Witamy na Opieprzu!

Ogłoszenia z dnia 29.04.2016

Do zakładki "kolejka" oraz "regulamin dla zgłaszających się" został dodany nowy punkt. Prosimy się z nim zapoznać.

Zapraszamy do wzięcia udziału w rekrutacji!


piątek, 26 września 2014

(847) otaku-note

       Oczy mam już na zapałki, na opuszkach rany. A w żyłach więcej kofeiny niż hemoglobiny.

Przyczyną takiego stanu jest „Otaku-note”, bo taki adres ma blog, z którym muszę się zmierzyć. Oryginalność sięgnęła dna. „Otaku” to słowo zaczerpnięte z japońskiego, które oznacza fana japońskich kreskówek, komiksów i wszystkiego, co z nimi związane. Aż boję się, że znowu będę się musiał męczyć z recenzjami, „achami” i „ochami” autorki. Strona prezentuje się całkiem dobrze, mimo że napis na belce nie zachęca: „Fale angstu rzucone w sam środek internetsów”. Nieszczególnie mam dziś ochotę na kubeł pomyj wylewanych na wszystko i wszystkich tylko dlatego, że Jadzia, autorka bloga, ma kubeł z dostępem do Internetu. Poza tym moją uwagę skutecznie odciąga Roberto Matta i jego impresjonistyczne malarstwo. Taki już ze mnie typ.
     Strona wygląda schludnie jak białe gacie po praniu, w które przez przypadek zaplątała się granatowa skarpetka. Wiecie, co mam na myśli? Plamy, wszędzie plamy, chociaż to chyba są przesadnie powiększone krople wody na szybie. Tak czy siak, ten swojski widok nie sprawi, że blog urzeknie mnie adresem albo tytułem. Nagłówek przedstawia siedzącą pod drzewem dziewuchę o ponurym wyrazie twarzy, a naokoło opadają liście. Grafika ładna, lecz szpeci ją napis: „Otaku note. Pamiętnik socjopatki”. Poważnie? To ma być sposób na autoreklamę? To zachęcić ma potencjalnego czytelnika, by pozostał na dłużej? Mnie nie zachęca, bo uczulony jestem na tę falę, którą ma Jadzia na belce. Pod nagłówkiem, który jest jakąś masakryczną samoróbką – obramowanie mam na myśli, kto to rysował? Alkoholik na głodzie? – znajduje się menu, a w nim linki, a w nich... OMG! Hiperłącza do dziewięciu analizatornii i trzynastu ocenialnii! Ale masówka. Tyle opinii z pewnością pomoże w rozwinięciu skrzydeł albo skutecznie je podetnie. Po prawej duma i wielkie plany Jadzi, czyli co Jadzia do czytania radzi, co sama czytała, czyta albo zamierza przeczytać. Gdyby kogoś interesowało, co czyta Zoltan, polecam szeroką listę. Teraz zamierzam oddać się tej właśnie „rozkoszy”.

        Po przeczytaniu dwóch pierwszych „angstów” omal oczy nie wypłynęły mi z oczodołów, a to za sprawą cięć budżetowych panny Jadzi. Droga Jadziu, wielkość czcionki na blogu nie jest finansowana przez NFZ, nie musisz się obawiać, że Ci wystawią rachunek, to zupełnie za darmo jest. Szumny „angst” okazał się jedynie małą marudą, a już obawiałem się, że wulgaryzmów będzie tu tyle, co ślimaków po deszczu. Te dwa wpisy były istną sałatką grecką z tematów różnych, których wspólnym mianownikiem było to, że opowiadały o tym, co autorkę wkurza. Nie ma więcej o czym pisać, zabrakło paru przecinków i to tyle.

     We wpisie trzecim – jak w dwóch poprzednich – znowu obudziła się w Jadzi mała maruda i postanowiła poużalać się nad złym losem biednych właścicieli psów, którzy z pupilem spokojnie na spacer wyjść nie mogą, bo się ciągle ich ktoś czepia. Tekst ma zabarwienie komiczno-nienawistne i chociaż uśmiechałem się pod nosem, to jednak wciąż w pamięci miałem swój pierwszy i ostatni wiosenny spacer z ukochaną po osiedlu, na którym mieszkała, kiedy to wcale nie dla rozrywki musieliśmy slalom między psimi kupami urządzać. Z tekstu Jadzi wynika, że jej suka kupek nie robi – bo zapewne jest prawdziwą damą. Słówkiem autorka nie wspomniała, czy po swoim psiaku sprząta, więc domyślam się, że nie i jeszcze się dziwi, że ludzie jej uwagę zwracają. Zła być musiała, gdy to pisała, bo błędów dziwacznych więcej niż poprzednio.

        W „angscie” czwartym wyżywała się na hospicjum, bardzo kulturalnie zresztą i nie bez powodu, a we wpisie piątym, oznaczonym tą etykietą, oznajmiła, że nie ma na co narzekać. Socjopatka? Tak? Jakoś wątpię. Jadzia ma małą wiarę w siebie, co pokazują jej teksty, ale jeśli mam być szczery, to z blogów o charakterze pamiętnikowym i refleksyjnym ten umieściłbym w pierwszej dziesiątce najlepszych, które kiedykolwiek zmuszony byłem czytać. Autorka wysławia się w sposób jasny, prosty i przystępny, a błędy zdarzają jej się rzadko. Z ciekawszych tematów polecić mogę ten o postawach, które może przyjąć student zdający egzaminy ustne. Jeśli ktoś z czytających tę ocenę studiuje i jest zainteresowany to Tu jest link, na śmiech nigdy nie jest za późno albo za wcześnie.

       O mój Bo... Znalazłem „angst” szósty. Autorka musiała być naprawdę wściekła, bo zapomniała dodać etykietę. „Zróbmy sobie darmowego pracownika, czyli o wolontariacie słów kilka” taki tytuł ma. Jeśli znajdę jakieś błędy to wywlekę na światło dzienne, bo wcześniej tego nie zrobiłem. Błędów nie znalazłem, za to straciłem resztki wiary w system i w ludzi, zwłaszcza tych na stanowiskach decyzyjnych. To, że większość prywaciarzy dorobiła się na wyzysku pracowników, wiem z własnego doświadczenia i opowieści innych, ale o wyciąganiu pieniędzy od wolontariuszy przez miasto, to się dopiero teraz dowiedziałem. Ma Jadzia dar do pisania o rzeczach ciekawych i istotnych, aż jestem pozytywnie zaskoczony.
Ha, znalazłem: „I bądź tu Polaku mądry”. Nie wstawiła Jadzia przecinków, choć użyła wołacza, na, na na, na, na, na, dana moja dana. Jestem wielki.

No, i proszę, kolejny wpis „angry girl”.




       I znowu bez etykiety – złość szkodzi myśleniu i urodzie, chociaż wnioskując po długości tekstu, Jadzi szkodzi mniej niż innym. Autorka zatytułowała go „Bo ludzie są głupi”, ale zamiast pomstować na wszystkich, zaczęła od samobiczowania. Obsmarowała samą siebie, stwierdziła, że jest głupia, wywlekła jeszcze parę innych spraw, których jest świadoma i które ją w sobie samej złoszczą i przeszła do tematu głównego – głupoty innych. Oj, może być ciekawie...
Trochę się zawiodłem, to znaczy przykłady ludzkiej głupoty były fajne i skoro Jadzia opisywała koleżanki ze studiów, to musiały być prawdziwe, ale to mi bardziej zwykłą plotką zaleciało niż poważnym wpisem. Nie odniosłem wrażenia, że autorka opisywanych osób nie lubi, a przedstawione sytuacje bardziej ją śmieszą niż złoszczą, więc pewnie tekst miał być formą rozrywki dla ludu, bo jak wiadomo najbardziej nas bawi cudza głupota, o własnej wolimy zapomnieć.

      Z wpisów, które przyciągnęły moją uwagę, wspomnę jeszcze trzy ostatnie, które opowiadają o wycieczce Jadzi socjopatki na Bałkany. Posty zachęcają zdjęciami, ale na próżno szukałem w nich angstu. Jak to? Żadnego marudzenia, żadnych uwag, nie wydarzyło się nic, co można by obsmarować? Jestem zawiedziony. Blog socjopatki stał się przewodnikiem turystycznym, tylko po co? Przewodników wszędzie od groma, jak będę chciał poczytać o takich miejscach, to sobie je wyszukam w Internecie, a na blogu wściekłej dziewuchy to chciałbym o upale poczytać, o tłoku, barach z pizzą, kantorach wymiany walut, cholernych kamieniach na plaży, wstrętnych robalach w wodzie, głupiej pani przewodniczce co to upomina bez powodu, o rodakach wieśniakach i innych rzeczach, które wkurzają na takich wycieczkach. Naprawdę nic się nie wydarzyło? Nic, co można „zhejtować”? Jedynie kozy opisała, bo się biedactwa na drogę wyrobiły, ale cóż zrobić, kiedy samopas puszczone, u nas nie do pomyślenia, u nas tylko pieski (w tym miejscu cenzura wcielona w osobie samej Cory nakazała usunąć mi słowo niepoprawne opieprzowo) gdzie popadnie i to jeszcze przy nodze swego właściciela.

       To tyle, jeśli chodzi o blog Jadzi, która przecież nikomu nie wadzi. Bałkany wciągnęły Jadzię tak bardzo, że od czerwca niczego nie napisała, a szkoda, bo całkiem dobrze jej to szło i poprawnie było, i chamstwa nie znalazłem, a Jadziny angst łagodną miał formę. Blog może do oryginalnych nie należy, bo takich pomstujących ludzi jest od groma i ciut, ciut, ale nie powala też beznadziejnością tematów. Jadzia miała wielkie plany i sprawy, o których chciała pisać. Zapowiadały się ciekawie, ale coś sprawiło, że te posty nigdy nie pojawiły się na jej blogu. Tedy żegnaj, droga Jadziu.

      Chciałem właśnie linka do ocenionego bloga wstawić, patrzę i nie wierzę. Jadzia wróciła. Witaj! Gdzieś Ty była, jak Cię nie było? Już myślałem, że w stratosferę puszczę tę ocenę i nic z niej nie wyniknie, chociaż może i tak będzie. Aż muszę przeczytać, coś tam wysmarowała. Drodzy koledzy, misja ratunkowa na Bałkany odwołana, Pikuś, odstaw tę skrzynkę z browarami, zostajemy.
Po stylistyce zdań wnioskuję, żeś na jakiejś strasznej i bezludnej wiesi siedziała. A jeśliś zapomniała, to Ci przypomnę, że masz u siebie posta, w którym tematy na „angsty” czekają, może masz nowe spojrzenie na pewne sprawy, a może sama będziesz zaskoczona tym, że chciałaś je kiedyś podjąć.
Pozdrawiam.

7 komentarzy:

  1. * "A [w] żyłach więcej kofeiny niż hemoglobiny."
    * " alkoholik na głodzie? " - alkoholik powinien być z wielkiej litery, bo to nowe zdanie pytające.
    * "Szumny „angst” okazał się jedynie małą marudą, a już obawiałem się, że wulgaryzmów będzie tu tyle [,] co ślimaków po deszczu."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niechaj Zoltan się wypowie ;)

      Usuń
    2. Trzy punkty się należą. :)
      Nie mam niczego na swoją obronę.

      Usuń
  2. "Z tekstu Jadzi wynika, że jej suka kupek nie robi – bo zapewne jest prawdziwą damą. Słówkiem autorka nie wspomniała, czy po swoim psiaku sprząta, więc domyślam się, że nie i jeszcze się dziwi, że ludzie jej uwagę zwracają. Zła być musiała, gdy to pisała, bo błędów dziwacznych więcej niż poprzednio." - Nic o tym nie napisałam, bo logicznym dla mnie jest, że jeśli ktoś bierze psa do osiedla miejskiego, to znaczy, że jest w stanie na tyle zrozumieć podstawy życia w społeczeństwie, że sprząta. A jak ktoś jest burakiem i nie potrafi nawet sprzątnąć jednej małej kupki, to cóż...

    "ale to mi bardziej zwykłą plotką zaleciało niż poważnym wpisem. Nie odniosłem wrażenia, że autorka opisywanych osób nie lubi, a przedstawione sytuacje bardziej ją śmieszą niż złoszczą, więc pewnie tekst miał być formą rozrywki dla ludu, bo jak wiadomo najbardziej nas bawi cudza głupota, o własnej wolimy zapomnieć" - niestety, jak pisałam w notce, większość tych sytuacji widziałam na własne oczy. Nie, te osoby mnie faktycznie nie denerwują, a raczej śmieszą. Po którejś sytuacji można zwyczajnie zdobyć się na coś takiego jak dystans.

    "ak to? Żadnego marudzenia, żadnych uwag, nie wydarzyło się nic, co można by obsmarować? Jestem zawiedziony." - Hmm, faktycznie, trzeba to zmienić.

    Sama nie wiem, co myśleć o tym początku oceny, brzmi jakbyś trochę za dużo browarów wypił. Poza tym, niestety z oceny nie wyniosłam niczego poza tym, że jestem beznadziejna w grafice (a teraz powiedz coś, o czym nie wiem) i... więcej angstów <3 Tajes!!!
    Jadźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak tobie, ale od tego jadu na początku zachciało mi się wymiotować. Rozumiem wszystko, ale taka żmijowatość? Ani to fajne, ani zabawne, najwyżej autor sam z siebie się pośmieje...

      Usuń
    2. Jadziu, czego się spodziewałaś? Miałbym Twój styl zmieniać? Po co? Sam nie chciałbym, żeby mi ktoś własny sposób myślenia i wysławiania się narzucał. Czytałem już blogi, w których słownictwo powszechnie uważane za wulgarne zastępowało przecinki, i tego się obawiałem. Ale mnie pozytywnie zaskoczyłaś.

      Cudownie, że po piesku sprzątasz, sama jednak musisz przyznać, że to jakaś zmora jest.

      Myślałem, że porzuciłaś bloga, a ja znowu będę pisał sam dla siebie, więc sobie trochę pofolgowałem. Wiem, że to nie Twoja wina, bo na ocenę zapewne długo czekałaś, więc nic dziwnego, że na trochę zniknęłaś, a mnie ten fakt usprawiedliwić nie może. Aha, alkoholu nie pijam w ogóle, nie palę i nie zażywam żadnych środków psychoaktywnych, a plotę głupoty, bo tak już mam. :D

      Usuń