Nerwowa reakcja na krytykę nie kładzie jej kresu. Przeciwnie, rodzi w oceniającym przekonanie, że ma rację w tym, co mówi. — Richard Carlson
Witamy na Opieprzu!
piątek, 3 września 2010
(651) Piotrek-klimaczewski
Dzisiaj Święte Oficjum zajmie się sprawą Piotrka Klimaszewskiego.
W roli inkwizytora: Kapibara.
„Piotrek Klimaszewski”, jak banalnie to brzmi. Adres zdecydowanie nie jest popisem kreatywności. Oczywiście można przypuszczać, iż jest to pamiętnik. Przeczy temu jednak fakt, iż blog znajduje się w kategorii „opowiadania”, a to wydaje się być dowodem niepowtarzalnym. Prawdę powiedziawszy wcale mnie to nie dziwi, a to dlatego, że jeszcze całkiem niedawno modnym było nazywanie blogów imieniem głównego bohatera, którym zapewne jest wspomniany pan Klimaszewski. Szału więc nie ma, a w mojej głowie nadal próżnia. Adres ani mnie nie zachęca, ani nie odpycha od lektury. Przypuszczam jednak, że jeśli zaserwujesz mi więcej banałów znudzę się i usnę, a jak wiadomo sen ważniejszy jest od pracy, bo wypełnia trzecią część życia. Póki co Twój blog lokuje się gdzieś w okolicach zera na mojej skali euforii.
Belka wcale nie zmienia tego faktu – nie czuję się zachęcony ani trochę. Dowiedziałem się, iż głównych bohater ma lat siedemnaście i że prowadzi całkiem normalne życie. Bardzo dużo, jak na belkę, nie sądzisz? To zaiste głupi pomysł, by tak wiele szczegółów ujawniać już na samym początku. Myślę, że bardziej pasowałby mi jakiś mądry cytat, bo to co można ujrzeć w tej chwili, ociera się o banał, a jest to dźwięk podobny do szurania paznokciami po tablicy. Banas banalis, chciałoby się rzecz.
Co zaś się tyczy samych kolorów, pochodzą one z palety barw Wujka Oneta. Trzeba przyznać, że jest on na granicy daltonizmu. Przypuszczam, że niewidomy malarz lepiej dobrałby kolory. Do tego ta kolumna ciągnąca się w nieskończoność. Czy doprawdy ustawienie wyświetlania tylko JEDNEGO postu na stronie głównej przerasta możliwości niektórych blogerów?
Zdecydowanie widać po nim, że Twój blog stał się obiektem inwazji Kreegan. Możliwe nawet, że stał się demonem, a to dlatego, że podobnie jak apokaliptyczny smok ma wiele głów. Tylko nie wiem, dlaczego jest taki biały. Mógłby chociaż być w kolorze tła, wtedy można by uznać go za twór oryginalny, a tak jedynie za dzieło Szatana. Niby wprowadza on w klimat, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że zaraz wyskoczą na mnie słodziutki pokemony i zaczną molestować tR@fffffkom.
Brakuje mi minimalizmu. Przesada jest zła, bo co za dużo to niezdrowo. Żadnych plusów nie widzę. Naprawdę – żadnych. Moje wyczucie piękna pierzchło w czarny las, a mi nie pozostaje nic innego, jak przekazać Ci tajemnicę Valarów: Jeśli nie potrafisz tworzyć grafiki, niech zrobi to za Ciebie ktoś, kto się na tym zna. Dlatego proszę Cię, najmij jakiegoś mistrza-szabloniarza, aby zrobił coś z szatą graficzną bloga Twego. Amen. Pamiętaj, ON patrzy. ON oceni Cię w Dniu Gniewu. Więc prostuj swe ścieżki, bo niedługo nadejdzie koniec Internetu! Ten dzień się zbliża!
Czekam aż załaduje mi się marcowe archiwum i okres oczekiwania wydłuża się niemiłosiernie. Suwak jest wielkości komarzego gówienka. Obawiam się, że wszystkiego nie dam rady przeczytać, a co dopiero ocenić. Błogosławieni wytrwali, niechaj i na mnie zstąpi wyjątkowy zapał (obawiam się, że łaska Ojca Internetu na mnie nie spłynie, ale kto spamuje, tego blog w końcu odwiedzonym zostanie).
Moja pewność co do tego, że ten blog jest opowiadaniem nieco opadła, albowiem treść tego postu wskazuje raczej na pamiętnik literacki. Czemuż to? Otóż główny bohater nie jest przedstawiony. Narrator nie pozwala mi na wyobrażenie sytuacji; wskazuje jednak na to, co uważa za wyjątkowo ważne dla siebie. Stanowi to dla mnie niemały kłopot, a to dlatego, że inaczej ocenia się opowiadania, a inaczej pamiętniki. Oczywiście istnieje też trzecia możliwość – jest to utwór z pogranicza pamiętnika i opowiadania, jakiś wyjątkowy twór, którego do końca nie da się rozpracować (jak Szatana!). Ta możliwość wydaje mi się najbardziej prawdopodobną. Moje uczucia oddaliły się od zera i bardzo powoli zbliżają się do euforii. Oczywiście jest to ruch bardzo powolny, bo – czy tego chcemy, czy nie – grawitacja działa i ściąga mój stan emocjonalny w dół.
Po tym pierwszym wpisie – a może rozdziale? – mogę już pi razy drzwi ocenić Twoje zdolności. Widzę zalążki fabuły, ale bardziej uwypuklone są uczucia bohatera. Sam nie wiem, co o tym myśleć. Mam mętlik w głowie. To moc Kreegan!
W mojej małej, kapilarowej główce trybiki pracują na najwyższych obrotach. Muszę szczerze przyznać, że lektura tego pamiętnikoopowiadania sprawia mi ból prawie fizyczny, a to dlatego, iż wciąż nie jestem pewien, czy to czyjejś życie, czy może czyjś wymysł; a może jedno i drugie? To mnie przeraża. Pierwszy raz w swojej opieprzowej karierze czuję się nieswojo na blogu; nie wiem z czym – lub kim - mam do czynienia. Głowa mi pęka, to prawdziwa udręka… Świat przedstawiony jest tak nierealny w swojej realności. Nie dajesz nam żadnych opisów, zdajesz się być częścią tego uniwersum. Może jest to bardzo dobra imitacja pamiętnika? Krążę po tym swoistym labiryncie domysłów i naprawdę nie mam czego opieprzać…
W moim małym, kapibarowym móżdżku zawitał koncept nie byle jaki. Otóż, o niedobra istoto, rzuciłaś na mnie urok! Jednak w końcu udało mi się go przełamać i dostrzegłem pewne szkopuły. Nie obudziłem się wprawdzie z ręką w nocniku, ale mało brakowało. Wystarczyło spojrzeć na ten twór z czysto epickiej strony. Wtedy ukazała się naga prawda i chyba wolałem ją w wersji ubranej.
Przede wszystkim opisów ani widu, ani słychu, ani kukuryku. Może i rzeczywiście Twój styl przypomina nieco prawdziwe pamiętniki, ale nie zmienia to faktu, że wolę porządne, opisowe opowieści, a nie wytwory pamiętnikopodobne. Poza tym emocje zostały w tym rozdziale (?) wykazane o wiele gorzej, za to dialogów nie zabrakło. Moje euforia opada…
O ile Twoje posty czytane po kolei są bardzo fajne, o tyle wylosowane są niezrozumiałe. Każdy wpis upodabnia się do odcinka opery mydlanej, w której filiżankę herbaty niosą przez dwanaście odcinków, aby ostatecznie rozlać ją po dwudziestu.
Co zaś się tyczy fabuły, to zaczynam dostrzegać pewne szkopuły. Cała sytuacja zaczyna się robić mocno przerysowana, a mnie to odrobinę wnerwia. Chyba że główny bohater mieszka w dzielnicy slumsowej , ale nie wskazuje na to stan wykształcenia jego rodziców. Powoli przestaje mi się chcieć czytać, a entuzjazm opada. Czyżbym dojrzał prawdziwe oblicze tego bloga? Z drugiej strony opowiadanie to nadal jest niezwykle realistyczne pod względem uczuć bohaterów i „pamiętnikowatości” tej opowieści. Zaczynam jednak powoli dochodzić do wniosku, że nasz placyk sąd oderwał się od ziemi i prądy oceaniczne znoszą nas na Wyspy Nonsensu.
Opowiadanie coraz bardziej zaczyna przypominać telenowelę i stracił trochę ze swej finezji. Wszystko dąży do happy endu, przynajmniej częściowego. Zaczynam czuć się nieco zasłodzony. Gdyby przeciętny siedemnastolatek z dobrej rodziny miał podobne przeżycia jak Twój bohater, to w takim razie wolałby ominąć swoje siedemnaście lat. Wyspy Nonsensu się zbliżają, Wena już wyskoczyła za burtę, więc pozwolę sobie na krótkie podsumowanie. Otóż Twój styl pisania mi odpowiada. Niby jest szorstki i pozbawiony opisów, ale coś mnie urzekło w Twoim opowiadaniu. Mimo to czytałem lepsze opowieści. Gdyby to był pamiętnik, równe dziesięć punktów powędrowałoby na Twoje konto. Tak mogę sobie pozwolić tylko na siedem. Dodaję jeszcze pół dodaję za moje wątpliwości co do gatunku bloga. To było… ciekawe. Nie zmienia to jednak faktu, iż Twój styl pozostawia sobie jeszcze trochę do życzenia. Może więcej opisów? Troszeczeczkę, tyci, tyci.
Liczcie swe winy, grzesznicy!
„Chwile stoję w pokoju(…)” - jw.
Gdzieś tu unosi się jeszcze zapach Motyla Dobroci. Przyleciał on do mnie, usiadł na ramieniu, i rzekł:
- Nie widziałeś jeszcze takiego bloga, nieprawdaż? Niby czytałeś już wiele opowiadań, ale to ma w sobie coś wyjątkowego. Czyż nie miałeś przez pewien czas wrażenia, iż jest to prawdziwy pamiętnik? Nie sądzisz, że trzeba to jakoś docenić? Dając pięć punktów, na przykład?
Doszliśmy do najsłabszego ogniwa Twojego bloga. Grzeszne ramki leżę przed mną, pokazując swe nagie ciała! Schowaj je na podstronach, bo ja –dobry jak zapleśniały chleb inkwizytor – nie mam zamiaru oglądać takich panienek. Wołam więc do Twojego sumienia, posty na lewo, menu z podstronami i statystyka na lewo. Proste?
Z czytelnością jest dobrze, chociaż brakuje mi szerokiej listy. Byłaby o wiele wygodniejsza od archiwum. Co zaś się tyczy obrazków – o nagłówku już się wypowiedziałem, uważam go za dzieło Szatana. Zaś z portret głównego bohatera jest zdjęciem normalnym i nie wykazuje się nadzwyczajnym artyzmem, zarówno jeśli chodzi o kompozycję, jak i sam temat zdjęcia. Jest męski odpowiednik „słit” foci na nk, czyli fołtoł a’la paker. Kapiemu się nie podoba, ot co! Nawet Motyl Dobroci Cię nie wybroni.
+1 za wątpliwości co do natury bloga.
Ocena dostateczna
Cóż, gdyby nie grafika, byłoby więcej.
Pierwsze wrażenie: 3/10
Dobra, przybył egzorcysta, można zaczynać ocenę strony graficznej bloga. Zapewne drogi Autorze zastanawiasz się, do czego potrzebny mi egzorcysta. Otóż odpowiedź jest wyjątkowo prosta: Wygląda na to, że pod Twoją nieuwagę pojawiły się ogniste demony, który zrobiły tu niemałą rozpierduchę. Proszę Cię, jeśli popełniłem błąd, nie przyznawaj się, bo będziesz spalony na stosie. Ludzie sprawiedliwi nie tworzą tak upośledzonej grafiki. Tło ramek w prawej kolumnie jest białe, przerwy między nimi w kolorze tła zewnętrznego. Nagłówek na białym, posty na białym, a pomiędzy nimi linki na kolorze tła zewnętrznego. Toż to jakaś masakra graficzna! Leonardo z Vinci pociąłby Cię już którąś z wielu mhrocznych machin jego produkcji. Przecież tutaj nieopanowane kolory hasają sobie po łączce jakoby baranki, co wstają rankiem i śpiewają sobie tak: Bee, bee, bee, kopytka niosą mnie. Bee, bee, bee, kopytka niosą mnie. Skandal, skandal…
Podsumowując: Blog utrzymuje się na granicy wszystkiego co złe i tego co dobre. Moje uczucia są wybitne mieszane, a to dlatego, że belka zapowiada coś w miarę akceptowalnego, a grafika krzyczy do mnie: NIE CZYTAJ!!! Wyrzuć komputer przez okno! Nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu zmusić się do dalszej lektury, a żal pozostawić na później… Jeżeli takowe później nadejdzie, bo czuję w kościach, że już niedługo dokona się ostateczne starcie pomiędzy siłami zła w spółce z Dziecim Neo a mocami dobra i dojrzałości blogowej.
Tymczasem ja wraz z egzorcystą dokonam oględzin nagłówka.
Nagłówek: 0/5
Treść: 7,5/10
„Pierwsza notka i wyznania”
„Pomoc”
„Problem siostry; Problem siostry2” (jakby nie można było w jednym poście całej historii opisać, phi).
„Wolne dni”
„Rozmowa z kumplem”
Czas wyciągnąć różdżkę i przenieść nas z powrotem na ląd.
Ortografia i poprawność językowa: 7/10
„(…)przyglądam się ciemnością jak zwykle panującym w pomieszczeniu”. – Przede wszystkim, mówimy o liczbie mnogiej, więc „ciemnościom”, po drugie przecinek przed „jak”.
„sexu” – Niestety, ale w języku Polskiem literka „x” już nie występuje, chociaż są wyjątki. Piszemy więc „seks”, ale „xero” (w tym wypadku „ksero także jest dopuszczalne).
„Mi z Olka(…)” – Oprócz literówki (Olką, nie „Olka”), wiedzę tu bardzo pospolity błąd – zdanie nie można zaczynać od słowa „mi”, powinno więc być: „Mnie z Olką jest dobrze(…)”.
„nie ważne” – nieważne!
„(…)czy będę jej pierwszym[,] czy ostatnim, jeśli zdecydujemy się na coś bardziej intymnego[,] to nie zrobię takiej głupoty jak większość moich kumpli, nie „zaliczę” jej[,] a potem *jej* nie zostawię”. – Nawiasy kwadratowe wskażą Ci drogę, a gwiazdki – grzechy.
„kilka razy miałem nadzieje” – Znów literówka! Nadzieję, nie nadzieje.
„ze to dziecinnie głupie” – Literówka…
„Chwil[ę] stoję w pokoju[,] zastanawiając się[,] czy nie jest za późno na śniadanie (…)” - W kwadratowych!
„pukam naciskam dzwonek” – To pukam czy naciskam dzwonek?
„I, co ja teraz zrobię?” – Temu przecinkowi powiedz „baj, baj”.
„Jak nic do niego nie czujesz[,] to trzeba było mu się nie pchać do łóżka....” – W kwadratowym. Do tego stawia się trzy kropki, a nie cztery. Nie łam statutu.
Dobra, koniec. Może i było więcej grzechów, ale nie były one śmiertelne. Piszesz trochę niechlujnie i mam wrażenie, że nie sprawdzasz dokładnie postów. Proponowałbym pisać rozdziały w Wordzie albo Firefoksie. Do tego maltretujesz trochę interpunkcję, popracuj nad tym!
Temat: 5/5
Układ: 0/5
Czytelność, obrazki: 3,5/5
Dodatkowe punkty: 1/10
Podsumowanie: 27/60
Listy zadań nie daję, bo na bloga dawno nie zaglądano.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz