Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


piątek, 23 listopada 2012

(785) chlorofil-a

Blog w pięknej tematyce, pasującej idealnie do moich upodobań, stąd zadowolenie na mej twarzy, podczas przystępowania do oceny.

Chlorofil-a

Ocenia Aimee.

Estetyka

Wrażenia estetyczne: 9/10
Ujrzałam ci ja adres i już wiedziałam, że będzie ciekawie. Nazwa chlorofil zwiastuje mi, że autor bloga będzie nastawiony biologicznie do świata. Myślałam, że dostanie mi się blog jakiejś licealistki, która chce iść na medycynę, czy jakoś w ten deseń, ale na szczęście nie! Mam w swoich łapkach blog, który ma zupełnie inną ideę niż pamiętnikowe wynurzenia. Biologiczne nowinki, coś niecoś naukowego, o tak… W dodatku, okazuje się, że autorki są dwie, co dodaje pikanterii.
Otrzymałam całkowite wyjaśnienie adresu. Otóż, pierwotnie był to „chlorofil” bez „a”, do tegoż dodatku dziewczyny zostały zmuszone przez prozę życia, czyli brak wolnego adresu na Blogspocie. Uznaję to za sensowne wyjaśnienie i nie komentuję. W każdy razie, sam wybór określenia „chlorofil” jest bardzo dobry, bo natychmiast nasuwa skojarzenia biologiczne. Można by mnożyć inne słówka i pojęcia, ale nie każde otworzy humanistom odpowiednią szufladkę w mózgu. Ot, na przykład: „epinefryna” albo „epinefrynka”, ładnie brzmi, prawda? Ale ilu, niezwiązanych z tematem, przyjdzie do głowy, że to inna nazwa adrenaliny? Chlorofil łatwo zapamiętać, skojarzyć, świetny wybór!
Belka nie przedstawia się szałowo, bo znaleźć tam można tylko nazwę bloga. Nie jestem zwolenniczką pseudomądrych myśli, ale jakoś mi to tak biednie wygląda. Może nazwa i coś po myślniku? Ewentualnie „Chlorofil, czyli…” i zamiast trzech kropek, wstawić słowa określające z czym będziemy mieć do czynienia. Hm? Co wy na takie rozwiązanie?
Czas na wrażenia wizualne, jak to ładnie w kryteriach oceny określono. Muszę przyznać, że doznania wzrokowe są bardzo pozytywne. Blog jest bardzo jasny, a mnie przypadła do gustu taka kolorystyka. Nadaje to przejrzystości i zwiększa czytelność. Bardzo lubię białe tła, może to i mało oryginalne, ale dla mnie jest idealne. Kolory albo wychodzą za ciemne, albo za jaskrawe, albo sraczkowate – nie dogodzisz. Biały jest biały, uniwersalny i najbezpieczniejszy.
Macie bardzo ładną ramkę pod tytułem „Prawa autorskie”, naprawdę miło mi, że ją spotkałam, ale jest w niej coś, co mnie zasmuca. Pewne zdanie, traktujące o grafice zamieszczanej na blogu. Przyznajecie, że nie jest wasza, ale w takim razie czyja? Pomyślałam sobie, że może w notkach podajecie źródło grafiki, ale się zawiodłam. Macie u mnie sporego minusa za ten niecny wybryk.
Nagłówek - pod względem biologicznym, motyw świetny i w stu procentach trafiony. Podobnie jak idealnym doborem była nazwa, tak samo dobra jest rosnąca roślinka. Można się doszukać mnóstwa metafor w tym obrazku, ale niekoniecznie będzie to słuszne postępowanie. Blog nakierowany na wiedzę to nie, nazwijmy to, literackie teksty, ani poezja na miarę polskiego wieszcza, tutaj nie o przenośnie chodzi. Ma być biologicznie, ma się kojarzyć z chlorofilem i wszystkimi tymi „zielonymi” tematami. I jest!
Pogratulować doboru obrazka. Zniszczyć za brak jego źródła. Narysowała, któraś z was? Byłoby jeszcze wspanialej, piałabym z zachwytu, a tak jest płacz, kwik i zgrzyt zębów. Wstydzicie się własnej pracy, czy nie chciało się podać źródła?

Posty

Treść: 18/25
Czas na to, co czerwone stworki lubią najbardziej, czyli treść. Zwłaszcza, że mam tutaj szerokie pole do popisu. Za chwilę będę posiadać wykształcenie medyczne, parałam się również czystą chemią, więc chyba coś tam wiem w biologicznych kwestiach…

„[13] Co to jest bioetyka, czym się zajmuje oraz kilka słów o klonowaniu”
Wzięłyście sobie na warsztat drażliwy temat. Ciekawa jestem czy poruszycie jego delikatne kwestie? Generalnie, na potrzeby tej oceny, wprowadzimy zasadę taką, że jeśli z przeczytanej notki dowiem się czegoś nowego, to ocena idzie w górę. Natomiast, jeśli to będą bebły z mamrami, przepisane ze źródeł, to przestaniemy się lubić i ocena będzie szła w dół. Takie małe przeciągane liny.
Jedziemy.
Hm… Sprytny wybieg na samym początku. Mam na myśli odniesienie do książki, której – przyznaje się – nie znałam. Podanie linku ułatwia mi więc zdobycie informacji. Nawiasem mówiąc, książka natychmiast wylądowała na półce „chcę przeczytać”. Dowiedziałam się czegoś nowego! Znalazłam interesującą książkę, o której nie wiedziałam. Jest dobrze!
Wiesz co? Po przeczytaniu stwierdzam… jak to czasem się mówi? Żarło, żarło i zdechło.
Artykuł, który sobie wybrałam, jest pisany na zasadzie pracy licencjackiej. Wymyślasz temat, zbierasz materiały, tj. książki i publikacje, a następnie siadasz przed komputerem i przepisujesz fragmenty owych „materiałów”, tak by nikt się nie przyczepił, że to plagiat. Podobnie jest tutaj, artykuł jest bez życia, pozbawiony jakichkolwiek interesujących aspektów. Tematyka jest niezwykle ciekawa, ale opisana w taki sposób, że normalny człowiek nie jest w stanie tego przetrawić. Ludzie, którzy „w tym siedzą”, studenci kierunków medyczno-biologicznych, licealiści zafascynowani biologią odnajdą się w tym, ale szary człowieczyna, który nie ma zielonego pojęcia, czym jest blastomer albo transfer jądra…
Można to jeszcze porównać do pracy domowej z biologii, jeśli nauczycielka każe zrobić w domu notatkę o klonowaniu, to przepisz ten tekst.
„Bez pseudonaukowego bełkotu staramy się przedstawić wszystko zrozumiale i przejrzyście.”
Macie ten bełkot i wcale nie wyjaśniacie go przystępnie. Jeżeli chcecie trafiać do ludzi, którzy tematu nie znają, musicie pisać jeszcze prostszym językiem. Przekonacie się kiedyś, że ludzie mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem i zbyt duża ilość tekstu ich boli, wtedy zrozumiecie, o co mi chodzi.
Jednakże, dowiedziałam się czegoś nowego, znalazłam ciekawą książkę, tak więc nie ma tragedii.
Bibliografia, to porażka. Wikipedia? Gorzej być nie mogło. Również pognębia was fakt, że nie ma w źródle ani jednej pozycji książkowej. Internet to źródło, któremu nie należy ufać. Na studiach taki tekst, z piśmiennictwem czysto internetowym zostanie zwyczajnie wyśmiany.
Dla siebie samych, już nawet nie dla czytelników, ale dla siebie, kopcie w książkach, szperajcie w bibliotekach. Nabierzecie dobrego nawyku, nauczycie się wyszukiwać informacje. Taka umiejętność przyda wam się właśnie na studiach, podczas pisania prac dyplomowych czy pomniejszych. Przejrzę wielką księgę w poszukiwaniu informacji A, znajdę informację B. Dowiem się czegoś nowego, a za parę miesięcy jak przyjdzie zrobić prezentację na temat informacji B, to będę wiedzieć, gdzie szukać.

„[9] Skąd ten węgiel?”
O! To jest artykuł, który jest ucieleśnieniem prawie wszystkiego, co napisałam o poprzednim! Właśnie o to mi chodziło. Misako idealnie trafiła w gusta potencjalnego czytelnika, który nie jest zbyt lotny w „zielonej” tematyce. Kwestia bardzo prozaiczna, bo wszyscy wiemy, że jest węgiel, a tak naprawdę mało kto wie, skąd się wziął. Pamiętam, jak na lekcji chemii w gimnazjum, nauczycielka zapytała skąd się bierze węgiel i dostała odpowiedź wywołującą palpitację serca. Skończyło się na kartkówce, której nie był w stanie napisać nikt i jedynkach od góry do dołu. Tak moi drodzy, kolega odpowiedział: „z kopalni”. Misako napisała nam w sposób przystępny, jak dla głąba, a zarazem było ciekawie. Tego czegoś nadał styl pisania, Autorka prowadzi czytelnika przez historię węgla kamiennego, pokazuje, na co ma zwrócić uwagę, nad czym się zastanowić, czasem używa dowcipu, daje to uczucie mówienia do czytelnika. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że można poczuć pewną formę wykładu. Właśnie taki styl zaciekawia, natomiast to, co znalazłam u Lumaris, nuży. Dało mi uczucie czytania encyklopedii, albo sprawozdania z badań, jakie można znaleźć w „Medycynie praktycznej”.
Misako, urzekłaś mnie, ale i zmartwiłaś. A gdzie piśmiennictwo? Gdzie źródła obrazków? Musisz poprzeć swój artykuł dowodami, wtedy nabiera on powagi.

„[15] Kim jest dawca narządów?”
Racja, temat chwytliwy i zapewne popularny, więc sporo ludzi przeczyta. Tyle się teraz o szpiku mówi w telewizji, więc ludzie coraz częściej zadają sobie pytania.
Nowość uświadczyłam jedną, zaintrygowała mnie, ale i znalazłam coś, czego mi brak w tej notce. Piszesz: „Pobranie narządów następuje nie wcześniej, jak po stwierdzeniu śmierci mózgu.”, na pewno słyszałaś o procedurze stwierdzania śmierci mózgu? Szkoda, że jej nie opisałaś bliżej, bo to jest bardzo ciekawy tematy. W dwóch trzech zdaniach, a od razu pojawia ci się temat na następny post. To naprawdę interesująca sprawa, te wszystkie badania jakie wykonuje wysoka komisja nad potencjalnymi zwłokami.
„Artykuł dość krótki, starałam się tylko przekazać, na czym to polega, bez wchodzenia w szczegóły.”
Dlaczego? Skoro masz więcej informacji w zanadrzu to czemu nie chcesz ich nam przekazać? Lumaris, zawodzisz mnie po raz drugi, czuję się jakbyś traktowała czytelnika jak idiotę, któremu informacje należy dawkować.

„[4] Problem elektrośmieci”
Poszukiwałam artykuliku w wykonaniu Misako, znalazłam, ale coś bardzo krótkiego. Przystąpię do lektury i zobaczymy, czy Misako utrzyma się na wyższej pozycji od swojej współautorki.
Zawiodłam się, bo artykuł nie wnosi niczego, w najmniejszym nawet procencie nie namówiłabyś mnie do szukania specjalnych punktów bym oddała telewizor.
Krótko, a nawet za krótko, po łebkach i byle było. Nie wspominasz nawet o tym, że sklepy, w których kupujemy nowy sprzęt, chętnie przyjmują stare lodówki czy telewizory, co znacznie ułatwia sprawę i nie trzeba niczego szukać.
Piszesz, że w baterii wyrzuconej do śmietnika są szkodliwe substancje. Równie dobrze ja mogłabym powiedzieć, że adrenalina podana w zatrzymaniu krążenia powoduje przyrost masy ciała, co nawet dla laika jest totalną bzdurą. Takie tezy należy udowodnić! Na pewno masz na tyle wiedzy, by wiedzieć, że w takich bateriach są sole metali ciężkich, a w akumulatorze kwas siarkowy. Potrafisz napisać, co takie substancje powodują w glebie, a jeśli nie masz pewności, to znajdziesz w odpowiednich źródłach.
Wrzucenie ckliwego obrazka biednych ludzi z elektrośmieciami wywołuje u mnie skutek odwrotny. Przesyt tego typu zdjęć sprawił, że nie mam ochoty nikomu pomagać, tylko jeszcze się irytuję.
Ten artykuł to totalna pomyłka, Misako. Natomiast ja ubolewam, że musiałam ocenić ten właśnie post.

„[16] Kilka słów o szkodliwości zupek chińskich”
O tak! Zupki chińskie, kocham! Cóż ja, biedna studentka, zrobiłabym bez zupek chińskich? Toleruję, co prawda, tylko dwie zupkowe firmy i stosunkowo rzadko się nimi raczę, ale naprawdę uwielbiam. Jednakże, mam ja współlokatora, który zupkami chińskimi żyje i trzyma się całkiem dobrze. Może pomijając fakt, że gdy ściąga koszulkę, można pomylić go z kaloryferem.
Czytam ja tę notkę i w pierwszym zdaniu trafiam na stereotyp, o którym pisałam wyżej. „Powszechnie uważa się, że zupki chińskie są podstawą diety studentów.”
Co ja poradzę, że przykładem jestem? Ale ostatnio coraz częściej gotuję, naprawdę!
Aczkolwiek, czytając dalej znalazłam fragment, który spowodował, że ma żuchwa znalazła się na poziomie podłogi.
„Jest on solą sodową kwasu glutaminowego. Podnosi on trzykrotnie ryzyko otyłości, może upośledzić wzrok. Powoduje migreny, uczulenia oraz astmę.”
Naprawdę? To niedobrze. Jestem posiadaczką migreny i eliminuję z diety wszystko, co wywołuje jej napady, a zupki są dobre!
Lumaris, ten artykuł jest naprawdę świetny! Muszę przyznać, że najlepszy, ze wszystkich, które u was przeczytałam. Ciekawy, poruszający chwytliwy i popularny temat, z masą nowych wiadomości. Na filmik patrzyłam zafascynowana, aż musiałam się nim podzielić!
Imponujący post, naprawdę. Chociaż muszę przyznać, że punkt w bibliografii „zeszyt od chemii” rozwalił mnie na łopatki. Szkoda trochę, że całe piśmiennictwo to Internet. Byłabym w siódmym niebie, jakbym zobaczyła jakąś publikację z czasopisma dietetycznego albo chociaż podręcznik akademicki. Jestem pod wrażeniem opracowania składu chemicznego, jak na licealistkę, jest to naprawdę godne podziwu.
Chyba zaczynam się powtarzać w tym słodzeniu.

Oryginalność: 5/5
Nie zdążyło mi się jeszcze trafić na takiego bloga. Znam jakiś jeden o bioetyce, ale czystko biologicznego w wydaniu licelistek nie dane było mi spotkać. Mogłabym mnożyć przykłady pamiętników „z życia lekarza”, „z życia pielęgniarki”, ale są to zupełnie inne blogi.
Gratuluję, bo to moja pierwsza styczność z blogiem biologicznym.

Ortografia i poprawność językowa: 10/10
Patrząc na teksty pod względem ortograficzno-poprawnościowym, nie mogę się do niczego przyczepić, bo naprawdę dbacie o wygląd tekstów. Nie wypuszczacie barachła, a i językowo stoicie wysoko. Ostatni post nadawałby się spokojnie na jakąś publikację, gdyby go jeszcze trochę rozwinąć. Chociaż już w tym stanie jest naprawdę dobry. Śmiem twierdzić, że ciekawszy niż moja świeżo ukończona praca naukowa.
Piszecie, w większości, prosto, nieskomplikowanie i zrozumiale dla wszystkich, cieszę się, bo to podnosi wartość bloga biologicznego, nastawionego głównie na ludzi w waszym wieku i młodszych.
Naprawdę, choćbym chciała, nie zamierzam ujmować punktów w kategorii ortografii

Detal

Dodatki: 10/10
Powiemy tutaj trochę o czytelności bloga, która dzięki takiemu, a nie innemu doborowi kolorów, jest wprost idealna. W blogach na Onecie istniała taka maniera ustawiania mikroskopijnej czcionki. O ile wygląda to ładnie, o tyle beznadziejnie się czyta, dlatego byłam uwrażliwiona na tę kwestię. U was, czytam sobie bez żadnych trudności, kontrast nie wypala mi oczu i nie mrużę ich, by odszyfrować treść. Świetnie się spisałyście.
To, co uwielbiam w blogach na Blogspocie, to możliwość schowania części linków i pokazywania ich w kolejności od najnowszych postów, co jest genialnym rozwiązaniem.
Niesamowicie sprytnym jest zakładka Propozycje, jak nie ma inspiracji, to sama przyjdzie z komentarzy, zwłaszcza, że jest ich kilka, a życzę by przybywało więcej.
Ilość ramek i zakładek jest dość uboga, ale wystarczająca, znalazłam to, czego potrzebuję. Przeczytałam kilka słów o Was, macie własny banner, listę czytelników i kilka linków. Sprytny pomysł z propozycjami czytelników również mnie urzekł. Natomiast, co bardzo istotne to likebox i fanpage. Doceniam, bo to świetny sposób nie tylko na promocję, ale i na bliższy kontakt z czytelnikiem, a to przyciąga ludzi.

Dodatkowe punkty: 5/5

Podsumowując całą ocenę, w moje gusta trafiłyście, podejrzewam, że inne chemiczno-biologiczni ścisłe umysły również zatrzymają się na dłużej. Nawet, śmiem twierdzić, że nieściśli też coś dla siebie znajdą. To właśnie przesądza o tym, że blog jest dobry – jego uniwersalność. Dla każdego coś dobrego. Macie ode mnie darmowe punkty za nic.

Suma: 57/60
Ocena: celująca

22 komentarze:

  1. "[...] bo to jest bardzo ciekawy tematy" - temat
    "Narysowała, któraś z was?" - przecinek jest niepotrzebny
    "Bibliografia, to porażka" - tutaj też

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoł, trzy zero dla Ciebie, witamy w NASA ;]

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję za ocenę. Muszę przyznać, że trochę szkoda, że przeczytałaś tylko 5 postów. Rozumiem, że to jest regulaminowe minimum, ale z racji tego, że bloga prowadzimy we dwie, miło by było, jakbyś przeczytała jeszcze jeden więcej, żeby było po równo artykułów autorstwa każdej z nas :).
    Żałuję też trochę, że spośród moich wybrałaś ten o problemie elektrośmieci. To jeden z pierwszych postów, które pisałam raczej krótsze i pewnie mniej ciekawe.
    Rozumiem zarzut z brakiem odnośników do zdjęć, powoli staramy się je wprowadzać, bo prawdę mówiąc, jakoś nigdy nie dostrzegałam potrzeby umieszczania ich. Otwarcie napisałyśmy na stronie głównej, że grafika nie należy do nas, a co zmieniłaby obecność linka do danego źródła? Niemniej oczywiście postaramy się to zmienić, bo może rzeczywiście tak wszystko będzie prezentować się nieco bardziej profesjonalnie.
    Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natomiast ja dziękuję za komentarz ;-). Jak sama słusznie zauważyłaś, piśmiennictwo wygląda profesjonalnie. Po drugie, nikt nie przyczepi się nigdy do Was, że komuś coś ukradłyście. Ludzie są różni i różne mają pomysły, trzeba chronić własny tyłek zawsze i wszędzie, a zwłaszcza w Internecie.

      Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  3. "Blog nakierowany na wiedzę to nie, nazwijmy to, literackie teksty, ani poezja na miarę polskiego wieszcza, tutaj nie o przenośnie chodzi." - bez przecinka przed "ani". ^^
    Szatę robiłam ja, nie wstawiłam źródła... bo wyszłam z założenia, że robię szatę, a nie zajmuję się formalnościami, ale być może to zmyliło dziewczęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dało mi uczucie czytania encyklopedii, albo sprawozdania z badań, jakie można znaleźć w „Medycynie praktycznej”." - tu też bez przecinka przed "albo". ^^

      Usuń
    2. Drugie oczywiście poprawnie, aczkolweik co do pierwszego zastosowałabym zasadę "W sytuacji, gdy spójnik "ani" następuje po wypowiedzeniu wtrąconym, to taka wstawka zgodnie z normalną zasadą jest oddzielona od reszty zdania dwoma przecinkami, a przecinek zamykający wstawkę stoi wtedy przed spójnikiem."

      Ja napisałabym to tak: Blog nakierowany na wiedzę to nie, nazwijmy to "literackie teksty" ani poezja na miarę polskiego wieszcza. Tutaj nie chodzi o przenośnie.

      Jeśli więc zauważymy, że Aimee woli przecinek od cudzysłowy na wtrącenie, zdanie jest poprawne ;] smirku, przyznaję punkt i ma nadzieję, że nie będziesz płakać - w ocenach asetejowych jest tylko ogonków do wyłapania, zemścisz się na mnie, obiecuję ;]

      Usuń
    3. Ja w ogole inaczej to odczytalam:
      "Blog nakierowany na wiedzę to nie, nazwijmy to, literackie teksty, ani poezja na miarę polskiego wieszcza, tutaj nie o przenośnie chodzi."
      -> Blog nakierowany na wiedzę to nie literackie teksty ani poezja na miarę polskiego wieszcza + wtracenie: nazwijmy to

      Nie placze, As, nie placze, choc juz kilka osob wokol mnie wykazuje gotowosc do zaatakowania mnie chusteczka higieniczna, ale twardo sie trzymam. ^^

      s.

      Usuń
    4. Naprawdę nie wiem, czemu chcecie wcisnąć mi tam cudzysłów.

      Usuń
    5. Ja się nie garnę do wciskania cudzysłowu, tylko do przemieszczania przecinków. :D

      Usuń
  4. Ahoj! Przyznam, że nie sprawdzałam od początku do końca, bo dopiero gdzieś w połowie zaczęłam się robić wrażliwa na jakiekolwiek błędy (ocenę czytałam głównie dla przyjemności, ten komentarz to produkt uboczny).

    "Skoro masz więcej informacji w zanadrzu to czemu nie chcesz ich nam przekazać?" Brak przecinka przed "czemu".
    "Aczkolwiek, czytając dalej znalazłam fragment, który spowodował, że ma żuchwa znalazła się na poziomie podłogi." Według mnie przydałoby się przenieść pierwszy przecinek przed słowo "dalej", ale w tym przypadku pewna nie jestem.
    "Muszę przyznać, że najlepszy, ze wszystkich, które u was przeczytałam." Drugi przecinek zbędny.
    "Znam jakiś jeden o bioetyce, ale czystko biologicznego w wydaniu licelistek nie dane było mi spotkać." Czysto, nie czystko. Licealistek, nie licelistek.
    "Naprawdę, choćbym chciała, nie zamierzam ujmować punktów w kategorii ortografii" Brak kropki na końcu zdania.
    "U was, czytam sobie bez żadnych trudności, kontrast nie wypala mi oczu i nie mrużę ich, by odszyfrować treść." Pierwszy przecinek raczej nie powinien tam stać.
    "Niesamowicie sprytnym jest zakładka Propozycje, jak nie ma inspiracji, to sama przyjdzie z komentarzy, zwłaszcza, że jest ich kilka, a życzę by przybywało więcej." Podejrzewam, że na początku zdania w domyśle jest słowo "rozwiązaniem". Ale ja nie o tym. Brak przecinka przed "by".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Gdyby nie "to" miałabyś rację. Przecinek powinien stać przed całym wyrażeniem wynikowym "to czemu". Zdanie nie jest poprawne, ale również twoja propozycja go nie ulepsza, więc ostatecznie punkt dostaje Asetej xD Przecinek powinien stać przed "to" Aimee.
      2. Aczkolwiek, czytając dalej, znalazłam fragment, (...)" Określenie "czytając dalej" to wtrącenie imiesłowu - zawsze odgradzamy je przecinaskiem w dwóch stron, więc po części masz rację, po "dalej" powinien być przecinek, ale nie ten pierwszy, tylko zupełnie nowiutki ;]
      3. Drugi przecinek zbędny, of kors.
      4. Literówki się rozmnożyły jedna przy drugiej, no popatrz, popatrz ;] Aimee, to przez tę ilość biologii ;]
      5. Ano brak kropki i to na końcu nie tylko zdania, a akapitu! ;]
      6.Raczej na pewno nie powinien.
      7. Dwa zero. Dla Ciebie...


      Podsumowując osiem punktów dla Ciebie! ;]
      Gratuluję ;]

      Usuń
    2. 1. Hahah, no masz Ci los, jeden z podstawowych błędów. Ale dobrze, że mi odpowiadasz, bo takie korygowanie się nawzajem jest bardzo dobre.
      2. Właściwie to jestem prawie pewna, że masz rację w takim samym stopniu jak ja, czyli moją poprawkę można obronić. Sama w sobie nie jest błędna, ale skoro Aimee uznała słowo aczkolwiek za nienależące do wtrącenia imiesłowowego, to faktycznie miała do tego prawo i moje poprawka nie była potrzebna. Kajam się.

      Usuń
  5. Po pierwsze dziękuję bardzo za ocenę i poświęcony czas.
    A zatem: trochę zdziwiło mnie zdanie o tym, że nie dodajemy odnośników do grafiki. U mnie pojawiają się właściwie zawsze (chyba, że jest to jakiś popularny obrazek) i staram się tego pilnować. Misako również zaczęła zwracać na to uwagę w ostatnich postach, dlatego trochę jest to nie na miejscu.
    Również, podobnie jak moja współautorka, mam zastrzeżenie do ilości ocenionych postów. Mam wrażenie, że Misako została oceniona mniej wnikliwie i bardziej po łebkach - a obie piszemy bloga na tych samych warunkach. I wydaje mi się, że nawet gdybyś oceniła nam cztery posty, byłoby to bardziej sprawiedliwe.
    Co do postu o klonowaniu - bełkotem bełkotem, ale właściwie to nadal nie wiem, jak mogłabym zmienić mój styl pisania. Myślę, że jeśli ktoś nie rozumie danego pojęcia, a jest tym chociaż trochę zainteresowany, to skorzysta z innego źródła. Nie lubię dawać całej wiedzy na tacy. Przecież lepszy efekt będzie, jeśli ktoś sam się zainteresuje, czym jest dane pojęcie, choćby ten transfer jąder. Ja nie jestem ich nauczycielką i nie mam czytelnikom tłumaczyć wszystkiego, od a do z. Bardziej staram się jakoś zasygnalizować, że coś takiego istnieje, że na tym to polega, że może warto samemu czegoś więcej poszukać. Ale skoro uważasz, że tłumaczenie jest dość ważne: proponujesz tłumaczenie danego pojęcia w nawiasie, czy przypisie dolnym?
    Jeśli chodzi o dawstwo organów: również nie chcę zamęczać czytelników opisem skomplikowanych procedur. To już trochę odchodzenie od tematu. Może Ciebie, jako studentkę medycyny to interesuje, ale raczej inni czuliby się przeładowani treścią, gdybym jeszcze dorzuciła im trochę więcej szczegółów. Ewentualnie, mogę zacząć umieszczać na koniec postu odnośniki do artykułów/książek, gdzie można poczytać o interesujących zagadnieniach wykorzystanych w treści postu, a których nie ma potrzeby opisywać przy danym temacie.
    Spodziewałam się właśnie dostać po łapkach za post o zupkach chińskich, z racji tego, że właściwie pisałam do na ślepo, opierając się tylko na internecie, zeszycie z chemii Z GIMNAZJUM i jakiejś starej i w połowie rozwalonej książce, którą sobie pożyczyłam od pewnej sympatycznej pani doktor (która nawiasem studia kończyła dobre dwadzieścia lat temu, zatem część informacji mogła być już nieaktualna). Ale miło, że podoba Ci się i uważasz go za ciekawy.
    Strasznie jednak zdenerwowały mnie te ciągłe podkreślenia, że my jesteśmy tylko licealistkami, a Ty jesteś studentką medycyny, w związku z czym powinnyśmy znać swoje miejsce. W każdym razie takie miałam trochę wrażenie, jakbyś traktowała nas jak dzieci, które bawią się biologią i jakby zaskoczył Cię fakt, że udało mi się opracować skład chemiczny zupki chińskiej.
    I również wyczuwam trochę, że patrzyłaś na posty przez pryzmat tego, co interesuje i dotyczy konkretnie konkretnie Ciebie. Trochę mi się to nie podobało, bo nam zależało na ocenie oraz pomocy, nie na samym subiektywnym zdaniu. Zdaniu, które owszem, w pewnych momentach było dość ciekawe i zwróciło uwagę na pewne kwestie, ale ogólnie nie różniło się raczej od naszego.
    I na koniec, co do bibliografii, której temat przewijał się cały czas - prawda jest taka, że nie mamy dostępu do podręczników akademickich, do książek, które realizują temat tak, abyśmy my to rozumiały. W każdym razie ja mam dość ograniczoną możliwość korzystania z nich, bo w moim mieście nie ma biblioteki, która dysponowałaby takimi zbiorami. Owszem, mamy ekobibliotekę, ale właściwie tam nic nie ma. A w reszcie znajdują się tylko stare i pisane ciężkim językiem podręczniki. Co z tego, że czasem uda mi się skserować sobie lub pożyczyć jakąś publikację od znajomych studentów medycyny albo lekarzy, skoro i tak nie rozumiem z tego za wiele, albo jest tam za dużo informacji. A co wyniknie z tego, że wrzucę w bibliografię, że korzystałam np. z Vademecum maturzysty z Operonu? Chyba niewiele, bo każdy zna to źródło.

    Niemniej jednak, dziękuję bardzo za ocenę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii wyjaśnienia, nie jestem studentką medycyny tylko ratownictwa medycznego, a kiedyś studiowałam chemię.
      Rozumiem, że możecie nie mieć dostępu do mądrych podręczników, dlatego wcale Wam za to punktów nie ujmowałam, tylko to komentowałam.
      Trudniejsze pojęcia możesz podlinkować, chociażby do tej nieszczęsnej Wikipedii. Głupia, bo głupia, niezbyt zaufana, ale do większości przemawia. Jeżeli wyjaśnienie jest krótkie możesz umieścić je w nawiasie, większość ludzi omija przypisy dolne.
      Nie zamierzałam Was traktować z góry i tego nie robiłam, przykro mi, że tak to odczytałaś. Dałam Wam ocenę wysoką, bo uznałam blog za naprawdę wartościowy, który bardzo mi się spodobał. Nie podoba Ci się, że niczego nowego się nie dowiedziałaś, ale może po prostu nie ma czego się dowiedzieć? Musiałybyście znaleźć oceniającą, która nie ma nic wspólnego z tematyką biologiczno-chemiczną, taką totalną humanistkę, wtedy zyskałybyście z pewnością więcej interesujących Was opinii. Moja ocena jest może i pisana przez pryzmat tego, co mnie interesuje, ale to tylko dlatego, że chcąc nie chcąc siedzę w tym temacie. Proponuję wam ocenę u kogoś innego, może wniesie więcej ;-).

      Pozdrawiam (;

      Usuń
  6. Przyznam, że Opieprz bardzo ładnie prosperuje w nowym miejscu. Zmiany nie skończyły się na gołosłowie - mamy także nowe, ciekawe oceny. Z chęcią tu więc zaglądam. Na tym kończę słodzić ;)

    Pozdrawiam,
    Phoe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci to, co każda Pani przy kasie w Biedronce

      "Dziękuję, miłego wieczoru, zapraszam ponownie"

      ;]

      Usuń
    2. To było Zue XD

      A może by tak baner na wzór biedronki: "O-pieprz, zawsze wspaniałe oceny!" :D

      Usuń
    3. Daj się zaskoczyć, jakością O-pieprzu
      codziennie niskie [o]ceny!

      Kto zna melodię, łapka w górę!

      A wróć... to nie fejsbuk :)

      Usuń
  7. "W każdy razie, sam wybór określenia „chlorofil”" - sądzę, że miałaś na myśli "w każdym" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. New Diet Taps into Pioneering Plan to Help Dieters Get Rid Of 20 Pounds within Only 21 Days!

    OdpowiedzUsuń