Nerwowa reakcja na krytykę nie kładzie jej kresu. Przeciwnie, rodzi w oceniającym przekonanie, że ma rację w tym, co mówi. — Richard Carlson
Witamy na Opieprzu!
czwartek, 26 sierpnia 2010
(645) pains-daughter
Ciocia Meei, chociaż na urlopie, staje do walki z blogiem pains-daughter. Brzmi złowieszczo!
Pierwsze wrażenie: 7/10
Są pewne słowa, których jawnie i otwarcie nienawidzę, zwłaszcza w adresach internetowych. Mogłabym tutaj mnożyć przykłady bez końca, ale nie widzę takiej potrzeby, bo chyba każdy zrozumie, że pewne wyrazy po prostu „nie brzmią”. Do takich wyrazów można śmiało zaliczyć np. „ból” i jego odmiany. „Corka-bolu” brzmi bardziej niż żałośnie, dlatego całuję stópki za nie komplikowanie sprawy, nie narażanie mnie na dolegliwości żołądkowe i trafienie w samo sedno. Przecież chyba właśnie o to chodzi w doborze adresu, czyż nie? Zapowiada się dramatycznie, ale ja biorę to na klatę, gdyż jest to… opowiadanko. Och, gdyby nie to, że jest tu raczej mrocznie, zapewne kolorowe motylki wyfrunęłyby z każdego kąta mego pokoju zamiast fanfar. Ależ ja chrzanię.
Na widok belki pisnęłam z zachwytu. Coś tak mądrego nie może, po prostu nie może zapowiadać złej lektury! W stu procentach się zgadzam, ktokolwiek to wymyślił! No, bo czyż nie jest tak? Czyż przez lata polskiej niewoli, jak to piszesz „zniewolonego ciała” ktokolwiek miał zniewolone myśli? Nie! W końcu dzięki temu żyjemy w wolnym kraju!
Przyszła wreszcie pora na Telesfora, czyli innymi słowy na obdukcję szaty graficznej. Moja dyskopatia może tego nie przeżyć! Poczułam się natychmiast, jakby ktoś wepchnął mi butelkę po koniaku do gardła. WTF? Rozumiem, że adres wymaga pewnej „mroczności”, ale Ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że będziesz palić ludzi żywcem na pentagramach? Waćpanna chyba odrobinę przesadziła z ilustrowaniem „bólu”, bo mi krew w żyłach ścięło. Może i masz rację, że „słitaśny” szablonik byłby wart potępienia po takich „bolesnych” zapowiedziach, ale mam wrażenie, że usilnie chcesz wpędzić czytelnika w dygot egzystencjalny. Sama zaczęłam drżeć i modlić się w duchu, żeby córką bólu nie okazała się Matka Ortografia. Z bolesnych wrażeń wizualnych mamy tu jeszcze srakę jako kolor główny, co tym razem zabolało w moje hemoroidy, a owsiki już pakują się do ucieczki. Zaraz im wyłuszczę, że mają wracać dołem, bo windę zablokowało dzisiejsze śniadanko i niebezpiecznie szybko zbliża się do ostatniego piętra, tj. jamy ustnej. Czuję, że najwyższa pora zapodać „Dying Song” w wersji akustycznej i znaleźć sobie kątek do zdechnięcia. Po prostu nie znoszę zestawienia mdłych brązów z czernią, bo od takiego kompletu mój organizm się buntuje. Może lepiej byłoby z szarością? Albo lepiej… z kolorem zbliżonym do podłogi z nagłówkowego obrazka. Byłby czadzik. Niemniej jednak całość gra ze sobą, co prawda w rytmie disco polo, ale lepszy rydz niż nic. Czcioneczka jaką został potraktowany napis „Spis” jest „mniodzio”, dzięki temu udało Ci się stworzyć jakiś klimacik na blogu. Nie masz tu jakichś szitów nikomu nie potrzebnych, a żeby było tak gites malines to potrzeba jeszcze przynajmniej dziesięciu rozdziałów, żeby jechały równo z tekstem. Sentencja też jest w porządku; zdaje się być taką wisienką na torcie, kropką nad „i”, złotym szamerowaniem na żupanie, itede, itepe. Ogółem rzecz biorąc, ciapnę Ci punkty za ten kolor, a raczej za zestawienie kolorystyczne, bo to do mnie nie trafia, a resztę zostawiam na pastwę losu i innych czytelniczych ślepiów.
Nagłówek: 5/5
Bożesz Ty mój! Jak mnie kręgosłup strzyknął na sam widok pozycji tego nieszczęśnika! Czuję, że mogłabym to powtórzyć, ale tylko raz i już nigdy więcej. No, ale nic. Nie jestem tu od uprawiania jogi, tylko do opieprzania. Wszystko byłoby bajecznie, gdyby nie zgrzyt ściśle związany z adresem. Na nagłówku jest facet, to na pewno, niezaprzeczalnie, a w adresie jest „córka” i to też jest jakby… niezaprzeczalne. Pytanie: czemu tak? Nie było odpowiedniego obrazka? Czy może poprzez związki kazirodcze w rodzinie ta córka to będzie de facto tylko transwestyta? Czuję, że się ślizgam po kuriozalnych teoriach i jest tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć prawdy, mianowicie przejść do treści. Zanim to jednak nastąpi to Cię pochwalę, kimkolwiek jesteś, że nagłówek jest trafnie dobrany. W prologu śmignęły mi jakieś demony, a i tu widzę ognistego demona, widzę przerażenie, jest klimat. Jest i plus.
Treść: 3/10
Ja to rozparceluję, jeśli pozwolisz na osobne części. Dużo nie namolestowałaś klawiatury, zaraz się okaże czy to dobrze, czy źle, ale w związku z tym zamierzam przeczytać wszystko, chyba że mnie wybitnie mentalnie ubijesz.
Prolog
Okazał się bełkotem. Serialnie. Zrozumiałam ledwie co trzecie zdanie i mam powody przypuszczać, że przedawkowałaś gry typu „Gothic” i teraz mnie tu zamęczysz krwawymi widokami. W zasadzie, to po trosze chciałabym, żeby tak się stało, bo jak na razie Twoje próby stworzenia wiarygodnego opisu spełzły na niczym. Na samiuśkim początku mamy żałosną próbę zbudowania napięcia. Celowo użyłam eufemizmu, żeby na wstępie Cię nie zniechęcać. Napięcie można budować na kilkaset różnych sposobów, ale w przypadku takiego rozpoczęcia opowiadania najlepiej byłoby poszarpać nerwy czytelnika sensownym opisem, który wprowadzi w klimat. Tutaj mamy jedno zdanie opisu, które brzmi „noc była niespokojna.”. Kaczanga jak siemasz! Ale żeś się wysiliła, niech Cię kule biją. Uparłam się teraz jak mróz na gówno, że powinien być najpierw opis. Tak. Opis drogi wiodącej do mrocznego zamku, jakiś odgłos może, cokolwiek co pozwoli mi odczuć nastrój, bo zostałam za płytko wprowadzona w historię. O, naszło mi na myśl pewne porównanie, że autor opowiadania jest jak hipnotyzer. Im bardziej postara się na początku i wciągnie swojego klienta w opowieść/hipnozę tym łatwiej będzie mu nim manipulować. Święta prawda, ciociu Meei. Zamiast opisu zaserwowałaś mi zlepek zdań, z których przez stylistyczne potknięcia niewiele zrozumiałam, a w dodatku zdań, które w tym momencie nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Co mnie obchodzi, że ten demon kocha zwierzątka? Po co mi to wybebeszysz na wstępie? Czytelnikowi wiedzę podaje się stopniowo, bo jakoś nie przypuszczam, żeby akurat ta informacja okazała się strategiczna na początku prologu; spokojnie można było ją przesunąć w miejsce, kiedy demon atakował maga w obronie zwierzęcia. Reasumując brakowało mi w tym konkretnych opisów. Wiem tyle, że to jakiś las w nocy. Uważasz, że to wystarczy? To ja Ci powiem, że się mylisz. Brać mi się natychmiast za ćwiczenie pisarskie, zamykać oczy i wyobrażać sobie sytuację, którą chcesz opisać. Pobaw się z detalami, które choć z pozoru nieważne mogą nadać smaczku i wzbogacić klimat opowieści.
Rozdział I
Pierwsze trzy zdania tego rozdziału są tak potwornie okaleczone, że na samą myśl o takiej zbrodni wyskakują mi dyski z kręgosłupa, tańczą kankana i zamieniają się miejscami. W istocie jest to horror lingwistyczny, który przyćmiewa ogromem swej tragedii Twoją mroczną, wydumaną fabułę. Rozdział pierwszy mógłby być równie dobrze rozdziałem drugim, a oznacza to mniej więcej tyle, że Twój prolog miał tyle wspólnego z prawdziwym prologiem, co ja z inną Meeirą, czyli nazwę. Śmiech na sali. Mamy też klopsika merytorycznego w zdaniu „Przecież już niedługo usłyszy pochwałę! Ale jednak wciąż się bał…Zatracił całe człowieczeństwo.”. Mowa o demonie, oui? To jakie, kurde fajans, człowieczeństwo?! Rozumiem, że kiedyś mógł być człowiekiem, ale skoro już nie jest to, jak może mieć takie rozterki? Dziwacznie komplikujesz tę historię. Kolejny niuans stricte merytoryczny: „Ludzie zginą, a świat przejmą zwierzęta i demony. Tak…on będzie jednym z nich.” Dopiero będzie? A nie jest? No, żesz Ty w trampki skubana, robisz mi kisiel z mózgu! Jakoś nie sądzę, że nie umiem czytać ze zrozumieniem, bo maturę zdałam, ale zaczynam się poważnie zastanawiać z kim tutaj jest coś nie tak. Ja tracę formę, czy Ty chrzanisz farmazony?
Zaraz wysiądę, bo ja nic nie pojmuję z Twojego bełkotu. Wcześniej miałam to gdzieś, ale teraz zaczyna mnie też wkurzać, że średnio co czwarty akapit zaczyna się od zdania „zamknął oczy” tudzież „otworzył oczy”. Co Ty masz z tymi oczami? Chcesz zostać okulistą, czy jak? Inna sprawa jest taka, że robisz straszny kipisz. Skupiasz się na tym, żeby na jednym wydechu opowiedzieć historię całego tamtejszego świata, a nie skupiasz się na wydarzeniach, które aktualnie mają miejsce w opowiadaniu. Straszliwie mi brakuje opisów. Dla mnie wszystko dzieje się w próżni. Weźmy tego nieszczęsnego „Gothica”, który posłużył Ci za inspirację… Czy biegając po lesie i mordując ścierwojady nie widzimy co się dzieje naokoło? Czy rozmawiając z postaciami, np. farmerami, czy najemnikami nie słyszmy odpowiedniej intonacji głosu, albo czy nie widzimy mimiki ich twarzy? No kurczaki, przecie bez tego to byłaby abstrakcja a la „Olinek Okrąglinek” dla dzieci, a nie gra dla starszych. Ja chcę o tym przeczytać w Twoim opowiadaniu, a nie domyślać się wszystkiego. Jak na ten moment to opowiadanie jawi mi się jako relacja, sucha i konkretna z tego co się działo w świecie gry „Gothic”, więc po jasnego sandała blog jest w kategorii „Opowiadania”? Nie rozśmieszaj i nie rozdrażniaj mnie. Czytam rozdział drugi, podejrzewam, że jak tak dalej pójdzie to i ostatni, bo mnie męczysz. Miałam rację, że nie podołam przebrnąć przez więcej Twojej pisaniny. Usiana błędami przede wszystkim, ale to zostawię na inną okazję. Nie wiem czy to wina tego, że mam dzisiaj zdolność koncentracji małego komarzątka, czy może wina tego, że nie umiesz mnie zachęcić do skupienia się na tekście i przekazania mi tego w logiczny sposób. Bogowie mi się plączą jak kable leżące w szufladzie, nie pojmuję ich zażyłości. Bracia. Wrogowie. Mimo to przystępują do wspólnego rytuału… Skomplikowane to jak dźwięki wydawane przed delfiny butlonose podczas komunikacji.
Sumuję, bo zaraz skonam. Fabuła co prawda nie zdążyła się rozwinąć w trakcie trzech części opowiadania, ale jest to tylko i wyłącznie moja wina, że nie czytałam dalej. No, Twoja po trosze też, bo gdyby to było interesujące to nie ślęczałabym nad tym tak długo, a poszłoby łatwo i przyjemnie, ale mniejsza o większość. Pomysł na historię wydaje się być interesujący, ale miejscami za bardzo się plączesz w zeznaniach, bo z demona robisz człowieka, a z wrogów przyjaciół, a ja przy okazji się gubię. Opisów absolutny brak. Ja takiej wersji nie przyjmuję i albo wzbogacisz tekst, albo możesz mnie kissnąć. Dialogi… no dobra, może bez tragedii, ale i bez specjalnej euforii. W skrócie: dorzucić opisy, zwracać uwagę na błędy, dopieszczać tekst i przede wszystkim usystematyzować go, dokładnie przeczytać po kilkaset razy i poprawić tak, żeby był zrozumiały dla wszystkich, jasne? Ja myślę, że jak słońce.
Ortografia i poprawność językowa: 4/10
Teraz się zacznie kaczanga! Ba! Nawet prawdziwa rozjebunda! Na szczęście ortografia przeżyła to starcie, ale interpunkcja i stylistyka mają ufundowane przeze mnie SPA z widokiem na blokowisko w Łodzi na Czechosłowackiej*. Przechodzę do cytowania błędów, a ewentualne podsumowanie i rady zamieszczę, jak to mam w zwyczaju, na końcu tego podpunktu.
Cytat: „Mimo iż bał się, nie postąpił jak większość istot rozumnych; ludzi, nie odwrócił się, nie uciekł.” Co to ma być za kulfon, moja Ty sierotko? Po kiego wałeczka potrzebny Ci tutaj ten średnik? W ogóle stylistycznie to zdanie cierpi. Widzę to raczej w takiej wersji: „Pomimo strachu nie postąpił jak większość ludzi – istot rozumnych, nie odwrócił się, nie uciekł”. Poza tym czy on nie jest istotą rozumną? Przecież mówi, myśli, może dokonywać wyborów, kiedyś był człowiekiem, o co kaman? To jest kolejny dowód, że błądzisz po omacku i plączesz się w zeznaniach.
Cytat: „Tak bardzo ich kochał, on zwyczajny demon, ale mimo to był zdolny do uczuć. Nie był w stanie patrzeć na agonię szczurów czy wilków rażonych zatrutymi strzałami.” Mhm, Alvaro Muchachos. Ha ha ha. Dobry żarcik, ubaw po paszki. W pierwszym zdaniu jest wtrącenie, jakbyś nie wiedziała to jest takie coś między przecinkami. Wykreślimy je i co nam wychodzi? „Tak bardzo ich kochał (…) ale mimo to był zdolny do uczuć.”. Olej oleisty, muł mulasty. W drugim zdaniu brakuje przecineczka, zgadnij gdzie. Tylko się skup (byle nie za mocno) i napisz to od nowa.
Cytat: „Czy to wilki czy to szczury, nie było między nimi różnicy.” Sirjusli? Ja tam widzę różnicę między jednymi a drugimi. Chociażby w rozmiarach, ale licencjata z zoologii nie mam, to może się mylę.
Cytat: „Z resztą, uczynił to już dawno temu.” „Zresztą” i „z resztą” to jakby… różnica jest. Możesz wyjść z piaskownicy z resztą piachu w barchanach, a zresztą… możesz przecież nienawidzić piaskownicy. Czaisz, trybisz, obczajasz, kminisz?
Cytat: „Mag dostrzegł w jego oczach żądze. Krwi.” Fleksja się kłania. W tym zdaniu „żądza” występuje w wersji pojedynczej, a więc powinno być „żądzę krwi”. I po cholerę Ci ta kropka przed „krwi”?
Cytat: „Zszedł z martwego, teraz już do nierozpoznania, ciała wyznawcy Innosa.”
Boże, widzisz i nie grzmisz. Mamy tu do czynienia z nekrofilem (serio, to tak brzmi) i dziwnego kulfona w środku. Jeśli już to „nie do rozpoznania”. To tak samo jakbym napisała: „w inwersję wiszbasię”? Powodzenia w rozszyfrowywaniu. Stylistycznie cienkie jak sik pająka.
Cytat: „Jak śmiali przejąć władzę, kiedy pod wieloma względami ustępują zwierzętom?” Chyba raczej „śmieli”. Nie używaj słów, które mogą być za trudne przy deklinacji, bo zabiję.
Cytat: „Cisza panująca w Siedzibie, ustępowała pod odgłosem ciężkich kroków Poszukiwacza.” Znów ujnia z grzybnią i patatajcem! Jaka? Fleksyjna! „Cisza panująca w Siedzibie ustępowała odgłosowi ciężkich kroków poszukiwacza.” Choć nie ukrywam, że mocno to naciągane.
Cytat: „Był on jedyną istotą, która wydawała dźwięk. Raz za razem, z kolejnym jego krokiem ziemię plamiła krew.” Beznadziejne zdania. Może lepiej, że jego „kroki były jedynym źródłem hałasu, a z każdym kolejnym ziemię plamiły kałuże krwi”?
Cytat: „Pragnie krwi, rzeźni, śmierci…krwi!” Ups, peszek, słownik synonimów okazał się zbyt mały… I nie rzeźni, bo w rzeźni to się świnie szlachtuje, ale rzezi. Kurwancka, rzeźnia, a rzeź to różnica jest!
Cytat: „Teraz widzi miażdżące się drzewo pod wpływem ciosów. Jego ciosów…Zawsze tak robił, aby wyładować się, oczyścić ręce.” Ha. Drzewo się samo się miażdży. Jesteś genialna jak szczur doświadczalny.
Cytat: „Podniósł się, przytkał dłonie do twarzy.” Przytknę to ja sobie uszy, żeby nie słuchać Dody, a on to mógł najwyżej zakryć dłońmi twarz.
Cytat: „Otworzył oczy. Robił to już tak wiele razy, jednak wciąż odczuwał zmęczenie.” Tak, bo otwieranie oczu to tak ciężkie zajęcie jak rąbanie drewna. Biedaczek znów musiał otwierać oczy, współczuję, doprawdy to wzruszające.
Cytat: „Prędzej on zrezygnuję z władzy, niż na to pozwoli!” Ale, że co go boli?!
Cytat: „Zdruzgotany swą niewiedzą, prawdziwie pojął jaką moc posiedli jego poprzednicy.” To pojął, czy wreszcie jest zdruzgotany niewiedzą, bo się, kurde, zamotałam.
Cytat: „Wizja była z lekka mglista, jednak wystarczająca.” Z lekka mglistą szóstkę dla Ciebie widzę, kochanie i mogę sobie tak mówić w języku potocznym, a nie pisać w opowiadaniu. Poza tym mam wrażenie, że to zdanie jest uchłapane w połowie, no bo wystarczyła to wizja, ale do czego?
Cytat: „Przepych z jakim Bogowie zbudowali zamek w Siedzibie w cale nie był przesadzony.” Przepych, jak sama nazwa wskazuje jest przesadzony. Więc co, masz coś?
Cytat: „Często słyszane pogłoski o luksusach w jakich się pastwią były prawdziwe.”
Chyba „pławią się w luksusach”. Chryste Panie, nasz język jest za trudny dla Polaków, a co mówić o obcokrajowcach!
Cytat: „Nie jeden Poszukiwacz chciałby się znaleźć na twym miejscu, Quarze.” „Niejeden” w tym wypadku powinno być napisane łącznie.
Cytat: „Tak Mistrzu!” A tu zeżarłaś przecinek. Wypluj, brutalu!
Bywały katastrofalne błędy, było ich o wiele więcej, ale żeby oszczędzić palce posłużyłam się kilkoma przykładami. Były też literówki, błędy wynikające z niewiedzy i niechcilstwa. Ja tego tolerować nie będę, bo tak jak mogę zrozumieć, że zasady interpunkcji mogą być skomplikowane, tak nie pojmę za Chiny ludowe i pół Kambodży, jak można nie ulepszać swojego tekstu, wyłapując literówki i sprawdzając słowa, co do których nie mamy pewności.
Temat: 2,5/5
Masz Ty szczęście, że mam pod ręką akuratnie i przypadkiem zestaw kryzysowy w postaci: herbatka z cytrynką i paczka piegusów, co poprawia mi nastrój, bo inaczej pewnie wydłubałabym Ci oczy za zmasakrowanie tematu. Rzeczywiście jest nietypowy, żeby nie powiedzieć, że pierwszy z jakim spotykam się na szanownym Onecie w klimatach „Gothic’a”, ale jakiś taki niedopchany. Można było go dopieścić, bardziej rozbudować tamtejszy świat i przede wszystkim nie unikać opisów. Kategorie w jakich umieściłaś blog pasują połowicznie, bo „opowiadanie” to niewątpliwie jest, ale „pamiętnik”? Biegasz po lesie z knagą i mordujesz trolle? Czy sama jesteś trollem i opisujesz to wszystko? Pal to licho, daję pół na pół za moje mieszane uczucia.
Układ: 5/5
Powiem Ci, że nawet mi się podoba. Jest bardzo skromny, może nawet ubogi, ale jeśli jest moda na minimalizm to ja minimalizmu nie lubię, a ponieważ jej nie ma, to układ Twojego bloga mi się podoba. Zdanie godne filozofa, wiem. To właśnie chciałam powiedzieć, że starannie zadbałaś o rameczki, ładne sentencje i co ja się będę sapać, klimacik jest niezły. Szkoda, że tylko w oprawie graficznej. Menu masz dobrze rozpracowane, ładnie zrobione linki, ciekawie i z pomysłem. To się ceni!
Czytelność, obrazki: 3/5
Ciapam punkcisze za jajko na brązie, bo się musiałam mocno skupić, żeby mróweczki mi nie tańczyły. Możesz je trochę powiększyć? Tak o jeden rozmiar… jeden, jedyny! O nagłówku już się wypowiadałam, więc nie zamierzam nic dodawać, bo jest w porządalu, podobnie zresztą jak ramka nad spisem treści.
Dodatkowe punkty: 0
Jak świnie odlecą do ciepłych krajów.
Punkty: 29,5 (jak dobrze liczę)
Ocena: dostateczna.
* w Łodzi na Czechosłowackiej mamy psychiatryk. Elegancki, że hej!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz