Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


piątek, 22 stycznia 2016

(867) goflstory

Pogoda dopisuje, a przynajmniej takie mam wrażenie, bo kaloryfer grzeje i przez okno przebija mi się słoneczko. Mam nadzieję jednak, że blog goflstory nie ochłodzi tej cudnej atmosfery.

„Pokaż swoją twarz…”

Z początku byłam przekonana, że adres oznacza „historia golfa”, co wprawiło mnie w stan otępienia, ale okazuje się, że tu jednak jakiś Gofl gra główne skrzypce. Oczywiście, wszyscy czekają, aż Mediate wygłosi standardową formułkę na temat tego, jak bardzo nie lubi anglojęzycznych adresów, ale nie mam na to już siły, a autorzy i tak zapewne to zlewają ciepłym moczem. Choć nie wiem, dlaczego polski odpowiednik miałby być w jakikolwiek sposób gorszy. Na tle miliarda brytyjskich tytułów, wyglądałby z pewnością oryginalniej. Chociaż nie wiem czy ten twój jest anglojęzyczny, albo w ogóle jakośjęzyczny.
Belka jest jeszcze bardziej błyskotliwa, w porównaniu do adresu. Jako iż trzeba było być przeciętnym nieprzeciętnym, to jest ona także obdarta z wszelakich polskich słów. Pozwolę sobie zacytować ją już po przetłumaczeniu: „strażnik pieprzonej miłości”. Ach, jakież to piękne! Od razu widzę, że będę się przebijać przez okres nastoletniego buntu. Ponadto, zapewne, przez cały czas autorka i bohaterzy, będą mi wmawiać, że miłość nie istnieje, nie ma sensu, aby na sam koniec dwójkę dorastających młodziaków połączyć pięknym pocałunkiem i szczęśliwym zakończeniem. Tak oto zreferowałam bloga w dwóch zdaniach. Tak bardzo chciałabym się pomylić… A no! Wspomniałam już, że adres to po prostu zlepek pierwszych liter wyrazów z belki?
Coś źle wgrałaś, bo na pasku, który powinien odtwarzać muzykę widnieje napis „error”. Choć ja to uważam za plus. Bardzo nie lubię, gdy znienacka uderza we mnie fala dźwiękowa (znaczy, bo ja zapominam o takich gadżetach i mam głośniki ustawione na maksymalną głośność).
Jak tu ciemno. Aż w oczy kole, bo przez okno dobija się do mnie słoneczko i regularnie przypala mi jedno ramię (i co z tego, że jest -13 stopni?!), a tu taki kontrast. Serio, aż mi łzy do oczu podeszły. Nagłówka ino nie ma, a jest tylko wielki wszechobecny granat. Z początku myślałam, że to jakiś błąd strony, ale jak nie patrzę, jak nie czekam, jak nie odświeżę, tak dalej nic. Dalej jest podobnie, bo widzę tło w kolorze jakiegoś spranego bordu. Do tego czarna czcionka tekstu i już mi się oczka świecą, bo lektura będzie wyjątkowo nieprzyjemna. Ale Mediate to wcale nie taka pesymistka! Ja rozumiem, a nawet przyswajam, że treść może mnie zauroczyć. Jednakże Ty, droga autorko, lubisz skrajności. Jeśli chcesz stworzyć szablon mroczny, czy też po prostu ciemny, to proszę zrób to, ale z gustem. I kto Ci podpowiedział, aby te ramki po bokach były pisane w kolorze białym, mało tego – jakimś podświetlanym? Przy tej ciemniźnie to ja już nie wiem, co mnie doprowadza do większej migreny. Rady moje w wielkim skrócie:
1. zrób coś, aby to się nie świeciło a już będzie lepiej,
2. dodaj jakiś nagłówek albo chociaż wyeliminuj tę wielkoformatową nicość,
3. Kolor czcionki tekstu głównego jest za ciemny do tła. Musisz to rozjaśnić, ale nie idź w biel. Błagam.
Podstrony obłędnie skąpe, bo jest ich aż jedna. I to mój ukochany słowniczek. Czy tego nie można wyjaśniać w tekście? Ja rozumiem, że w książkach autorzy lubią takowe strzelić gdzieś na okładce, ale to nie oznacza, że bez niego sobie nie poradzisz. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała co chwilę sięgać do takiego cuda, odrywając się od, może, fantastycznego tekstu i szukać czegoś. Chociaż, aby nie być wredną jędzą, muszę Cię pochwalić, gdyż wszystkie nazwy, których używasz mają jakieś ukryte znaczenie i nie są wzięte znikąd. Nie wiem dlaczego, ale jakoś po tym słowniczku poczułam, że to opowiadanie o elfach. Nie pytaj. Sama nie wiem. Może świąteczny nastrój mi się udzielił. Niemniej, muszę przyznać, iż w końcu zaczynasz na mnie wywierać pozytywne wrażenie. Może to znak od bogów?
Blog jest dość nowy, że tak powiem, bo od 2014 roku, a jako odnośniki widzę tylko ocenialnię (Opieprz dumnie stoi na szczycie wszelkich linków), szabloniarnię i fanpage Harry’ego Potter’a. Mało coś. Nikogo nie czytujesz/polecasz/cokolwiek?
Muszę przyznać, iż szablon bloga jest mocno „minimalistyczny”. Z jednej strony dobrze, że nie naćkałaś tu wszystkiego, a z drugiej brakuje tu Ciebie i Twojego opowiadania.

„Pokaż ile w sobie masz…”

Postów nie ma wiele, bo aż sześć. Może to moje szczęście, a może i nie. O tym się przekonamy w trakcie. Zanim jednak to zrobię mam prośbę: czy mogłabyś zmienić kolejność w archiwum? Słowo daję, że myślałam, żeś zaczęła pisać od rozdziału piątego.

Rozdział 1. Przepowiednia

Za dużo tajemnic jak na jeden raz, mimo iż to tylko prolog.
Nie mogę pojąć, dlaczego wszechobecnie znana stara oszustka została nadworną wróżką? Mało tego, jej przepowiednie Seville każe spisywać, a słudzy od razu do niej biegną by ją o tym powiadomić. Mało tego. Skoro była taką szychą w królestwie, to dlaczego wyglądała i kojarzyła się z nieprzyjemnym obrazem bezdomnej? Wszak wyżej wspomniałaś, że cieszyła się wśród nie-do-końca-inteligentnego ludu sławą, a napiwki i zapłatę dostawała sute. Skromność skromnością, ale raczej ktoś tak chytry za biedaka raczej uchodzić nie chce.
Dalej piszesz, że nikt już nie stara się pamiętać o wojnie odbytej dwadzieścia lat temu. Owszem, to dość krótki okres czasu, ale czy mają się załamywać? Czy przez to, że kilka lat temu była wojna, teraz handlarze mają nie sprzedawać ryb, a dzieci, które zapewne urodziły się po wojnie albo są za małe żeby pamiętać, mają nie hasać radośnie? Poza tym, dlaczego uważasz, że większość tej wojny nawet nie pamięta? Na początku piszesz, że tatuś królowej dożył ponad półtora wieku, a zwykli ludzie nie dożywają ponad pełnoletniość. Coś tu jest ewidentnie przekombinowane.
Gdy przeczytałam tę mhroczną przepowiednię Devin, stwierdziłam, że jednak do konstruowania zagadek rodem od Pytii, to sztuka. Domyślam się, że ta która „przyszła i nie odejdzie” to nasza kochana Seville, natomiast osoba, która „nie nosi spodni, ale za to lwie serce”, to jakaś kobieta. Zapewne jakaś heroiczna bohaterka, która objawi nam się już nawet w kolejnym rozdziale. Nie ukrywam, że to samo napisałaś później, ale tak chciałam się pochwalić, iż mój umysł jest ostry jak żyleta i mogę zostać dowódcą jakichś wojsk, według Twoich słow. Gdzieniegdzie chciałaś zażartować, ale nie jestem w stanie dojść do tego, dlaczego osoba bez spodni została transwestytą. Definicję tego „zjawiska” znam, ale chyba mój pogląd i wyobrażenie są z goła odmienne od Twoich.
Zakończenie dosyć absurdalne. Bohaterowie doszli do tego, że istnieją kobiety wojowniczki. No właśnie. W przepowiedni chodzi o jakąś konkretną, a królowa wspomina o owych przedstawicielkach w liczbie mnogiej. Na świecie jest około czterech miliarda kobiet, a ona kazała temu biedakowi znaleźć jakąś konkretną „ją”? Przecież to jest niedorzeczne. Ma szukać w klubach karate czy piłki nożnej? A może nocą w ciemnych uliczkach czy w więzieniu? Zapowiadało się nawet ciekawie, ale błagam. Zakończenie bije tandetną bajką rodem z Bollywoodowskiego scenariusza. Żeby to ostatnie zdanie nieco inaczej sformułować. Coś w stylu: „znajdź mi silną kobietę” czy „znajdź mi wojowniczkę, która się do tego nada”. Już by to jakoś brzmiało.

Rozdział 2. Nie całkiem zwyczajna

„Do odpowiedzi przyjdzie... Numer 14! Charlotte!” Niech zgadnę. Zapewne znalazłam ową wojowniczkę, której na gwałt poszukuje wspaniała królowa alter świata. Jakiś order czy dowództwo nad wojskami by mi się należało.
Ty serio zapisałaś w tekście całe równanie, które dziewczyna miała rozwiązać. No cóż. Ona geniuszem może nie jest, ale moja wrodzona duma nie pozwoliłaby mi przejść obok tego obojętnie, a więc:

x = 12,5 ; y = 3,5


Nie dziękuj.

Charlotte na jakiegoś omnibusa czy kujona mi nie wygląda, a więc nie rozumiem dlaczego z powodu jedynki za odpowiedź popłakała się, a zaraz potem przeczytałam ckliwą historię, jaka to ona biedna, samotna, a jej rodzice to tak się kochali i tak sobie razem samolotem latali, że aż się po jakimś czasie pobrali i na urodzenie bohaterki zdecydowali.
Jak jednak rozwodziłam się w komentarzu do pierwszego rozdziału na temat tego dlaczego i jak dowiedzieli się kogo konkretnie mają „złapać” w ludzkim świecie, tak teraz już w ogóle nic się tu kupy nie trzyma. Ja rozumiem znaleźć kogoś silnego, ale żeby te poszukiwania chociaż trochę potrwały, a nie rozkaz wydany, łupucupu i pojawił się Victor przed dziewczyną i oznajmia jej, że wyruszą w piękną podróż, aby ta niezgrabna matematycznie kobietka ratowała świat. Swoją drogą, ratujące świat szesnastolatki robią się już naprawdę nudne.
Przy okazji, rozumiem, że nastolatki w wieku buntu młodzieńczego zapominają połowy języka ojczystego, ale czy w tym dialogu nie mogła użyć nieco ambitniejszych słów niż „debilne” czy „bezsensu”?
I jeszcze biedną babcię w to mieszają. Miała być zwykłą dziewczyną i przeciętną uczennicą, a tu w sprawę zawikłana jest cała rodzina. I oczywiście, ja to pojąć mogę. Wszak moja młodzieńcza miłość Michael Scott stworzył podobną historię. U niego walczyli z antycznymi bogami, a potem okazało się, że bohaterzy od nich pochodzą. Znając nastoletnią wyobraźnię Charlotte będzie bliższą lub dalszą krewną Tuków. Ale nie w dwóch rozdziałach! Ja się obawiam, że na piątym będzie już po całej historii. Albo gorzej – Charlotte się zakocha i resztę nocy spędzę na czytaniu o idealnej, choć trochę brutalnej i niewdzięcznej, miłości.

Rozdział 3. Naga prawda o przeszłości

Czuję się niezręcznie. Biednej babci trzeba powtarzać dziesięć razy, żeby zrobiła żurek, a i tak zrobi pomidorową, ale historię praświatów pamięta z takimi szczegółami i dokładnie wie, co zrobić z danym klejnotem i kim był Victor? Kurczę, też chcę taką babcią, choć moja jeszcze nie zapomina. W dodatku ta niewyobrażalnie zaskakująca nowina! Charlotte ma korzenie Tuskie/Tukowskie. Choć Tyskie też przyjemnie brzmi. W ogóle mnie teraz śmieszy, że Victor jej naopowiadał o swoim świecie, a nawet jakim cudem ją znalazł i dlaczego ona, ale nie zamiast powiedzieć wprost „jesteś Tukiem”, powiedział tylko, że jest napiętnowana. Gdzie tu logika? Gdzie tu sens?! 


I dziecko jakąś decyzję powzięło. Czyżby przewrotnie chciało się nie zgodzić? A może „ależ jasne”, ale z pewnymi warunkami? Czym prędzej spieszę, aby się tego dowiedzieć. 


Rozdział 4. Écuelle cz. II
Pierwsza część była tak niesamowicie zwyczajna, że nawet nie wiedziałam co napisać. Chciałam skwitować ją zaledwie krótkim gifem: 

 

Jednak nie wypadało tylko w ten sposób skwitować jednej notki. Ups, i tak to zrobiłam. No cóż, żyje się dalej.
Z początku rozdział był monotonny, ale gdy wspomniałaś o Victorze pod prysznicem… Naprawdę oczekiwałam, że znajdzie się w jego łazience czy chociaż w łóżku. Byłoby chociaż zabawniej. Toć młody, silny, przystojny, dobrze zbudowany mężczyzna onieśmiela takie dziewoje, a jeszcze tak dwuznaczne spotkanie odbija na ich psychice długotrwałe piętno. A ten tak bezczelnie stał sobie obok królowej. Ciekawe, co tam we dwoje w tej komnacie robili… Wróć! Chyba nastrój Charlotte zaczął mi się udzielać.
I cóż tu więcej powiedzieć. W końcu zaczęło mi się podobać. Rozdział porządny i dopracowany od A do Z. Jest trochę opisów, trochę dialogów, trochę wartkiej akcji, nieco tajemnicy na sam koniec. Kryłaś swój talent albo ja nie wiem. Oby każdy następny rozdział był pisany z taką pasją. Po prostu nie mam się do czego przyczepić i to mnie cieszy. Tak trzymaj, bo nie ręczę. 

Rozdział 5. Szkoła wojowników cz. I
Jak na ostatni rozdział to trochę dawno. Dwa lata jednak to nie przelewki. Nawet my częściej dodajemy posty na Opieprzu. Nowy rozdział miał być, gdy pod poprzednim pojawi się pięć komentarzy. O zgrozo, co za szantaż. Ale dobra, jest równo pięć, a jak pisałaś to w 2014 roku, tak teraz nastał 2016. I zawiodłaś swoich wiernych fanów, którzy Ci te komentarze nabijali.
Charlotte poznała nowych znajomych, ale poza tym nic się nie działo. Swoją drogą to dziwne. Raz całą akcję zawężasz do minimum, a raz nienaturalnie przedłużasz. Polecam przeczytać jeszcze raz książki, które Cię zainspirowały i zrobić sobie pewien konspekt pisania opowiadań. Może to pomoże, bo nie wiem jak się odnieść. Przyzwyczajasz mnie, na początku, do szybkiego przechodzenia między wątkami, aby zaraz rozwlekać jeden na trzy rozdziały. Zdecyduj się kobieto.
Cóż. Oryginalne opowiadanie to na pewno jest, gdyż jest Twoje, a nie kolejny fanfick. Za to na pewno przyznaję plusa, gdyż to się ceni. Szkoda tylko, że zaprzestałaś (chyba) pisać, bo mogłaś zapewne pokazać o wiele szersze wachlarz umiejętności. Na podstawie pięciu rozdziałów ciężko mi to ocenić jednoznacznie. Fabuła jest i ciekawa, i nudna. Niby masz pomysł na opowiadanie, ale nie wiesz jak się do tego zabrać. Wygląda to czasem wręcz nieudolnie. Jak już wspomniałam – przeanalizuj to.
Jeśli chodzi o kreację świata, to raczej słabo to wychodzi. Świat ludzi raczej każdy z nas zna, ale alter świata już niekoniecznie. To, że tam jest jarmark i gospoda naprawdę nie mówi mi, jak tam jest. W końcu wspominasz, że ten świat jest inny. Ale dlaczego? W jakim sensie? Tu trochę mi zabrakło. To samo tyczy się bohaterów. Pełen opis dostałam tylko Devin oraz Victora, a że Charlotte jest brunetką to gdzieś tam mimochodem. Musisz tych bohaterów określić. Naprawdę jednorazowy ładny opis starczy, a potem każdy będzie wiedział jak i jakie włosy bohaterce falują.
Dialogi są bardzo dobre i z nimi nie mam żadnych problemów. Opisy teoretycznie też są dobre, ale mam jego „ale”. Czasem po prostu jest ich za mało albo aż za dużo. Tu trzeba wyczuć, kiedy zacząć i skończyć. Ty tego wyczucia na razie nie masz. Wykreowałaś cały świat w swojej głowie i dla Ciebie pewne rzeczy są oczywistą oczywistością. Dla mnie, jako przeciętnego czytelnika, już nie. Dopracuj to.

Błędów?

Jak kilka aspektów wspomnianych wyżej kuleje, tak tu zwyciężasz. Tylko tyle błędów znalazłam, a to i tak drobnostki, bo nawet najlepszemu zdarzy się literówka. Także chociaż tutaj mogę śmiało zakrzyknąć: brawo!
„Tylko u mnie nalepsze owoce śródziemnomorskie”. Najlepsze.
„Ruina, Sadoma i Gomora”. Sodoma.
„Uwolniła czające się w niej od akcji przy tablicy emocje”. Uwolniła czające się w niej, od akcji przy tablicy, emocje.
„[…] odłożyła wiktuały”. Ależ się ambitnie zrobiło. Najpierw piszesz slangiem, aby potem nam tam zastąpić wyrazy „kanapka” i „dżem”?
„Nie mijała żadnych bocznych korytarzy ani schód na dół”. Nie chodziło raczej o „schodów”?

I cóż ja więcej mogę? Opowiadanie nijakie. Ni wybitne, ni strasznie słabe. Zadatki na dobrą pisarkę masz. Popracuj nad swoim warsztatem pisarskim i wtedy na pewno zdumieją się przypadkowi „przechodnie”.


* Obrazek pochodzi z REPLYGIF.
* Obrazek pochodzi z REPLYGIF.

6 komentarzy:

  1. Och, omg xd Dziekuje za ocene tak czy siak, choc rzeczywiscie przestalam to pisac (co tlumaczy error w muzyce i brak naglowka, ktory - przysiegam - byl tam), i to dlatego, ze poczatek byl kiepski xd teraz jestem w drugiej liceum i zastanawiam sie nad poprawieniem tej historii jako powiesci, bo dalej jest ambitniejsza ^^
    Powiem ci, ze pominelas kilka bledow takich jak niepoprawnie uzyte slowo "bynajmniej" lub zwiazek wyrazowy "w kazdym badz razie". Wiem to stad, bo jakis czas temu sama postanowilam przeanalizowac ten tekst. Mimo tego uswiadomilas mi kilka rzeczy co do mojego stylu, o ktorych nie wiedzialam, totez dziekuje :3
    Pozdrawiam zaloge!

    OdpowiedzUsuń
  2. I.
    Zdecyduj się kobieto.
    Zdecyduj się, kobieto.

    Wołacz oddzielamy od reszty zdania przecinkiem (lub dwoma, gdy znajduje się w środku zdania).

    II.
    Mało tego, jej przepowiednie Seville każe spisywać, a słudzy od razu do niej biegną by ją o tym powiadomić. Mało tego.

    A. Niczemu niesłużące powtórzenie.
    B. Brakuje przecinka przed "by". Równoważniki zdań – jak sama ich nazwa wskazuje – są równoważne zdaniom i jako takie powinny być na równi oddzielane przecinkami od towarzyszy w wypowiedzeniu złożonym.

    III.
    Rady moje w wielkim skrócie:
    1. zrób coś, aby to się nie świeciło a już będzie lepiej,
    2. dodaj jakiś nagłówek albo chociaż wyeliminuj tę wielkoformatową nicość,
    3. Kolor czcionki tekstu głównego jest za ciemny do tła. Musisz to rozjaśnić, ale nie idź w biel. Błagam.


    A.
    Jeśli używasz numeracji z kropką, to każda z treści podpunktów powinna być traktowana jak nowe zdanie i zaczynać się dużą literą (czyli jak intuicyjnie zrobiłaś to w punkcie trzecim), a kończyć kropką.

    W przypadku wypunktowania lub użycia formy listy z nawiasem (np.: a)..., b)...) traktujemy treść jako części zdania rozpoczynającego i rozdzielamy je przecinkami, a na końcu ostatniego stawiamy kropkę.

    B. Przecinek przed spójnikiem "a".

    IV.
    Czy przez to, że kilka lat temu była wojna, teraz handlarze mają nie sprzedawać ryb, a dzieci, które zapewne urodziły się po wojnie albo są za małe żeby pamiętać, mają nie hasać radośnie?

    A.
    Przecinek przed "żeby". Analogicznie jak w punkcie II.B.

    Poza tym to zdanie jest molochem. Można się zgubić jak na lotnisku w Frankfurcie. Dobrze zrobiłoby mu dodanie przestrzeni i wydzielenie długiego wtrącenia (pół)pauzami (zamiast przecinkami), o w ten sposób:
    Czy przez to, że kilka lat temu była wojna, teraz handlarze mają nie sprzedawać ryb, a dzieci – które zapewne urodziły się po wojnie albo są za małe, żeby pamiętać – mają nie hasać radośnie?

    B.
    A i jeszcze jedno: Jeśli rozdzielasz dzieci urodzone po wojnie od dzieci urodzonych w czasie wojny (która była 20 lat temu), to trzymaj się czasów. Bo dzieci, które są (wciąż) za małe, żeby ją pamiętać, to jednocześnie te same dzieci urodzone po wojnie (wojna 20 lat temu, dzieciństwo to jakieś 12 lat życia w porywach do 18). Masz tu przykład pleonazmu. Gramatycznie powinno być użyte były za małe, ale z logicznego (i matematycznego punktu widzenia) nie ma sensu mówienie o dzieciach, które "są" czy "były" za małe, by pamiętać, ponieważ mowa jest o "tu i teraz", a oni wszyscy już dorośli lub nie żyją. Dzieci, które były za małe, już nie istnieją.

    V.
    Wykreowałaś cały świat w swojej głowie i dla Ciebie pewne rzeczy są oczywistą oczywistością.

    Rozumiem częściowo chęć podkreślenia stopnia pewnych spraw, ale... oczywistość nie ma stopni. Albo jest coś oczywiste, albo nie. Tautologie zostawmy poetom i matematykom. ;)

    Pozdrawiam,
    Ri :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Punkt za przecinek.
      2. Punkt za powtórzenie i punkt za przecinek.
      3. Racja, numerujemy z dużej i kończymy kropką plus punkt za przecinek.
      4. Punkt za przecinek i za „były” zamiast „są”.
      5. Tautologia zamierzona. Brak punktu.

      Razem: 7 punktów.

      Pozdrawiam,
      Prawy Harnaś Opieprzowej Ekipy

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jestem w trakcie. Już niedługo. :)

      Usuń