Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


środa, 9 stycznia 2013

(797) nasza-milosc-zakazany-owoc

Po sporej przerwie, w moje skromne progi znów zawitał fanfik oparty na mandze "Bleach". Żeby już całkiem odczuć potęgę déjà vu, także autorka jest mi znana, a nawet już przeszła obróbkę w Dziabowym warsztacie. To będzie dobry sprawdzian dla nas obu - kto się zmienił, kto się czegoś nauczył, a kto kiśnie jak stara kapusta? Pojedynek zapowiada się przedni!

Blog nasza-milosc-zakazany-owoc ocenia Dziabara.

Estetyka


Wrażenia estetyczne 1/10
Adres bloga zadziałał niczym inkantacja, wskrzeszając w moim pokoju ducha Szekspira, który najpierw się zdziwił, potem zajrzał mi przez ramię, wzruszył się i zaczął deklamować fragmenty "Romea i Julii". Biedaczek nie zorientował się, że to nie o ten kraj i nie o tą epokę tym razem chodzi. Dobrze, że mi Adam i Ewa nie wyskoczyli, bo jeszcze by węża przy okazji przytachali. Jedynie cytat "Arrancarzy są stworzeni do zabijania, nie po to, żeby kogoś kochać" jest bardziej przyziemny, sporo podpowiada na temat treści opowiadania i brzmi jak naturalne stwierdzenie faktu, a nie zalatuje wszędobylską poetyckością.
Nie mam złudzeń co do graficznej strony bloga - szablon to koszmar z ulicy wrzosów czy jak tam się taki fioletowy kolor powinien nazywać. Tło osiągnęło subtelność cegły rzuconej między oczy i sama już nie wiem, na który numer ratunkowy mam dzwonić. Czy mają reanimować moje sponiewierane ślepia (wariant 999), zakuć Cię w kajdanki (opcja 997), czy ratować tę nieszczęsną, poobijaną cegłówkę (wersja 998)? Powiedz mi tu, mój Ty drogi, widzący Serku - czy to się da czytać? Ty sobie oczu nie gwałcisz, pisząc w Wordzie i styczności z własnym blogiem masz tyle, co wrzucenie kolejnego rozdziału i przeczytanie kilku komentarzy. Ale ja? Niestety, serdecznie podziękuję za taką troskę. Wolę narazić na szwank swego ducha niż ciało i skopiuję sobie tekst do notatnika, bo tego się czytać w Twojej formie po prostu nie da. Prędzej mi dąb Bartek na nosie wyrośnie niż przyzwyczaję się do tej blogowej wersji "Piły" dla zmysłów. Sieczka, totalna sieczka. Zgodnie z hasłem znanej reklamy "ty tu urządzasz", tylko zapomniałaś o małym, maleńkim, tyciuśkim aspekcie... o czymś, co się dumnie zwie funkcjonalnością. Bywają szablony brzydkie, mogą być sztampowe, zdarzają się niedopasowane, ale nie akceptuję takich, które nie spełniają swego podstawowego zadania.


Posty


Treść 3,5/25
Jako oceniająca też się sporo nauczyłam przez ten czas i stwierdziłam po kilku ocenach, że słownictwo to jednak grząski temat. O ile japońskie słówka, które posiadają polskie odpowiedniki to temat zamknięty i karany zielonymi mackami mojej własnodziabowo wyhodowanej, zmutowanej sałaty, to terminologia związana z danym uniwersum rządziła się pierwotnie nieprzetłumaczalnymi prawami. Tak więc przymykam oko na "shinigami" zamiast "bogów śmierci", skoro na "arrancarów" nie woła się "zerwane maski" czy kij piernik. O, taka uwaga dla antymangowych czytelników - arrancarzy są humanoidalnymi Pustymi czyli potężnymi, złymi duszami, które zamieszkują wymiar sąsiadujący ze Społecznością Dusz i naszym, ludzkim światem. Arrancarzy są be, bogowie śmierci są cacy. Zapamiętali? No, to lecimy dalej!

Prolog
Aby już na wstępie wczuć się w klimat, zostaje mi przedstawione wzruszające powitanie nieznanej mi nigdy dotąd bohaterki, Tory, z uradowanym na jej widok braciszkiem, niejakim Grimmjowem (jeden z ważniejszych arrancarów w mandze). On klęka, ona głaska go po włosach, a ja rozglądam się nieco zdezorientowana, bo chyba Cyfrowego Polsatu z darmowym seansem "Dumy i uprzedzenia" nie zamawiałam. Brakuje jeszcze tylko jakichś kwiecistych kwestii o pannach na wydaniu i honorze majętnych mężczyzn, a Jane Austen miałaby w obecnych czasach nie lada konkurencję.
"Nienawidzili Aizena tak jak tylko mogli nienawidzić arrancarzy." Tak, powinni mu w dowód swych szczerych uczuć zostawić jeszcze gumową kupę na fotelu i wrzucić garść pinezek do kapci. Na pewno Aizen był zachwycony, że dwójka podwładnych ma go za istotę na poziomie gąsienicy, a to, że nie mógł ich zabić w ciągu sekundy i zastąpić dwójką spośród setek innych arrancarów, to była jego dobra, ojcowska wola. Zlewanie wszechpotężnego Aizena czuć było też w swobodzie, z jaką dwójka bohaterów wyprysnęła ze spotkania, po czym zarządzili organizację ogniska. Ogniska! Co tam plany podbijania świata - nic nie jest ważniejsze od wieczornego spotkania starej ekipy przy piwku, kiełbaskach i piankach. Gdyby jeszcze zaproszono tylko tych kilku najłagodniejszych arrancarów, to może jeszcze bym to kupiła. Ale wieść o tym, że Ulquiorra, teoretycznie największy złodup spośród nich, "poszedł gdzieś w krzaczki"... Na pustyni. Życzę powodzenia, tylko żeby go kleszcz nie dziabnął w dupsko, bo się załamię do reszty.
To był zaledwie prolog, a ja czuję się tak, jakbyś opowiedziała mi w felietonowym skrócie całą historię, jaka była przewidziana. Brakuje tylko symbolicznego "i żyli długo i szczęśliwie, a po dziesięciu latach owocnego małżeństwa dorobili się szóstki małych, fioletowoniebieskich niczym krzyżówka Tinky Winky'ego ze Smerfami bachorków". Się spotkali, się pozajadali piankami, się pocałowali, to teraz nic, tylko się hajtać i prosić na świadków Yammy'ego i Harribel. Ach, zaraz, przecież ona poszła za Ulquiorrą w krzaczki...

Rozdział 1
To, że jakiś arrancar cudem większym niż Statua Wolności zdołał przeniknąć do Społeczności Dusz, całkowicie zmienił swój wygląd, "złe" reiatsu (moc duchowa) przekształciło się w "dobre" reiatsu boga śmierci, ale wiara we własną wyjątkowość i powodzenie misji nie spadła choćby o jotę, to zwykły żart. Musi. Ktokolwiek siedział na tronie królowej Mary Sue, panna Tora vel Fuyumi zepchnęła go energicznym kopem. Może bym się tak nie burzyła na te rozwiązania fabularne, gdyby pannica miała więcej ogłady i choć trochę obawiała się o sprawność przeprowadzenia inwigilacji. Wiesz, Serku, taka czytelnicza sympatia do bohaterki, która jest odrobinę podobna do każdej zwykłej dziewczyny, a nie do gwiazdki Hollywood. Poza całkowitą bzdurą o zmianie reiatsu (za to wytłumienie mocy do zera jest czymś wykonalnym w mandze), nawet dobrze czytało się początek rozdziału. Tak było do momentu odkrycia kolejnej siurpryzy, która wyskoczyła niczym pijany Mietek zza krzaków. Obok Renjiego (porucznik Szóstej Dywizji) pojawił się sam jaśnie pan Kuchiki Byakuya (kapitan tejże Dywizji). Na jakimś zapupiu. W jaskini. Przy kociołku z zupą. Czy to ja mam się obrazić za takie insynuacje, czy jednak pan "jestem-hrabią-z-zamożnego-rodu" kapitan? Może bał się, że mu deszcz popsuje te nienaganne dachówki czy inne wałki do włosów? Poza tym, czy nie można było tak od początku z tą Fuyumi - cicho-sza, udaje przestraszone niewiniątko i nie rzuca pogardliwych spojrzeń w kierunku wysoko postawionych dowódców... nie rzuca, mówię! Czego cię uczyli na kursie szpiegowskim? Acha, wagarowało się! Marsz do obierania ziemniaków! To takie naturalne, że wojskowych piorunuje wzrokiem i posyła sondy w ich myśli teoretycznie zwykła dusza z najgorszej, najbiedniejszej dzielnicy całego tamtejszego świata. Logika chyba skoczyła na główkę do pustego basenu. Dalej, dalej, zajebiste reiatsu Fuyumi! Tylko co to, nowy Inspektor Gadżet? Ciekawsza byłaby misja trudna i pełna niespodziewanych przeszkód, a nie wieczne wyciąganie nowych mocy niczym królików z kapelusza. Zamiast radzić sobie z problemami za pomocą sprytu i aktorstwa, Fuyumi prezentuje czytelnikom moc numer trzysta siedem - klucz do sypialni Głównodowodzącego, wysuwający się z paznokcia dużego palca u stopy! Nie, akurat to była moja inwencja twórcza, ale kompletnie się nie zdziwię na taką ewentualność.

Rozdział 8
"– Ja pierdolę... Schizy mam.. - wykrztusiłam w końcu."
Ja chyba też mam omamy, skoro poziom kultury głównej bohaterki to kupka starego żużlu. Zakładam buty - ironia Fuyumi. Podlewam paprotkę - ironia Fuyumi. Otwieram lodówkę, a tam ironia Fuyumi! Ma ona w ogóle na koncie jakieś niepowodzenia? Słono bym zapłaciła, żeby zobaczyć najmniejszą oznakę jej niedoskonałości w postaci obślinionej podczas snu poduszki. Niestety, skoro już zapoznała się z ponętną, męską personifikacją swojej katany, to stawiam całe swoje zapasy słonych paluszków, że niebawem opanuje też bankai (najpotężniejsza technika bogów śmierci, zwykle potrzeba na opanowanie setek lat). Jak to się w ogóle stało, że Fuyumi przebiła nawet paranoiczny poziom mocy głównego bohatera mangi, który potrafił otrzymać nowy zastrzyk pałera ze zwykłej szyszki?
Narracja trzecioosobowa! Wytrzymałaś z nią całe... trzynaście zdań! Łącznie z dialogami. Gratuluję postępów i cierpliwości. Teraz przez bite dwadzieścia rozdziałów czytelnicy będą pokutować za ten wybryk i co trzecie słowo zobaczą wyłączne "Fuyumi" albo "ja". Przyznają gdzieś zapomogę od uszczerbku z powodu egocentrycznych postaci?
Och nie, nie myślcie sobie, że to koniec opowiastek o wspaniałych przypadkach panny "jestem zajebiestem"... Tak na marginesie, to cudo w cudzysłowie to nie mój pomysł, tylko cytat z rozdziału. Podziwiajcie elokwencję bohaterki! Zachwycajcie się przypadkowymi całusami ze znienawidzonym kapitanem Kuchiki! Wiedziałam, że czegoś mi w życiu brakowało - zdjęto z ramówki Jedynki program "Śmiechu warte", dlatego biznes w jednoosobowym show rozkręca Fuyumi. Nawet bym Ci te drogaśne smsy wysyłała na najbardziej komiczny zwrot akcji, gdybyś podała pod rozdziałem jakiś numer konkursowy. Tylko dlaczego tu się przypadkiem zaplątał ten romans, to ja nie wiem...

Rozdział 13
Najpierw był Renji, potem kapitan Kuchiki, a dziś do naszego pięknego, męskiego haremu doszedł także porucznik Kira z Trzeciej Dywizji. Urzeczony urodą i wrażliwością naszego kochanego Kopciuszka poprosił ją o pójście na bal i nieudolnie próbował podrywać przez pół trzynastego rozdziału... Co? Tłumaczył, że wszystkie inne dziewczyny już mają partnerów na imprezkę? Pic na wodę! Wszystkie mordeczki przystojniaków się opatrzyły, a nic tak nie umie rozruszać towarzystwa jak nowe mięsko! Szkoda, że Kira to taka trochę padlina (i z charakteru, i z faktu bycia teoretycznym trupem), jednak trzeba oddać mu hołd, że też umie rozruszać towarzystwo. Rozruszać do ucieczki w popłochu, nawet główną bohaterkę. Ja wcale nie mam nic do Kiry, jednak nudzi mnie ta męska otoczka wokół panny Fuyumi. Ona mdleje, partner się czerwieni, inny donżuan z przypadku stoi nad nią z bolejącą miną. To miała być randka w ciemno czy jakaś misja? Z tego drugiego doczekałam się w międzyczasie jedynie mętnych raportów bez wymieniania szczegółów. Z drugiej strony, to genialne! Misja tak tajna, że nawet szpiedzy nie wiedzą, o co w niej chodzi.
Przelotem opisane postacie były o niebo ciekawszym materiałem do rozważań. Współczuję Soi Fon doboru partnera. To się bez otumanienia którejś ze stron obyć nie mogło. Za to Yachiru przyszła z łysą pałeczką - po raz pierwszy zrobiło mi się podczas czytania naprawdę wesoło.
Gratulacje za popełnienie największego faux pas w dziejach literackich imprezek. Nie ma to jak elita bogów śmierci, która życzy "tysiąca lat" dowódcy, który ma na karku przynajmniej dwa tysiące. Polecam zajrzeć na bleachową wikipedię, a następnie na klęczkach przepraszać kapitana Yamamoto. Historii Społeczności Dusz nie mieli w Akademii czy Fuyumi nie miała przedmiotu z powodu przyspieszonego awansu?

Rozdział 19
Młoda, gniewna i teoretycznie zbrukana niewiasta tupnęła dwa rozdziały temu nóżką i poszła na wagary do biednych dzielnic. Będzie napierniczać się z największymi koksami na dzielni, żeby rozładować złość i frustrację na kapitana Kuchikiego, gdyż ten niecnie się do niej dobierał, a potem zabrał jej kimono i kazał spadać. Jak to brzmiał taki jeden mem? Ach, tak, tak. "Not sure if Kuchiki is guilty or just Fuyumi is Fuyumi". Po prostu. Gadać przez tyle rozdziałów o kimś per "zgred" lub, moje ulubione przezwisko, "kamienna morda", a potem być łatwa niczym pierwszy poziom "Mario Bros". Powodzenia na harcerskim obozie.
Gdyby powód, dla którego Fuyumi wybrała się na spacer, nie był tak trywialny, mógłby być to dla niej idealny moment symbolicznego oczyszczenia z bycia głupiutką, naiwną, pewną siebie istotą. Ba, po spotkaniu tej gromadki biednych dzieciaków dostrzegłam odrobinę ogłady w zachowaniu, a miałam jeszcze nadzieję, że może w jej egoistycznym móżdżku zakwitnie współczucie do zwykłych ludzi. Otóż nie - Fuyumi, pożerający ludzkie dusze demon, jakim jest każdy arrancar, od samiusienieńkiego początku była miła i kochająca jak stado zakonnic. Bez jaj. Oczywiście, to mógłby być świetny motyw z rozwojem charakteru złej postaci, rozważania nad podobieństwem trudnego życia Pustego a duszy z biednych dzielnic, ale trzeba było to skopać niczym konającego. Jednak nie, konającego zadeptała dramatyczna scena pojawienia się kapitana Kuchikiego w ostatnich zdaniach tego rozdziału. Przecież jedynego słusznie złego w tej historii już mamy, więc nawał negatywnych cech można zwalić na jego karbowaną głowę.

Dialogi 1/5
Dialogowa ironia pływa po rozdziałach wartkimi potokami, ironiczne są ryby, ironiczne jest dno i każdy ironiczny wodorost. Wszystko jest ironiczne. Zajebistość głównej bohaterki nie objawia się jedynie w jej czarującej głowie, ale daje upust zawsze, kiedy tylko może ona otworzyć jadaczkę szerzej niż centymetr. Zresztą - nawet zakneblowana byłaby na tyle zajebista, żeby mówić przez wetknięte w usta szmaty i piorunować triumfalnie wzrokiem wszystkich dookoła. Tylko nic z tego zachowania nie wynika. Dialogi służą jako zawodowa zapchajdziura; żadnych tajnych rozmów, żadnego omawiania planów, żadnego komunikowania się w wirze walki, żadnych swobodnych pogawędek między dwojgiem ludzi bez odrobiny sarkazmu i wszędobylskiego "zabiję cię!" jako groźba na każdą okazję... Żadnego celu, poza ukazaniem garnituru ciętych ripost panny Fuyumi. Szkoda w ogóle silić się na zatrudnianie reszty ekipy, skoro jest to od początku występ jednego showmana. Zastanów się, czy tworzysz fabularny romans, czy jednak pamiętnikarski spektakl. A wiem doskonale, że potrafisz pisać dialogi rozumne, celowe i zgrabne! Ot, chociażby ten z pierwszego rozdziału, pierwsza rozmowa między Renjim a Fuyumi - ona musiała się rozegrać, musiała wyglądać jak konwersacja między wojskowym a przestraszoną dziewczyną, bo bez niej nie byłoby fabuły! Albo rozmowa z Rukią z siódmego rozdziału. Krótki dialog, ale nie pozbawiony subtelności; Fuyumi potulnie słuchała o przeszłości Renjiego i kapitanie Kuchikim, bo choć czytelnikowi mangi była ona znana, to bohaterka nic nie wiedziała. W tych radach nie mam na myśli nakazanie Ci konstruowania dialogów na miarę dysput filozoficznych, tylko zapamiętanie, że nawet rozmowa zakochanych musi przenosić odpowiednie emocje.

Opisy 0,5/5
Dziab wchodzi w tryb berserka o względnej sile wygłodniałego miśka grizzly i zaraz rozdepcze te marne szczątki sensownych opisów. Nie będziemy gorsi od Japończyków - my też zasługujemy na własną Godzillę. Dialogów jest mnóstwo, choć prędzej ciśnie mi się na usta słowo "monologi". A opisy? Na początku myślałam, że zostały przez Ciebie wpisane do Czerwonej Księgi Literatury, lecz jakoś sobie w tym fanfiku koegzystują. Potem odkryłam pod biurkiem bieluchny niczym po akcji mrówek faraonek szkielet zdań. No i umarł, opis, w butach. Albo nawet bez. Za co właściwie daję pół punktu? Za to, co z braku laku można nazwać "lapidarnymi opisami", a w fanfikowej rzeczywistości nazywamy "czasownikami". Bóstwo klawiatury niech Ci będzie wdzięczne, że nie boisz się kilku kliknięć poświęcić na określenie czynności. Bo coś się zawsze dzieje, owszem, coś tam niezgrabnie relacjonujesz jako ta nieszczęsna Fuyumi, tylko akurat zawsze nie to, co powinno chociaż fabułę ratować. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że pierwszoosobowy narrator z natury ma się do barwnych opisów jak krowa do saksofonu, ale ich brak Cię nie usprawiedliwia. Nawet kimono Fuyumi, które założyła na bal, potraktowałaś po macoszemu - ze słów wynikało jedynie to, że miało ono rękawy, a przecież dziewczyna tak uwielbia zachwycać się wszystkim, co jej dotyczy. Brzydki Serek, bardzo brzydki.

Bohaterowie i świat przedstawiony 2/10
O, cześć Abarai "ciepłe kluchy" Renji! Kopę lat! Nie widziałam cię od fanfiku z bloga "bleach-kuroshitsuji". Nic się nie zmieniłeś - dalej jesteś kochliwe nico, co patrzy za cyckami jak sęp za padliną. Żeby te cycki szły z charakterem... Niestety, miłość, niczym każdy organ z jamy brzusznej z kiszką na czele, ma wrodzoną ślepotę. Na jakiej podstawie wysnuwam tak straszne wnioski? Bardzo proszę! "Zabiję. Naprawdę zabiję. Jak można przerywać mi tak piękne wspomnienia, taki zajebisty monolog w mojej duszy?!" Oto jedyne, niepowtarzalne, najprawdziwsze i najszczersze słowa głównej bohaterki o samej sobie, które dobitnie świadczą, jaki charakter ma całe opowiadanie i w jakiej zgrabnej części ma je nasza niezwyciężona heroina. Jak ktoś śmie tworzyć fabułę, a nie zachwycać się celnymi uwagami panny Fuyumi? Tak z grubsza? Wszyscy po tej stronie Drogi Mlecznej. Utożsamienie się z tak nadętą osóbką jest zwyczajnie niemożliwe. Jako narratorka spisuje się tak samo, jeśli nie jeszcze gorzej. "- Cieszę się, że już wiesz co cię czeka. Nie muszę się powtarzać dzięki temu. - rzekł z kamienną mordą." Tak mi przykro, ale akurat Kuchiki "kamienna morda" Byakuya jako jedyny z ważniejszych bohaterów wyszedł z tej fanfikowej jatki bez szwanku na charakterze. Śmieszne, prawda? Postać, której kreacja miała skupić się na najgorszych cechach według tygodnika "Fuyumi", jest nie tylko zgodny z oryginałem, ale umie logicznie myśleć i ma charakter inny niż "wspaniały". Chłodny, opanowany, trochę smętny, inteligentny, prawdziwy dowódca z postawy, ale też pieruńsko niebezpieczny w chwilach złości. Na tej samej zasadzie uchroniły się postacie, o których wspominasz tylko przelotnie. Za to kreację świat można podsumować jednym słowem, który jest w dodatku tytułem mangi. "Bleach". Nie ma nic, brak nawet opisów białych budynków, których pełno jest w Społeczności Dusz. Oczyszczone do granic możliwości opowiadanie, wybielony charakter głównej bohaterki, wytarty świat, który jest tak nieprzyjazny i nudny, że czytelnik nie ma najmniejszych chęci tam wracać.

Fabuła 0/5
Szpiegowska misja dla Aizena? Brak. Może przejście panny arrancar na "jasną stronę mocy"? Niet. Romansik albo trójkącik, opierający się na kuzynie "syndromu sztokholmskiego"? Skąd. To ja już nie wiem. Piszesz to, co Ci wiatr przyniesie, a wróbelek zaćwierka, jednak nie ma w tym żadnego, najskromniejszego choćby ciągu przyczynowo-skutkowego. Raz mamy okładanie się poduszkami w szpitalu, innym razem trening i przypadkowe buziaczki, następnie wykwintne bale dla najwyższych rangą bogów śmierci... I tylko tytuł fanfiku brakuje zmienić na "pamiętniczki wesołej Fuyumi". Cała fabuła ogranicza się do tego, jakim nowym, magicznym zrządzeniem losu główna bohaterka pokona problem. Nie wiadomo jak przedostała się do Społeczności Dusz. Reiatsu zmieniło się na moc boga śmierci. W świecie bogów śmierci przypadkowo (!) przybrała postać zmarłej ukochanej kapitana Kuchikiego. W dwa miesiące z ośmiolatki wyrosła w ponętną dwudziestolatkę i nikt nie dostrzegł w  tym nic dziwnego, bo przecież to musiał być efekt ciężkich treningów. Nawet Krzysiu Ibisz tak nie zagina czasoprzestrzeni! Uwodziła wszystkich wkoło - Grimmjow od samiuśkiego prologu, Kuchiki pierwsze symptomy "napalenia" objawiał w móżdżku Fuyumi już od drugiego rozdziału, Renji od trzeciego, Kira od dwunastego. Uwolniła moc cudzej katany, choć przecież tylko właściciel mógł to zrobić. Zamiast jednak po tym wypadku wywalić ją z Akademii bogów śmierci lub uważnie przyjrzeć się jej mocom, zostaje ona ekspresowo zwolniona z nauki i otrzymała rangę czwartego oficera oraz własną broń. Przecież to takie normalne, żeby podejrzany i już od tamtej pory chamski uczeń dostał "w trybie nał" wysokie stanowisko za przyzwoleniem samego Głównodowodzącego. Historia nie opiera się na niczym, tylko na nieustannych cudach i łamaniu wszelkich praw uniwersum "Bleacha". Nie oszukujmy się - zagalopowałaś się w udoskonalaniu głównej bohaterki tak bardzo, że sama czujesz się Fuyumi i dążysz wszelkimi środkami, żeby ona miała tak fajnie przygody, jak Ty chciałabyś mieć.

Oryginalność 3/5
Studni wody na środku pustyni to Ty nie odkryłaś. Co najwyżej poszczyciłaś się tym, że rozmyślam nad wprowadzeniem jakiejś taryfy naliczania za to, że nadużywam słów "nudny", "Mary Sue" czy "bzdura". Słowa "ironia" oraz "Fuyumi" przekroczyły dziś wszelkie normy tej galaktyki, a nasz Internet trwale zostanie skażony kilkunastoma rozdziałami niezbyt odkrywczej historii. Nawet grawitację zagięłaś - fanfik nie tylko wychodzi mi bokiem, ale nawet na ukos i wskroś.
Najgorsze nie jest w tym wszystkim to, że przygotowałaś budyń ze sztampy, Jest gorzej, znacznie gorzej... Szkielet Twojego opowiadania na swe koszmarne nieszczęście naprawdę ma potencjał. Poza pobożnymi życzeniami Fuyumi, żeby być wyjątkową, a nie śmieszną postacią, za podstawę mamy misję wywiadowczą, która czasowo dobrze współgra z chronologią mangi. Pomysł na stworzenia nowej, "zerowej" Espady nie jest wcale taki zły, a już z pewnością nie tak głupi jak wymysł samego autora, który na najsilniejszego arrancara wybrał grubasa i tępaka z najsłabszym numerem spośród kompanii. Rodzeństwo arrancarów? Proszę bardzo! To wcale nie jest zabronione, ba, wcale też nie musi chodzić o więzy... eee... reiatsu, a o prosty fakt wychowania się i traktowania się jak rodzinę. Co, to nie byłoby na swój sposób głębokie, żeby między istotami teoretycznie do szpiku duszy złymi powstała silna więź, potrzeba chronienia się nawzajem? Przecież już postać Nel pokazała w mandze coś podobnego. Tak samo miłość między dwoma "rasami" - to też nie jest głupie, oczywiście jeśli dobrze to poprowadzić i nie zrobić z fabuły drugiej doliny Muminków. Sam pomysł na fanfik jest bardzo dobry, ale w kwestii wykonania jest to taka papa, że całość nadaje się już tylko do ocieplania budynków.

Poprawność językowa 4/10
Grzechami głównymi tego fanfika są błędy interpunkcyjne, zły zapis dialogów oraz stosowanie japońskich słówek. Zanim zechcesz tłumaczyć się na temat ostatniego zarzutu, powiedz mi, dlaczego chcąc zaznaczyć "japońskość" bogów śmierci używasz zwrotów z tamtejszego języka, ale odnosząc się do arrancarów nie wstawiasz multum słówek hiszpańskich? Albo gdybyś pisała o quincy, czy używałabyś równie często niemieckich wstawek? Zechciej zatem tym razem zawieść uwielbiające takie zabiegi czytelniczki i dostosuj się do norm języka polskiego. Poza rzeczami natury gramatycznej, zwracaj większą uwagę na całe fragmenty opowiadania. Do świata bogów śmierci nie pasuje słownictwo rodem z zatęchłego rynsztoka czy dzieciaków z podwórka, a zawód kosmetyczki w świecie duchów to chyba rzecz całkowicie zbędna. Gdyby kiedyś przyszłoby ci na myśl zarazić grypą jakąś duszę, to wybij to sobie z głowy, natomiast kac zostaw nam, Polakom z krwi i kości. Kanon, rany kochany, kanon! Niech on umiera ostatni, a nie pada od pierwszego lepszego pomysłu na dramatyczny zwrot akcji. Teraz to ser szwajcarski, nie żadna logiczna całość. Oto garść przykładów.
"Maska pustego, zęby pantery, otwarła się razem z jego ustami."
Ja, Kajtek, otwarła się obórka. "Otworzyła" jest poprawną formą.
"- Oczywiście, głuptasie. - uśmiechnęła się i rozczochrała ręką niebieskie włosy klęczącego przed nią mężczyzny. - Czemu miałabym nie wracać, Onii-san? - mężczyzna nie odpowiedział tylko podniósł się z klęczek i przytulił ją mocno do siebie."
Gdybym szła za głosem samodzielnie opracowanego, książkowego rozsądku, pewnie Phoe znowu by mnie objechała. No trudno. Zgodnie z odgórnie przyjętą konwencją, kwestie narratora, które nie są orzeczeniami określającymi mówienie, powinny zaczynać się od wielkiej litery. Koniec audycji z lokowanymi nickami. Natomiast za "Onii-sany" to się wtrąca za karę do japońskich haremówek, gdzie iloraz inteligencji to 150... ale na dziesięcioosobową grupę cycatych panienek plus głównego bohatera.
"W trakcie tej czynności ukazało się 0 wytatuowane na jej tętnicy szyjnej."
Na tętnicy szyjnej, a nie na szyi?! Ma może amorka na trzecim metrze jelita cienkiego? A tatuaż na śledzionie też jej narysowali? Ha, o jeden wyraz za daleko od przystanku "sens". Natomiast to "0" w tym przypadku może być użyte w ten sposób (chodzi wszak o fakt wytatuowania cyfry, nie słowa "zero"), jednak w cudzysłowie, jako przytoczenie konkretnego faktu.
" - S.. E.. K.. S... aaa! To o to ci idzie. Oż ty wredna.. - zaczął ganiać Torę po pokoju, grożąc jej kataną.  Nawet nie zauważył kiedy poprzecinał swój ulubiony drapak do ostrzenia pazurów. - Nieee... Mój drapak..."
Ja jestem pod wrażeniem analizy Grimmjowa. Najpierw lecą słowa, które wskazują na japoński rodowód bohaterów, potem fikają hiszpańskie tytuły w arrancarowej hierarchii, a nareszcie analizuje on słowo w nasz, iście polski sposób. Pogratulować zdolności lingwistycznych i braku choćby odrobiny godności. Za życia musiał niezłe studia skończyć. "Zaczął" z wielkiej litery, bo narrator zaczyna swoją wypowiedź. Z drugiej strony znowu Kajtek stuka mi w okienko. "Ganiać" możesz sobie chomika po pokoju, ale "gonić" mogą się bohaterowie każdego dowolnego opowiadania. Wielokropki są złożone z trzech kropek, nie ich dowolnej ilości.
"Już po chwili tarzali się w piasku tocząc pozorowaną walkę."
Brak przecinka po "piasku".
"- Tora, Grimmjow. Starczy tych wygłupów. Aizen-sama czeka na raport. - Ulquiorra zniknął tak samo bezszelestnie jak się pojawił."
Kajtek wita po raz trzeci. "Starczy" to ma moja babcia reumatyzm, a chyba w żadne "Nurofeny" jeszcze arrancarzy nie inwestują. "Wystarczy" wystarczy. Z innej, niewidocznej tutaj w ocenie beczki muszę powiedzieć, że Ulquiorra nie tylko dla postaci pojawił się bezszelestnie, ale tak samo uczynił to w tekście. Powiedział wieści od Aizena, potem narrator oznajmił mi jego odejście, a potem wspomniał, że przyszedł. Nawet nie wiesz, jak bardzo tym jednym zdaniem obaliłaś teorię Einsteina.
"Fioletowa spojrzała na niego z ironią."
Równie dobrze mogło być "fioletowa mamba spojrzała na niego z ironią" i nikt by się nie kapnął, że chodziło Ci o coś zupełnie innego. "Fioletowowłosa" to byłby zbyt barwny epitet, "fioletowa" to jest pomyłka i moja skarpeta na lewej stopie.
"- Cieszę się, że już wiesz co cię czeka. Nie muszę się powtarzać dzięki temu. - rzekł z kamienną mordą."
Och, to jest mój ulubiony pocisk ze wszystkich rozdziałów. Narratorka, która z dziecięcą zawziętością opowiada o kimś, dorzucając o nim niecenzuralne określenia. Taka spóźniona odwaga dla sfrustrowanych. Przecinek po "wiesz". Drugie zdanie ma dziwny szyk - "dzięki temu nie muszę się powtarzać" brzmi lepiej. Bez kropki po "temu", ponieważ narrator zaczyna od "rzekł".
"- Fuyumi.. Ja powinienem był ci to powiedzieć wcześniej, ale.. - odsunął mnie odrobinę od siebie, żebym mogła na niego spojrzeć."
Co miał powiedzieć wcześniej? "Kocham cię, dziesięcioletni smarkaczu"? Czy "kocham cię, Fuyumi, zakochałem się w chwili, kiedy zobaczyłem, że masz cycki, czyli z grubsza... dwie godziny temu"? Oj dobra, dobra, wiem co z tego wyszło, ale jakie ty dajesz przesłanki czytelnikom? Jakie sensowne podstawy do tego, że Renji może coś czuć do dziecka, które w pięć sekund obrosło w kobiece kształty? Lepiej - po co w ogóle dawałaś Fuyumi to nieletnie ciało, skoro nic w nim nie zdziałała, a bogiem śmierci mogłaby zostać nawet jako dorosła? Uniknęłabyś przynajmniej jednej głupoty. Wielokropki, do diaska!
"- Spadaj, tyłek mnie przez ciebie boli. - odburknęłam. Byakuya stanął jak wryty, słysząc pogardę w moim głosie. - Taki sztywniak jak ty nie będzie mną rządził. Oficjalnie informuję, że przyjmę rozkazy tylko od porucznika Abaraia. Swoje możesz sobie wsadzić sam wiesz gdzie.
 - Fuyumi.! - czerwonowłosy szturchnął mnie w ramię.
- Hai, Renji-sama? - uśmiechnęłam się miło mówiąc przy tym nienaturalnie słodkim głosem."
"Powrót do dziecinności", część druga. O tym akurat już wspominałam przy okazji rozdziału - niewłaściwe i nieprawdziwe zachowanie człowieka w podobnej sytuacji każe się zastanowić, po co Fuyumi pozujesz na dzieciaka, który nie myśli o misji, tylko o foszkach-śpioszkach? Dobra, czas na błędy. Brak przecinka po "miło", niepotrzeba kropka po "boli" oraz między "Fuyumi" a wykrzyknikiem. "Czerwonowłosy" to nie jest poprawny zamiennik imienia postaci, nawet jeśli jest on super charakterystyczny, jednak "czerwonowłosy" (a raczej zamiennik) oraz "uśmiechnęłam" powinny być z wielkiej litery. "Hai", "-sama" tudzież inne przyrostki honoryfikatywne zostaw na lekcje japońskiego.
"Jestem zajebistem, jestem zajebistem!"
Nie ma to jak memy w poważnym, romantycznym fanfiku... Dobra, dobra, nie jestem głucha - jeśli czujesz w sobie wenę na takie teksty, to zajrzyj sobie na "kwejka" czy "nyanyana" i nie nakłuwaj mych oczu tymi wybitnymi smaczkami dla nerdów.
"– Pij lepiej tą herbatę. Nie będziesz mieć aż takiego kaca jutro. - no tak, z tym się nie pomylił... Może i arrancarom procenty szybciej wyparowują z krwi, ale kaca i tak mamy. No, przynajmniej ja mam."
To już jest hiperpoprawność. Co? Nie, nie, właśnie że niepoprawność! Powinno być "tę herbatę", a zamianę tą/tę jest nazywany hiperpoprawnością. Mądry Dziab szpanuje fajnymi nazwami, chociaż jedyne co wie to fakt, że to błąd. "No" z wielkiej litery, słowo "jutro" przerzuciłabym po "mieć". Nie wiem też na jakiej zasadzie przytaczasz ciekawostkę z alkoholem, który szybciej wyparowuje z "organizmów" arrancarów. Może jakieś źródło dla takiego laika jak ja?
"– Yukimori uspokój się i zaprowadź go do 4 dywizji. Abarai już tam jest? - kapitan przeszedł obok nas, poprawiając haori."
Przecinek po "Yukimori", "kapitan" z wielkiej litery. Cyfry piszemy słownie, bo nie dość, że w Twoim wydaniu raz są cyfry, raz są słowa, to jeszcze obecny zapis to w tłumaczeniu "cztery dywizji".
"- Chyba nie mam wyjścia. - spojrzałam ponuro przed siebie. Byliśmy niedaleko urwiska. - Co lubisz jeść? Poza tym, że po zjedzeniu chcesz srać żyletkami... - tym razem naprawdę się uśmiechnął. Kami-sama... On ma gorączkę! Albo ja mam majaki.."
Nie ma to jak przeczytać komentarze i dowiedzieć się, że tekst o "sraniu żyletkami" usłyszałaś od swojego chłopaka. Tak to jest mieć muzę, której dowcipasy kreują fabułę jakiegoś blogowego opowiadania. Napisz, nie, razem napiszcie książkę w stylu "Zwierzeń Niekrytego Krytyka", a świat animcowych bogów śmierci zostaw na inny rodzaj natchnienia. "Spojrzałam" i "tym" z wielkiej litery. Wywal "Kami-sama", bo słabo to wygląda, żeby bóg śmierci wzywał boga, zwłaszcza po japońsku.
"Na moje szczęście Hina(z)mori stanęła obok Hitsugayi taichio, więc po swojej lewej miałam kapitana Komamurę i jego porucznika, Ibę."
Przepraszam, bo nie dowidziałam - co to jest to "Hina(z)mori"? Jeśli żart, to musisz trochę bardziej łopatologicznie je tłumaczyć. Chyba że jest to dowód nieprzeniknionej, niezbadanej logiki głównej bohaterki, wtedy obśmieję się odpowiednio głośno. Bez durnych "taichio", skoro znasz i używasz słowo "kapitan" w tym samym zdaniu.
"Mnie dwa i pół tysiąca jenów, przy zbójeckich cenach w Seiretei wystarczało akurat do przeżycia miesiąca i wyjścia kilka razy do pubu czy kosmetyczki."
Taki Argentyńczyk albo Niemiec będzie miał pieruńsko trudno w Społeczności Dusz, gdzie funkcjonuje japońska waluta. Na dodatek taki wspaniały oficer jak Fuyumi, zarabiając dwa i pół tysiaka jenów, ma do dyspozycji... och... prawie dziewięćdziesiąt złotych. I jeszcze wystarcza jej na alkohol czy kosmetyczkę! Jeśli to są zbójeckie ceny, to ja chcę tam żyć ze swoim studenckim stypendium.

Detal


Dodatki 7/10
A tu powiem, że wcale nie jest tak źle, jeśli całkowicie pominąć szablonowy koszmarek. Mam do wyboru kilka kategorii w menu, które całkowicie zaopatrują mój popyt na informacje. Na dole kolumny bocznej oraz w zakładce "Bohaterowie", nauczona Dziabowym niezadowoleniem, zamieściłaś informacje o pochodzeniu obrazków, a nawet jeśli czegoś nie wiesz, to informujesz, że to cudza praca i byłabyś wdzięczna za informacje o autorze. Bardzo mi się to podoba, chociaż to taki prosty "gest". W "Historii" jest krótko opisane założenie, jakie przyjęłaś przy tworzeniu fabuły - to zawsze dobrze, kiedy autor jest świadomy, gdzie chciałby odstąpić od fabuły oryginału i zawczasu informuje o tym czytelnika. Oczywiście ten opisik pokrywa się z tym, co stworzyłaś, ale tylko w tym zarysie, który pochwaliłam w "Oryginalności". Jeśli jednak chodzi o całość fanfika, to zrobiłaś mnie w permanentne bambuko, w suszoną śliwkę i zamknęłaś w słoiku kompotu, w las mnie wywiodłaś i kazałaś kręcić się w kółko... Masz dużo rozsądku, co widać po uporządkowaniu bloga, a jednak ciągle upierasz się przy tworzeniu nudnych bohaterek. Ach, dość, dość. Tutaj widzę po prostu, że bardzo ogarnięte z Ciebie stworzenie. Pasek boczny z archiwum rozdziałów jest bardziej poręczny niż oddzielna zakładka z linkami i bardzo miło mi się po nich skacze. Irytuje mnie buźka Kuchigiego, która przylepiła się do kursora niczym moherowa babcia do promocyjnej konserwy z halibuta w Biedronce. Czcionkę bym zmieniła na trochę mniej pokrętną, mniej pochyłą, a czytelniejszą, choć może w odbiorze przeszkadza tak naprawdę biel nieustannie rozmywająca się na fiolecie. A najlepiej napraw jedno i drugie.

Dodatkowe punkty 0/5

Suma: 18,5/60
Ocena: mierna


"Tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro,
Każde opko ciągnie się jak makaron."
Cudem dotrwałam do samego końca i powiem szczerze, że mam dość. Muszę czym prędzej zaaplikować sobie jakiegoś słodkiego cukierka, bo gorzko zawiodłam się na opowiadaniu z całkiem dobrymi widokami na fabułę. Pocieszę Cię jednak, Serku, już poza oceną, prywatnie, że choć z przyjemnością porzucam Twój fanfik, to jednak chciałam Ci pogratulować niezłego startu jako stażystka na "Dark Evaluation". Można? Zawsze można! Jako konkurencja konkurencji poradzę Ci tym bardziej, żebyś szczególną uwagę przywiązywała do błędów, ich rodzajów i poprawnym interpretowaniu. Jako pewien maluczki autorytet musisz w swoim własnym tworze dbać o poprawność, staraj się przestrzegać także swoich autorów przed tym, za co ja Cię surowo opieprzyłam. Skoro angielskie zwroty są błędem, tak samo niepoprawne są japońskie. Uważaj na budowę dialogów. I logika, przede wszystkim logika. Obyś była lepszą pomocą dla innych, niż jesteś betą dla samej siebie. Życzę Ci szerokiej drogi na ocenialnianej drodze i połamania przednich zębów na przecinkach!

Pozdrawiam!
Dziab

35 komentarzy:

  1. Dziękuję bardzo za ocenę, teraz widzę, że mam dużo do roboty.
    Okey, przyznaję bez bicia: Serek nie potrafi zrobić własnego szablonu i jednocześnie nie chce jej się zamawiać w szabloniarni... Za dużo ich i ciężko się zdecydować...
    Przyznaję po raz drugi: krzaczki na pustyni to moja wtopa, pewnie jedna z wielu... Czytam ocenę i śmieję się i załamuję jednocześnie.
    Kwestia ban kai. I tu Cię Dziabaro zaskoczę - w ogóle nie planuję ban kai, bo pokrzyżowałoby to moje wszystkie plany co do głównej bohaterki.
    A tak w ogóle jakich zakochanych? Okey, uchylę rąbka: początkowo miało to być romansidło, jednak przy pisaniu rozdziałów do przodu zmieniłam zdanie. Relacje pomiędzy Kuchikim a Torą zmienią się, chociaż jeszcze nie ułożyłam wszystkiego do końca. Jedno jest pewne - miłości i dzieci z tego nie będzie.
    Grimmjow jest jej przyrodnim bratem. Jak mogła go w sobie rozkochiwać i uwodzić? Renji zaś przyszywanym bratem, więc też odpada. Poza tym w fabule wyraźnie pisze, że jest w związku z Rukią. Więc proszę nie wysnuwać mi takich wniosków.
    Co do przygód bohaterki to się zgodzę - sama chciałabym przeżyć coś niezwykłego, ale okey, ograniczę trochę jej "rozwój".
    Pocieszam się właśnie, że blogspot ma opcję edycji postów. Serek grzecznie obiecuje poprawić wszystkie błędy jakie tylko znajdzie. Chociaż będzie ciężko, bo własne błędy trudno dostrzec... I dodam opisy!
    A co do kursora - chciałam nieruchomego motylka, ale nigdzie ich nie było... Mam niemiłe wrażenie, że nie doceniłaś mojej playlisty, ale pominę to milczeniem pełnym zawodu.
    Takie pytanie: jaka jest "czytelniejsza czcionka"? Bo jak dotąd nikt się na Times nie skarżył. Poza tobą, ale to inna sprawa.
    Uporządkowanie bloga - „[...]Tylko geniusz panuje nad chaosem.” - moja ulubiona wymówka w prawie każdej dziedzinie życia, ale bloga to nie dotyczyło, nie dotyczy i nie będzie dotyczyć nigdy. W tej kwestii cenię sobie przejrzystość. I niedługo zamówię szablon, a za jakieś kilkanaście rozdziałów zgłoszę się do ponownej oceny, może tym razem zarobię trójkę.

    W ogóle inwigilacja innych ocenialni działa bez zarzutu. A ja chciałam, żeby moja (pożal się Boże) działalność w ocenialni pozostała bez odzewu wśród moich czytelniczek. Błagam, nie rozgadaj tego, bo to miała być tajemnica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi jak zwykle nie-zwykle przyjemnie :)

      Jeśli chodzi o opisy pięciu postów - aż tak się nie przejmuj, opisywałam je podczas czytania i to, co aktualnie myślałam, to wystukiwałam. Romanse i ban-kaie to głównie wytwór mojej czytelniczej wyobraźni w danym momencie czytania, nie prawda fabularna. Kryteria wymagają opisania odczuć po lekturze kilku postów, ale to za ogóle kategorie są punkty.

      Od razu zaznaczam, że nie jestem ślepa ani nie noszę okularów. Najbardziej z czcionką boli mnie jej kolor - jest biały, a tło nie jest jednolite, dlatego linie przebijające z obrazka w tle przeszkadzają w czytaniu. W menu czcionka jest dość mała, pochylona i ozdobna - za dużo trudności naraz. Najgorzej czyta się linki do deviantarta, ale na szczęście jest opcja kopiowania. Kliknięte odnośniki zaznaczają się na ciemnofioletowo i trudno jest je później odnaleźć. Prawdopodobnie jeśli tylko zmienisz tło, wtedy nawet czcionka w stylu rokoko (ciekawe, jaki to jest?) dla menu nie będzie czymś tak strasznym.

      Oczywiście serdecznie zapraszam ponownie - ostatnie rozdziały i tak były o niebo lepsze od pozostałych, bo jednak coś zaczęło się dziać. Opisy walk (właściwie jedna poprawna, na razie), opisy strojów (nowe kimono), jakieś moralizatorskie wątki, a ostatnie wejście Byakuyi z uwolnieniem shi-kai może zapowiadać wreszcie coś nieprzyjemnego. Jeśli się nie mylę, to już za cztery możesz się zgłosić ponownie. Chętnie uwzględnię także postęp od pozostałych rozdziałów, więc ta trójka (i wyższe oceny) to nie będzie taka trudność.

      Ależ oczywiście, ani mru mru XD Chociaż nie wiem, czego się wstydzić, bo jak na pierwszą ocenę nie powiedziałabym, że nie była zła, tylko że była dobra. Poza kategorią o poprawności. Ale ja też nie jestem idealna, "if you know, what I mean".

      Usuń
  2. Z wielką niechęcią przyznaję, że dzięki opowiadaniom wiem o anime "Bleach" o wiele więcej, niż chciałabym wiedzieć. Szczególnie, że go nie oglądałam... (nadrobię, nadrobię ^^ w wakacje, bo to odpowiedzni czas na takie dłuuuugie serie)

    Z ciekawości weszłam na bloga i trochę zaskoczył mnie szablon. Bo chociaż sam obrazek jest łady, to faktycznie, ciężko się czyta... czcionka wygląda na ciemnym tle tak, jakby przed chwileczką została wyprana w perwollu.

    Czekam niecierpliwie na kolejne opinie. A autorce życzę szczęścia, ponieważ każda osoba mająca zapał do pisania powinna to robić. Na podstawie swojego otoczenia mogę stwierdzić, że mało jest ludzi, którzy wymyślają własne opowiadania. Dlatego twórz i się rozwijaj.

    A Oceniającej gratuluję kolejnej świetnej opinii i pozdrawiam serdecznie. ^^
    Yui_chan

    PS. Nie wiem dlaczego, ale gdy przeczytałam słowa - wszędobylskie "zabiję cię", to do głowy wpadł mi (z prędkością światła) Terrorysta Achmed... ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Zależy o jakich opowiadaniach mówisz - nie wszystkie trzymają się oryginału nawet pod względem wydarzeń, a jedyne, co się powtarza, to chyba tylko postacie. Swoją drogą masz samozaparcie, żeby czytać opowiadania z tytułu, którego jeszcze nie oglądałaś XD A może mangę skubnęłaś? Jeśli jednak nie, to anime nie powinno Ci się dłużyć, bo niektórzy (przykładowo ja) wysiadłam przy nudnych fillerach.

      Oj *macha palcem* Ja tu widzę poważną konkurencję w żarcikach. Choć obrazek jest, przyznaję, ładny, to nawet na tapetę pulpitu bym sobie czegoś takiego nie ustawiła. Kontrast potrafi zadziabać równie skutecznie co nasz potworek. Również wyprany w perwollu ;)

      Wszyscy wszystkim życzą powodzenia (ja Tobie nieustannie, Yui-chan) i taka się nagle puchata atmosfera zrobiła :D Chyba nieczęsto się coś takiego na Opieprzu zdarza.

      XD Och, kurczaczek, nie spostrzegłam, a oczywiście znam Achmeda. O nie, o nie, jesteś okropna! Teraz nigdy nie będę mogła wpaść na taki żart, bo oficjalnie, przed całą publiką wyszedł on od Ciebie. Gdybym miała kapelusz, zdjęłabym go, więc wybacz, ale zdejmę przed Tobą gumkę do włosów *zdejmuje*

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
  3. Też chcę lecieć w kosmos z NASA!
    "Zajebistość głównej bohaterki nie objawia się jedynie w jej czarującej główne" - głowie?
    "O tym akurat juz wspominałam przy okazji rozdział" - zeżarło kropeczkę w słowie "już"
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa bilety autostradą do nieba raz! Wstyd mi zwłaszcza za tą "główną" - nic nie może mnie usprawiedliwić, tylko gapiostwo. Jak zwykle okrutnie się kajam i dziękuję za profesjonalne zajęcie się takim brzydalem. Czym prędzej zgłaszam punkty do Sztabu Naukowego i serdecznie witamy debiutantkę w naszych-waszych szeregach NASA :D

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
  4. Chyba literówka.
    "Aby już na wstępie wczuć się w klimat, zostaje mi przedstawiona wzruszające powitanie nieznanej mi nigdy dotąd bohaterki(...)" - "przedstawione".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chyba, lecz z pewnością. Punkt na koncie i kolejna świeżynka na pokładzie statku (kosmicznego)! "Teraz płacz, teraz płacz, póki czas."
      Czy masz może jakiś inny nick? :) Smucę się niepomiernie, bo nawet nie wiem, jak powinnam się zwrócić ;v;

      *cichutko* One Piece! :D

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    2. Mój pseudonim to Kanako ;)

      Jezu, nawet nie zdajesz sobie sprawę, moja droga, jak się ucieszyłam, że w końcu jakaś ocenianiająca posmakowała magi ołówka Ody-sensei :D "Yay, będę miała gdzie zgłosić swoje opowiadanie do oceny" *śpiewa pod nosem*

      Ściskam ;*

      Usuń
    3. Och, niezwykle mi przyjemnie, droga Kanako, witać Cię raz jeszcze, teraz tak ładnie i w pełni oficjalnie :D

      Nie tylko posmakowałam, ale i szczerze uwielbiam :) Jakże to tak można nie znać geniuszu Ody! Strasznie żałuję, że nie umiem jakoś dobrze zareklamować się, że znam naprawdę masę tytułów, a opowiadanie na podstawie "One Piece" to z ogromną chęcią być jakieś przeczytała (oczywiście dobre) i żadnej tematyki się nie boję. Spamem się nie hańbię, więc taka bida trochę. Ale niezwykle się cieszę, że zajrzałaś do nas i mam nadzieję, że nie zawiodę Twoich oczekiwań.

      Aż nosem zamiatam podłogę, tak padam do nóżek!
      Dziab

      Usuń
    4. Ślicznie dziękuję ;*

      Niektórzy twierdzą, że kreska jest tak beznadziejna, że się nie da na to patrzyć, ale to nie zmienia faktu, że to najbardziej rozpoznawalny shounen tych czasów, począwszy od początku wieku skończywszy na roku 2012, oby w dalszych latach był tak samo okupowany :D
      Koniec mojego biadolenia. Gdy tylko uzbieram cztery magiczne posty, znów nawiedzę wasze skromne włości ;)

      Nie rób tego, bo się jeszcze jakiś bólów nabawisz!

      Usuń
  5. Ach, cóż może byc lepszego po trudnym tygodniu niż doskonała ocena? Nic oczywiście. Uśmiałam się setnie, jakież to relaksujące :D
    Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ester! Takiego systematycznego i pilnego czytelnika to tylko pozazdrościć :3 Cieszę się, że nie uciekłaś od nas, brzydali, i bardzo miło było mi Cię uradować raz jeszcze. Dla takich zuchów to aż chce się szybko wrzucić kolejną, wyczerpującą ocenę!

      Ukłony z mej skromnej strony~
      Dziab

      Usuń
  6. "Gdybym szła za głosem samodzielnie opracowanego, książkowego rozsądku, pewnie Phoe znowu by mnie objechała. No trudno."

    Hahahaha xD

    Dziabaro, zacna ocenka, jak zawsze. Do tego uśmiałam się nieraz. Co do szablonu, tym razem zgodzę się absolutnie - nieźle daje po oczach :)

    Pozdrawiam,
    Phoe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz mi za te bezeceństwo, jakiego dopuściłam się, używając Twego nicka w ocenie - mam nadzieję, że Twoja skromna opatrzność będzie regularnie czuwać nad moją ocenialnianą edukacją :D Uznaję już wyłącznie Twoją definicję Poprawnego Dialogu, dlatego dzięki Ci, dzięki, sława Ci i niekontrolowane reklamy w środku ocen!

      Mam nadzieję, że zrozumiałaś więcej niż udało mi się wytłumaczyć ;u; Słowo daję, od następnego razu zacznę ocenę od prostego zdania, kto jest be, kto cacy i nie będę wprowadzać większej terminologii. Bo porównania bohaterki do Krzysia Ibisza to chyba każdy zrozumie ;)

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
  7. Kiepską podróbę Trolla robicie tym swoim Dręczycielem Ocenialni (tak, wiemy, że ta "postać" jest Wasza).

    OdpowiedzUsuń
  8. Doszły mnie słuchy, że na waszym forumie rozmawiano o mojej skromnej, zwierzęcej osóbce. Życzę sobie wiedzieć, CO dokładniej było mówione :<.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Waćpan Krulik! :D Bardzo mi miło witać Cię w naszych opieprzowych progach - Twój nick jest mi znany z Raju Ocen i nie tylko (od czasu pewnego smutnego przypadku z moją oceną regularnie zaglądam na inne blogi). :) Bardzo mi przykro, że doszły Cię jakieś niecne pogłoski, ale z pewnością nic takiego nie miało miejsca. Jakiem ja Dziab, o. Poza tym z ogromną chęcią zapraszam Cię na nasze forum - chętnie pogadamy z takim miłym, obeznanym w ocenialniach człowiekiem. Nawet nie wiesz, jak mi zaimponowałeś tym, że się grzecznie spytałeś o całą sytuację. Raz jeszcze przepraszam Cię, że musiałeś się niepokoić i będę rada, jeśli wspomożesz nas swoimi radami. :3

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    2. "od czasu pewnego smutnego przypadku z moją oceną regularnie zaglądam na inne blogi"

      Dlaczego mnie to taak rozbawiło? xD

      Usuń
  9. Asetejek z gorączką zagląda co tam nowego na Opieprzu, a tu masz! Nowa ocena i 17 komci pod nią! ;]

    Aura - "tez chcę lecieć w kosmos z NASA" Ha, ha ha! xD Dobrze, jak Asetejek troche wyzdrowieje, to wszystkie punkty NASA doładuje i polecimy wszyscy razem ;]

    Ester V - oj, może być po trudnym tygodniu lepsza rzecz. Na przykład świadomość, że się nie ma jutro dwóch egzaminów ;]

    Anonim - Y. Mnie babcia uczyła, coby nie rozmawiać z obcymi ;P

    Krulik - Witaj Kruliku! ;] Tak tylko czekałam, aż przyjdziesz do naszego NASA ;] Życz sobie, życz, a i tak nikt Ci nic nie powie - po prostu musisz zagościć równiez na forum ;] Zapraszamy? Dziab i Cora już szykują sałatę xD


    Doobra. Wracam pod pierzynkę ;] Miłej niedzieli! ;]

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam bardzo, ale czy wy naprawdę próbujecie trollować trolla? Serio uważacie mnie za półgłówka swojego pokroju? Zajęczaki, w przeciwieństwie do większości człekokształtnych, potrafią rozumować logicznie i korzystać z przeglądu źródła ruchu sieciowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca rozumiem, dlaczego przestawiłeś się na tak negatywny ton :< Przecież powiedziałam, że znam Cię, oczywiście byłam na Twoim blogu i różne takie, więc niczemu nie zaprzeczam, jakobym gdzieś zaglądała. Może dziewczyny także, w końcu Internet to nie zamknięta puszeczka. I dlaczego znów trollować trolla? Grzecznie witam i wiem, że nawet trolle mają swe racje oraz opinię, więc jestem gotowa je usłyszeć i wyciągnąć z nich wnioski :) Opieprz jest miło nastawionym na zajęczaki i inne milusińskie miejscem. Nadal zachęcam Cię do zaglądnięcia na nasze forum - nikt tego nie zakazuje i nikt niczego nie ukrywa ;)

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    2. "Serio uważacie mnie za półgłówka swojego pokroju?"

      Och, co za uwaga, ja tu z sałatą a Ty z półgłowkiem XD

      "Zajęczaki, w przeciwieństwie do większości człekokształtnych, potrafią rozumować logicznie i korzystać z przeglądu źródła ruchu sieciowego." Zgodzę się z Dziab - ja też znam Twoją twórczość (niekoniecznie tę z Twojego bloga, raczej z komentarzy, ale wcale się nie wypieram, wręcz tak jak pisałam wcześniej - nie mogłam się doczekać, aż skupisz się na Opieprzu!

      Rozgość się, poużywaj sobie, to sami niewyżycie Opieprzowicze xD

      Usuń
  11. "Serio uważacie mnie za półgłówka swojego pokroju?"
    Ja tam stawiam na Sylvilagus aquaticus z delikatną domieszką Sylvilagus palustris.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, mam pytanko do Aimee: kiedy tak mniej więcej będzie ocena mojego bloga? Bo teraz zaczynam bawić się w szablonowanie, i z grafiką na moim blogu mogą się dziać różne dziwne rzeczy, jednak proszę oceniającą o pozostawienie oceny szablonu w takim stanie, jaki jest (może być ocena starego ^^).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę ją jeszcze raz przeczytać, poprawić i opublikować. W przyszłym tygodniu powinna być.

      Usuń
  13. Przy oględzinach zauważyłam dwa błędy.

    Pod regulaminem:
    "Potrafisz już czytać, pisać wiec doczytaj regulamin do końca i zostaw w odpowiednim miejscu zgłoszenie!" - "więc" i chyba przecinek po "pisać".

    Pod podstroną Dziabary:
    "Ocenię każdy blog, który jest w jakiś sposób związaniy z mangą i anime. " - "związany".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście odnotowuję w pamięci, u siebie lecę poprawiać oraz idę poganiać pejczykiem As o kolejne trzy punkciasze. Aż dziw, że nikt do tej pory się nie spostrzegł (wstyd prawdziwy, że my też nie) :O Idziesz jak burza, Kanako XD

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
    2. Niestety będę baardzo surowa ;]
      Pierwszy błąd (przecinek przed "więc") wypomniała już Niah i dostałą za niego punkt NASA - moja wina, ze jeszcze nie poprawiłam, ale jeden błąd może tylko jedna osoba zgarnąć. Drugi błąd natomiast to podstrona Dziab, a nie odpowiadam za podstrony oceniających - mogą tam zamieścić kociokwik totalny i posługiwać się dowolną alternatywą gramatyczną. Nic As do tego ;]

      Dostajesz jednak punkt za "więc" bo tego nikt nie wspominał ;]

      Mam nadzieję, że rozeźliłam Cię wystarczająco, być przetrzepywała teraz oceny Asetej, żeby się nie czuła taka przemądrzała xD

      Pozdrawiam!
      As.

      Usuń
  14. Austen. Nie Austin. Lepiej to popraw, bo po czymś takim trudno brać sobie do serca nawet dobre rady oceniającej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, masz rację. Niedobrze, ostatnio nazwiska sprawiają mi jakieś psikusy - bardzo, bardzo przepraszam, już poprawiam i w podzięce ofiarowuję punkt NASA. Dziab jest takim tłumokiem - japońskich nazwisk nie pomyli, ale zwykłe, angielskie, często. Witamy wśród zawodowych wytykaczy błędów :)

      Pozdrawiam!
      Dziab

      Usuń
  15. Opisy 0,5/10?
    Niestety, w tej kategorii spodziewałam się czegoś mocniejszego i konkretniejszego od strony pani krytykującej.
    "Dziab wchodzi w tryb berserka o względnej sile wygłodniałego miśka grizzly i zaraz rozdepcze te marne szczątki sensownych opisów. Nie będziemy gorsi od Japończyków - my też zasługujemy na własną Godzillę."
    Naprawdę? Zagłębiamy się w porównanie wygłodniałego miśka grizzly w trybie berserka do japońskiej Godzilli? Jak dla mnie to jest niepotrzebne lanie wody dla samego faktu rozpisywania się i udowodnienia swojego talentu do kreatywnego opisywania czegokolwiek. Oczywiście, opisy autorki krytykowanego bloga - n*pierdalam się z nich, a Serek robi to z wzajemnością. Czytając to jednak, oczekiwałam wyższego poziomu. Bo wiesz, ch*jowy opis jest gorszy od braku opisu, więc lepiej nie stosować go na siłę.
    (oczywiście, przepraszam za przekleństwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Moja Droga.

      No cóż, jeśli jeszcze nie zauważyłaś, to całe opieprzowe oceny składają się z "lania wody dla samego faktu rozpisywanie się i udowadniania swojego talentu". ;]

      Od czasu do czasu dorzucimy jakąś krytykę konstruktywną, ale i to bez przesady xD

      Pozdrawiam!
      As.

      Usuń
    2. Uwierz, nie mam zamiaru przeczytać ani jednej oceny więcej, więc raczej nigdy nie będę mieć porównania.
      Jak o-pieprz to solidny, a nie lanie wody! Tak przynajmniej zakładałam wchodząc tutaj.

      Pozdrawiam, Taios

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń