Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


poniedziałek, 14 lutego 2011

(708) smok w akatsuki



Dzisiejszą ocenę bloga Ka-chan wystawia Zoltan.
Bardzo się starałem, ale mi nie wyszło i znowu będzie długo.

Pierwsze wrażenie: 2/10
No, nie… z tą Japonią to jakieś przegięcie. Dlaczego, by nadać miejscu klimat i egzotykę trzeba sięgać po takie nazwy? Adres po polsku z japońską wkładką. Będę musiał sobie przez całe opowiadanie język łamać, a on do innych o wiele przyjemniejszych rzeczy stworzony jest (bez podtekstów). Akatsuki – taka nazwa to mnie nawet śmieszy, wpisałem ją sobie w wyszukiwarkę, bo jakoś z niczym nie mogę tego skojarzyć. Ciekawe dlaczego? Masz jakiś pomysł zacna Autorko? Nie! Ja też nie rozumiem, jak takie proste i ogólnie używane słowo może mi nic nie mówić. To musi być coś ważnego. No, interneciku co tam masz dla Zoltana? Jest, Akatsuki – niszczyciel z czasów wojny rosyjsko-japońskiej i II Wojny Światowej. Hm, co okręt robi w tytule Twojego opowiadania… i co najważniejsze, co na tym okręcie robi ten smok? Strasznie to zawiłe, pomyślmy, co lubią smoki? Zjadać księżniczki, tu smok może mieć problem. Może tę skomplikowaną kwestię rozjaśni nam trochę belka. „Życie w Akatsuki jest nienormalne…-.- -” z tego, co widzę, nie tylko tam życie jest nienormalne. Bo jak może być normalne skoro jest się nastolatką, mieszka się na krążowniku o nazwie Akatsuki, a za sąsiada ma się smoka pożeracza dziewic. Zgroza, sromota i nieszczęście. O piękna Ka-chon, nie lękaj się, Zoltan Cię oswobodzi, tylko rozszyfruję co tym morsem nadałaś. Trzy kropki, kreska, kropka, kreska; kreska. Zna ktoś alfabet Morse’a? Pomóżcie uwolnić nadobną Ka-chon z łap okrutnego smoka! Dobra wystarczy tych głupot. Jak zobaczę w opowiadaniu choć wzmianką o Naruto, puszczę pawia na klawiaturę i oceny nie będzie. Powiedziałem.
Szablon to istna katastrofa. Zatonięcie Titanica, wybuch wulkanu św. Heleny czy samego Krakatau nie było taką katastrofą jak ten szablon. Ta biel zabija Twój blog, jest bezpłciowa i nawet słodka buźka Adama Lamberta, ujeżdżającego smoka, nie rozruszałaby tego szablonu. A, już widzę zadowolenie tego pierwszego, że ma pod sobą tego drugiego. Posuń się Lambert, ja też chcę polatać. Och, na magiczną smoczą łuskę, ależ Ci się tu mendy rozmnożyły! Bij je dziewczyno, bo się rozlezą i na innych blogach rozsiądą. Popatrz no, już z ekranu złażą, cholera. Nie wiesz o czym mówię? O wielkości czcionki, która ma rozmiar pchły. Pewnie dwie się tu spotkały, poskakały i patrz, jak się rozmnożyły. Powiem to jeszcze raz drukowanymi, żebyś zrozumiała.
TU NIC NIE WIDAĆ!!!
W nagłówku umieściłaś rysunek z komiksu pip dla nieśmiałych Japończyków, dodajmy, że obrazek pochodzi z okładki, więc nie ślińcie się, proszę, i nie róbcie sobie nadziei. Aha, zapomniałem dodać, że panna z rysunku jest zakonnicą, ze snów Zoltana, w mini habicie z pośladkami na wierzchu, zalotnie wypinająca kuperek i ssąca krzyżyk. Aż mnie naszła ochota na pokutę (tym razem z podtekstem). Coś Ci powiem, Autorko, zmień szabloniarnię i szablon, bo ten, który masz u siebie, jest do smoczej pupy.
Menu to u Ciebie istne Archiwum X, ponieważ przed każdym tytułem wcisnęłaś sobie, a raczej jemu, taką właśnie literkę – kolejna rzecz, która powinna się znaleźć z smoczej jamie ciemności. Podsumowując, nic mi się tu nie podoba, no, może z wyjątkiem tej zakonnicy.
Zajmę się teraz podstronami, bo mam dziwne przeczucie, że warto tam zajrzeć. Bohaterowie – głosi jedna z nazw, wgrywają się obrazki, Zoltan czeka niecierpliwie, są.
U, dużo tych bohaterów, aż dwanaście postaci i wszystkie są godne tego, by umieścić ich podobizny na tej podstronie. Lecimy od góry; znowu ta zakonnica i cóż za zaskoczenie, ona jest smokiem; kolejny smok i kolejny; prawie wszyscy bohaterowie są smokami. O! Kobieta lis – ja pierdziu! – w podpunkcie „co lubi”, jak byk stoi „uprawiać sex”, ja też lubię ogrodnictwo, ale o takiej roślince nie słyszałem. Nie no, to jakieś zboczenie jest, istna zoofilia, kobieta kot to następna bohaterka, ale ona, niestety, nie ma ogrodniczych pasji, szkoda. Mamy tu jeszcze elfkę wodną, która lubi pływać – ależ zaskoczenie. Ostatni jest łowca smoków.
Teraz do Ciebie słów parę, Autorko bloga, skąd ściągnęłaś te obrazeczki, bo chyba nie próbujesz mi wmówić, że sama je narysowałaś. Nieładnie tak pożyczać sobie cudzą pracę i nawet nie napisać skąd pochodzi, a to, że jest dostępna w internecie nie znaczy, że można brać ile wlezie.
Jeszcze jedną podstroną zajmie się Zoltan, może znajdzie tam wyjaśnienie, jak to możliwe, że Twoje smoki wyglądają jak ludzie. Tego tam – niestety – nie ma, ale jest pełno błędów stylistycznych i interpunkcyjnych, szykuje się niezła rzeźnia.

Treść: 3/25
Chyba już pisałem o Twojej dziwnej mani upiększania. Umieściłaś w tytułach rozdziałów znaki równości. Dziewczyno, nie ma w naszym języku takiego znaku interpunkcyjnego, emotywnego czy prozodycznego. Jeżeli koniecznie chcesz mieć numerację, to proszę bardzo, ale zrób to poprawnie, nie próbuj ugłaskać czytelnika na siłę. Moje kolejne pytanie. Co te cyfry robią w opowiadaniu? Ty leniu jeden zasmarkany, ciężko słownie napisać? Musisz mnie denerwować od samego początku! Widzę, że musisz, bo błędy logiczne zabijają moją spokojną duszę. Zaczęłaś opowiadanie od pierwszego rozdziału, nie ma prologu, wprowadzenia w sytuację; niczego, co zainteresowałoby mnie na tyle, bym jako przypadkowy czytelnik zachciał czytać to cóś dalej. Może jedynym powodem byłaby chęć pośmiania się z tych głupot, które tam napisałaś. Jesteś kolejną osobą, która nie czyta tego, co napisała. Zacznijmy od błędów logicznych.
Rozdział pierwszy
Narratorem jest dziewczyna smok, więc piszesz w pierwszej osobie – dobrze. Dziewczyna w nocy przybrała swoją naturalną postać i jako smok fruwała sobie po niebie, wzeszło słoneczko i zamieniła się w człowieka, po przebudzeniu stwierdza, że ma potargane ubranie – konkluzja – ona jakimś miniaturowym smokiem jest, kieszonkową wersją, a może jaszczurką, której się wydaje, że jest smokiem. Smoki są raczej duże, prawda? Więc zmieniając się, prawdopodobnie, rozerwałby swoje ubranie na strzępy, mam rację czy nie. Czy tak oczywisty fakt nie przyszedł Ci do głowy. Mam jeszcze jedną myśl; za dużo się głupich filmików naoglądałaś i myślisz, że to możliwe. Takie H2O na przykład, serial dla dziewięcioletnich dziewczynek, ale Ty masz chyba więcej lat, co? Jezu! Ja tu ze śmiechu zaraz zejdę. Kto Cię anatomii uczył, dziecko drobie, określenie „klata” to nawet do metalowej klatki nie pasuje, a co dopiero do człowieka, a już powtarzanie tego dwa razy pod rząd to jakaś hiperbola „[...] ma on rozpięty płaszcz,który odsłaniał jego klate. Na jego klacie widać było [...]„. Rozciągnij mu jeszcze trochę tę klatę, to będzie mógł przytulić wszystkie kobiety świata jednocześnie i dla kochających inaczej mężczyzn też się miejsce znajdzie. Nie doszedłem jeszcze do końca pierwszego rozdziału, więc zapowiada się dłuuuuuga ocena. Dżizusie, jeszcze trwam w tym rozdziale, a Ty dowalasz mi z grubej rury. Rzuciłem się na krzesełku, zanosząc się spazmatycznym śmiechem i przydzwoniłem głową w ścianę, gdy przeczytałem o pokoju ukrytym w ciemnym kącie. Kuźwa, jakie oni tam wielkie kąty mają, że im się pokoje w nich mieszczą. Popłakałem się, zostanę chyba z Twoim opowiadaniem na dłużej, bo dawno się tak nie uśmiałem.
Przepraszam bardzo, co miał sugerować czytelnikowi ten znak -:? Bohater powiadania się podniecił i w spodenkach ciasno się zrobiło? Nie no, błagam Cię, uspokój się. Kolejnemu bohaterowi rozstawił się namiocik, jeszcze trochę i będziemy mieli całe pole namiotowe. Te dziwne znaczki to jakieś przekleństwo internetowego pokolenia nastolatków; GG-owców, skype-owców i innych komunikator-owców. Jedziemy dalej, ale pamiętajmy, że ciągle jesteśmy w pierwszym rozdziale. Autorko, zastanawiam się, czy Ty wiesz, czym jest obojnactwo. To, że chłopak, względnie mężczyzna, ma kobiecą urodę, nie oznacza, że jest obojnakiem. Wbij sobie do główki, że obojnak to istota posiadająca organy rozrodcze męskie i żeńskie, a jakoś ciężko mi uwierzyć, że umieściłabyś w swoim śmietankowym opowiadaniu tak skomplikowaną postać.

Rozdział drugi
Kolejny szok. Namieszałaś strasznie, wiesz. Napisałaś, że smoki w dzień są ludźmi a w nocy smokami. Skoro dziewczyna trafiła do tej dziwnej menażerii i spędziła tam noc, to powiedz mi, czemu nie zamieniła się w smoka i ich, najnormalniej w świecie, nie pożarła. Sama sobie zaprzeczasz. Tu naprawdę brakuje szczegółów. Utknąłem i chyba nie ruszę się z miejsca, ale muszę to napisać. Pomiędzy pierwszym a drugim rozdziałem powinien się znaleźć jeszcze jeden, w którym opisujesz, jak twoja bohaterka spędziła noc. Mogła przecież użyć jakiejś magii by nie stać się smokiem, ale nie o tym chciałem pisać. W tym rozdziale powinnaś napisać, co się działo wewnątrz jej duszy, bo zakochiwanie się nie jest wbrew pozorom prostym i szybkim procesem, chyba że milisz pożądanie z miłością. Co on takiego zrobił, jak się zachował, adorował ją czy olewał, czym sobie zasłużył na te względy – dostali przecież jeden pokój. Wracamy do tego, co napisałaś. Przerażasz mnie, naprawdę. Nie znasz innych słów? „-Dobra zaczynamy karaoke pierwszy Itachi- powiedziała ciota(czy.Pain)”. Nie wiem, o co Ci chodziło z tą ciotą i dlaczego Twoja bohaterka myśli o nim w ten sposób, skoro nic o nim nie wie. Co oznacza skrót „czy.”? Czytaj skracamy czyt., a czyli w ogóle się nie skraca, przynajmniej ja nie znalazłem takiego skrótu. Potem przez jedną trzecią rozdziału przepisujesz słowa jakichś dwóch angielskojęzycznych piosenek, które – jak już koniecznie chciałaś tam wsadzić – należało umieścić w cudzysłowie a pod rozdziałem podać autora. Komu to było potrzebne? Mnie nie. Czytelnikom też nie, bo – dam sobie rękę uciąć – połowa z nich pewnie przewinęła dalej. A, dalej było tylko gorzej
”I kto by pomyślał… Atsui miała racje…
Atsui-ja zawsze mam!
Ja:ej no się mi z tąd to mój wniosek! >,<
Atsui:Doibra dobra
Ja:no^^ No to na czym skończyłam?
Atsui:Na tym że mam racje
Ja:co ja ci mówiłam?!
Atsui:dobra
No to tak…Jak już wcześniej mówiłam Atsui miała racje…Jestem z
Hidanem… I ogólnie jest wesoło… Tylko, co będzie jak się dowie..? Nad tym
pomartwię się później^^ Na dziś to już tyle… Pa:*”
Co to było! Scenariusz piszesz z podziałem na role? Zapomniałaś jak się dialog zapisuje? O tym czy to, co tu napisałaś ma jakiś sens, to nawet szkoda wspominać. Rozdział do całkowitej przebudowy, a najlepiej do wywalenia.

Rozdział trzeci
Tego się nie da czytać. Czemu nie poinformowałaś w pierwszym poście, który powinien się, z całą pewnością, tu znaleźć, że piszesz parodię i będziesz sobie jaja robiła w każdym rozdziale. Nie wziąłbym tego tak poważnie i oceniłbym to, jako niezły rozweselacz. „Głupi i głupszy” to nic w porównaniu z rzeczami, które tu wysmarowałaś. Proszę, powiedz, że to parodia, że Ty celowo tak to napisałaś i że tak to właśnie miało wyglądać. Dziewczyno, co ty zażywasz? Wdychasz spaliny samochodowe czy co? „Nawet była w tej gromadzie zjebów Atsui.” Nie podoba mi się takie słownictwo, zwłaszcza że jest tu nieuzasadnione.
Co miało oznaczać, że po dotknięciu przez bohaterkę jej chłoptaś zniknął? Rozpłynął się w powietrzu? Był zjawą? Niewyjaśnione. W tym rozdziale dowiadujemy się również, że dziadek kochasia głównej bohaterki był hajtnięty z jej babcią, ciekawe. On przyczynił się do jej śmierci, a sam zginął z rąk matki naszej bohaterki, która była prapraprawnuczką (a mój słownik nawet nie przewiduje takiego zapisu) jego żony. Znowu zoltanowy mózg nie nadąża za tokiem blogowego myślenia. Przecież to nie możliwe! Bo w takim układzie ta kobieta nie byłaby jej babcią, lecz praprapraprababcią. Szok.

Rozdział czwarty
Rano słodka bohaterka budzi się, gapi na ukochanego, ten wstaje; gadu, gadu i idzie spać dalej, po paru godzinach on znowu się budzi, a ona nadal siedzi na łóżku i się na niego gapi. Przecież jest środek dnia, dlaczego oni nic nie robią, tylko siedzą w pokoju i gapią się na siebie? Potem dowiadujemy się, że babcia dziewczyny w cudowny sposób zmartwychwstała i spaliła jej rodzinie dom – bo ona jest smokiem ognia. Jak można tak szybko zapomnieć, co się wcześniej napisało. Gdyby minęło jakieś pół roku, to jeszcze rozumiem, ale Ty w poprzednim rozdziale napisałaś, że jej babunię spalili na stosie. Tamta też była smokiem ognia, to zbieg okoliczności czy rodzaje smoków się wyczerpały?

Rozdział piąty
Hidan – ukochany bohaterki – ciągle siedzi w pokoju, a jej brat… „Miał on bardzo dużo dziewczyn gdzieś z 451.”. Gdyby wyciąć tę cyfrę wyszłoby, że on te dziewczyny ma w głębokim poważaniu, dlatego przecinki są ważne.

Rozdział szósty
Bohaterka wraca do swojego odbudowanego domu, gdzie czeka na nią wcale niemała rodzinka. Połowę tej części zajmuje przedstawianie braci i sióstr oraz szczegółowy ich opis obejmujący kolor włosów, oczu i smoczej profesji – agonia. Moja na nieszczęście, bo ocena będzie bardzo niska.

Rozdział siódmy, koleś znowu siedzi na łóżku. Wszyscy mieszkają na kupie, a pomysły Twoich komentujących przyjaciół nie zawsze są dobre. Wymyślają Ci fabułę, która jest nudna jak kłębek włóczki.

Za ósmy rozdział mógłbym Cię najnormalniej w świecie udusić! Dlaczego? Koleś znowu jest w łóżku (zdurnieć można), śpi w płaszczu, ona oznajmia mu, że będzie mamusią, wychodzi do salonu, wraca, a on dalej na tym łóżku siedzi. Wstaje i tym razem sadza ją na łóżku. W koło Macieja. Wychodzą na jakiś pogrzeb, gdzie wszyscy się upijają, a wieczorem on znowu siedzi na łóżku. Od tego ciągłego siedzenia tyłek pewnie ma już płaski. Poddaję się. Im dalej czytam tym jest gorzej. Stylistyka całkowicie Cię opuściła, logika poległa pod dziwnymi znakami, które stosujesz, a odmiana wlazła w wielki, ciemny kąt i tam zdechła. Ty oprócz tego piszesz jeszcze inne opowiadania, mam nadzieję, że są lepsze od tego, dużo lepsze. Proponuję, abyś zajęła się „pisaniem do szuflady”, jak to ładnie ujęła jedna z naszych opieprzowniczek. Daleko Ci do dobrej pisarki, oj daleko. Nie masz tego czegoś, niestety. Chciałbym móc napisać, że trening czyni mistrzem, ale są przypadki, którym nic po treningu, a Twój musiałby trwać jeszcze bardzo długo by to, co piszesz, nadawało się do czytania. Zmęczyłem jeszcze parę rozdziałów i niestety po roku pisania na tym blogu, nadal nie potrafisz tego robić. Widzę jednak, że zaczęłaś już przerabiać to cudo, więc masz świadomość, iż tamta wersja była do bani. Napisz jeszcze parę rozdziałów, popraw akcję i zgłoś się jeszcze raz.

Fabuła: 1/10
Nie obraź się, nie potrafisz budować akcji. Niestety, przykro mi. Mogłoby coś z tego być gdybyś pominęła te wszystkie bzdety o miłości. Masz tam łowców smoków, którzy zamiast polować na smoki siedzą w domu, oglądają telewizję, grają w karaoke i ciągle całują się między sobą. Nuda, śmieszyło mnie to na początku, ale teraz mam już dość. Gdyby to jeszcze było Twoje celowe działanie. Akcję przerzucasz z miejsca w miejsce, trudno się połapać o co chodzi. Wyślij tych łowców na polowanie, niech staną w szranki z tymi smokami, niech poleje się krew, niech świat pogrąży się w fetorze gnijącego mięsa. Nie będę Ci tu sugerował całej fabuły, ale wątek miłosny bez żadnej oprawy w akcję jest nudny, ot co.

Dialogi: 1/5
Dialogi? Jakie dialogi? Tego nawet skrótem myślowym nie można nazwać. Wypowiedzi bohaterów to jakieś mono sylaby, przypadkowe słowa rzucane bez ładu i składu. Poznając się każdy z nich wypowiada swoje imię, a potem wszyscy wykrzykują „Miło”. Widział ktoś kiedyś taką scenę? Poza tym dziewczyno, wypowiedziane kwestie też wymagają opisu, nie zawsze, ale kiedy mamy więcej niż jednego uczestnika rozmowy to trzeba napisać, co który z nich powiedział i czasami dorzucić jakiś opis. Następna kwestia to zapis dialogu. Wyróżniasz je myślnikiem to prawda, ale o wcięciu to już nie pamiętasz. Strasznie męczące jest justowanie tekstu, co? Za dużo pracy to wymaga i jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że Ci na tym blogu i opowiadaniu zależy. Ja myślę, że Ci nie zależy. Czuję się olany jako czytelnik, zlekceważony. Masz mnie w nosie, bo nie dbasz o szczegóły. Pomyśl, że czytelnikom mogą utrwalić się takie błędy i jeszcze sami zechcą takie coś stworzyć i napakować to takimi cudami. Słownictwo, którym posługują się postacie z Twojego opowiadania też do górnolotnych nie należy, a słowo „zjeb” to chyba twoje ulubione, raz można, ale żeby ciągle. Chyba że Ty sama tak się wysławiasz, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Nadaj dialogom realizmu, napisz, jak Ty rozmawiałabyś ze swoją rodziną, znajomymi, ukochanym i co sama chciałabyś od nich usłyszeć. Nie sądzę, by podobało Ci się, gdyby Twój chłopak opowiadając o Tobie swoim kolegom, powiedział: To jest mój zjeb Kasia. No i co Ty na to?

Opisy: 0/5
Resztki mojego obiadu są bardziej treściwe niż Twoje opisy, które po prostu nie istnieją. Zasuszony trup ma w sobie więcej życia niż przedstawiony przez Ciebie świat. Tiku nerwowego dostaję i w oczach mi dudni, gdy to czytam: „powiedział srebrnowłosy” i to wszystko. Jakież to piękne i poetyckie, a ja jestem kędzierzawowłosy. Po co ładujesz od razu tyle osób w pierwszą część opowiadania i zaniedbujesz przez to opisy. Nawet mówiąca ryba się tam znalazła, ale jak ona powietrzem atmosferycznym oddychała? Nie mam pojęcia i Ty pewnie też nie. Zaraz padną opinie, że się Ciebie czepiam. Pewnie tak jest, ale nie mogę spokojnie na to patrzeć. Ostatni rozdział miał być taki pieprzny, bo wstawiłaś tam coś, co tak szumnie nazwałaś hentai. Poszperałem w internecie, bo znowu się okazało, że nie wiem cóż to takiego. O! Więc to o to chodzi, takich dobranocek to ja nie oglądam, na świecie są jednak jeszcze więksi zboczeńcy ode mnie, a ja myślałem, że ze mną jest coś nie tak, a tu proszę – guzik o świecie wiem. Pewnie za dużo siedzę w drukowanych książkach a za mało w internecie, bo nie miałem pojęcia, że się takie rzeczy produkuje. Właśnie zostałem wprowadzony do świata, w którym wcale nie chciałem się znaleźć. Wracając do tematu, wiedz, że nawet takie coś trzeba umieć opisać, a ten przedstawiony przez Ciebie był mniej uczuciowy niż relacja Włodzimierza Szaranowicza z meczu Polska-Kazachstan. Po co to w ogóle napisałaś? Chciałaś zaszokować czytelnika? Jeżeli zamierzasz wstawiać takie szczegóły, zmień kategorię bloga na „tylko dla dorosłych” i ostrzeż czytelnika, najlepiej w widocznym miejscu, że blog zawiera treści pornograficzne. Chociaż muszę przyznać, że to był najdłuższy opis jaki przeczytałem w Twoim opowiadaniu i tyle. Już Ci mówię, co musisz zrobić. Przede wszystkim zacznij od przedstawienia głównej bohaterki, opisz, jak ona wygląda; jako człowiek i jako smok. Usuń z opowiadania połowę bohaterów, którzy są tylko statystami i zaśmiecają je. Nigdy nie spotkałem się, by autor książki wprowadził wszystkich uczestników w sześciu pierwszych rozdziałach. Niechaj Twoje postacie wkraczają na plan po kolei i odpowiednio opisane, bo imię nie wystarczy by je sobie wyobrazić i zapamiętać. Jeżeli jakaś postać pełni już rolę statysty siedzącego w kącie i popijającego kawusię, to nawet nie musimy poznawać jego imienia, chyba że masz zamiar wprowadzić go jeszcze raz i związać z akcją ściślej. To samo dotyczy miejsc, w których znajdują się bohaterowie. Wyobraź sobie, jak Ty byś się zachowała, gdybyś obudziła się w obcym miejscu. Na pewno obejrzałabyś sobie je dokładnie, bo taka jest ludzka natura – ciekawska. Pozwól nam też poznać to miejsce.

Kreacja bohaterów i świata przedstawionego: 1/5
Bohaterów jest stanowczo za dużo i to wprowadzonych w jednym czasie, w jednej zbiorowej scenie. Nie można się połapać kto jest kim, a to za sprawą japońsko brzmiących imion. Do tego nie ma opisów poza kolorem ich włosów, a to nie wystarcza. Główna bohaterka, która jest również narratorem – popatrz, nie zapamiętałem imienia, jak myślisz dlaczego? – pochodzi z rasy smoków i jest hrabiną w którymś tam pokoleniu. Ale jej zachowanie i słownictwo pasuje, co najwyżej, do wiejskiej dziewki macającej kury w hrabiowskim kurniku. Dziewczyna nie ma zachowania, słownictwa ani skromności, która mogłaby wskazywać na jej dobre urodzenie i staranne wychowanie. Jej ukochany Hidan, o zapamiętałem, jest zjawą bezustannie siedzącą w pokoju. Praktycznie nie opuszcza tego pomieszczenia, nie jada, nie myje się i nie korzysta z toalety, tylko siedzi na łóżku i czeka na ukochaną. Pozostali bohaterowie to imiona na białym tle Twojego bloga. O charakterach wszystkich trudno cokolwiek powiedzieć. Dziewczyny są kochliwe, a mężczyźni po prostu są.
Nie mam pojęcia gdzie dzieje się akcja. Było coś o lesie, a potem przenieśli się chyba do domu (a może jednak są na statku). To wszystko co wiem. Mało, bardzo mało. Nie napisałaś niczego o świcie, w którym żyją smoki. Mnie już też brak słów. Proponuję poobserwować trochę otoczenie, ludzi zwierzęta i wykorzystać to w pisaniu, a przede wszystkim wzorować się na dobrych książkach, których nam nie brakuje, bo czytanie jest modne i w dobrym guście.

Ortografia i poprawność językowa: 4/10
Makabra, powiadam Ci. Nie przykładasz się w ogóle. Notorycznie zjadasz końcówki, zasady interpunkcji są ci obce jak Obcy, a stylistykę i logikę masz w głębokim poważaniu. Jest tego ogrom, a Ty, słodziutka, zastrzegłaś sobie kopiowanie. Musze Cię tu pochwalić, bo gdyby ktoś zechciał takie coś sobie skopiować i umieścić na swojej stronie albo zanieść do szkoły, jako własne opowiadanie, i pochwalić się tym pani z polskiego, to dostałby burę i pałą po grzbiecie. Nie łudź się Zoltan zna różne sposoby i zawsze dostaje to, czego pragnie. Proszę bardzo, pomijamy style strony i kopiujemy bez problemu. Chyba nie sądziłaś, że się będę bawił w przepisywanie?

Odmiana:
„Mamusia walnęła ją swoje zieloną parasolką” – swoją,
„Ale rzadko się, kiedy z nimi widzę, więc o nich nie mówiła” – Ale rzadko się z nimi widzę, więc o nich nie mówiłam,
„wszyscy moje rodzeństwo” – wszystkie,
„matki tego dziwadła,który” – które,
„ciota trzymając się za część szczękę [...]” – szczęki,
„dziewczynami ubrane w topless” – ubranymi, o ile w toples można się ubrać.

Interpunkcja
Masz jakiś problem ze spacją, nie działa poprawnie, nie zawsze robi odstęp? Po znakach interpunkcyjnych zawsze naciskamy spację, a u Ciebie jak wyszło, tak zostało. Może warto przeczytać przed publikacją i poprawić.

„Wszyscy w mojej rodzinie są smokami…No znaczy nie tak dosłownie.”, „[...] budzę się albo w krzakach,albo w jaskini,albo na drzewie [...]„, „Nazywam się Amaya Gina, mam 20lat,albo jakby się to policzyło na moje 5.”, „masz mi mówi panie liderze ,albo najlepiej się w ogóle odzywać” – przed „albo” nie stawiamy przecinka, chyba że się powtarza i jest użyte w tym samym kontekście, o tym jak postawiłaś przecinek w ostatnim przytoczonym zdaniu, nawet nie wspomnę.

„Nigdy nie wracam do domu i,nigdy nie jestem świadoma tego, co robiłam,mówiąc szczerze zawsze w tedy czuje się jakbym w nocy porządnie zabalowała. No ,ale [...]” – po co umieściłaś tu ten pierwszy przecinek, przecież to zdanie za nim nie jest wtrąceniem tylko zdaniem równorzędnym. Gdzie są odstępy po przecinkach? Nigdy nie wracam do domu i nigdy nie jestem świadoma tego, co robiłam, mówiąc szczerze: zawsze w tedy czuję się jakbym w nocy porządnie zabalowała. No, ale [...]

„Leże teraz pod kilkoma świerkami,które dziwnie się zrosły tworząc dach ze swoich gałęzi.” – Leżę teraz pod kilkoma świerkami, które dziwnie się zrosły, tworząc dach ze swoich gałęzi. Bo imiesłów wraz z jego określaniami oddzielamy przecinkiem.

„Kiedy próbuje wstać czuje ból w prawej nodze,który z każdym ruchem wzrasta.” – Kiedy próbuję wstać, czuję ból w prawej nodze, który z każdym ruchem wzrasta (albo narasta).

„Następnego dnia w salonie siedziałam cicho. *Nikt się nie skapnął* pomyślałam.” – o gwiazdo, cóż ty tu robisz? Nie wiedziałaś jak to wyróżnić, bo chyba nie czytasz książek, a jeśli czytasz, to zacznij zwracać też uwagę na interpunkcję. Następnego dnia w salonie siedziałam cicho. Nikt się nie skapnął – pomyślałam. Lub: Następnego dnia w salonie siedziałam cicho. Nikt się nie skapnął, pomyślałam. Lub: Następnego dnia w salonie siedziałam cicho. Nikt się nie zorientował, pomyślałam.

„Dowiedziałam się, że rudzielec,(ale mój rudzielec ^^) ma pokój z lalką. Kiedy Atsui doszła do siebie poszłam do jej pokoju. Pokój Sasoriegoi Kin(nazwisko Atsui) był czerwony. Na stole siedziały lalki. One były mniej straszne niż Atsui.” – przepraszam, co to jest w tych nawiasach? Wyjaśniasz w tekście zawiłości własnego opowiadania? Gdzieś ty takie coś widziała? Proszę, podaj mi tytuł i autora książki, w której takie cudo było.

„Aoi powtórzył a ja wyplułam na niego wodę. No to ma dziewczyna pecha…” – dwa czasowniki w zadaniu oddzielamy przecinkiem i zawołania: ach, och, ech, no też oddzielamy. Aoi powtórzył, a ja wyplułam na niego wodę. No, to ma dziewczyna pecha.

„-A właśnie…- powiedział brat i ściszył głos-, … Jakim ty jesteś smokiem?” – dobre pytanie a ja dodam od siebie, po co ten przecinek po myślniku? – A, właśnie… – powiedział brat i ściszył głos. – Jakim ty jesteś smokiem?

W dialogach myślnik oddzielamy odstępem od słów:
„-Hidan pospiesz się!- Usłyszałam [...]„, „-No wiedziałem,że wyjdziesz [...]„, „-Ała!- Krzyknął [...]„.

„Musze wypaść dobrze..! Nie dobrze to za mało TT^TT.” – Muszę wypaść dobrze! Nie, dobrze to za mało. Jeżeli przeczytasz moją ocenę, błagam Cię, wyjaśnij mi, co te znaki Pi tu robią?

„Poszłam na pierwsze piętro,z,którego po drabinie przez klapę weszłam na strych.” – ciekawy sposób na przecinki gdy się nie jest pewnym, jak mają zostać rozmieszczone. – Poszłam na pierwsze piętro, z którego po drabinie, przez klapę, weszłam na strych.

„Jestem hrabiną z 45 pokolenia Gina a mam sprzątać…” – o, jaki bulwers. Jestem hrabiną z czterdziestego piątego pokolenia, a mam sprzątać?

Chciałbym jeszcze abyś zapomniała o wielokropku, pomyśl, że taki znak nie istnieje, nigdy go nie było. Nie stosuj go, bo nie wiesz kiedy to robić i stanowczo przesadzasz, a dodatkowo upiększasz go przecinkiem. Błąd, tak się nie robi. Z wielokropkiem łączymy: wykrzyknik, pytajnik, pauzę. Ale pomijamy: przecinek, kropkę, średnik (;).

Stylistyka i logika
„Moje ubranie jest potargane, przemoczone a skora bladsza niż zwykle(pewnie lecąc wzeszło słońce i spadłam no, ale nie pamiętam).” – tu mamy dwa przewinienia. Pierwszy mandat za niemanie świateł, drugi za brak odstępu przed nawiasem, trzeci za to dziwactwo w nawiasie. Moje ubranie jest potargane i przemoczone, a skora bladsza niż zwykle. Pewnie gdy leciałam, wzeszło słońce i spadłam – tego jednak nie pamiętam.

„Leżałam na skórzanej sofie naprzeciwko kominka. Z kominka wesoło bucha ogień.” – piszesz to w czasie przeszłym czy teraźniejszym? Przeszłym, tak właśnie: Z kominka wesoło buchał ogień.

„-Powiedz jeszcze raz- wzięłam szklankę z wodą i wzięłam łyk” – ODSTĘPY! po raz setny, bardzo Cię proszę. Wzięłam szklankę z wodą i nabrałam jej w usta. Czy coś w tym stylu i pamiętamy o kropkach kończących zdanie.

„Atsui się śmiała a on mnie to, co mówię gdzieś.” – to zdanie jest dla mnie tak samo zrozumiałe jak wiadomości nadawane w Al Jazeera.

„Zapytał się ciągle się uśmiechając” – Zapytał, ciągle się uśmiechając. Bo ja mam rację i już.

„Hidan szybko mnie puścił(,) a ja pobiegłam do łazienki i zaczęłam rzygać (wymiotować – byłoby ładniej). W kiblu (faktycznie prawdziwa z niej hrabina i potrafi haftować) na haftowaniu spędziłam jakąś dobrą godzinę (to pewnie jakiś gobelin, co najmniej, jej wyszedł) no, ale cóż… W końcu jestem w ciąży^^”.” – Jezu, a jelit sobie przypadkiem to dziewczę nie zwymiotowało i co to za szczyty na końcu zdania? Himalaje? – Hidan szybko mnie puścił, a ja pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Spędziłam tam paręnaście minut. No, cóż… W końcu jestem w ciąży.

„W głowie słyszałam tylko napisy na zwoju a przed oczami miałam litery.” – od kiedy napisy można usłyszeć? można je przeczytać i powtarzać sobie w myślach.

„Wszystkich moim pokoju usiadłam na łóżku i rozmyślałam nad tym tak bardzo chce wrócić do osoby,którą kocham.” – bardzo be zdanie – Po wszystkim w moim pokoju usiadłam na łóżku i rozmyślałam nad tym, jak bardzo chcę wrócić do osoby, którą kocham.

Ortografia:
„czuje” – czuję,
„odsłaniał jego klate” – klatę skoro musi być aż taka wielka,
„Leże” – to jest takie wielkie łoże, wiesz? Leżę,
„będę miała szanse” – szansę,
„z tąd” – stąd,
„po paczyłam” – popatrzyłam,
„nie śmiertelnych” – nie z przymiotnikami piszemy razem,
„-Oi- powiedziałam [...]” – a, cóż to za zawołanie? Oj; ojoj; oj, oj; ojojoj; ojej; ojejej; ojejku – to znajdziesz w słowniku, ale oi na pweno nie.

Literówki:
„materialistyczną gatką!” – gatki, kobietko, to majtasy – gadką, jak już,
„srebny”,
„-:Ja jestem itachi” – skoro to jego imię jest, to może tak dużą literą,
„obojniak” – obojnak.

„zostałamtylko”, „powiedziałlider”, „blondynkę,zaczęłamsię”, „Nawetpies”, ” zaśpiewałkruczowłosy” – masz firmę meblarską, że sklejki używasz? W opowiadaniu jest tego za trzęsienie.
„Weszłam na scena” – scenę,
„-Obiecaj, że tego nikomu nie powiedz” – powiesz.

Twoje słowotwórstwo:
„goroślino”, „Rekinio podobne”, „Bitwęz”

Oryginalność tematyki: 0/5
Mogłoby coś z tego być, ale oprócz pomysłu potrzebny jest jeszcze talent. Tu to drugie zabiło to pierwsze.

Dodatkowe punkty za wybitne zasługi: -5
Takowych choć bym chciał, nie mam za co Ci przyznać, a nawet muszę odebrać pięć punktów za brak linku do opieprzu.

suma: 4
niedostateczny

To nie znaczy, że masz porzucić pisanie, bo to jest ocena starej wersji opowiadania. Popracuj nad nim, napisz jeszcze kilka rozdziałów i zgłoś się ponownie. Początki zawsze są trudne, a ja nie chciałem Cię zniechęcić tylko zmotywować. Samemu czasami trudno sobie uzmysłowić, że robi się coś niezupełnie dobrze. Natchnienia życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz