Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


poniedziałek, 3 grudnia 2012

(787) occupy-hogwarts

W poprzedniej ocenie zobowiązałam się do opublikowania kolejnej w ciągu tygodnia. Wiedzcie więc, żem słowna. Mam tylko lekkie opóźnienie. Ocena Occupy Hogwarts będzie wymagać od córkitsw wielu godzin myślenia nad zaprezentowaniem czegoś, co by ukontentowało ją dostatecznie, by to opublikowała, bo jeszcze nie zdarzyło jej się nigdy oceniać opowiadania, które pisze dziewięć osób.

Estetyka

Wrażenia estetyczne: 1/10
Nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłam, gdy zobaczyłam w mojej kolejce „Occupy Howarts”. Mój banan na twarzy zamienił się w lekki grymas, gdy spostrzegłam, że mam do czynienia z małym stadkiem, bo do autorów zalicza się aż dziewięć osób. Dawno nie oceniałam czegoś powiązanego z tematyką Harry’ego Pottera, więc banan wraca. Bardzo cieszę się, że się do mnie zgłosiliście i na pewno nie będę skąpić Wam słów dla każdego elementu bloga. Zacznijmy od adresu, który jest dla mnie zagwozdką na miarę porządnego pytania na antenie „Jeden z dziesięciu”. Straciłam już wszystkie trzy szanse na odpowiedź i dalej nie rozumiem, dlaczego cały blog, czyli wszystkie podkategorie i napisy, zostały napisane w języku polskim, a tylko ten adres, sam jak palec, wyróżnia się. Można go tłumaczyć jako „Zajmijmy Hogwart!”. Zajmijmy, okupujmy, zamieszkajmy. Nie mogą być to słowa wypowiedziane przez mieszkańców zamku, bo oni już tam mieszkają, czyli stawiam na Śmierciożerców. Może być tak, że się mylę i hasło „Occupy Hogwarts” jednak będzie należeć do bandy Dumbledore’a, ale takiej opcji chyba nie ma, bo wtedy nagłówek za bardzo by nie pasował do przesłania. Z jednej strony bojowy okrzyk, by walczyć, a z drugiej miniaturka rozwalonego na pierdylion części zamku. Na belce widnieją słowa z adresu, które zostały odpowiednio przerobione przez dodanie wykrzyknika i wielkich liter. Ja bym tam raczej umieściła jakiś konkretny cytat, który byłby powiązany z blogową rebelią, których przecież w książce sporo, ale ostatecznie to Wasz wybór. Nagłówek jest po prostu straszny i bije na głowę nawet moje zdjęcia, które odebrałam dzisiaj od fotografa. Ktoś bardzo niewprawnie umieścił szczątki tak cudownej budowli jak Hogwart na fioletowym tle, w skład którego wchodzą wzorki niezidentyfikowanego kształtu. Taka tapeta bardziej nadaje się na ścianę, w zasadzie widziałam kiedyś bardzo podobną, więc stąd ten wniosek. Nagłówek powinien płynnie przechodzić w tło i być jednolity, a tak nie jest. Ewentualnie wszystko może być z innej parafii, a nawet z innego dziekanatu, a ten biedny Hogwart jest gdzieś pośrodku. Patrząc na bloga całościowo, mam wrażenie, że każdy z Was znalazł coś na szatę graficzną i zrobiliście miszmasz Waszych materiałów. Poza tym, jeśli mam być szczera, nagłówek jest po prostu brzydki. Zacznijmy od tego, że blog ciągnie się na całą szerokość mojego ekranu – sprawdzałam we wszystkich przeglądarkach. Jedną trzecia zajmuje treść w formie kolumny, a dwie trzecie zajmuje wyżej wspomniane już fioletowe tło. Powinno być na odwrót. Podczas czytania wzrok mi ciągle uciekał i źle czytało mi się bez wyśrodkowania tekstu. Hogwart, który Rowling opisuje jako ogromną budowlę z milionem korytarzy, ściubiłyście na takim obrazeczku dwa na dwa, co zatraca całą potęgę budowli. Zamek jest doszczętnie zniszczony, dym leci większy niż w Judasza, gdy ludzie palą opony samochodowe, widzę szalejący ogień, więc dochodzę do wniosku, że akcja opowiadania będzie się zaczynać po bitwie o Hogwart lub jeszcze później. Na krawędzi nagłówka, mówiąc brzydko, „wisi” napis, który już widziałam dwa razy, czyli „Occupy Howarts!”, gdzie jedno słowo jest niebieskie, drugie prezentuje się nam w kolorze żółtym, wpadającym w pomarańcz. Patrzyłam z lewej, patrzyłam z prawej, stanęłam na głowie i nijak nie pasuje mi to do tego fioletu. Nie mówiąc już o tym, że na belce „Hogwarts” napisane jest z wielkiej litery, a z kolei na nagłówku już z małej. Myślicie sobie pewnie: do czego ona jeszcze się nie przyczepi? Niestety, czasami najciemniej jest pod latarnią, a czasami drobne duperele zwracają uwagę. Nagłówek bardzo niezgrabnie przechodzi w tło za pomocą jakiejś… chmurki? Dymu? Więcej piękna widziałam w palarni na tartaku. Napisy i odnośniki są na przemian w dwóch kolorach – bladym różu i niebieskim. Piszecie żółtawą czcionką na niebieskim tle, od której wprost proporcjonalnie do ilości przeczytanego tekstu zaczynam mieć zawroty głowy. Nad menu znajduje się kawałek miniaturki z widokiem na Wieżę Astronomiczną i w zasadzie zastanawiam się, dlaczego umieściliście takie coś? Ni to banner, bo nie ma adresu bloga, ni to miniaturka nagłówka. Żywię głęboką nadzieję, że treść bardziej przypadnie mi do gustu.

Posty

Zastanawiałam się, jak mam ocenić „Occupy Hogwarts”. Widzę wypisanych dziewięciu autorów i nie wiem, kto napisał konkretny rozdział. Nie wmówicie córce, że piszecie razem. To jakiś projekt z języka polskiego? Jesteście grupą nauczycieli, która przeprowadza jakiś eksperyment, a wyniki będzie rysować na diagramach po nocach na klozecie przy świetle księżyca?

Treść: 3/25 

Rozdział pierwszy
Mamo, weź mnie stąd i zacznij kontrolować komputer, żebym nie czytała takich treści. Przydałby się „Rodzic 2012” lub coś w tym stylu. Co ja w ogóle tutaj robię? Po zapoznaniu się z treścią pierwszego rozdziału, pomyślałam sobie, że bardziej produktywne byłoby rozwiązywanie sudoku niż czytanie „Occupy Hogwarts”. Opowiadanie, które pisze dziewięć osób, powinno być PERFEKCYJNE. Macie dziewięć par oczu do sprawdzania błędów, a jest ich mnóstwo i są to te rzadziej spotykane – stylistyczne, frazeologiczne. Żeby nie było, że bez pokrycia wskazuję, szczegółowo omówię ten aspekt w kategorii „Poprawność”. Wracając do samego opowiadania, pierwsze zdanie zamroziło mój mózg na krewetkę w pietruszce. Nie zniósł merytoryki wstępu i postanowił pojechać na Ibizę i wrócić do mnie po ocenie „Occupy Howarts”:
„Rozpoczęcia roku są nudne, czy to się jest w mugolskiej szkole (tego nie wiem, bo moja krew jest krystalicznie czysta – ale, ten, no, słyszałam plotki), czy też w szkole magicznej.”
Już na samym początku mamy do czynienia z wewnętrznie sprzecznym stwierdzeniem. Przed nawiasem bohaterka stwierdza, że rozpoczęcia roku są nudne w magicznej i mugolskiej szkole, a w nawiasie jest napisane, że tego nie wie. W końcu wie, czy w końcu nie wie? Gubię się w logice autorki, pierwsze wrażenie umarło śmiercią męczeńską. Nie używa się „no”, które jest znakiem rozpoznawczym na trzepaku większych blokowisk, w wewnętrznym monologu bohatera. Musi być z nią całkiem źle, jeśli nie potrafi wysłowić się, rozmawiając sama ze sobą – większość ludzi ma sytuację dokładnie na odwrót. Chyba powinna więcej gadać do siebie, najlepiej podczas porannego szczotkowania włosów – podobno to bardzo działa na wyobraźnię.
„Spojrzałam na Remusa, jednak ten nie wyglądał, jakby miał skończyć lub przynajmniej oddać mi głos. I tak bardzo, jak nie chciałam przemawiać, tak bardzo nagle poczułam się dyskryminowana. Musiałam działać.”
Dyskryminacją byłoby związanie Glen sznurkiem od szynki krakowskiej i zamknięcie w skrzyni po Moodym. Lupin miał zapewne dużo do powiedzenia i pewnie sporo mądrzejszych rzeczy niźli Glen, ale na miłość boską, dyskryminacja? Czasami zastanawiam się, czy ludzie nie znają znaczenia najprostszych słów, czy po prostu stawiają je w pierwszym lepszym kontekście z lenistwa.
Cały rozdział wypełniają kulawe myśli bohaterki, której inteligencja i zachowanie są mniej więcej proporcjonalne do wysmażonego na węgiel frytka. Jej myśli zaczynają się na obiedzie i kończą na eklerkach, zahaczając o „fajny tyłek” Lupina.
„- Pierdolić to.”
„Teraz zareagowali. Chyba nawet kilku Ślizgonów odwróciło uwagę od mojego biustu (bo ja ładna jestem) i po raz pierwszy w życiu spojrzało na moją twarz. Nie zawiedli się, skromnie przyznaję, bo drugiej takiej twarzy to ze świecą w Hogwarcie szukać.”

Mój mózg od czytania zaczyna się przeistaczać w kisiel jabłkowy z rodzynkami. Czegoś tak płytkiego i bez polotu nie czytałam już bardzo dawno, wliczając przepis na gotowaną wodę. Jest to pierwszy rozdział z sześćdziesięciu, ale jest datowany na dokładnie dwa miesiące od rozpoczęcia pisania tej oceny, więc nie będę się spodziewać cudów.

Rozdział drugi
Malina? Żartujecie sobie? Marcelina i Malina nie pasują totalnie do „Occupy Hogwarts”, jeśli mówimy w kategorii imion. W Harrym Potterze nie ma miejsca na polskie imiona i przezwiska, absolutnie nigdy! Wyjątkiem jest wyraźne zaznaczenie w opowiadaniu, że kanon powiesił się na Bijącej Wierzbie i całe opowiadanie jest wywrócone do góry nogami. Trzeba być konsekwentnym. Nawet nie chcę słyszeć o uczniach z całego świata, w tym ze środkowej Europy.
Rozdział znowu zaczyna się wewnętrznie sprzecznym stwierdzeniem:
„– Malina, to czasem nie była twoja siostra? – zapytał ktoś, a nie byłam do końca pewna kto, bo akurat spałam.”
Mogła drzemać i słyszeć pytanie, albo spać i nie słyszeć, bo śpi. To chyba jest dość logiczne, prawda? Pomijam fakt, że Malina spała na uczcie powitalnej. Takie zachowanie kojarzy mi się z nudnymi lekcjami, przykładowo historią magii, a nie początkiem roku szkolnego, gdy w Wielkiej Sali panuje nieopisany gwar – odsyłam do początkowych rozdziałów kanonu.
Znowu kolejny rozdział o… niczym? To słowo najlepiej opisuje moje odczucia. Gdybym miała streścić w dwóch zdaniach, o czym czytam, miałaby miejsce teraz niezręczna cisza i „yyy” do utraty przytomności córki. Nikt nic nie wie, a jeśli wie, to i tak wszyscy mówią o jedzeniu. Myślałby kto, że wszyscy tacy niedożywieni przyjechali do Hogwartu.
„Najwyraźniej wszelkie protesty były złym pomysłem, bo teraz wszyscy uznali, że jestem jakimś wywrotowcem, a ja tylko chciałam się wyspać i coś zjeść. Jeśli wywrotowcom też o to chodzi, to ja im współczuję – ginąć na barykadach z pustym żołądkiem i w ogóle.”
Gdybym była Anglikiem, napisałabym: „Łodafak?”. Słynny wywrotowiec Xu Xilin pewnie teraz zastanawia się, czy zamiast bycia działaczem antymandżurskim, nie lepiej było zjeść sobie kanapkę z zupką Knorr. Opieprz jest ocenialnią, do której zgłaszają się blogi, które swoją treścią często powalają. Nierzadko myślę sobie: gdzie on/ona się kryje i dlaczego książek nie wydaje? Mając przed oczami tamte blogi i ich oceny, często czwórkowe za drobne niedoskonałości, dochodzę do wniosku, że byłoby wielce krzywdzące, gdybym pochwaliła Wasze opowiadanie. Bycie dobrym pisarzem jest równe oczytaniu, prowadzeniu inteligentnych dyskusji, a przede wszystkim rozwijaniu się. Na podstawie „przelecenia” paru rozdziałów stwierdzam, że stoicie w miejscu jak ten krzak przed moim domem.
„Córka&córka company” przedstawia kolejny fragment, który wygląda jak wyrwany z jakiegoś kiepskiego gniota na najgorszym kanale ściekowym. Znaczy się telewizyjnym:
„– Żądamy nosów!”
„– Żądamy uwolnienia Glen!”
„– Żądamy jedzenia! – krzyknęłam (…)”
To już ten moment, kiedy mam parsknąć ze śmiechem i wymruczeć pod nosem „genialne!”, czy będzie jakiś ukryty znak? Pewnie miało wyjść tak zabawnie i komicznie, bo kto by się spodziewał „nosów”, ale wyszło totalnie bezsensownie. Ironia wymaga pewnego rodzaju obeznania w temacie, bo czasami może wyjść konstrukcja, która nikogo nie bawi. Przykład wyżej i jeszcze jeden poniżej:
„– Uwolnić przepływ informacji!”„– Uwolnić orkę!”
„– Uwolnić jedzenie!”
Orkę? Ogólnie w „Occupy Hogwarts” mowa jest o rebelii, której przyczyny zmieniają się z prędkością szalonego rowerzysty Wiesława na A4. Raz żądają informacji, potem jedzenia, następnie uwolnienia Glen, którą schwytano w zasadzie bezpodstawnie jak kota – do wora i do jeziora.
Rozdział cudownie podsumowuje ostatnie zdanie:
„Problem w tym, że rozochocony tłum też wyjął różdżki, a ja zrozumiałam, że mam przed sobą totalny bunt. Nici z jedzenia!”
Idę sobie zrobić kotleta zanim zacznę czytać resztę, bo zaczynam powoli opadać z sił nad „Occupy Hogwarts”.

Rozdział pięćdziesiąty drugi:
Patriotką nie byłam nigdy i nie jestem, nawet wręcz przeciwnie, ale i tak ten rozdział nieco mną wstrząsnął. Stworzyliście pieśń bojową, w skład której wchodziły po dwa wersy hymnu „Francji”, „Roty”, „Międzynarodówki” (która jest chyba najbardziej znaną pieśnią socjalistyczną) i… „Stokrotki polnej”. Jestem pewna, że gdyby Ron, Harry i Hermiona znali tekst "Roty" i „Stokrotki polnej”, to też by sobie podśpiewywali w drodze na Eliksiry. Totalnie nie rozumiem Waszych założeń, które musieliście mieć przy pisaniu. Wydawało Wam się, że połączenie harcerskich przyśpiewek z pieśniami patriotycznymi w kontekście Hogwartu wywoła uśmiech na twarzy czytelnika? Pochwalę Was za kreatywność w kopiowaniu? Nie będę wspominać już o tym, że powinniście dodać jakieś informacje o tym, skąd pochodzą cytaty, bo zakładam, że nie macie w załodze twórcy "Międzynarodówki". Głowna myśl rozdziału, w przeciwieństwie do poprzednich odcinków, nie opiera się na jedzeniu. Tym razem mowa jest o widłach, centaurze, którego trzeba poklepać w zad, jeśli chce się coś powiedzieć. Rebelia w ramach protestu wraz ze sztandarem wędruje do Zakazanego Lasu. Jestem pewna, że w ciemnym gąszczu drzew zawojują świat i okażą swój protest krzakom jeżyn.

Rozdział sześćdziesiąty ósmy:
W trakcie pisania tej oceny miałam taki moment, że zastanawiałam się, czy nie oceniam Was za ostro. W końcu wkładacie pewnie sporo pracy w pisanie, powinnam docenić Wasze starania, ale ten rozdział jednoznacznie upewnił mnie w mojej ocenie. Tuż przed wzięciem pod lupę" Occupy Hogwarts", zagłębiłam się w innego bloga, również związanego z tą tematyką. Długość tamtych rozdziałów, ich merytoryka, budowanie akcji, dbałość o każdy najdrobniejszy szczegół jak nawet kolor papieru toaletowego – dało mi to pewien odnośnik. Patrzę na Waszego bloga, na ten rozdział i myślę sobie, o czym to jest w ogóle? Główną myśl załapałam – rebelia. Rebelia, która nie ma ani rąk, ani nóg, ani sensu. Tworzycie jakieś pojedyncze zdarzenia, często po prostu śmiesznie głupie, jak przykładowo pocałunek w jakimś magazynku, który miał na celu uciszenie jednej ze stron. Przy tym uwagi o tłuszczu na udach Szkotki. Jedno z drugim się nie łączy w ogóle. W tym rozdziale przykładowo mamy wypowiedź Larry’ego:
„– Ale ja nauczyłem się nawet tego przeklętego zaklęcia! – zawył Larry, zdejmując okulary, bo z oczu zaczęły mu kapać wielkie łzy. – Dla Marcelinki!”
Infantylność tego opowiadania poraża każdą moją komórkę. Adam mówi Larry’emu, że bal odwołano i na dodatek go wkręca, że mówił mu o tym parę razy. Ten drugi, zamiast się upewnić, zapytać kogoś innego, rozpłakał się. Jak uroczo, aż się chyba wzruszyłam, lecę po chusteczki. Poza tym, gdy przeczytałam „Dla Marcelinki”, doznałam ostatecznego wstrząsu. Działania bohaterów nie mają w sobie ŻADNEJ logiki. Kreujecie ich wszystkich jako bezmózgich wariatów, a Hogwart na przytułek dla bezdomnych. Zaraz potem mamy scenę rozszarpywania Adama na części dziesiąte przez jego zagorzałe fanki. Dlaczego tak za nim latają? Bo jest przystojny, urzeka swoją sztuką konwersacji (śmiech na sali), jest niesamowicie szarmancki, urzekający i wspaniałomyślny? Pytam Was, bo ja nie wiem. Skupiacie się na jednym celu – Adam ma być rozchwytywany. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co, nie wiadomo za co, nie wiadomo w jakim celu. Nic nie wiemy. Nawet nie znamy koloru jego włosów.
„Uciekając przed oszalałymi dzieciakami znalazłem się w Wielkiej Sali, która… może ja się nie znam na współczesnej sztuce dekoracji… ale najogólniej mówiąc na widok tego całego badziewia przyczepionego do wszystkiego wokół… chciało mi się rzygać.”
Powiedzcie mi, moi kochani, jak mam skomentować ten kawałeczek? Łał, jaki ten Adam wygadany? Przynajmniej możemy już odrzucić teorię, iż jest szarmancki. Wszystkie rozdziały wypełnione są przez takie opisy – ani to nic nie wnosi, ani to bawi, ani to uczy. Piszecie, co Wam ślina na język, a raczej klawiaturę, przyniesie. Opowiadanie wymaga pewnego przemyślenia, ułożenia całej akcji w jakiś sensowny sposób, by nie pogubić się w pisaniu, zwłaszcza, że u Was występuje sporo postaci, a każdy rozdział poświęcony jest zgoła innej.
Córka nie do końca lubi przytaczać cytaty dosłownie, ale nie umiałabym oddać we własnych słowach kwintesencji dialogu Adama i Rosalie:
„– Opanujcie cyce, moje drogie, co wy macie napad padaczki?! – wykrzyknąłem w stronę dzieciarni. – Witaj, kwiatuszku."
"– Cześć."
"– Czy zechcesz oddać mi się na parkiecie? – spytałem, wiedząc że jest onieśmielona widokiem moich wielbicielek (które właśnie wstawały z podłogi).”
Znowu ma miejsce moje już słynne… yyy? Wyobraźcie sobie, że żyję w tym samym świecie co Wy, znam ludzi w każdym wieku i słyszałam już tak dziwne i wyszukane teksty, że sama nie wiem, czy płakać czy się śmiać, ale nie mam pojęcia, co oznacza „opanujcie cyce”. Słownik slangu też mi nic nie mówi, a to już jest coś, bo jest tam od groma wpisów. Chciałabym też powiedzieć, że nawet w podstawówce nie używa się już określeń „co ty, padaczkę masz?” i „uspokój dałna”, bo są one poniżej pewnego poziomu. A czy Was ktoś uświadomił w tym? Wyczuwam też drobną dwuznaczność w oddawaniu się na parkiecie. Oczywiście w towarzystwie leżących na podłodze wielbicielek. Zaczyna mnie pobolewać głowa, w miejscu odpowiedzialnym za myślenie. Chyba zanika.

Rozdział siedemdziesiąty:
Pierwszy rozdział, w którym nie znalazłam jakichś dziwnych wymian zdań i komentarzy. Wczytałam się za to w opis bitwy, jaka rozegrała się wśród uczestników rebelii i tak sobie myślę, że przecież wcale nie chodzą do Hogwartu po to, żeby uczyć się zaklęć ochronnych, żeby umieć się pojedynkować, tylko po to, by bić się gołymi pięściami – sytuacja rodem spod monopolowego. Zadaję sobie pytanie, czy coś zmieniło się od pierwszego rozdziału? Owszem, coraz częściej tworzycie w miarę logiczne wątki poboczne, ale główny motyw jest dla mnie czystą abstrakcją. Rebelia polega chyba na jakichś ukrytych działaniach, mądrych planach i Voldemort wie co tam jeszcze, a nie na wędrowaniu do Zakazanego Lasu w nadziei, że „winni” przyjdą, przeproszą, naprawią „krzywdę” i zrobią żurek z kiełbasą. Bardzo brakuje mi Hogwartu, jaki stworzyła Rowling. Wy tylko „pożyczyliście” sobie parę postaci i miejsce akcji – po co? Skoro Wasi bohaterowie tylko czasami (nigdy) używają różdżki, nie ma opisów lekcji. Życie kręci się wokół rebelii, której tak mocno się trzymacie i nie pozwalacie odetchnąć czytelnikowi. Dobre opowiadanie cechuje wielowątkowość, której NIE MA po prostu tutaj, a mamy do czynienia z ładną gromadką postaci. Jedyną rzeczą, która uderza, jest fakt, że wszystkie rozdziały są praktycznie identyczne pod względem zasobu słownictwa, pewnych schematów, błędów. Czy Wy aby na pewno piszecie to razem? Gratuluję Wam tego, że udało Wam się ogarnąć wszystko. Ciężko z komentarzy wywnioskować, czy sami sobie komentujecie rozdziały, czy macie aż tylu fanów, ale i tak gratuluję czytelników – przecież o to chodzi, żeby ludzie czytali i komentowali. Skoro im się podoba taka wersja Hogwartu, zawsze warto dla nich pisać.

Dialogi: 0/5
Tutaj oceniam między innymi realność dialogu. Przyjrzyjmy się losowej wypowiedzi z losowego rozdziału:
„– Jest różnica, bo jeżeli jesteś tym, kim myślę, że jesteś, to dobrze. Ale jeśli jesteś tym, kim nie myślę, że jesteś, to znaczy, że ja myślę, że ty jesteś…”
Nie chciałabym sprowadzać Was na ziemię, ale o czym właściwie to jest? Pomijam już fakt, że stwierdzenie „kim nie myślę” jest niepoprawne. Zapewne mieliście na myśli „Ale jeśli jesteś tym, kim myślę że nie jesteś”. Nie zmienia to faktu, że taki dialog nie wnosi absolutnie nic, a dialogi, na litość boską, są podstawą dobrego opowiadania! Następny przykład również zwala z nóg. Drewnianą balą.
„Bo ja mam problem! Znaczy, Marcelinka ma problem! Czyli ja też mam problem, bo jeżeli ona ma problem, to ja też mam problem! A jak ja go mam, to znaczy, że ty też go masz, więc jak go masz, to natychmiast masz mi pomóc (…)”
Wystarczyło napisać „Musimy pomóc Marcelinie!” i każdy połapał by się w sprawie. Takie dialogi wcale nie są zabawne, nie stanowią ozdoby rozdziału, tylko sprawiają, że zastanawiam się, dlaczego nie napisaliście tego tak… po ludzku?
Przytoczyłam dwa wyrwane z kontekstu dialogi, ale jest ich więcej. Oczywiście nie są one jedynymi kwestiami – w rozdziałach również dominują te „zwykłe” dialogi, ale one kompletnie nic nie wnoszą. Jeśli coś się dzieje, dowiadujemy się tego z opisów lub komentarzy pod rozdziałem – serio. Zadaniem dialogów jest budowanie akcji, oddawanie uczuć bohaterów, którzy w „Occupy Hogwarts” zamienili się w glonojady bez wyrazu.

Opisy: 1/5
W tym podpunkcie nie jest tak tragicznie, jak w pozostałych. Opisy wychodzą Wam zdecydowanie lepiej, niż dialogi, co jednak nie znaczy, że czyta się je dobrze. Przypadkowo mamy pierwszy lepszy fragmencik:
„Nie liczyłam tłumu, ale było ich więcej niż łat Łatka, więc było nieźle. Perpetua miała ich policzyć, ale jej nie wyszło, bo się ruszali, a Perpetua nie umie liczyć dynamicznie.”
Zauważyłam, że często wplatacie takie połamańce językowe zarówno w dialogi, jak i w opisy. Mnie osobiście taki sposób opowiadania nie satysfakcjonuje do końca, ale przynajmniej macie swój styl. Opisy służą Wam za wprowadzenie do akcji, dopowiedzenie czegoś, co bohaterowi się nie udało, bo raczej staracie się prowadzić w formie dialogami. Niestety, nigdzie nie odnalazłam informacji o bohaterach, o ich wyglądzie, zachowaniu. Słowem podsumowania: opisy są, bo są.

Kreacja: 1/10
O akcji wiemy tylko tyle, że dzieje się w zamku. Na nagłówku widnieje zniszczony Hogwart, więc snułam przypuszczenia, że akcja będzie się rozgrywać po bitwie o Howgart, a my tymczasem mamy, zdaje się, czwarty tom, bo w skład bohaterów wchodzi Lupin o "fajnym tyłku". Nie natknęłam się na żaden opis zamku (pomijam ozdoby, od których chce się rzygać), pomieszczeń. Nie znalazłam żadnego opisu lekcji. O bohaterach, jak już wspomniałam, wiemy tyle, co nic. Jest ich dużo, to fakt i za to ten jeden punkt dostajecie – za różnorodność. Jednak mam wrażenie, że w ogóle nie wiecie, o czym piszecie. Coś o tym, coś o tamtym, tam się upchnie jeszcze jakiś motyw, nakręcamy korbkę i muzyka gra. A raczej trzeszczy. Wyobraźnia też Was ponosi, ale w tę złą stronę niestety.

Fabuła: 1/5
Fabuła jest bardzo złożona, z tego więc powodu przyznaję jeden punkt. Mimo wszystko ja bym nie potrafiła wymyślić takich… rzeczy. Nie będę się rozpisywać, bo i nie ma o czym – logika leży, kwiczy i merda ogonem w prośbie o kubeł zimnej wody, nie udało się Wam mnie zaciekawić nawet w najmniejszym stopniu. Wątek główny totalnie nie ma racji bytu (jaka rebelia w czwartym tomie, gdy nikt nie wie o odrodzeniu Czarnego Pana?) a wątki poboczne zaskakują treścią jak z tych sitcomów dwudziestominutowych.

Oryginalność: 0/5
Oryginalność? Czy można użyć tego słowa w kontekście Waszego bloga? Ile już tworów nie było ze światem Pottera, a ile opowiadań na forach – tego nikt nie zliczy. Wy zabiłyście kanon, wyrzuciłyście autentyczne postaci Harry’ego, Rona i Hermiony, oraz wielu, wielu innych ulubieńców córki, i zastąpiłyście ich ludźmi bez osobowości i charakteru, jak Glen czy Malina. Sprawa jest bardzo prosta – jeśli bierzecie z książek Rowling częściowo postacie, miejsce akcji i liczycie, że będą się rozlegać gromkie brawa, a z góry zacznie spadać konfetti, to niestety jest nie do zrealizowania. Gdybyście stworzyli nowy świat w całości, a ja nie patrzyłabym przez pryzmat Harry’ego Pottera, zapewne ocena na pewno by nie była tak niska. Sądzę, że w kategorii „Oryginalność” parę punktów na pewno byście otrzymali i zasłużylibyście na mierną.

Poprawność: 3/10
W opowiadaniu, które pisze dziewięć osób, nie powinno być ANI JEDNEGO błędu, a tymczasem jest ich całkiem sporo.
„Nijak mi się uśmiechało (…)”
Wydaje mi się, że powinno być „nijak mi się NIE uśmiechało”.
„Tego nie wiem, bo moja krew jest krystalicznie czysta – ale, ten, no, słyszałam plotki”
Ten, no? A co to za stwór? Nie jestem w stanie pojąć, jak można w swoich myślach używać wyrażeń typu „ten, no”.
"-Wiem, że mnie nie wypada, bo jestem ze Slytherinu, ale uważam, że dyrektor to całkiem fajny facet."
Ciągle widzę słowo „fajny”. Przymiotników jest tyle w języku polskim, że można przebierać jak na wyprzedaży.
„-Szanowni państwo, jest nam niezmiennie miło – zaczął Lupin etc. etc., niespecjalnie słuchałam, bo byłam już strasznie głodna."
Również nie wyobrażam sobie sytuacji, w której sama do siebie mówię „Córka, muszę dzisiaj wyprać skarpetki, et cetera et cetera”.
„-I zmęczona, ale dla takiego zrywu mogłam się poświęcić i prowadzić lud na barykady,
niczym kule rykoszetujące od metalowej klatki piersiowej.”

Britney Spears powiedziałaby „Bejbe, łan mor tajm”. Glen zamierza prowadzić lud na barykady, niczym kule które rykoszetują (odbijają się) od metalowej klatki piersiowej? W takim razie ludzie powinni od tej barykady rykoszetować.
"-To się wszystko pięknie posypało"
Takie zdanie na początku rozdziału jest dość dziwne, w związku z tym, że nie ma jakiegoś zdania poprzedniego i nie wiemy czym jest „to”. Co się posypało? Róż w kamieniu Glen?
"- Magazynujesz po tych udach tłuszcz? W sumie… Dość mięciutkie są i…"
Można magazynować W, a nie PO. Poza tym „Dość” powinno być napisane z małej litery.
„- No nareszcie – rzuciłam sucho, w końcu mu się należało, cholera, tyle się spóźniać..”
Wielokropek składa się z trzech kropek, a dwie kropki są przejawem nieodpowiedniego użycia tego znaku interpunkcyjnego.
"-Tłum zaczął wiwatować, a potem zabrał się do konstruowania ognisk."
Ogniska nie można konstruować, a rozpalić.
"- Trzeba będzie zgromadzić wszystkich powyżej, no nie wiem, piętnastego roku życia? Nie będziemy rewolucjonować się z dziećmi."
"Rewolucjonować" nie jest słowem często używanym, a na pewno nie można rewolucjonować „się”.
"- W między czasie nas troje obleci zamek"
Oblecieć może strach, oblecieć można dookoła Hogwart trzy razy za karę od nauczyciela spod samiuśkich Tatr, ale nie mamy do czynienia z mową potoczną.
"- Sukcesywnie i z bestialską precyzją zgniatano mi kolejne członki: palce stopy, goleń, wątrobę… (ostatni narząd cierpiał bardziej z powodu spirytusu, jeśli musicie wiedzieć)"
Nie istnieje coś takiego jak „bestialska precyzja”, po „palce” brakuje przecinka, a wątroba nie jest członkiem. Członek jest z definicji czymś, co wystaje, a wątroba raczej, u normalnego homo sapiens, nie powinna.
"Moja siostra zaś… Cóż, Malina została odgórnie skazana na trzymiesięczny szlaban w różnych partiach zamku i straciła łącznie jakieś tysiąc pięćset punktów dla Hufflepuffu."
Hiperbolą strzeliłaś, aż zazgrzytało. Żaden nauczyciel nie odjąłby tylu punktów – nie pod dyrekturą Dumbledore’a – a za przewinienia o takiej wartości punktowej, każdy jeden robaczek w kanonie powinnien wylecieć w podskokach do mugolskiej Szkoły Podstawowej numer sześć w Wałbrzychu.
Nie ma tragedii, ale mogłoby być lepiej. Gdybyście pisali wspólnie wszystkie rozdziały, bez wątpienia wyłapalibyście te błędy.

Detal

Dodatki: 5/10
Jedyną rzeczą, za pomocą której zapunktowaliście u mnie, jest menu. Jest skromne, bo zawiera tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Na pierwszym miejscu mamy odnośnik do paru faktów o fanfiku. O dziwo, nie znalazłam tam nic o nim. Copperfield był u Was? Zamiast jakiegoś krótkiego nawiązania do historii, przedstawienia ogólnej koncepcji, zobaczyłam rozpiskę bohaterów, która raczej nie kwalifikuje się na miano „O fanfiku”. Ale do rzeczy: gdy przeczytałam te wszystkie informacje (bo córka czyta wszystko na blogu) z radości aż wyklaskałam Rubika dwa razy, bo jest o czym pisać. Każdy bohater posiada swoje zdjęcie i jest opisany w paru podkategoriach. Chciałabym zwrócić uwagę, że Jane Rudd należy do domu, który nie istnieje – Slyherin. Nie do końca pojmuję ja co ma znaczyć podkategoria „Krew”. Rozróżnienie na czystą i mugolską jeszcze rozumiem, choć zdziwiłam się, że nikt nie ma mieszanej. Rzadko kiedy w kanonie zdarzało się, by obydwoje rodziców było niemagicznych – w zasadzie to pojedyncze przypadki. Nie do końca jednak nadążam za tym, co ma znaczyć: ”Krew: czysta, ale biedna”. Biedna krew? Już mam w wyobraźni pękaty woreczek z czerwoną zawartością, który stoi przed dworcem kolejowym z tabliczką o napisie „Zbieram na chleb”. U drugiej postaci znowuż jest: „Krew: czysta, ale uboga”. Biedna, uboga, czy to nie to samo?
Jeśli mam być szczera, z dziewięciu opisów tylko jeden zakwalifikował się na to miano – charakterystyka Mortii. Zawarte są tam rzeczowe informacje – skąd, ile, jak i gdzie. Resztę bym wyrzuciła przez okna do największej zaspy i rano ulepiła bałwana. Weźmy pod lupę Joego. Dowiadujemy się, że ma zbyt czystą krew i jest bardziej angielski niż sami Anglicy. Chwila, czekajcie, muszę przewinąć do tyłu. Jest Anglikiem i jest bardziej angielski niż sami Anglicy? Informacje o bohaterach to INFORMACJE, a nie plecenie od rzeczy. Jego motto (tak, wszyscy bohaterowie mają swoje motta jak skarpetki, norma) brzmi dość niecodziennie: „Chujem chrzanu nie ukopiesz.” Widzę, że ktoś tu ma zamiłowanie do cytatów „należących” do Coelho. Nie do końca rozumiem, jak ten… cytat ma się do całej historii. Chyba nawet nie chcę zrozumieć. Z ciekawszych faktów: matka Adama bada zwyczaje godowe trolli, ojciec Rosalie handluje czymś, ale nikt nie wie czym, jednak idzie mu dobrze, „bo ma na zachcianki żonki”. Ojciec Ashleya (dość nietypowe imię dla chłopca)"zgrywa przed synem głupa", a Malina jest „zmęczona, szpanerska i wysoka”.
Oprócz menu, na blogu znajduje się odnośnik do wszystkich rozdziałów, które są pogrupowane dziesiątkami, co oceniam na plusa. Parę linków, adres autorki szablonu i to by było na tyle. Wszystko teoretycznie jest czytelne, ale wspominałam już, że okropnie wyglądają te kolorowe napisy na fioletowym tle. Żółty zapis treści bardzo męczy moje oczy – litery są pisane bardzo małą czcionką. Cieszę się, że przynajmniej wszystko jest poukładane w porządku.

Dodatkowe punkty: 1/5
Przyznaję jeden dodatkowy punkcik za samą ideę prowadzenia bloga w dziewięć osób. Ciekawa jestem, jak się dogadujecie i czy w ogóle.

Słowem posumowania – zgłosiłyście się do… szesnastu ocenialni. Nie miejcie mi więc za złe, że wystawiam ocenę mierną – jest w pełni zasłużona i sądzę, że nawet najbardziej wyrozumiali oceniający nie ocenią "Occupy Hogwarts" na ocenę o wiele wyższą.

Suma: 13/60
Ocena: mierna

Dziękuję, dobranoc.

109 komentarzy:

  1. Też lubię Harry Pottera, ale jeśli chodzi o wygląd to nawet mój projekt strony biblioteki szkolnej wygląda bardziej potterowsko niż ta strona.

    OdpowiedzUsuń
  2. ej, ja mam tylko jedno do powiedzenia, bo mnie nikt nigdy nie pozwala komciać (ponoć jestem okrutna):
    jak można ludziom zarzucać płytkość i infantylność, jak człowiek nawet nie rozumie adresu? no jak? kurczaczek. trzecia już, co wiadomości nie ogląda. to żart jest polityczny. taka duża sprawa była w zeszłym roku. najpierw na wallstreet, potem przy st paul's w londynie, a nawet i na paru uniwerkach. i z tego, co pamiętam, krzyczeli occupy wallstreet a nie zajmujmy i jako takie przyjęło się powszechnie.
    ech.
    ale buziaki
    pysiaki
    lysia

    p.s. do wszystkich błędów w łączliwości przyznaję się ja, bo ja nie mówię nigdy tylko w jednym języku naraz, mój mózg działa w trzech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Członek jest z definicji czymś, co wystaje, a wątroba raczej, u normalnego homo sapiens, nie powinna." - te, panienka, weź się doucz, bo wątroba może wystawać i to całkiem sporo. Tak, u normalnego homo sapiensa. Np. na 6cm spod łuku żebrowego pana żulixa spod sklepu z wódeczką. Albo na 15cm u pani z marskością wątroby z powodu zakażenia HCV ;] Więc według Twojej definicji, wątroba członkiem jak najbardziej jest ;p

      Usuń
    2. ojej, ja nie umiem obsługiwać tych dziwacznych komentarzy i mi się pod Lyśką wrzuciło o.O
      W każdym razie to taka dygresja do ocenki ogólnie, nie do komciaka Lysieńki.
      Buźki buźki.

      Usuń
    3. Odwołując się do rozumienia adresu, są one jednoznaczne lub "myśl godzinę co oni chcą przez to powiedzieć". Wasz należy do grupy namber tu:
      W kwestii Occupy Wall Street (tak,oglądam wiadomości gdy mam troszkę czasu i tak - jest na to polskie tłumaczenie (Okupuj Wall Street), więc dalej podtrzymuję pytanie: dlaczego Occupy Hogwarts. Absolutnie nie mam żadnego pomysłu, co mają protesty przeciwko m.in. bankierom do rebelii związanej z przepływem informacji, a raczej jej braku, więc z chęcią posłucham jak Wy to widzicie.

      Usuń
    4. Proszę, nie odzywaj się do mnie per "panienka", albo odzywaj i się podpisz ;]
      Pan "żulix" i laska z marskością wątroby do normalnych homo sapiens nie należą, bo cierpią na alkoholizm i już wspomnianą marskość wątroby.

      Usuń
    5. Szkoda, że ludzi z marskością wątroby uważasz za "nienormalnych", to bardzo niekulturalne i mało etyczne podejście, panienko. Nieładnie, nieładnie.
      A to były tylko skrajne przypadki, ponieważ wątroba może być powiększona i WYSTAWAĆ spod łuku żebrowego w wielu innych sytuacjach, trust me. ;]

      Penny <3

      Usuń
    6. Na zaczepki córka nie reaguje i nie nabija komentarzy - ocenę wystawiłam, zawarłam w niej wszystko, co chciałam i uważam temat za zamknięty - nie będziemy się obrzucać gównem, za przeproszeniem ,na zmianę, a do tego dążysz ;]
      Wolę poświęcić ten czas na ocenę kolejnego bloga, bo tak się składa, że czasami ludzie są zadowoleni z moich ocen - niebywałe, wiem.
      Dobrej nocy życzę ^^

      Usuń
    7. To nie była zaczepka tylko zwykłe uświadomienie braku wiedzy i mądrzenia się z cyklu "nie wiem, to się wypowiem". Bo ona naprawdę może wystawać, zapytaj swojego pediatrę o zdanie. :)

      Usuń
    8. Wątroba NIE może wystawać spod łuku żebrowego w sytuacji fizjologicznej. W marskości wątroby tudzież w innych jej schorzeniach, kiedy wystaje jest to sytuacja PATOLOGICZNA i nie powinna mieć miejsca, jeżeli ma to jest źle.
      Mylisz pojęcia fizjologii i patofizjologii, ta druga jest całkowicie nienormalna i nie powinna mieć miejsca. Podsumowując, wątroba nie wystaje spod łuku żebrowego u zdrowego, w pełni sprawnego człowieka. To mniej więcej tak, jakbyśmy rozpatrywali sytuację czy człowiek ma nogi. Skoro jest ktoś z amputowaną nogą, to znaczy, że człowiek nie ma nóg.

      Usuń
    9. Czyli według Ciebie, jeśli człowiek ma marskość wątroby/powiększoną wątrobę to nie ma wątroby? :D
      Misiu pysiu, to, że to jest sytuacja patologiczna nie robi z tego człowieka NIENORMALNEGO HOMO SAPIENSA. helloł, trochę tolerancji ;]
      Poza tym, w sytuacji fizjologicznej wystawać może, chociażby u osoby, która np. połowę swojej wątroby oddaje do transplantacji i dochodzi u niej do przerostu tego narządu. O.

      Usuń
    10. Ja skromnie poponuję zapoznać się z definicją "normy" (którego to słowa używa się w wielu dziedzinach, np. psychologii) i nie pisać bzdur o toleracji. Mówi się na przykład, że ktoś ma normalne ciśnienie (inaczej w normie), albo że są normalne zachowania seksualne (zachowania mieszczące się w normie). Normę zawsze ustalają uczeni. To co jest poza normą, jest nienormalne. Nie trzeba być geniuszem, aby uznać, że wystająca wątroba do normy nie należy. Koniec tematu.

      Usuń
    11. "Członek jest z definicji czymś, co wystaje, a wątroba raczej, u normalnego homo sapiens, nie powinna." - ok, czyli wracając do meritum, według Ciebie każdy człowiek z dysfunckją/przerostem/zanikiem/etc. jakiegoś narządu jest sklasyfikowany jako nienormalny, gratuluję i życzę powodzenia w dalszej karierze małego naukowca ;)
      Swoją drogą, przy WZW także są podane NORMY wielkości tej cholernej wątroby, ale co ja tam wiem, jestem tylko studentem.
      Wypadałoby się po prostu przyznać do bzdurnego wymyślenia definicji słowa "członek", siląc się na ironię i po problemie, bo stąd się sprawa wzięła.

      Usuń
    12. Mua na ironię silić się nie będzie, bo niestety - pomimo wielkich chęci, nie udało Ci się mnie przekonać.
      Weźcie nóż (najlepiej taki z zębami) wbijcie go we mnie, wyjmijcie wątrobę i wtedy będziemy mieli członek ;]
      Poza tym, członki używa się do czegoś, że tak powiem, w sensie fizycznego - ręka, noga... i jeszcze parę innych ;] A wątrobą chyba kisielu nie gotujesz ;]

      Usuń
    13. Przecież córce chodziło o człowieka, który ma wszystko w normie, taki który jest zdrowy. Słowo "nienormalny" nie jest jedynie i wyłącznie prejoratywne. Wystarczy zajrzeć do słownika PWN. Ta cała dyskusja jest więc kompletnie bez sensu.

      Usuń
    14. Corka, popatrz na to, co sama napisałaś i się zastanów. Mi chodzi li i wyłącznie o brak sensu w Twojej pseudodefinicji. A to, że masz się za alfę i omegę mimo braku podstawowej wiedzy to inna kwestia i zostawiam ją w świętym spokoju ;]
      Phow, użyj słowa nienormalny w odniesieniu do człowieka tak, by nie było prejoratywne :)

      Usuń
    15. Tak to już jest, że jak się wchodzi niepotrzebnie w dyskusje, to zamiast o ocenie/blogu mówimy o wątrobie xD
      Cudownie, As będzie dumna jak to zobaczy ^^
      Phoe, to nie Phow ;]
      Córka często słyszy, że jest nienormalna, i nic mnie bardziej nie raduje, serio. Nie chciałabym być szarą masą ;]

      Usuń
    16. http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=8773

      A propo członka, dałam odnośnik powyżej. Córka wcale nie jest niedouczona.Po prostu na swój córkowy sposób zawarła, czym jest "członek". Przecież nikt tu się nie silił na profesjonalne definicje, to jakeś grube nieporozumienie. Jeśli jest to odrębna część - to wystaje. Jasne, prawda? (a szczególnie jeden członek wystaje zdecydowanie xD xD xD)

      Usuń
    17. "część ciała stanowiąca do pewnego stopnia odrębną całość" - czyli wątroba członkiem jest, według słownika i czego to miało dowieść?

      Usuń
    18. odrębna całość - dlaczego ma wystawać? Nie jest to dla mnie logiczne ani trochę. Odrębną całość stanowią nerki, zupełnie nie wystają, odrębną całość stanowi układ przewód pokarmowy - także nie wystaje, itd. możnaby wymieniać te części ciała.

      Usuń
    19. Tak, bo istnieje bezwład wątroby, serce można rozprostować, a nerka może zdrętwieć xD Poniżej przecież są przykłady uzupełniające definicję. Trzeba naprawdę nie chcieć pojąć tej definicji, aby dalej twierdzić, że jakikolwiek organ może być członkiem.

      Usuń
    20. Ja tak nie twierdzę, tylko pokazuję błędną argumentację, ale widzę, że i tak nie dociera.
      Jest wiele innych przykładów opisujących członki, w których w/w narządy pięknie by wyglądały. Chociażby niewydolność, martwica, obrzęk, etc. Swoją drogą, PWN nie mówi nic o WYSTAWIANIU jako kryterium.
      Buziaki.

      Usuń
    21. Córka nie siedzi w redakcji PWN, więc takiego kryterium naturalnie tam nie znajdziesz. Gdyby była, a nuż może i by się pojawiło xD Ja nie wiem, po co my to dyskutujemy - jeżeli członek jest tym, czym jest według PWN, to powiedzcie mi: czy istnieją członki niewystające? Trochę logiki, drogie panie. Może córka nie dała zadowalającej Was definicji / argumentacji / i czego tam jeszcze, ale przecież to, co napisała, nie wyklucza się.

      Dochodzę do wniosku, że ta dyskusja jest po prostu durna. Rozmawianie o wątrobie i członkach. Tragikos *Phoe wywraca oczami*

      Usuń
  3. ja też jakoś się nie rozpiszę, bo jeszcze się nie przestałam śmiać, a wolałabym tego nie przedłużać, wiadomo, zmarszczki i te sprawy.
    odynie, jakie to było świetne! już pomińmy niezrozumienie adresu, ale żaby czasu akcji nie wyłapać? mniam, to dopiero smaczek. kochanie, akcja się toczy w 1977 roku. no wiesz, huncwoci w szkole? sporo huncwotów w szkole? barty crouch? sev? luniaczek?
    chcę tylko odnieść się do dwóch spraw, bo mnie to BOLAŁO, a ja wrażliwa jestem!
    uno: "Malina? Żartujecie sobie?". malina to żeńska wersja jakże szkockiego imienia malcolm. Nie moja wina, że nikt nie docenia, a tyle się naszukałam!
    duo: "Jedyną rzeczą, która uderza, jest fakt, że wszystkie rozdziały są praktycznie identyczne pod względem zasobu słownictwa, pewnych schematów, błędów." tu poczułam się jeszcze bardziej dotknięta. przepraszam bardzo, ja już o stylu nie mówię, ale żeby nie widzieć, że ktoś krnąbrnie odmawia zmieniania dywizów na myślniki? pfft!
    i w sumie tu miałam już powoli kończyć, ale tak jakoś głupio - przyszedł człowiek, poczytał, pośmiał się, herbatą opluł, i już ma iść. no nieelegancko. zwłaszcza z tą herbatą. w takim razie podziękuję jeszcze za najlepszy komplement, jaki w kontekście tego tekstu słyszałam, tj. "a wątki poboczne zaskakują treścią jak z tych sitcomów dwudziestominutowych." yay, brawa dla nas.
    ogólnie było miło, poczułam się mentalną ośmiolatką i och-ach. mój ulubiony pojazd to zdecydowanie "Bycie dobrym pisarzem jest równe oczytaniu, prowadzeniu inteligentnych dyskusji, a przede wszystkim rozwijaniu się. Na podstawie „przelecenia” paru rozdziałów stwierdzam, że stoicie w miejscu jak ten krzak przed moim domem." gdybym miała tablicę korkową, to bym druknęła i przypięła, bo ładne.
    tyle ode mnie, pozdrawiam,
    sylv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bejbe, zmusiłam się do przeczytania większości rozdziałów i nie zauważyłam Croucha i innych bohaterów, których wymieniasz. Niestety, tak to jest jak przez 20 rozdziałów leje się wodę, a w jednym zamieszczasz te informacje, które teraz przytaczasz. Że na niego nie trafiłam - to nie moja wina.
      Jeśli chodzi o Malinę, to właśnie w informacjach o bohaterach, zamiast umieszczać te nic nie wnoszące brednie, było napisać, że to żeńska wersja szkockiego imienia Malcolm. Ja jestem oceniajacą, nie wróżką.
      "duo: "przepraszam bardzo, ja już o stylu nie mówię, ale żeby nie widzieć, że ktoś krnąbrnie odmawia zmieniania dywizów na myślniki? pfft!"
      Hahaha, mocne, mocne.
      Się zgłosiliście do mnie, to macie ocenę - nie spodziewajcie się lepszej. To był Wasz wybór, Wasza akceptacja regulaminu, a że mi się nie spodobało? Mój gust!
      Życzę lepszych ocen, jeśli tego tak potrzebujecie. Uwierzcie mi, że ja też wolę aby ktoś wylał na mnie kubeł krytyki i sprowadził mnie na ziemię - wtedy mogę powiedzieć, że czegoś się nauczyłam i o jakieś informacje jestem mądrzejsza. Nie jestem tutaj tylko od chwalenia, tylko przede wszystkim od wskazania błędów, przytoczenia Wam moich uwag - nie zapominaj o tym.
      Tak baj de łej - zastanawiałam się raz nawet podczas szorowania podłogi, czy to nie jest parodia jakaś aby.

      Usuń
    2. cukiereczku, nie jestem twoją bejbe, sorry, nie kręcisz mnie, ale wiesz, możemy zostać przyjaciółkami czy cokolwiek.
      ojej, to peszek, że nie czytałaś wszystkich, bo myślałam, że na tym właśnie polega rzetelna ocena bloga. w sensie nie taka 'ha, wyśmieję wszystko, co tu jest z dupy, ale sobie podkręcę ego'. podkręcone? świetnie, bo to blog idealny, żeby po nim pojeździć. tylko umówmy się, rzucanie się na główkę z takim nastawieniem, a potem sugerowanie, że nie wiedziałyśmy, w co się pakujemy, albo spodziewamy się lepszej oceny i dlatego kręcimy nosami, to trochę nieporozumienie. bo widzisz, nam nie chodzi o lepsze oceny, nam chodzi o rzetelne oceny. okay, może każdej z nas chodzi o co innego, nie wnikam, ja naiwnie liczę, że gdzieś tam trafią się rzetelne oceniające, a nie takie, które wyczekiwały - chwila, co to było? o, no tak - opierdolu za to, że są takie śmiałe i krytyczne w swojej ocenie. bo wydaje mi się (popraw mnie, jeśli się mylę), że na to tylko liczyłaś. ta ocena służy rozładowaniu negatywnych emocji, a nie przedstawieniu plusów i minusów tekstu oraz dołączeniu sugestii na temat jego poprawy. nie zjechałaś tekstu "z góry do dołu", a jeśli tak uważasz, to powinnaś jeszcze to zweryfikować; nie wyłapałaś nawet większości błędów, ale co tam, wiadomo, że pewnie jestem sfrustrowaną ocenioną, to po co mnie słuchać.
      ad casus maliny - dlaczego, na odyna, w metryczce miałabym pomijać tak interesujące szczegóły jak życiowe motto i tłumaczyć etymologię imienia? chyba zupełnie inaczej rozumiemy definicję metryczki.
      ale chyba wiele rzeczy rozumiemy inaczej, więc najwyraźniej nie ma co dyskutować. mówisz, że wolisz kubeł krytyki - my też. tyle, że nie dostałyśmy kubła krytyki. dostałyśmy podskakującą satyrę w krótkich porteczkach, która bardzo, ale to bardzo chce być dużą i dorosłą Satyrą przez duże S, taką zaprzyjaźnioną z równie dużą Ironią i innymi stworami, którymi straszy się małe dzieci. i dlatego mi przykro, i dlatego komiciam.
      z uszanowaniem,
      sylv

      Usuń
    3. Bejbe było odwetem za "kochanie", szkoda, że nie zauważyłaś :]
      Oceniam bloga całościowo. Przeczytałam 1 rozdział, 2, 3,4,5 i dziesiąty, a że nie znalazłam tam nic interesującego - napisałam o tym i odpowiednio uargumentowałam. Gdybym napisała, że jestem zachwycona, uwierz mi, że nie byłoby tyle jadu w Twoim komentarzu.
      Ego podkręcam sobie na żywo, tutaj zajmuję się pisaniem szczerze - bo na żywo właśnie nie zawsze mogę sobie pozwolić na to, by powiedzieć co myślę. Tak to już jest, że gdy nas ktoś atakuje - odpowiadamy atakiem. Ale zauważ, że ja nie atakuję Waszego bloga - wspomniałam o tym, że skoro macie grono czytelników, to sobie piszcie - mi nic do tego. Ale od najmłodszych lat buszowałam po internecie, przeczytałam setki książek i moja ocena, niestety, zawiera pewne odniesienie do nich. Nie mogę napisać "O, tu ładnie wstawiłyście czasownik do zdania, no zuchy z Was, macie max punktów".
      Ja na nic nie liczę - oceniam i czytam, bo lubię. ot, takie hobby po godzinach. Przy ocenie nie kieruję się, wbrew temu co mi zarzucasz, żadnymi swoimi uczuciami- nie znam Was i nie poznam, więc skąd pomysł, że mogłąbym na Occupy reperować moje... yyy, ego?
      Rzetelna ocena, to ocena, która przytacza najważniejsze rzeczy. Wspomniałam o wszystkim, a że nie spodbało mi się to, to nie zarzucaj mi braku rzetelności. To moja najdłuższa ocena na Opieprzu i włożyłam w nią najwięcej pracy właśnie po to, by autorki nie pisały mi o podskakujących satyrach. Posunę się do stwierdzenia, że włołyłam w tę ocenę więcej zaangażowania i chęci niż autorki Occupy w każdy rozdział.
      To mój punkt widzenia, jeśli się nie zgadzasz - ja to szanuję. Miłego wieczoru.

      Usuń
    4. ojej, to ja przepraszam, ale a. mówię 'kochanie' nawet do ekspedientek w sklepie, jeśli się nie złapię na tym wcześniej i b. dostaję białej gorączki, kiedy widzę 'bejbe'. no nic, olać.
      gdybyś napisała, że wszystko jest cacy i jesteś zachwycona, to jadu pewnie byłoby tyle samo, gdyby ocena miała taki sam kształt - chciałam tylko wyjaśnić (i stanowczo podkreślić), że nie mamy żadnego problemu z tym, jaki otrzymałyśmy wynik, natomiast mnie samą uwiera właśnie pomijanie pewnych kwestii, niedokładna lektura i traktowanie tekstu z góry tylko dlatego, że wydaje się niewarty uwagi (nie żeby był wybitnym osiągnięciem literackim, odynie, nie zrozum mnie źle). czuję się jak najbardziej uprawniona do zarzucania nierzetelności w sytuacji, kiedy nie przeczytałaś całości tekstu, a wypowiadasz się o nim tak, jakbyś to uczyniła. mogę pogratulować zaangażowania większego niż nasze w pisanie notek na occupy (to nie jest trudne, ja malinę piszę w kwadrans) i długości oceny, ale nie czyni jej to rzetelniejszą. co jest moim jedynym zarzutem.
      i brawo, że czytasz, świetnie, popieramy to w stu procentach. widzisz, my też czytamy, tak nam się zdarza czasami, ale tu się, kurczę, znowu nie porozumiemy, bo widać czytamy co innego; nasz tekst również – lol, niestety? - zawierał odniesienia do 'setki' (mam nadzieję, że była to setka użyta w znaczeniu bardziej arabskim niż matematycznym) wytworów kultury zarówno popularnej, jak i wyższej. oczywiście w odpowiedniej otoczce sowizdrzalskiego humoru, ale nie było to maskowanie idealne. tyle że widzi się je, kiedy przeczyta się całość, więc - cóż, patrz wyżej na zarzut o nierzetelność.
      jeśli chodzi o podbijanie ego, którego się wypierasz - naprawdę? ;) i żadne kreowanie się na oczytaną intelektualistkę, żadne implikowane założenie, że autorki blogaska są głupsze, żadnego pojazdu ot tak, żeby pojechać, a nie po to, żeby wskazać faktyczny zgrzyt? okay, jak wolisz :)
      dobra, nie przedłużam już, bo obie będziemy trwać przy swoim zdaniu i szanować się na odległość. jakie to ładne i zgodne z zasadami poprawności politycznej :)
      z uszanowaniem,
      sylv

      Usuń
    5. Jak już tak się czepiamy, droga sylv to muszę Ci zwrócić uwagę na błąd w Twoim komentarzu przy wymienianiu błędów.
      "Uno: (...)
      Duo" (...)"
      Uno to jeden, dwa do duet. Więc mamy tu byka, aż wstyd, a ktoś tu chyba coś wspominał o nieznajomości języków i niewypowiadaniu się w tematach na, których się nie znamy?
      Twoje wyliczenie powinno brzmieć albo:
      "Uno: (...)
      Due: (...)"
      Albo,
      "Primo: (...)
      Secondo: (...)"
      Tak w ogóle to kocham ludzi, którzy wytykają innym rozmaite błędy i nie zauważają swoich:)

      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Też jestem dumna z tego, że occupy kojarzy się z sitcomem. wstyd, wiem, ale i tak jestem.
    A ja mam tablicę korkową i chyba to sobie wydrukuję i powieszę obok "Chujem chrzanu nie ukopiesz" (cóż poradzisz, lubię te tanie dowcipy z Coelho).
    Dobrze, chciałam napisać, że jestem bardzo wdzięczna za tę ocenę. Zgłosiłyśmy się (to znaczy ktoś nas pozgłaszał, wariat, Lysia chyba) do tylu ocenialni, ponieważ od początku października dostałyśmy trzy oceny, z czego tylko Twoją można nazwać oceną na poziomie. Occupy nie jest na poziomie, occupy jest sitcomem, w poziom to by się bawimy poza czasem ekranowym, bywa, ale ja bym się chyba zastrzeliła, gdyby ktoś mojego Gilberta ocenił, to tak jakby oglądać cudzą bieliznę. Chętnie zakończyłabym czymś w stylu: my tak specjalnie, ta składnia, ten debilizm, dialogi z czegoś-niżej-niż-przedszkole... ale przecież takie stwierdzenie brzmiałoby smutno, jak gdybym próbowała coś sobie wytłumaczyć. Cieszy mnie to, że tak się przejmujesz. I zdziwiła mnie też ta uwaga o dobrych blogach. Łał, nie myślałam, że takie jeszcze przetrwały. Aż chętnie przejrzę Wasze poprzednie opieprzowe oceny.

    Dzięki jeszcze raz, a i kolejne parę razy też dzięki, należy Ci się,
    Tilly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię te dowcipy wychodzące od Coelho, ale wiesz, co pasuje na kwejka lub demotywatory, to nie na fanfik potterowski ;]
      Wyczuwam delikatną ironię, ale jam pomocna jest - mogę wysłać parę (dziesiąt) linków, no problemo ;]

      Usuń
    2. Nie, nie, to nie ironia. Jakbyś mogła, to będę zobowiązana: julkai@rocketmail.com
      Dziękuję!
      Ech, szkoda, że kwejk się popsuł.
      Tilly

      Usuń
  5. *szepcze* Syyylf, ona nie przeczytała tych rozdziałów, w których pojawiają się Huncwoci, Sev i Barty. *nie szepcze*

    Mogłabym powiedzieć dużo (o tym na przykład, że w dialogach jak najbardziej mogą występować potoczyzmy, bo ten, no... o realizmie słyszała?), ale a) koleżanki już dużo powiedziały, b) i tak nie zrozumiesz, dlatego powiem tylko jedno: mwahahahahaha, ktoś wreszcie zauważył Mortuśkę i to, jak się napracowałam nad jej opisem mwahahahaha. No, to tyle.

    Buziak!
    Moll

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tu tak sobie czytam z ukrycia i raczej miałam nie komentować, bo nie wniosnę nic innego niż to, co już córka powiedziała. Błędów też nie wskażę, bo nie mam aspiracji do bycia w NASA. Od siebie powiem więc tylko tyle, że zdarzyło mi się przeczytać co nieco "Occupy Hogwarts" i hm... można by rzec, że mam identyczne odczucia. Poziom tego opowiadania prawie mnie zabił i tak zastanawiałam się, czy autorzy poważnie inaczej nie umieją, czy robią to specjalnie? Problem jednak tkwi w tym, że nawet jeśli ff jest specjalnie głupie, to po co? Może niektórych tani humor i niż intelektualny bawi, ale mnie przyprawia to o ciarki (szczególnie "brrr" były nic nie wnoszące słowotoki, które tylko pogrążały opowiadanie). Myślę więc, że córka i tak była dość łaskawa w swojej ocenie :)

    Pozdrawiam,
    Phoe

    OdpowiedzUsuń
  7. phoe, może Cię oświecę, ale... for fun! a to, że ludzi inteligentnych bawią głupoty nie uwłacza ich inteligencji. zazwyczaj.

    buziaki!
    kić

    ps. sorcik, że się wtrącam, a mnie nie dotyczy, ale zawsze mnie bawią uwagi na zasadzie "po co piszesz, skoro nie umiesz".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć milczenie jest złotem - w tym wypadku dobrze byłoby tę maksymę zastosować, bo moje pytanie było czysto retoryczne ;) Zresztą uwłaczanie inteligencji nie ma tu zastosowania, bo w moim odczuciu to ff zabija komórki mózgowe - taki delikwent więc prędzej zostanie pierwotniakiem i uwłaczanie miejsca mieć nie będzie. Ale cóż, jest popyt, to i jest podaż (telewizja udowadnia to wszak codziennie, to co czasami księgarnie wydają również). Szkoda tylko, że robi się taką zbrodnię na biednej Rowling. Bardzo smutne to.

      Jestem na "nie", nawet jeśli jest "for fun". Ilość błędów i kolokwializmów (kolokwializmów nawet w narracji, gdzie ich być nie powinno) powala, co sprawia, że opowiadanie jest strasznie niechlujne. Poza tym jestem zdania, że to, co ludzie czytają, z czym obcują, wpływa na nich. Ludzie więc zamiast się rozwijać, cofają się (taaa, wiem, literatura nie zawsze musi pełnić funkcję edukacyjną, ale miło byłoby, aby nie stała w opozycji do niej). I wcale nie usprawiedliwia autorów świadomy "debilizm", jak to określiła tilly - wręcz przeciwnie, źle o nich świadczy.

      I jestem zdania, że niektórzy jednak pisać nie powinni, naprawdę. Może mam staroświeckie poglądy, ale nic na to nie poradzę ;)

      Usuń
    2. tak jakbyś nie rozumiała czym jest pisanie for fun. może trochę dystansu, co? człowiek na co dzień musi pisać eseje naukowe (sic!), to niech się raz na jakiś czas rozluźni. a taka forma przynajmniej jest kreatywna, nie to co oglądanie telezakupów mango przez całą noc (w pewnym momencie nawet to działa relaksacyjnie, aż żałuję teraz, że nie mam telewizora).

      posłuchaj sobie last christmas, od razu będzie Ci lepiej!

      kić.

      Usuń
    3. ej, bez kitu, zawsze mnie to obezwładnia, jak ludzie głoszą zbrodnię na wielkiej literaturze aśki, która czasem ma problem z ładnym skleceniem zdania.
      lysia

      p.s. tylko nie last christmas, ja tego muszę słuchać codziennie.

      Usuń
    4. mnie obezwładnia głoszenie haseł w stylu 'niech literatura nie stoi w opozycji do dydaktyzmu'. o mamusiu, czy mi się tylko wydawało, czy mamy postmodernizm i tak jakoś trochę jakby...?

      sylv

      p.s. ale last christmas jest tak uroczo kiczowate, jak możesz tego nie doceniać

      Usuń
    5. "For fun" widocznie przedstawia dla Was coś innego, bo ja nie natknęłam się ani razu na jakąkolwiek komiczną scenę. Pomijam to motto wulgarne, które przytaczałam w ocenie, parsknęłam śmiechem, ale to tylko dlatego, że mój sąsiad codziennie tego używa, nie wiedziałam, że takie powiedzonka są aż tak popularne ;]

      Usuń
    6. Broń Boże przed esejami! xD My się kompletnie nie rozumiemy... I bzdura, że Wasza forma jest kreatywna - ona jest naszpikowana złymi nawykami i błędami. Dla Was "For fun" zdaje się oznaczać coś poniżej normy. Sięgnijcie sobie po jakieś książki fantastyczne, które de facto realizują funkcję głównie rozrywkową i zerknijcie sobie, jak można pisać jednocześnie dobrze i "for fun". Ba! Rowling przecież też pisała dla rozrywki, a przecież nikt jej nie zarzuci, że marna z niej pisarzyna i pisze "debilizmy" (a kto zarzuci, będzie miał ze mną do czynienia, i z córką pewnie też xD). Literatura, jakakolwiek by nie była, zawsze wpływa na czytelnika - jeśli popularyzujemy niechlujstwo, to ono się utrwala. To, że mamy posmodernizm, nie ma tu nic do rzeczy.

      Usuń
    7. "(kolokwializmów nawet w narracji, gdzie ich być nie powinno)" Aha. Czego to się człowiek nie dowie, serio, aż mi brwi do samych włosów dojechały. Może argumencik? Poza takim, że nie bo nie?

      "For fun" znaczy dla wszystkich to samo, autorko oceny (przepraszam, ale nie wiem, jak odmienić Twój nick): dla zabawy. Skoro autorki occupy to bawi, to kryteria są spełnione, wszystko gra (a że innych nie, to przecież w definicję "for fun" radość czytelnika nie jest wpisana). Nie sądziłam, że coś takiego trzeba wyjaśniać...

      Pozdrawiam,
      ta, która się wpitala bez zaproszenia.

      Usuń
    8. No dobra, przyłapałaś mnie, zdarza się, że można :) Zauważyłam jednak, że dla autorek nie jest istotne, czy prowadzą dialog czy narrację. Stąd przyczepiłam się - wszystko jest jednym językiem, tak na jedno kopyto :) Nieco zbyt uogólniłam, dlatego pardon :)

      Usuń
  8. Beatrycze, tak to już jest, że córka postrzega świat całkiem inaczej niż większość ludzi - ot, coś z mózgiem ;]
    For fun - bawić. Nie porażać i obezwładniać treścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powtórzę beatrycze, bo najwyraźniej wciąż jest ciężko zrozumieć, czym jest for fun.
      for fun - dla zabawy, czyli: pisanie for fun - pisanie dla zabawy (piszę sobie bzdury, bo mnie to bawi, albo piszę sobie naukowe eseje, bo mnie to bawi (sic!), a przecież nie muszą nikogo te eseje bawić, ważne, że fajnie się pisze (sic!)). co jest w tym nieskomplikowanego?

      Usuń
  9. Przepraszam, ale nie zgodzę się, że Rowling tworzy dobrą literaturę. Może była dla nas dobra, kiedy miałyśmy dwanaście lat, ale dziesięć lat później zwyczajnie już nie wystarcza? Ot, różnica punktu siedzenia. Tak więc nie uważam, żeby nasze debilizmy (no bo to są debilizmy i każdy się zgodzi) ubliżały tej pani. I wstyd mi trochę, że jak zwykle zrobił się cat fight, choć momentami czuję się jak Żydówka, którą chcą zagazować, bo nie umie pisać? Wszystko zawsze musi być takie czarno-białe? A co, jeśli tak naprawdę umiemy pisać dobrze, a to jest po prostu parodia? Nie no, żart, my chyba nie piszemy dobrze. Ale lubię ten motyw z zasiewaniem ziarna niepokoju, m. Złe nawyki, zła forma, jej, wreszcie nas ktoś docenił (i to naprawdę nie jest ironia, naprawdę!), a raczej "wycenił" adekwatnie, to się chwali.
    Tilly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię, żebyś czuła się choć w ułamku tak, jak to z cudowną nonszalancją rzuciłaś "Żydówka, którą chcą zagazować". Swoboda swobodą, ale trzeba umieć pokazać swój poziom także poza ramami swego dzieła, nawet, jeśli było parodią. A w tych słowach nie odnalazłam nic poza publicznym afiszowaniem się swoją "biednością zruganej autorki". Chyba nie tędy droga. Nie, zdaje mi się, że córa doskonale oceniła to opowiadanie z punktu siedzenia czytelnika, a nie uhahanego autora. Nie wiedziałam, że my tu oceniamy poziom dobrej zabawy piszącego!

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    2. muahahahhaa. Kocham złe nawyki Lyśki <333
      - Penny.

      Usuń
    3. A ja bardzo takie nawyki staram się tępić, zwłaszcza dotyczące imbecylizmu historycznego i czatowania na blogu. Uwielbiam konstruktywne wyrażenie opinii lub dzielenie się wiedzą na temat danego problemu. Ciężko traktować kogoś sensownie, kiedy ów ktoś stara się pokazać swoją wartość, dając na to same kontrargumenty.

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    4. cześć, dziab!

      nie, nie oceniacie poziomu dobrej zabawy przy pisaniu, ale padło pytanie: po co dziewczyny piszą, to padła i odpowiedź: for fun. proste!

      kit

      Usuń
    5. Witam kit, jeśli kit jest zaiste kit, którą znam. A jak nawet nie znam, to też witam!

      Komentarze dziewczyn zaczynają brzmieć jak jęk potępieńców, którzy niczego złego nie zrobili, a się na nich wyżywają. Ba, skoro świetnie się bawiły przy pisaniu, to ma się to równać licencji na eksperckie obeznanie w temacie i statusowi umiejętności pisania parodii. Tymczasem tak rażące zwroty jak to o Żydówce to chyba czysta kpina z czyjejś inteligencji, choć nie wiem już czyjej. Że ktoś się czuje zniewolony, zaszczuty, pełen obaw, cierpienia i bólu z powodu oceny bloga, bo tak należy rozumieć takie porównanie? To już jakaś bzdura, żeby nie powiedzieć ciężej. Przydałoby się mniej sztucznej poetyckości, a więcej pomyślunku.

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    6. czyli jednak dziab!

      tu nie chodzi o to, że dziewczynom jest naprawdę smutno, że dostały tak niską ocenę (bo, jak znam życie, żadna z autorek ani osób czytających rekreacyjnie nie dałaby occupy wyższej oceny, serio), a to jak została ocena wystawiona, czyli, dla przykładu: wytykanie błędów składniowych w dialogach, które zazwyczaj są zabiegiem stylistycznym (to chyba normalne, że człowiek mówi nieskładnie, prawda?), albo nieprzeczytanie całego tekstu, mimo oceniania całości. autorki jak i ludzie postronni (jak ja!) napisały o swoich przemyśleniach (!) odnośnie oceny, od czego przecież są komentarze pod oceną. w końcu nie tylko autor może coś dobrego z tego wyciągnąć! oceniająca zaczęła się bronić, że jest bezbłędna, ocena wystawiona i nic tego nie zmieni, a autorki nie grzeszą inteligencją, więc nie powinny się wypowiadać. wyszedł z tego kat-fajt, jak to zwykle bywa.

      porównanie raczej miało wydźwięk: napisałam coś, a teraz mi mówią, że jestem głupia i mam przestać pisać, bo na nic moja pisanina światu. porównanie dość okrutne, ale trafne.

      a propos komentarza ity, bo nie chce mi się pisać dwóch: czy znowu mam tłumaczyć, czym jest PISANIE DLA ZABAWY? że autorki mają zabawę, czytelnik nie musi. dla zabawy walnę sobie szkic, bo lubię szkicować, ale nie oznacza, że będzie to od razu dzieło na miarę muchy. uczepiłyście się tego biednego "for fun" i wyciskacie z niego wszystkie soki, zamiast puścić to w niepamięć.

      buziaki,
      kić

      Usuń
    7. ...hm, obok "odpowiedz"?

      Usuń
    8. Ano rzeczywiście jest! Ale na wersji na komputer :) Na komórkowej - bo z niej obecnie korzystam - opcji usuń brak. Musiałam specjalnie przestawić się.

      Usuń
    9. Jej, a mnie tylko chodziło o to, żeby nie mieć ujemnej prekognicji, kiedy się z kimś rozmawia. Ale nie, przekopmy czyjeś banalne (bo ja lubię banalnie i otwarcie) stwierdzenie i doszukujmy się ukrytych znaczeń, bo przecież musi tak być, że autorka jest zakompleksiona i ma pretensje do świata. A do tego jaka chamska! I o to mi właśnie chodziło. To się dyskryminacja nazywało, kiedy ostatnio uczyli mnie na historii o drugiej wojnie, ale to dawno było, może źle zapamiętałam, lepiej używać innych porównań, bo jeszcze się ktoś obrazi, wiadomo, autorka nic tylko obrazić chce (wspominałam już, że jest zakompleksiona?). Czarne. Białe. To może powinna dopisać, że jestem Żydówką, żeby był happy end i wszyscy przeżyli?
      I tak, ja nie mam poziomu, spokojnie, można po mnie jechać, och, proszę, nie zatrzymujcie się. Może wtedy ktoś wreszcie zacznie czytać moje rozdziały, zanim oceni całość.
      Ostatni komentarz, ale musiałam, przepraszam, bo troszkę już zaczęłam się nudzić tym przerzucaniem się, kto tu komu wykazuje, że jest debilem. Ja to wezmę na siebie, bo zawsze tak robię, Lysia potwierdzi, nawet moi bohaterowie tak robią (Joe też tak robi, ale o tym chyba nie wiecie, bo nie czytałyście). Ja jestem debilem. O. Napisane. Szczerze. Aż wypadałoby zacytować profesorkę: "Jacy z was będą lekarze?...".
      Tilly

      Usuń
    10. *Córka zaczyna histerycznie się śmiać*
      Serio, nie przypuszczałam, że moja ocena wywoła takie kontrowersje, że ludzie będą pisać komentarze o 7 rano (pomijając mnie, ja to od Opieprzu uzależniona jestem ^^),
      A może moja ocena miała być chamska, może przejawiam się w niej jako oceniająca zakompleksiona, chcąc podbudować swoje ego (że tak zacytuję xD), może to nowy polityka Opieprzu, związana z przenosinami?
      Takk szczerze, to Wasze komentarze zaczynają się rozlewać w moim mózgu jak ciepła herbatka do żołądka - woda. To źle, tamto źle, tu ją obraźmy, tam na nią nagadajmy. Moi drodzy, nie znacie córki, a takich rzeczy się dowiedziałam o sobie, że ja pierdziu, chyba muszę pamiętnik założyć nowy i zmienić wszystko.
      Córka napisała 9 ocen na Opieprzu - proponuję przeglądnąć komentarze pod nimi, jeśli oczywiście komuś się chce, i zobaczycie, że wystawiałam nie takie oceny, a autorzy grzecznie dziękowali za uwagi i sobie szli w siną dal. Może rzeczywiście byli wdzięczni a może nie chcieli po prostu robić zamieszania? A Wy sobie zrobiliście konkurs, kto obrzuci córę największą ilością łajna, tylko frustrujące jest to, że są osoby, któe mnie bronią, czyż nie?
      Cudowną propozycję mam: zakończmy tę dyskusję. Wasz blog to dla mnie dno, dla Was moja ocena to pięć metrów alg morskich (cytując As xD), czujecie się pokrzywdzone jak Żydówki, ja na Was rozładowuję gniew i wszystko wiemy xD
      Jeśli sobie już wszystko wyjaśniliśmy - zachęcam do poprawy postów Occupy niż okupywania Opieprzu.

      Usuń
  10. Ale mnie nikt nie zrugał... Moich rozdziałów nawet nikt nie czytał... No i chyba dałam piękny dowód braku umiejętności pisania, bo brzmię jak biedna, zrugana autorka? Naprawdę się starałam, jej.
    W kwestii całej reszty: zgadzam się całkowicie, bo jesteśmy uhahanymi autorkami, jakby nie patrzeć.
    (Penny, też kocham jej złe nawyki. A nawet te najgorsze).
    Tilly

    OdpowiedzUsuń
  11. „Nad menu znajduje się kawałek miniaturka z widokiem na Wieżę Astronomiczną i w zasadzie zastanawiam się, dlaczego umieściliście takie coś?” – cooo? To kawałek czegoś czy miniaturka? O.o Albo ewentualnie kawałek miniaturki…?
    „Macie dziewięć par oczy do sprawdzania błędów, a jest ich mnóstwo i są to te rzadziej spotykane – stylistyczne, frazeologiczne.” – dziewczęta mają „oczy”, owszem, ale dziewięć par posiadają „oczu”.
    „Pomijam już fakt, że stwierdzenie »kim nie myślę« jest niepoprawne.” – w dialogach przecież mają prawo znajdować się niepoprawne zwroty. To wypowiedź bohaterów, którzy zwykle nie są purystami językowymi.
    „[…] a za przewinienia o takiej wartości punktowej winni w kanonie powinno wylecieć w podskokach do mugolskiej Szkoły Podstawowej numer sześć w Wałbrzychu.” – za przewinienia winni w kanonie powinno… coooooo? „Za przewinienia o takiej wartości punktowej w kanonie powinno się wylecieć…” proponuję.
    „Gdybyście pisali wspólnie wszystko rozdziały, bez wątpienia wyłapalibyście te błędy.” – wszystkie.
    „Chciałabym zwrócić uwagę, że Jane Rudd należy do domu, który nie istnieje – Slyherin.” – a to już nie błąd, ale chciałam powiedzieć, że kocham. <3
    „Dobre opowiadanie cechuje wielowątkowość, której NIE MA po prostu tutaj, a mamy do czynienia z ładną gromadką postaci.” „[…] a dialogi, na litość boską, są podstawą dobrego opowiadania!” – nowela cechuje się wielowątkowością, jeśli mamy się czepiać słówek, ale jeśli to po prostu potoczne określenie tekstu publikowanego na blogu, jak to się nam wszystkim przyjęło i co sama stosuję, to jedynie pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Uważam, że jak najbardziej istnieją dobre opowiadania jednowątkowe. Tak samo – istnieją opowiadania, gdzie dialogi są sprawą poboczną, występują szczątkowo lub nawet wcale. I wcale to nie ujmuje na ich jakości.
    Pozdrawiam,
    s.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, większość błędów jest skutkiem ograniczonego czasu - nie zdążyłam porządnie przeczytać oceny parę razy przed wstawieniem, wkradło mi się parę literówek.
      "Pomijam już fakt, że stwierdzenie »kim nie myślę« jest niepoprawne.” – w dialogach przecież mają prawo znajdować się niepoprawne zwroty. To wypowiedź bohaterów, którzy zwykle nie są purystami językowymi."
      Tutaj się nie zgodzę. Gdybym chciała tak oceniać, to całe przedsięwzięcie nie miałoby celu. Nie wyobrażam sobie siebie piszącej: a tutaj jest błąd, ale z racji, że mówi to Bronek, rolnik spod Warszawy, możemy tego nie uznać za błąd ;)
      Reszta to te przeklęte literówki - punkt dla Ciebie, myślała, że NASA ucichło coś ;D

      Usuń
    2. przepraszam, że się wtrącam, ale nowela jest zdecydowanie jednowątkowa, a jeśli ktoś mi wskaże dwa lub trzy wątki w takiej "kamizelce" czy "urbanowej", to ozłocę. problem w tym, że kalkujemy sobie angielskie novel i nam się trochę chrzani.
      pozdrawiam,
      sylv

      Usuń
    3. taaa, przepraszam, pomyliło mi się - miałam na myśli powieść, mój błąd. >.<

      Usuń
    4. ""Pomijam już fakt, że stwierdzenie »kim nie myślę« jest niepoprawne.” – w dialogach przecież mają prawo znajdować się niepoprawne zwroty. To wypowiedź bohaterów, którzy zwykle nie są purystami językowymi."
      Tutaj się nie zgodzę. Gdybym chciała tak oceniać, to całe przedsięwzięcie nie miałoby celu. Nie wyobrażam sobie siebie piszącej: a tutaj jest błąd, ale z racji, że mówi to Bronek, rolnik spod Warszawy, możemy tego nie uznać za błąd ;)"
      Ale Twoje zgadzanie się czy niezgadzanie nie ma nic do rzeczy, dziewczyno, to normalny zabieg stylistyczny, bardzo podobny do tego, którego Reymont używa w "Chłopach". Bohaterowie muszą posługiwać się takim językiem, jakim mówiliby w rzeczywistości, więc górnicy będą używać żargonu górniczego i zaciągać po śląsku, profesorowie będą używać języka literackiego, ładnego, pełnego mądrych wyrażeń, a banda nastolatków, których w dodatku nikt nigdy nie uczył języka ani literatury, będzie używać potocznych i niepoprawnych zwrotów. REALIZM to się nazywa, chyba już o tym pisałam. (Dżizas, ale się wkurzyłam.)

      Moll

      Usuń
    5. To nie stylizacja, to czysty przypadek ;]
      A przynajmniej w moim odczuciu, a to długie wyżej to moja ocena, więc nie widzę sensu dalszej dyskusji nad tym.

      Usuń
    6. Drogi nasz smirku ;] Oczywiście dodaję 4 punkty, za wszystkie poprawnie wypisane błędy.
      Jeśli chodzi o opowiadanie internetowe, zgadzam się z Corką... Opowiadanie internetowe trudno zaklasyfikować, ale na pewno nei jest jednowątkową nowelą. Jeśli na blogu ktoś publikuje jednowątkowe treści w kilkunastu rozdziałach, może pojawić się pewien zgrzyt i uważam, ze Cora ma prawo o tym pisać.
      jeśli chodzi o ocenianie wypowiedzi autorów, to zgadzam się raczej ze smirkiem, że stylizowane na potoczne wypowiedzi bohaterów nie powinny być oceniane. ALE w tym opowiadaniu to nie była wypowiedź autora, tylko narratora, a narrator mówi poprawnie (nawet jeśli potocznie). Wiec zgadzam się z smirkiem, powtarzam, ale uważam, że w subiektywnej ocenie Cora powinna mówić o wszystkim, co jej przeszkadza ;]

      Gratuluję czujności jak zawsze! ;];]

      Usuń
  12. Wspomniałam w ocenie, że ciężko mi Was będzie ocenić, bo nigdzie nie jest napisane, kto pisał który rozdział - być może mogłam to wywnioskować z komentarzy poniżej, ale wybaczcie, to nie moja działka ;]
    Co do pisania Rowling - mogłabym wysunąć teraz sporo argumentów przeciw, ale w sumie chyba nie ma w tym większego sensu. Dziękuję za wszystkie komentarze, córka jest dumna z obecności tylu czytelników!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastanawia mnie, czym jest tajemnicze "TSW" w Twoim nicku, córko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo miło mi, że pytasz.
      To nie jest Toruńska Szkoła Wyższa, a jeśli Cię to ciekawi - zapraszam na priva, mail w mojej zakładce ^^

      Usuń
  14. Na samym początku chciałabym serdecznie pozdrowić wszystkich oceniających i pogratulować Córce opieprzu na poziomie (pozwól, że tak będę Cię nazywać - nie jestem wstanie ogarnąć odmiany Twojego nicku. xD). Według mnie, drogie Ocenione, Córka wskazała Wam te najbardziej rażące błędy, które, dla czytelnika mającego trochę więcej w głowie niż stary olej z McDonalda, będą raziły.
    Mówimy o "for fun" tak? (Wiem, spóźniłam się trochę - co mi tam, wrócę do tego. :D) Drogie panie, for fun powinno się cechować chociaż odrobiną smaku i poprawności! Jednym z lepszych tego typu blogów, który, pomimo że aż roi się od wulgaryzmów, jest bardziej poprawny stylistycznie, ortograficznie et cetera... niż wszystkie Wasze posty razem wzięte. Mówię tutaj o blogu jednej z oceniającej na Opieprzu, Anix - również o tematyce poterrowskiej. Można? Można!
    Tak więc na dalszą dyskusję połaszę się później, tym razem króciutki komentarz, albowiem co ja się będę rozwodzić nad czymś, co i tak za parę dni pójdzie w zapomnienie. :)

    Pozdrawiam wszystkich zaangażowanych w komentarzach, miłego wieczoru życzę. :)

    Ita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgaduję, że piszesz o Bieleckim? Jeśli mam rację, to w zależności od gustu można napisać, że tego smaku właśnie brak, a żart jest słaby, powtarzalny, po dłuższym czasie nudzi i strasznie męczy. Można też krytyczniej, niestety. Ktoś inny może widzieć daną rzecz inaczej: Ty uznasz to za dobre, inni za poniżej przeciętnej. For fun to for fun, tutaj często jest cienka granica pomiędzy śmiesznym tekstem, a żałosnym tForem (no i każdy widzą ją gdzie indziej). Generalnie mam wrażenie, że do bloga na wielu polach można by się przyczepić, ale nie potrafię pojąć, czemu akurat tyle osób roztrząsa to nieszczęsne "for fun".

      Pozdrawiam.

      Usuń
  15. kurczaczek, nie można nawet dopracy wyjść, żeby człowieka nie zalało toną komentarzy i jak tu na wszystko od razu odpowiedzieć, jak tu człowiek i miał grać, i projektować kartkę urodzinową, i miażdżyć patos i brak zgnilizny moralnej nowej queen bee ffków...
    mnie nie wolno komentowac, ja to z góry przypomnę, bo ponoć jestem okrutna. ale tutaj już się tyle powiedziało, że może moja okrutność jakoś wszystkim umknie. wszak ja jestem miziata, a to okrutności to tylko pomówienie. wiecie, sylf rozpowiada brednie i potem się mnie pól internetu boi (jak zawsze).
    miałam nawet we łbie wczoraj trochę wypunktowane, co bzdurnego ta ocena ze sobą przyniosła, ale po pierwsze - się wyspałam (powiedzmy), a po drugie - teraz mnie zalałyście tymi komciami no i wszystko poszło się pier... znaczy, do łóżka ze sobą poszło.
    zacznę od tego, że jak człowiekowi żarcik "occupy hogwarts" zajmuje dużo czasu do rozszyfrowania, to fakt ten nie świadczy przeciwko żartującemu o rozszyfrowującemu. bo to znaczy, że rozszyfrujący ma kijowe pojęcie o otaczającym go świecie. i tyle. dużo takich przykładów mogę znaleźć, o, magisterka mojego faceta się zwała "nieznośna lekkość fizyki", też można nie zrozumieć, ale to chyba nie czyni z niego matoła i słabego kawalarza, nie? chyba wręcz odwrotnie?
    to się wypowiedziałam o tym, co mnie frustruje najbardziej, bo ja nie mogę zdzierżyć, jak człowiek jest pseudo intelektualistą, no po prostu nie mogę, wolę, żeby już zupełnie intelektualistą nie był (jak ja, ja jestem tylko blondynką i tylko prostym inżynierem).
    drugie, co mnie frustrowało w tym całym potoku słów to czepianie się kolokwializmów. proszę was. po pierwsze, jakby w literaturze (skoro już musimy jechać z literaturą - osobiście twierdzę, że ffki nigdy nawet koło literatury nie stały) nie było kolokwializmów, to by nam amerykanie nigdy nie podarowali żadnego ze swoich wielkich pisarzy (bo poe się nie liczy, jako 'powieść' gotycka, a fitzgerald... fitzgerald zawsze pozostanie wannabie, niezależnie, jak bardzo go kocham). i może nie byłoby to takie krzywdzące dla świata, ja bym się tam mogła obyć bez przypadkowo dobranych światłych i mądrych słów faulknera, ale tak bez steinbacka? więc proszę to dwa razy przemyśleć, bo żaden z tych panów w większości/wszystkich swoich utworach nie używa języka literackiego. piątka dla mnie?
    poza tym, nie wiem, czemu nikt nie zauważył, całe to szalone opko, które z nudów tworzymy w przerwach od naszych napuszonych i poważnych opków (bo teraz wszystkie opki muszą być napuszone i poważne, pełne melodramy, bogate w mądre ale niewiele znaczące słownictwo i ogólnie profesjonalne), jest nie zbiorem przemyśleń etc. tylko takich małych pamiętniczków. takiego o, jakby się na fejsiku pisało, co się u człowieka dzieje. więc chyba dobrze, że narracja posługuje się stylem bohaterów, nie? chyba, kurczaczek, o to chodzi?
    ale nie, skoro już mamy lecieć światle, to spoko, może być. ja mogę lecieć dickensem, w końcu anglik, a anglicy są w dechę (znaczy, dickens nie jest, ale..). tu się jednak pojawia kolejny problem, o którym nikt nie wspomniał (a ja sobie właśnie przypomniałam): nasze pierwsze zdania też są kijowe. bo nieładnie tak wrzucać czytelnika w środek akcji, o nie, nie można ogólnikowo zacząć od: wszystko się posypało (czy jak to tam szło). no więc nie można i dickensem, bo bodaj najsłynniejsze na całym świecie pierwsze zdanie książki pochodzi właśnie od niego i leci w tłumaczeniu na nasze mniej więcej tak: to były dobre czasy i złe czasy. alleluja. dickens nie umie pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tutaj stanę od razu w obronie sylf, wiecie, tak sobie skroluję i ten komć za nic nie będzie miał wewnętrznej logiki, ale mniejsza, kartka na mnie czeka - to, że oceniająca nie wie, że malina to szkockie imię to oceniającej, że tak to ujmę prosto, problem. znowu. nie można swoją niewiedzą obarczać innych ludzi. oceniająca nie wie też, że glen to imię męskie na przykład, bo pewnie nigdy nie spotkała żadnego glena. ale to też jej problem. jak się czegoś nie wie, to nie można burczeć na innych, że tego używają. odsyłam ponownie do pseudo intelektualizmu.
      btw. do tego pasuje też jak ulał złe umiejscowienie czasowe. czas akcji wyraźnie określony jest w notce numer jeden. lupin jest prefektem naczelnym. tyle informacji wystarczy, żeby to ładnie wpasować. i co, znowu my jesteśmy niedouczone?
      swoją drogą, rozwala mnie na łopatki stwierdzenie o fantastyce. pojechałabym tu z teorią estetyki, ale nie będę szpanić, w końcu co inżynierom do estetyki? przypomnę więc tylko, że kant definiował sztukę jako coś, co tworzone jest z żadnego powodu poza estetycznym (a wilde powtarzał za nim swoje słynne cała sztuka jest bezużyteczna), więc fanstastyka, jeśli by ją chcieć zaliczyć do sztuki, też powstaje tylko z tego powodu. a im więcej w tym nie-estetyki, i.e. etyki etc., tym mniej sztuki, nie? (logiczne) tak więc z tego bajzlu wynika jedynie tyle, że, gdyby podążać waszą logiką, tylko fantastyka jest prawdziwą sztuką według kanta, a kant to jednak łebski facet był.
      do brzegu - CAŁA LITERATURA JEST DLA ZABAWY. jak człowiek uderza w moralny patos to literatura staje się propagandą. wbijcie to sobie do łba, niosące kaganki oświaty, bo bluźnicie przeciwko mojej ulubionej teorii w historii teorii estetyki.
      ale mniejsza. wiadomo, śpiewać każdy może etc. tylko ja naprawdę współczuję biedaczce, co się tu zgłosi, a ktoś jej wyleje wiadro pomyj na głowę, bo się od tego albo czuje lepiej, albo inaczej nie potrafi. litości. nie odmawiajcie ludziom historii. historia to jest pierwsza rzecz, która ludzi połączyła. ludzie je sobie opowiadają od tysiącleci. oddajcie im prawo do wyobraźni. nawet jak wam się nie podoba, do diaska, nie macie prawa im tego prawa zabierać.
      bredzę.
      I NA KONIEC. kurczak. proszę nie mówić o ortografii, jak się nie czytało, bo to po prostu chamskie jest. serio. a jak się naprawdę tak upiera, to proszę wypisać WSZYSTKIE błędy i wtedy pogadamy.
      no.
      bo muszę odpisać molowi, zanim pokroi mi postać na kawałki.
      buziaki-pysiaki
      LYSIA

      Usuń
    2. ...ja pozwole sobie nawiazac tylko do jednego. Jak, JAK MOZNA okreslic fizyke nieznosnie lekka? O.o
      Moj byt tego nie pojmuje. Pozdrow faceta, przekaz, ze podziwiam jego postrzeganie swiata!

      smirek

      Usuń
    3. bo jego praca magisterska dotyczy fizyki baniek mydlanych...?

      Usuń
    4. Ja myślę, że niewiedza oceniającej na temat damskich odmian szkockich imion to jednak nie jej problem, a interes autorki w tym, żeby to nie tylko oceniającej, ale i czytelnikowi wyjaśnić. Przepraszam bardzo, ale może niebawem będzie się od Córki wymagało by znała wszelkie imiona )i ich damskie odmiany) świata? Skoro na blogu tkwi tak cudnie dopracowana zakładka o bohaterach, to można by chyba było taką informację tam umieścić. W ogóle co to za podejście, że oceniająca ma wiedzieć wszystko? Nawiążę jeszcze do tego "for fun", jeśli zabawnym wydawałoby mi się wymiotowanie na ludzi w tramwajach to oni nie mieliby prawa mieć do mnie pretensji o takie działanie? Przecież zwracałabym na nich swój obiad dla zabawy? :)

      Usuń
    5. argumenty odwołujące się do absurdu i karytarury / innego wyolbrzymienia oryginalnego argumentu są nieformalnym błędem logicznym. w kontekście tego wymiotowania.
      w kontekście imion - nie, ja też nie znam wszystkich imion świata, ale jak jakiegoś nie znam to się nie wypowiadam. jak się chce komuś za coś intelektualnie przyłożyć to się to najpierw powinno sprawdzić. serio. tego wymaga hm wszystko tego w zasadzie wymaga. i przyzwoitość, i jakaś tam uczciwość intelektualna.
      lysia
      (znowu)

      Usuń
    6. Cytat pierwszy z Lysi „wbijcie to sobie do łba, niosące kaganki oświaty, bo bluźnicie przeciwko mojej ulubionej teorii w historii teorii estetyki”
      Cytat drugi z Lysi „ktoś jej wyleje wiadro pomyj na głowę, bo się od tego albo czuje lepiej, albo inaczej nie potrafi. litości.”
      Świetny styl pisania, Moja Droga, aczkolwiek nie wiem w końcu za kogo nas (opieprz) masz – my nie mamy w statusie zbawienia blogowego świata, naszym celem jest dobry OPIEPRZ ;] a Opieprz to cynizm, nie łagodne muskanie nierówno uczesanych włosów celem naprawienie fryzury xD Nie jesteśmy alfami i omegami, oceniamy blogi z naszego obecnego punktu widzenia, jeśli ja oceniam czyjś blog i piszę, że dane słowo jest niezrozumiałe, to dlatego ze dla mnie jest niezrozumiałe i to ma Tobie uświadomić, ze dla innych też może być niezrozumiałe i tyle ;] Pozdrawiam

      Usuń
    7. PS ja się nie zgadzam z teorią Kanta a propos sztuki, wiec możesz nie czytać moich ocen ;]

      Usuń
    8. czyli wyżywacie się na autorach, zamiast im pomagać? taka postawa jest godna pochwały, naprawdę!

      dzisiaj polecę so this is christmas na uspokojenie,
      kić

      Usuń
    9. Godna pochwały jest również cała dyskusja, w której zdania nie zaczynają się z wielkiej litery, ale zaimki owszem. Czyżby przyganiał kocioł garnkowi?

      Ja nie będę ukrywać, a moje podejrzenia co do ilości autorek, faktu randomowej parodii, swobody miast radości dawanej czytelnikowi podpowiadają, że to jest zwykły rpg, a nie wyższa sztuka. Tylko po co w takim razie dawać to do oceny? I ktoś tu się dziwi, że opowiadanie ocenia się z punktu widzenia czytelnika, a nie autora? Że mamy wychwalać pod niebiosa zaangażowanie piszących, skoro nic, absolutnie nic wartościowego z tego pisania nie wypływa? Tak, zacznijmy liczyć słowa w opowiadaniach i na tej podstawie przyznawajmy punkty. Chyba ktoś poszedł na łatwiznę, zgłaszając bloga do dwudziestu ocenialni i spodziewając się suchego wyliczenia niepoprawnych elementów i korekty.

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    10. Dziab, wszak pojęcie członka wieloznaczne jest. Wyobrażasz sobie sytuację:
      Dziab puka do drzwi lekarza IKS. Lekarz: Co panią boli?
      Dziab: Och, panie doktorze kochany, tutaj o , te wszystkie członki dokuczają mi.
      A co autorek, słowem ostatnim: słuchajta. Sprawa jest taka, że córa ma sporo zajęć. Niestety, chciałabym mieć czas na picie herbatek z prądem od Asetej i lekturze Occupy od deski do deski, ale that makes no sense!
      Robaczki moje kochane, nie zainteresowało mnie Wasze opko nic a nic. Zero. Null. Oceniłam więc, wszak zgodnie z regulaminem, do którego odsyłam, pięć postów. Przeczytałam ich - żeby nie skłamać - coś około 20. Córa nie ma obowiązku czytania wszystkiego. Proponuję rzucić okiem na ocenę Niebiańskich Pól - przeczytałam i skomentowałam wszystko, mimo tego, że wtedy też miałam cały tydzień zawalony. Jakieś wnioski? Cieszę się.
      I dajmy już spokój kochane, bo zamiast zrobić córce na złość, dacie jej satysfakcję, bo gdy dobijemy do 100. komentarzy As wręczy córce statuetkę Mikołaja!

      Usuń
  16. p.s. jak na kogoś, kogo razi w polską poprawność językową angielski adres, bardzo dużo tego angielskiego używasz, serio, aż boli moją angielską poprawność językową.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja mam w domu basenik z kisielem, to może wpadniecie.

    Zoltan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej byłaby widowiskowa zabawa 8-) hehe. Bo ten cały bełkot zaczyna mnie męczyć :)

      A ja też mam basen (a raczej moja rodzina ma), ale skadany i nie ma kisielu xD

      Usuń
  18. Witajcie towarzysze broni!

    Asetej tutaj przyszła z kilkoma skrzynkami coca-coli, naręczem chipsów solonych Chrinchips, paluszków Lajkonika, pieguskami (mam tylko dwie paczki), i kilkoma kartonami po 10 tabliczek w każdym czekolady Milki (kilka rodzajów - mleczna, z baakliami, białą, z truskawką/malina itp.)

    WIĘC nie bójcie się -moje drogie Opieprzowe dzieci- matka asetej już Was karmi, przeżyjemy tę OCCUPACJĘ xD Jeśli będzie trzeba - pierwsza idę się bić, a Wy kaczuszki za mną ;] NIE DAM STADA!!!

    Wszystkich odwiedzających częstuję kawą (prawdziwą włoska z zaparzarki), herbatką (z miodem, cytryną, cukrem, prądem dla pełnoletnich)

    Co podać? ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja poproszę z prundem :D

      Usuń
    2. "WIĘC nie bójcie się -moje drogie Opieprzowe dzieci-matka asetej już Was karmi, przeżyjemy tę OCCUPACJĘ xD Jeśli będzie trzeba -pierwsza idę się bić, a Wy kaczuszki za mną ;] NIE DAM STADA!!!"

      Mój boziu, jak ja ryknęłam na tym śmiechem xD Epickie :D
      Ja poproszę herbatkę, z cukrem, tak na osołdę :)

      Usuń
    3. Ja proszę herbatkę, jeśli łaska ;) Nie no, typowa postawa - "Dostałam złą ocenę, trza się pokłócić, no bo przecież nie odpuścim!"
      Dziewczęta - same wyjeżdżacie ze "skarbie", "panienko", itp. a potem jest problem o "bejbe". Nie zaczynajcie, bo takie teksty to zwykły pokaz braku wychowania, lekceważenia i za wysokiego mniemania o sobie.
      Hah, żeby to nie przeszło do historii jako "Wojna o wystającą wątrobę" xD
      Pozdrawiam!
      P.S. Byliście grzeczni? ^^

      Usuń
    4. Tatis herbatka z prundem raz, Phoe herbata z cukerem.



      Kić - dokłądnei tak, Opieprz już czwarty rok wyżywa się na autorach, a wciąż zgłaszają sie nowi, niesamowite, nieprawdaż? ;]

      Midori - na forum już się śmiałam, że będzie taki czas za pół roku kiedy będziemy mówić "a pamiętacie Cory ocenę okupacji hogwartu" hahaha ;]

      Usuń
    5. a nie masz może herbaty karmelowo-waniliowej i jakiegoś papierosa?
      i jesteś pewna, że wystarczy nam jedzenia?

      Usuń
    6. Jedzenia wystarczy, spoko-koko ;] Jak się ma takiego różowego głodnego potwora, to trzeba mieć zapasy na rok xD herbatkę mam karmelowo-waniliową, mogę Ci dać całą paczkę (19 torebek) bo dla mnie jest obrzydliwa xD Co do papierosów, to na szczęście nie potrzebuję, ani dla siebie ani potwora, więc niestety trzeba rzynosić swoje ;]

      Usuń
    7. Też bym się czegoś napiła, coca-cola brzmi dobrze...

      Ej, nie mówcie mi, że to już koniec i rozmowy się wypalają? Takie eventy na ocenialniach nie zdarzają się często...

      Ps. Córo, gdzie ja Cię zganiłam? Tylko wtrąciłam się przy okazji jednej, jedynek rzeczy, w żadnej opozycji nie stoję, no.

      Usuń
    8. Beatrycze, po przeszło 100 komentarzach sama już nie wiem o co tak właściwie się rozchodzi wszystkim.
      W zasadzie ja się cieszę, że wywołałam taką burzę, wreszcie ktoś zauważył córkę, a że w dość kontrowersyjnej sytuacji... xD

      Usuń
  19. Mnie zastanawia tylko to, że dziewczyny piszą "for fun", a spinają zadek tak, jakbyście pojechały po dziele ich życia. :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Naczelny złoczyńca - nagroda Złotego Pomidora leci w Twoją stornę z okazji najlepszej riposty pod tym postem, jaką widziałam u kogokolwiek! XD

    Corka - komentarz "hahahaha, epickie xD" uznaję Ci za sztuczne nabijanie komciaków, nie ma lekko, na statuetkę mikołaja trza zasłużyć ;P Dostajesz na razie minus pierdylion żetonów. xD

    OdpowiedzUsuń
  21. Statuetka Mikołaja, hahahaha świetne :D

    Rany, ale dziewczyny się na was rzuciły! I to o kawał mięśnia człowieka tzn. o wątrobę xDD

    Naczelny Złoczyńca - mam takie same zdanie co ty xDD

    Pozdrawiam wszystkie oceniające :3 Wasza ocenialnia jest najlepsza w blogosferze! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątroba nowym mięśniem człowieka! I to pokazuje poziom wiedzy ogólnej oceniających opieprzu :) amen

      Usuń
    2. Po pierwsze - Chan Lee nie jest oceniającą Opieprzu.
      Po drugie - schowaj drogi Anonimie szyderę do kieszeni, skoro nie masz odwagi się podpisać ;]

      Pozdrawiam i dizękuję Chan Lee za komentarz! ;]

      Usuń
    3. Córka może być dumna. Dzięki Anonimowi będzie statuetka Mikołaja XD (ja tak po cichaczu liczyłam, kiedy dobrniemy do stówki xD)

      Usuń
  22. Orędzie do narodu (czytelników):
    Moi drodzy czytelnicy, na początku mojej mowy chciałabym Wam serdecznie podziękować za uwagę. Wreszcie czuję, że błyszczę jak jak kawałek schabowszczaka w piekarniku z wziornikiem. Nigdy nie pomyślałabym, że mogłabym brać udział w dygresjach o wątrobie, podsycanych nielegalną herbatką od Asetej.
    Jak wiecie, w czasie tych stu komentarzy bywało różnie: jedni zaciekle bronili córki, inni wmawiali jej, że spędza po pięć, sześć godzin nad pisaniem oceny po to, by podbudować swojego ego. Moje ego spadło z wrzaskiem do Atlantyku i rozbiło się o Titanica - to wszystko z tej uciechy, gdy córa weszła na kompa, sklęła swojego dziewięcioletniego kompa, włączyła Internet Explorer (żartuję, spokojnie), załadowała Opieprz (w międzyczasie przeleciała się wokół domu trzy razy, tak na uspokojenie) i zobaczyła 100 komentarzy pod swoją oceną.
    Wszystkie były bardzo motywujące, zwłaszcza te, które określały moją ocenę jako "satyrę w krótkich porteczkach". Co ja bym nie dała, żeby ktoś mi tak na żywo powiedział!
    W następnej ocenie dobijamy do tysiąca!
    Ciao!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zupełnie serio: co musiałoby się stać, żeby ludzie byli tak rozemocjonowani i wydziergali aż tysiąc komentarzy?

      Usuń
    2. Wyznanie córki, że jest Bieberem w przebraniu? Wszystkie fanki by się zleciały. Myślę, że nawet do dwóch byśmy dobili. I to w jeden dzień.

      Usuń
  23. Wtedy oceniający musiałby napisać mocno kontrowersyjną ocenę, "reperujacą" jego ego ;]
    Jeszcze możemy dobić do tysiąca!:p
    smirek, może ja jestem Bieberem w przebraniu? To by wyjaśniało tę niezręczną sytuację z wątrobą ^^

    OdpowiedzUsuń
  24. Widzę, że spóźniłam się na dyskusję, ale nie byłabym sobą gdybym nie dorzuciła swoich trzech groszy. Muszę powiedziec, że bezczelnośc autorek powaliła mnie na łopatki. Czytając komentarze odniosłam wrażenie, że zgłosiły się tu z przekonaniem, że pogłaszcze się je po główce i upewni, że ich opowiadanie to absolutny geniusz, a tu taka kicha, Córka okazała się bezdusznym stworzeniem budującym swoje ego na nieszczęsnych pisarzach. Jak smutno! Gdyby mi ktoś wytknął moje rażące błędy, posypałabym głowę popiołem, podziękowałabym i poszła je poprawiac. Naprawdę myślałam że autorki to zrobią, a tu co? Usiłują wmówic oceniającej, że wina leży po jej stronie! Kyrie elejson! Dyskusja o wątrobie to śmiech na sali, po co uznac wyższośc rzeczowych argumentów, skoro można się kłócic? A pretensje, że ktoś nie wie, że Malina to skrót od jakiegoś imienia z jakiegoś kraju to... Nie wiem jak to nazwac. To tak jakbym napisała komuś np. ihana a gdy zapyta się co to znaczy obraziła się, że nie wie. Nie ma możliwości żeby każdy wiedział wszystko, skoro to ja używam zwrotu który nie jest powszechnie znany, moim, za przeproszeniem, psim obowiązkiem jest tenże zwrot wytłumaczyc. Pozdrawiam zatem serdecznie autorki i życzę aby następym razem umiały już docenic krytykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy by się zgodził, żeby trudne zwroty trzeba tłumaczyć - w mojej pierwszej ocenie na pewnej ocenialni poradzono mi by nie odbierać czytelnikowi radości korzystania ze słowników 8-) Generalnie ten temat był swego czasu powodem szerokiej dyskusji na jednym forum i okazało się, że ile osób, tyle opinii. Jednakże faktem jest, że nikt nie jest alfą i omegą - mi też by nie przyszło do głowy, że Malina nie musi być polskie. Osobiście, jako autor, w tym przypadku walnęłabym przypis (jak to ja) albo wyjaśniła sprawę w charakterystyce bohatera, skoro takowe powstały ;)

      Usuń
    2. No akurat przykład rzeczywiście nie był wspaniały, ale chodziło mi właśnie o to, że mało kto jest alfą i omegą ;) Maliny nie da się sprawdzic w słowniku, chyba że ktoś chce się dowiedziec jaki to owoc, więc takie rzeczy trzeba tłumaczyc, bo raczej mało kto się domyśli i rzeczywiście przypis byłby najlepszym wyjściem :)

      Usuń
  25. Niestety, blogi są zgłaszane jak do wróżek - autorzy wymagają żebym orientowała się w każdej dziedzinie (no jak można nie wiedzieć, że Malina to odmiana Malcolma) zwłaszcza że przypis jak byk byk xD co do dyskusji o wątrobie - haha ^^

    OdpowiedzUsuń
  26. Niestety, blogi są zgłaszane jak do wróżek - autorzy wymagają żebym orientowała się w każdej dziedzinie (no jak można nie wiedzieć, że Malina to odmiana Malcolma) zwłaszcza że przypis jak byk byk xD co do dyskusji o wątrobie - haha ^^

    OdpowiedzUsuń