiedzi, za brak usystematyzowania postów, za kiepski styl, za emotikony, za brak środków stylistycznych i wreszcie za brak jakiegokolwiek pomysłu na charakter swojej pisaniny. Na Twoim miejscu zajęłabym się czytaniem, próbowała pobawić słowem, lawirując pomiędzy metaforami, nie szczędząc staruszki hiperboli, oksymoronów i innych tego typu, których zadaniem jest ubarwianie tekstu. Póki co, to wszystko wydaje się być jałowe, pozbawione smaczku i służy jedynie jako punkt zaczepny do wspominek dla autora, a mnie to nie odpowiada zupełnie.

PS Twoja biblioteczka nie wygląda zbyt imponująco, więc liczę na to, że wkrótce uzupełnisz braki.

Temat: 0/5
Dla mnie istnieją tylko trzy rodzaje pamiętników. Humorystyczne (jak chociażby sławetny Adrian Mole), te drugie bardziej liryczne, subtelne, wysublimowane, które nie tylko opisują zdarzenia, ale ukazują emocje autora i jego światopogląd i te trzecie – historyczne. Wszystko, co waha się pomiędzy tym, to wytwory pretendujące do miana przeciętniactwa. Właśnie tak, jak Twój, bo nie możesz się zdecydować, czy to ma być z jajem, czy raczej z nutką melancholii (pamiętniki historyczne wykluczyłam, co mam nadzieję jest zrozumiałe). Opisywanie zdarzeń, zgoda. Swoje emocje i odczucia względem wszystkiego co Cię otacza, zgoda. Ale na miłość boską, w formie przyswajalnej! Twój blog to jeden wielki chaos i tu Cię zmartwię, bo to nie on był na początku. Zdecyduj się, poczytaj trochę, bo po takiej mieszance, to albo się porzygasz, albo dostaniesz sraczki, albo tak Ci się beknie, że zapamiętasz do końca życia.

Układ: 2/5
Grzeczny jednokolumnowiec, grzeczny. Podobałby mi się gdyby nie kilka szczegółów. Po pierwsze trochę wieje puchami, a nagłówek dziewczęcia jest przerażająco nieproporcjonalny. Po drugie brakuje mi tutaj jakiegoś „Menu”, niekoniecznie na stu podstronach, ale takie „tyci, tyci”, żeby się łatwiej z bloga korzystało, uważam za konieczność. I chyba po ostatnie: tchnij weń trochę życia, bo moje powieki robią się ciężkie.

Czytelność, obrazki: 2/5
Czytelnie jest, czciona konkret, a że ja ze wzrokiem problemów nie mam, to czytało mi się dobrze. Razi mnie jednak w oczy niekonsekwencja przy tytułowaniu postów, razi mnie w oczy ta biedna zastrachana, a zarazem wyzywająca dziewczyna. Znaczek „lubię czytać” w gwiazdki był dla mnie gwoździem do trumny.

Dodatkowe punkty: -5/10
Nie, bo „Anię z Zielonego Wzgórza” napisała Lucy Maud Montgomery, a nie jakaś panna Mand. W linkach nas nie ma, co? Jednak ta Twoja klawiatura humorzasta i czasem kopie.

Punkty: 7/60
Ocena: niedostateczna.


* Alicja Bachleda-Curuś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz