Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


sobota, 26 czerwca 2010

(617) chargin



Wakacje… Ach, jakie to wspaniałe uczucie. Fumi nienawidzi wakacji. Dlatego też robi wszystko, by zapomnieć o ich istnieniu. Na przykład myje okna… i ocenia chagrin.

Pierwsze wrażenie – 7/10
Na początku myślałam, że to chargin, a nie chagrin. Naleciałość z angielskiego, zboczenie wiążące się z szóstką na koniec roku. No ale jak widzę, mamy do czynienia z innym językiem, niż angielski. W tym przekonaniu utwierdza mnie belka. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do adresu bloga – podoba mi się brzmienie, ale z całą pewnością łatwiej byłoby mi zdecydować, czy jestem na tak czy na nie, gdybym wiedziała co toto oznacza. Ma to w ogóle jakieś znaczenie? Pytam z ciekawości, bo jeden z moich blogów posiadał nazwę, która od pierwszej do ostatniej literki była zmyślona i znaczenia miała tyle, co zamknięte w słoiku źdźbło trawy zawinięte w kokardkę. Myślę jednak, że najszybciej odpowiedź na to pytanie dostanę, jeżeli poradzę się wujcia Google. No i masz: tłumaczenie z francuskiego to zmartwienie, żal lub rozgoryczenie. Atmosferka nam się trochę zmieniła. Mam ochotę wytknąć adres palcem i zawyć „eeemooo!”, ale obawiam się, że mógłby zacząć się ciąć, a pocięty na kawałki adres jest raczej bezużyteczny.
Belka krzyczy do mnie „Mon dieu!” i nie mogę z głowy wyrzucić obrazu zdrowo wyglądającej starszej pani w kwiecistym szlafroku i w papilotach na głowie, która patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami i zasłania usta dłonią. Nie wiem, skąd wytrzasnęłam ten obraz, ale może to mieć coś wspólnego z zamiłowaniem mojej matki do oglądania Pani Bukietowej. Taką właśnie Bukietową mam w głowie i jak na złość nie chce wyleźć. Cóż, będzie zabawnie.
Tło zewnętrzne mnie lekko rozstraja. Wnętrzności bloga są spoko, ale ta szara maź dookoła przywodzi na myśl świeżo wylany beton. Założę się, że to nie Twoja wina i że to Onet ma tak denną paletę kolorów, ale na Twoim miejscu nie poddawałabym się tak łatwo z odnalezieniem odpowiedniego koloru do tła zewnętrznego. Jeżeli nie znajdujesz tła, które współgrałoby z resztą, to może należałoby… no wiesz, zamieść cały ten niespójny syf i zastąpić czymś innym? Taka delikatna sugestia, ale najpierw pokombinuj jeszcze trochę z kolorami. A nóż, widelec, łyżka w oko coś Ci kliknie tak, że będzie pasować.

Nagłówek – 2/5
Przez dwadzieścia cztery godziny zastanawiałam się nad tym, co ja właściwie sądzę o tym nagłówku. W końcu doszłam do wniosku, że jest ekscytujący jak bandaż elastyczny. Nie ma nic ciekawego w słoneczniku i rozdartym zdjęciu. W dodatku zdjęcie jest rozdarte jakoś dziwnie: nie na pół, tylko tak jakby ktoś cały pasek oderwał, bo gdyby obie części złożyć ze sobą, to dziewczyna na fotografii wyglądałaby na upośledzoną fizycznie. Na razie najwyraźniej widać jej nogi, a nie są to ładne nogi. Więc zdjęcie samo w sobie mi się nie podoba.
Rola słonecznika w nagłówku jest tak subtelna, że jej nie wyłapuję. Nie wiem, po co tam jest. Tak samo jak właściwie nie rozumiem, po co to wszystko oprawiać deską dookoła. Masz kilka elementów w nagłówku, które poskładane są do kupy i sklejone kropelką, żeby się jakoś trzymały, ale chyba byłabym szczęśliwsza, gdyby się rozpadły. Bo to po prostu nie ma sensu. Wygląda to jak gulasz węgierski – nawrzucano do środka kanciastych pierdół i zalano pikantną wodą, żeby nikt się do tego nie zbliżał. Kuje nawet w oczy. Odwracam wzrok.

Treść – 5/10
Pani Bukietowa usadowiła swój zacny zadek na ławie przed domem i zabrała się za szydełkowanie – taki obraz mam w głowie rozpoczynając ocenianie treści. Wpierw na rożno idzie „Każdy ma w życiu jakiś cel”, post napisany jakiś rok temu. Woohoo, fajne zdjęcie. Wreszcie. Zaczyna się więc interesująco.
Potem jest już tylko gorzej.
Wiesz jak to czasami bywa, gdy człowiek czyta czyjś tekst, który zaczyna się całkiem przyzwoicie, a potem nagle, nie wiadomo skąd w tekście pojawia się błąd? To jest uczucie porównywalne do walenia łbem o ścianę, kiedy ma się nadzieję, że jej tam wcale nie ma. Przechodzę przez to kilka razy na tydzień i bogom dziękuję, że jestem masochistką, w przeciwnym razie już chyba bym się dziesięć razy powiesiła, pięć razy podcięła sobie żyły, dwanaście razy strzeliła sobie w łeb i kilka razy rzuciła się z mostu albo innej wysokości na twardsze podłoże.
Wytłumacz mi ten fenomen: „Jedni cieszą się nimi nad morzem, inni w górach, jeszcze inni za granicą. No i grupa osób bez planów a nawet jeżeli bez możliwości wprowadzenia ich w życie”. Wyczuwasz w którym miejscu trafiam łbem w ścianę raz po raz? Nie? To przyjrzyj się temu ostatniemu zdaniu. Czegoś w nim brakuje, i nie jest to tynk. Brakuje w nim SENSU. Jakiejś SPÓJNOŚCI. Czegoś KONKRETNEGO. Oraz interpunkcji, no ale nikt nie jest idealny.
Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardziej górnolotnego po takim tytule. Każdy ma w życiu jakiś cel, tak? Piszesz o wakacjach, potem przechodzisz do tego, że będziesz tęskniła za kolesiem z klasy i na tym mniej więcej się kończy cała filozofia. To ja się pytam: co to kuźwa miało wspólnego z tytułem? Każdy ma jakiś cel, ale ta notka najwyraźniej nie, a przynajmniej nie taki, który by osiągnęła.
Następny post to „Nie chcę a chciałam. A może chcę?”. Brak przecinka w tytule. Wypluj go, ale już.
Analizując tytuł, jeszcze bez zagłębiania się w treść notki, zastanawiam się, czy aby na pewno chcę poznać historię ukrywającą się pod nim. Tytuł wydaje mi się bardziej niezdecydowany i ambiwalentny niż pięciolatek, któremu kazano wybrać między nowym samochodzikiem i lodami. To wzbudza we mnie niepewność i pewne odruchy ratowania własnej skóry poprzez odcięcie się od internetu i spalenie komputera.
Pełna obaw zagłębiam się w treść postu.
Ubawiłam się nieziemsko. Dziewiętnastego czerwca pisałaś: „ja nie będę udawać kogoś kim nie jestem dla chłopaka. Będę sobą. Zawsze i nikt nie musi tego akceptować”. Siedemnastego grudnia tego samego roku wstawiłaś taki oto tekst: „Zależało mi, żeby ludzie mnie akceptowali. (…)Zależało mi, żeby pewne osoby zaczęły mnie dostrzegać. Zależało mi, żeby być postrzeganą jako „fajną”. Zależało mi na zmianie samej siebie w klona ludzi którzy mnie otaczali”. Trochę hipokryzji w końcu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Cytat: „To było chore.” – no. Spostrzegawcza z Ciebie bestia.
Potem jest jeszcze zabawniej: autorka postanawia, że chce być smutna i nagle jej się nastrój poprawia. Nie ma to jak osiągnąć zamierzony cel, prawda?
Blog jest w kategorii pamiętniki i dzienniki i najlepiej będzie, jeśli tam pozostanie. Bardziej trafną kategorią byłaby „myśli przewodnie dorastającej nastolatki”, ale takiej jeszcze nie wymyślono. Nie strzelasz nam po oczach genialnymi filozofiami i wnioskami. Dla Ciebie to, co piszesz, jest pewnie ważne i odkrywcze, ale mi się to czyta jakbym jadła owsiankę. Nic nadzwyczajnego, ale fajnie, że się odkrywasz. Za parę lat spojrzysz na tego bloga i sama przed sobą spalisz się ze wstydu, ale wszyscy przez to przechodziliśmy. Miłej podróży do stacji Dorosłość.

Ortografia i poprawność językowa – 7/10
Cytat: „A jednak w nim jest coś takiego, że czuję, że kogę zrobić wszystko czego chcę. I on, i ja.” – pomijam podwójne łamanie praw pisowni polskiej, za które powinnaś dostać co najmniej dwa lata. Pomijam literówkę. Żartuję. Nie zaczyna się zdania od „a” i nie zaczyna się zdania od „i”. Jeśli zgadniesz dlaczego, dam Ci długopis. Poza tym „mogę”, a nie „kogę”.
Cytat: „Jeżeli mam być szczera będzie mi brakowało osób ze szkoły przez ten czas. Szczególnie widoku pięknego chłopaka którego włosy w słońcu wydają się granatowe :)” – przecinek zamiast kropki i proponuję zabić emotę.
Cytat: „wczesniej” – ogonek…
Cytat: „sie” – ogon…
Wnioski: jest wspaniale, w porównaniu z dotychczasowym chłamem, który przyszło mi oceniać pod tym względem. Niektóre zdania pozbawiłaś należytego sensu, ale to zazwyczaj kwestia interpunkcji. Proponowałabym jednak zwrócić literkom ich ogonki, bo jak się zbuntują to będziemy mieli cholernego armagedona lingwistycznego.

Układ – 4/5
Tutaj koleżanko trochę Ci ubędzie punktów, głownie z powodu braku jakiegokolwiek menu. Brak menu oznacza brak informacji o Twojej skromnej osobie. Wiem, że sam blog jest o Tobie, ale na takie przywileje, jak maksymalnie minimalistyczna forma bloga pozwolić sobie mogą osoby, które piszą nieco więcej, nieco częściej, nieco konkretniej o sobie, gdzie wiadomo, z kim ma się do czynienia. Indywiduum, które bloga prowadzi od dwóch lat i ma w szerokiej liście z trzysta postów nie musi się martwić od krytykę z mojej strony pod tym względem, bo dochodzę do wniosku, że z tego bełkotu pewnie można by wychwycić wyraźniejszy obraz osoby po drugiej stronie ekranu. Ty jednak masz ledwo trzynaście postów niewielkiej treści i długości, rozrzuconych w ciągu roku. Przerzucając to przez bardzo gęste sito chyba z wielkim trudem wyłapię Twój wiek, a jeszcze wyższą szkołą jazdy będzie zadecydowanie, czy jest on zgodny z tym, co masz w głowie.
Więc tu masz minus. Rada: albo napisz post o wyraźnym tytule sugerującym, że zawiera on więcej informacji o Tobie, a nie same przemyślenia, albo zainwestuj w menu. Bo tak właściwie posiadanie linków też by Ci nie zaszkodziło.

Temat – 4/5
Ciężko tu sprecyzować jakiś temat, tak, żeby nie minąć się z nim na parę kategorii. Tak to zazwyczaj bywa w przypadku pamiętników. Raz strzelisz filozofią, raz walniesz myślą, raz przylejesz opisem minionego tygodnia… Istna balanga. Przynajmniej coś się dzieje i za to masz plusa.

Czytelność i obrazki – 5/5
Czytelność jako taka jest. Gubi się tam, gdzie sensu brakuje, ale to już zostało omówione.
Oprócz nagłówka na blogu zaobserwowałam jeszcze jeden obrazek i może jakoś nieprzepisowo podrasuję Ci punkty, ale skupię się na nim i dam Ci pełną piątkę, bo ten właśnie obrazeczek to był strzał w… no… dziesiątkę. Bardzo mi się spodobał. Pal licho, że nie adekwatny do tematu postu, w którym był wklejony.

Żadnych dodatkowych punktów nie przyznaję. Było dobrze, ale nie wspaniale.

Minus 10 punktów za brak linka… oraz ogólny brak linków.

Suma – 24/60
Ocena – dostateczna

Jakbyś zainwestowała w linki to byłaby dobra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz